Cela jest ziemią świętą, świętym miejscem, gdzie Pan i jego sługa często rozmawiają… List Wilhelma z Saint-Thierry do kartuzów z Mont-Dieu

Pobożność, o której tu mowa, jest bowiem nieprzerwaną pamięcią o Bogu, ciągłym działaniem woli zmierzającym do poznania Go, nieustannym otwieraniem się na Jego miłość, żeby nigdy słudze Boga nie upłynął czas, nie powiem że dzień, lecz godzina, na niczym innym, jak tylko na albo oddawaniu się ćwiczeniu duchowemu i gorliwym wzrastaniu w wierze, albo na słodyczy doświadczenia Boga i radości rozkoszowania się nim. Oto pobożność, do której Apostoł zachęca umiłowanego ucznia, mówiąc: Ćwicz się w pobożności. Cielesne bowiem ćwiczenie na mało się przyda, lecz pobożność do wszystkiego jest pożyteczna, bo ma obietnicę życia teraźniejszego i przyszłego.

Wasz habit jest rękojmią, a wasze powołanie wymaga nie tylko pozornej, ale i prawdziwej pobożności we wszystkim i wobec wszystkich. Apostoł mówi również: Niektórzy zachowują pozory pobożności, ale wyrzekają się jej mocy.

O takim spośród was, który nie ma jej w sumieniu, nie ukazuje jej w życiu, nie ćwiczy w celi, powinno się powiedzieć, że jest samotny, a nie że żyje w odosobnieniu, i że cela nie jest dla niego celą, tylko zamknięciem i więzieniem. Rzeczywiście samotny jest ten, kto nie ma przy sobie Boga. Rzeczywiście uwięziony jest ten, kto nie jest wolny w Bogu. Bo samotność i uwięzienie to imiona nieszczęścia. Natomiast cela nie powinna być w żadnym wypadku miejscem, w którym uwięziono konieczność, lecz miejscem, w którym mieszka pokój, nie zamkniętą bramą kryjówki, ale zaciszem.

Ten bowiem, z kim jest Bóg, zawsze jest mniej samotny od tego, kto jest sam. Wtedy doprawdy cieszy się swobodnie swoją radością, wtedy jest cały dla siebie, aby cieszyć się Bogiem w sobie i sobą w Bogu. Wtedy, w świetle prawdy, w pogodzie czystego serca, czyste sumienie otwiera się dobrowolnie na siebie, a dotknięta przez Boga pamięć wlewa się swobodnie sama w siebie, i albo rozjaśnia się rozum i serce raduje się własnym dobrem, albo kruchość – ludzka ułomność – opłakuje w niczym nie skrępowany sposób sama siebie.

Ze względu na to, zgodnie z kształtem waszego postanowienia, odsunąwszy od siebie całą doczesność, zamknęliście się cali z Bogiem, mieszkając w niebiosach raczej niż w celach, jako że podobnie mieszka się w celi i w niebie, ponieważ między wyrazami caelum i cella zachodzi, jak się zdaje, pewne pokrewieństwo tak nazwy, jak i pobożności. Wydaje się bowiem, że zarówno caelum (niebo), jak i cella (cela klasztorna) biorą nazwę od czasownika celare. To, co kryje się w niebiosach, kryje się także w celi; to, co dzieje się w niebiosach, to także dzieje się w celi. A cóż to takiego jest? Zajmowanie się Bogiem, radowanie się Bogiem. Ośmielam się powiedzieć, że kiedy według reguły, pobożnie i z ufnością, poświęcacie się temu w celach, święci aniołowie Boga uważają wasze cele za niebiosa i sprawia im jednakową przyjemność przebywanie tak w celach, jak i w niebiosach.

Przecież gdy nieustannie zajmujecie się w celach sprawami niebieskimi, niebo staje się bardzo bliskie celi i w podobieństwie tajemnicy, i w uczuciu miłości Boga, i w dokonaniu podobnego dzieła. I okazuje się, że dla ducha modlącego się albo nawet wydobywającego się z ciała droga od celi do nieba nie jest już ani długa, ani trudna. Z celi do nieba wstępuje się często, natomiast rzadko kiedy zstępuje się z celi do piekła, chyba że, jak mówi psalm: Niech żywi zstąpią do otchłani, żeby nie zstąpili umierając.

W ten bowiem sposób mieszkańcy cel często zstępują do piekła. Podobnie jak poprzez ciągłe rozważanie znajdują upodobanie w oglądaniu radości niebieskich, żeby ich tym goręcej pragnąć, tak z upodobaniem oglądają męki piekielne, żeby się ich bać i uciekać przed nimi. I to właśnie tego życzą swoim nieprzyjaciołom, modląc się o to, żeby zstępowali do piekieł żywi. A jednak rzadko kiedy ktoś umierając zstępuje z celi do piekła, ponieważ rzadko kiedy pozostaje w niej aż do śmierci ktoś, komu nie jest przeznaczone niebo.

Oto bowiem cela otacza opieką syna łaski, owoc żywota swojego, żywi go, trzyma w objęciach i doprowadza ku pełni doskonałości, a także czyni godnym rozmowy z Bogiem. Ale obcego albo podrzutka szybko od siebie odtrąca i wyrzuca. Dlatego: zdejmij sandały z nóg twoich – mówi Pan do Mojżesza – miejsce bowiem, na którym stoisz, jest ziemią świętą. Przecież święte miejsce lub święta ziemia żadną miarą nie ścierpi zbyt długo trupa martwych uczuć albo człowieka z sercem jak umarły.

Cela jest ziemią świętą, świętym miejscem, gdzie Pan i jego sługa często rozmawiają, tak jak człowiek mówi do swojego przyjaciela, gdzie wierna dusza łączy się często ze Słowem Boga, oblubienica wiąże się z oblubieńcem, to, co niebieskie jednoczy się z tym, co ziemskie, a to, co Boskie, z tym, co ludzkie – ponieważ podobnie jak świątynia jest świętym miejscem Boga, tak cela jest świętym miejscem sługi Boga.

Zarówno bowiem w świątyni, jak i w celi, rozważane są sprawy Boskie; częściej jednak w celi. W świątyni w sposób widoczny i symboliczny są co pewien czas udzielane sakramenty chrześcijańskiej pobożności. W celach, podobnie jak w niebiosach, czci się ustawicznie – w tej samej prawdzie, w tej samej regule, chociaż jeszcze nie w takim samym majestacie czystości, czy też nie w takiej samej pewności wieczności – samą rzeczywistość wszystkich sakramentów naszej wiary.

Dlatego cela, tak jak zostało powiedziane, obcego, który nie jest jej synem, dość szybko z siebie wyrzuca, tak jakby poroniła, zwraca niczym bezwartościowe, wręcz szkodliwe pożywienie. Pracownia pobożności nie może zbyt długo znosić obecności w swoich trzewiach kogoś tego rodzaju. I przychodzi noga pychy i spiesznie go zabiera; ręka grzesznika i porusza go. Wygnany nie może stać w miejscu, lecz ucieka nieszczęsny, nagi i drżący ze strachu, jak Kain od oblicza Pana, narażony na występki i demony, tak że zabije go śmiercią duszy pierwsze z tych dwóch, które go spotka. W przeciwnym razie, gdyby przez jakiś czas pozostawał w celi, nie dzięki niezmienności męstwa, lecz dzięki udręce uporu, cela stałaby się dla niego niczym więzienie albo jak grób dla żyjącego.

Zbij naśmiewcę, a mądry będzie mądrzejszy, i umyje sprawiedliwy swe ręce we krwi grzesznika. Tak więc, jak mówi Prorok: Jeżeli chcesz się nawrócić, Izraelu, to do mnie się nawróć, to znaczy osiągnij szczyt doskonałego nawrócenia. Nikomu bowiem nie wolno długo trwać w tym samym stanie. Sługa Boga może albo wzrastać w wierze, albo upadać na duchu, albo mozolnie pnie się w górę, albo ponaglany jest do piekieł.

Natomiast od was wszystkich wymaga się doskonałości, chociaż nie jednakowej. Jeśli jednak zaczynasz, zacznij w sposób doskonały. Jeśli robisz już postępy, i to także rób w sposób doskonały. Jeśli już w pewnym stopniu dotknąłeś doskonałości, mierz samego siebie z sobą samym i mów z Apostołem: Nie jakbym już osiągnął, albo już stał się doskonały; lecz biegnę, abym jakoś zdobył to, czym sam zostałem zdobyty; to jedno czynię, zapominając o tym, co jest poza mną, z wytężeniem dążąc do tego, co przede mną, biegnę ku wyznaczonej mecie, do najwyższej nagrody, do której Bóg wzywa w Chrystusie Jezusie.

Następnie dodaje: My wszyscy więc, którzy doskonali jesteśmy, tak to rozumiejmy. W tym pouczeniu Apostoł wyraźnie daje do zrozumienia, że doskonale puścić w zapomnienie to, co pozostało z tyłu i doskonale zdążać do tego, co przed nami, jest samo w sobie doskonałością człowieka sprawiedliwego w tym tutaj życiu, a doskonałość tej doskonałości będzie tam, gdzie będzie doskonałe zdobycie nagrody wzniosłego wezwania.


Wilhelm z Saint-Thierry „Złoty list”

Skorzystaj:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl