Brutalne zerwanie z przeszłością. Pięć ran zadanych w epoce reformy liturgicznej i Kościół przyszłości

Gdy czytałem wzruszające przemówienie biskupa Athanasiusa Schneidera o pięciu ranach, które zadano Mistycznemu Ciału w epoce reformy liturgicznej, uświadomiłem sobie, że nie znam mocniejszej diagnozy dotyczącej samej istoty kryzysu, z którym mamy do czynienia. Biskup pisze bowiem:

Istnieje wiele konkretnych aspektów przeważającej obecnie praktyki liturgicznej w zwykłej formie rytu, które stanowią prawdziwe zerwanie z niezmienną, tysiącletnią praktyką liturgiczną. Mam na myśli pięć praktyk liturgicznych, które wymienię tu w skrócie; można je nazwać pięcioma ranami liturgicznego i mistycznego Ciała Chrystusa. Są one ranami, ponieważ przyczyniły się do brutalnego zerwania z przeszłością, przestając akcentować ofiarniczy wymiar Mszy (który jest jej centralnym oraz istotnym elementem), a podkreślając pojęcie uczty. Wszystko to zmniejsza zewnętrzne znaki boskiej adoracji, ponieważ sprowadza niebiański i wieczny wymiar tajemnicy do o wiele niższego wymiaru.

Według bp. Schneidera tymi pięcioma „ranami” są, po pierwsze, „celebracja ofiary Mszy, w której kapłan odprawia z twarzą skierowaną w stronę wiernych, zwłaszcza podczas Modlitwy eucharystycznej i konsekracji, najbardziej podniosłego i najświętszego momentu kultu należnego Bogu”; po drugie „komunia na rękę”; po trzecie „nowe modlitwy ofertorium”; po czwarte, „całkowity zanik łaciny w absolutnej większości celebracji eucharystycznych zwyczajnej formy w krajach katolickich”, po piąte, „wykonywanie liturgicznych posług lektora i akolity przez kobiety oraz wykonywanie tych posług w stroju świeckim wraz z wchodzeniem do prezbiterium podczas Mszy świętej z przestrzeni zarezerwowanej dla wiernych”. Jeśli kard. Ratzinger miał słuszność w ocenie, że „kryzys Kościoła, jaki obecnie przeżywamy, zależy w dużej części od rozkładu liturgii”, to bp Schneider, jak sądzę, treściwie zdiagnozował tę śmiertelną chorobę, jednocześnie wskazując jasno lekarstwo: nieograniczony i jednoznaczny powrót do Świętej Tradycji.

36

Gdy rozmyślałem nad przemówieniem bp. Schneidera, przyszedł mi do głowy zabieg mnemotechniczny, pozwalający łatwo zapamiętać pięć zidentyfikowanych ran: (1) obwarowany okrąg; (2) pyszna postawa; (3) opuszczone ofertorium; (4) masowa mowa; (5) płynne prezbiterium. Ostatnie sprawiło mi nieco trudności, ponieważ bp Schneider wrzuca różne rzeczy do jednej kategorii. Można by również mówić o „wychodzących wiernych”, podkreślając, że świeccy przechodzą do prezbiterium ze zgromadzenia, albo o „koedukacyjnym kapłaństwie”, ze względu na nowość angażowania kobiet do ról tradycyjnie i słusznie przypisanych wyłącznie męskiemu duchowieństwu.

W tym rozdziale zajmę się czterema z pięciu ran tak trafnie wskazanych przez Ekscelencję, pomijając „opuszczone ofertorium”, ponieważ chcę skupić się na problemach, które mają źródło w złych praktykach i naruszeniu rubryk. Stawką w debacie wokół każdej z tych ran jest coś o wiele poważniejszego niż osobiste gusta duchowe czy estetyczne. Nasz Pan Jezus Chrystus miał tylko jedną misję na tym świecie, którą przekazał swojemu Kościołowi: zbawić dusze na chwałę Bożą, uczynić ludzi dziedzicami Jego boskości i szczęścia. Diabeł też ma tylko jedną misję: skusić jak najwięcej dusz, aby miały udział w jego potępieniu, ponieważ nieszczęścia chodzą parami. Obaj pragną dusz: Jezus, ponieważ nas kocha; Szatan, ponieważ nas nienawidzi.

Posoborowe zmiany liturgiczne wykreowały osobliwą teorię i praktykę liturgiczną, które wprowadziły toksyny herezji i bluźnierstwa do krwiobiegu katolickiego świata. Im bardziej ta osobliwa teoria podbija umysły a praktyka staje się normą, tym mniejsza skuteczność w uświęcaniu dusz i przekształcaniu świata dla Chrystusa Króla. Wszystkie zmiany wspomniane przez biskupa Schneidera zdradzają udział złych aniołów znacznie przewyższających inteligencją i mocą swoich ziemskich popleczników; wszystkie te zmiany przynoszą korzyść, jeśli można tak powiedzieć, imperium diabła. Nic więc dziwnego, że Szatan robi wszystko, co może, by przeszkodzić reformie, którą rozpoczął Benedykt XVI.


Peter Kwasniewski „Kryzys i odrodzenie. Tradycyjna liturgia łacińska a odnowa Kościoła”

Materiały dodatkowe:

napisz komentarz
  • Moim zdaniem przywrócenie łaciny w celebracji mszy św. nie przysporzy pełnych kościołów. Dla mnie i pewnie prawie wszystkich wiernych, celebracja w j. polskim jest o wiele lepsza, gdyż też możemy się modlić. Trzeba pamiętać , że celebracja mszy św. i modlitwy – to nie magia ( dokładnie to się nazywa okultyzm lub wściekła pobożność , która nie ma nic wspólnego z prawdziwym darem pobożności). Jednak jestem przeciwna z podawaniem komunii na rękę, wszak to jest prawdziwy Jezus Chrystus, któremu trzeba okazać maksymalny szacunek i miłość.

    • Proponuje spojrzeć na kwestię łaciny w liturgii w szerszy sposób, nie przez pryzmat, tego, ze wszystko jest zrozumiałe. Łacina jest językiem sakralnym, czyli takim, który zupełnie rożni się od tego co na co dzień. I liturgia powinna być właśnie wejściem w rzeczywistość zupełnie inna niż ta, w której na non stop przebywamy. Dawniej idąc na mszę wkraczaliśmy w odmienny, transcendentny swiat, w coś zupełnie inne niż mamy wokół siebie. Człowiek zaś, by odnaleźć sie w liturgii powinien był podjąć wysiłek, by wejść, zrozumieć tą rzeczywistość. Przez redukcje znaków, symboli i wyparcie łaciny liturgia zamiast podnosić człowieka do Boga, zeszła do poziomu człowieka. Rzeczywistość codzienna wkroczyła do kościoła i w ten sposób różnica między sferą sacrum a profanum niemal zanikła.
      Poza tym łacina, jako język martwy jest o wiele bardziej jednoznaczny i precyzyjny niż język codzienny. Wprowadzenie języków narodowych sprawiło rozmycie sensu niektórych modlitw. Podam przykład. Polski przekład modlitwy przed Baranku Boży dziś brzmi „Prosimy Cię, nie zważaj na grzechy nasze, lecz na wiarę swojego Kościoła i zgodnie z Twoją wolą napełnij go pokojem i doprowadź do pełnej jedności.” jest to nie tylko niewierne tłumaczenie (w j. łacińskim jest Umacniaj w jedności) ale również niepoprawne teologiczne, bo wg. katolickiej nauki Kościół jest jeden, a w polskim przekładzie jest zawarta sugestia, że jedność Kościoła jest stanem nieistniejącym. W ten sposób doszliśmy do absurdu – liturgia, która powinna być odblaskiem katolickiej doktryny i najlepszym jej nośnikiem, zaciemnia ją.

  • Symbole są ważne, zgadzam się, ale czy nie bardziej rani Boga brak miłości w sercach niż nieudolnie oddawana cześć?
    Czy kochający ojciec, nie wiem jak bardzo ważny w świecie, gdy patrzy na swoje dziecko, będzie czuł się zraniony i obrażony tym, że dziecko potknęło się idąc do niego i wybrudziło się, czy raczej wyciągnie ręce, by dziecko podtrzymać i oczyścić? Tak, Bóg jest Święty. Po trzykroć. Kadesz… Czyli INNY niż my. Inaczej myśli. Jest miłością. Na inne rzeczy zważa niż my.
    Czy serca ludzi napełnią się miłością do Boga w sposób automatyczny wskutek zamiany j.polskiego na j. łaciński w liturgii, albo odwrócenia kapłana? Przyznam, że nie rozumiem zupełnie w czym j. łaciński ma być lepszy od języka zrozumiałego dla obecnych w kościele. Żeby było sztywniej, zimniej i bardziej podniośle?
    Uwielbienie Boga wypływa z zaznania Jego miłości, z napełnienia ludzkiego serca Jego miłością, bo sami z siebie nic nie możemy, ze spotkania z Nim, Abba, Tatusiem, żywym Bogiem, Bogiem, który jest. Z rzeczywistego doświadczenia Jego Obecności. Tylko człowiek przekonany o tym, że Bóg go nieustająco kocha, rozkwita i nawet pomimo trudów życia, pragnie Go wielbić, i pragnienie to wypływa z serca, samo, bez kalkulacji i bez względu na warunki i „dekoracje”. I taki człowiek nie ocenia innych, bo wie, że to co w nim śpiewa, jest łaską Boga, a nie jego zasługą, więc modli się o innych, by także otworzyli swoje serca na miłość Boga. A kiedy się otworzą, ich serca zaczną wielbić Boga, tak jak będą potrafiły …
    Ludzie w Kościele masowo cierpią na wyznawanie „boga”, który nie istnieje – zimnego księgowego, rachującego ich złe uczynki, sztywnego, karzącego, dalekiego i nieobecnego w ich problemach, „boga”. którego trzeba obłaskawiać darami – odpowiednią ilością modlitw, nabożeństw i uczynków… Rozmawiam z ludźmi ochrzczonymi, chodzącymi do kościoła, taki noszą w sercach obraz „boga”. A takiego „boga” nie ma.
    Jezus powiedział, że mamy zwracać się do Boga Abba, Tatusiu…. A czas modlitw to czas naszego uzdrawiania, ale jak wielu o tym nie wie!
    Tak, Bóg jest Wszechmogący, ale jednocześnie jest Kochający, jak nikt inny … On jest źródłem wszelkiej miłości. Bez Niego nikt kochać nie potrafi, nawet Maryja, czy Święci…
    Więc problem nie jest w dekoracjach… Bez obecności Ducha Św. najpiękniejsze dekoracje i zasady będą zimnym rytuałem. Jak wielu ludzi ma problem ze zrozumienienm treści Słowa głoszonego w kościele w zrozumiałym dla nas języku. Cóż da zamiana na j. łaciński? Żeby zrobilo się „magicznie”?
    Bóg posłał swojego Syna do Izraela, tam się urodzil i mówił po aramejsku, więc gdyby szukać świętości w taki sposób, dlaczego liturgia nie miałaby być odprawiana po aramejsku?
    Wiem, że Bóg jest i że mnie kocha, cudownie jest budzić się rano i śpiewać z radości, że żyję, że jestem! Cudownie jest mieszkać w dużym mieście i mieć tą łaskę, że jest wiele kościołów i mogę nawet codziennie uczestniczyć w Eucharystii.
    Dziękuję Ci Abba, Tatusiu za to, bo wiem, jak wielu takiego dobra nie zaznaje, nie ma kapłanów, nie ma Eucharystii… I dziękuję Ci, że mogę Cię wielbić w języku polskim, że nie muszę znać łaciny, by cieszyć się z Twojej miłości. Zawierzam Ci wszystkich, którzy nie otworzyli jeszcze serc na Twoją miłość …

    • Dlaczego wprowadza Pani a priori tezę, że musi istnieć opozycja między świadomością Miłości Boga do człowieka i człowieka do Boga a dbałością o to, by kult sprawowany na cześć Boga był jak najdoskonalszy. Troska o prawdziwe piękno, godność liturgii, jest jedną z najlepszych form odwdzięczenia mu się za miłość do nas. Czy osobie, którą Pani kocha – męża, dziecka, rodzica, stara się Pani dać coś mało wartościowego, brzydkiego, czy coś naprawdę doniosłego, niesamowitego? Tak samo powinno to działać w stronę Boga. wdzięczność Panu Bogu za Jego miłość powinna wykluczać bylejakość i tandetę w liturgii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl