Bunt przeciw miłosierdziu Boga [cz.1]

Doświadczenie Bożego miłosierdzia jest czymś wspaniałym i właściwie powinno nas zachwycić i pociągnąć, wzbudzając radość i wdzięczność. Tak by się wydawało. Jednak okazuje się, że nie dzieje się tak zawsze. Miłosierdzie Boże wzbudza w nas opór i bunt, gdy dotyczy ono innych, nie nas. Tak się zdarza od samego początku historii zbawienia. Już w 4 rozdziale Księgi Rodzaju czytamy historię Kaina i Abla. Kain zabił Abla z zawiści, że Bóg wejrzał na Abla i na jego ofiarę;  na Kaina zaś i na jego ofiarę nie chciał patrzeć (Rdz 4,4n). Symbolem tego był dym – u Abla unoszący się w górę, a u Kaina ścielący się po ziemi. Zanim jednak Kain postanowił zabić swojego brata, Bóg go ostrzegał:

Dlaczego jesteś smutny i dlaczego twarz twoja jest ponura?  7 Przecież gdybyś postępował dobrze, miałbyś twarz pogodną; jeżeli zaś nie będziesz dobrze postępował, grzech leży u wrót i czyha na ciebie, a przecież ty masz nad nim panować (Rdz 4,6n).

Grzech pierworodny, który zachwiał wiarę człowieka w bezinteresowną miłość Boga, zaowocował złym spojrzeniem na bliźniego. Najbardziej przerażającym przejawem tego złego patrzenia na bliźniego jest agresja wobec Bożego miłosierdzia. W Biblii znajdujemy szereg historii, które odsłaniają ten mechanizm. Często niestety nie dopuszczamy do siebie tej prawdy. Pan Jezus jednak wyraźnie wskazał ten mechanizm, który często skrzętnie ukrywa się za zasłoną sprawiedliwości i pobożności.

W tym kontekście warto spojrzeć na wspomnianą już przypowieść Pana Jezusa o faryzeuszu i celniku w świątyni ukazującą ich postawę.

10 «Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz a drugi celnik.  11 Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik.  12 Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam”.  13 Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!”  14 Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony» (Łk 18,10–14).

Okazuje się, że człowiek może Boga potraktować jako arbitra, jako trybunał, przed którym uzyskuje on potwierdzenie swojej wspaniałości i doskonałości. W tym przypadku ważniejsze od samego Boga jest poczucie bycia w porządku i bycia lepszym od innych. Bierze się ono z porównywania się z innymi, na których od razu patrzymy z pozycji wyższości. Oni są gorsi. Jest to o tyle ważne, że na tle gorszych lepiej wychodzi się samemu. Stąd także bardzo chwytliwe są w prasie tematy związane z różnego typu skandalami, gdyż można sobie powiedzieć: „Jeżeli ludzie, którzy powinni być porządni, uczciwi, stanowić moralny wzór – zwłaszcza kiedy są kapłanami czy zakonnikami – robią takie rzeczy, to Panie Boże, co znaczą moje drobne grzechy”. Jednocześnie z tą postawą związana jest zawiść. Nie daj Boże, żeby ktoś był postawiony wyżej od nas, wtedy pojawia się niezadowolenie, pretensje i nawet agresja w związku z niesprawiedliwością, ostatecznie skierowana do Pana Boga. Przy takim nastawieniu często dopiero doświadczenie własnej słabości może otworzyć nas na łaskę Bożą. Przypowieść o faryzeuszu i celniku w świątyni pokazuje, jak pobożność może służyć budowaniu fałszu w nas samych, a także budowaniu muru między nami i Bogiem.

W Jerozolimie można doświadczyć tego, że bardzo pobożni Żydzi, którzy zdecydowanie przewyższają nas w gorliwości religijnej, mają w sobie dużo agresji w stosunku do chrześcijan, a szczególnie do duchownych w sutannach czy habitach. W oparciu o to, co o Bogu mówi Ewangelia, możemy stwierdzić, że ich pobożność jest niezgodna z wolą Bożą i raczej świadczy o braku znajomości Boga prawdziwego. Gdyby bowiem znali Boga, nie zachowywali by się tak, nawet zakładając ich mocne przekonanie, że nasza wiara jest nieprawdziwa. Patrzyliby z zatroskaniem i miłosierdziem na tych, którzy błądzą. Kiedy jednak podtrzymują swoją agresywność, stają się całkowicie ślepi na Boże miłosierdzie. Najlepiej odsłania się ono w momencie naszej słabości, gdy sami już nie potrafimy sobie poradzić. W bezsilności dopiero widzimy, że sami nie jesteśmy w stanie nic osiągnąć, że Boża łaska jest dla nas konieczna. Gdy traktujemy Boga jako Sędziego, który potwierdza naszą dobroć, wtedy właściwie Jego pomoc nie jest nam potrzebna, gdyż sami potrafimy sobie zapewnić właściwą godność i znaczenie. Okazuje się, że pobożność może stać się powodem, dla którego człowiek odrzuca darmową łaskę, a tym samym odrzuca życie. To jest przerażające. Wiemy, że w Ewangelii do tego faktycznie doszło. Tak bardzo oczekiwany przez wieki Mesjasz, który miał wyzwolić Izraela, kiedy przyszedł na świat, został nie tylko odrzucony, ale nawet skazany na śmierć jako bluźnierca. Wszystko dlatego, że ludzie nie byli w stanie uznać się za niewolników grzechu i nie potrafili przyjąć darmowej łaski Bożej wyzwalającej ich z tej niewoli (zob. J 8,24–42).

Ten mechanizm, problem faryzeizmu – jak go nazywamy – nie jest problemem jedynie historycznych faryzeuszy ani współczesnych Żydów, ale jest problemem wszystkich epok i religii. I także obecnie w Polsce jest on bardzo żywy. Dzisiaj także – w niektórych środowiskach – buduje się pobożność na poczuciu wyższości i większej doskonałości moralnej oraz na potępieniu innych, zupełnie podobnie jak faryzeusz w świątyni z przytoczonej przypowieści.


fragment z książki „Boże miłosierdzie”

 

Materiały dodatkowe:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl