Cztery stopnie duchowe [część 1] List o życiu kontemplacyjnym („Scala claustralium”) Guigona II kartuza

Wprowadzenie

Starożytność chrześcijańska nie znała trakta­tów o mod­lit­wie jako ta­kich. Nawet dzieła no­sz­ą­ce taki tytuł – jak na przy­kład „O modlitwie” Ter­tul­iana, Ory­genesa, Cypriana – były w rzeczywis­toś­ci komen­ta­rza­mi do Pisma Świę­te­go, do Mod­litwy Pańskiej. Dopiero Średniowie­cze wprowa­dzi­ło roz­prawy na ten te­mat. Przeważnie były one dzieła­mi ówczes­nych mni­­chów. Pismo Świę­te nadal pozostało w cen­­trum uwa­gi. Dos­konale­nie modlitwy ozna­czało doskonalenie czy­ta­nia, wcho­­dzenia w kontakt duchowy z Autorem Księ­gi. Kontynu­owano tra­dyc­ję lectio divina – poboż­nego, świę­tego czytania.

Jednym z ważniejszych tekstów tego nurtu jest List o życiu kontemplacyjnym czyli „Drabina mnichów”. Wywarło ono duży wpływ na późnośredniowieczną duchowość określaną mianem devotio moderna. Autor był kar­tu­zem i nie przypuszczał, że je­go „list do współbrata” zrobi tak zawrotną „karierę”. Dociekliwość ludz­ka ujawniła jed­nak treść, dotąd zakrytą tajemniczym terminem a car­thu­sia­no – „przez kartuza”. Niemniej traktat Scala claustralium początkowo przypi­sy­wa­no św. Ber­nar­do­wi, a nawet św. Augustyno­wi. Śladem tego jest umieszczenie go przez Migne’a zarówno wśród dzieł św. Bernarda, jak i św. Au­gustyna. Dopiero maury­ni w swej Histo­ire lit­téraire przypisali dzieło Guigo Kar­tuzowi, później potwierdził to A. Wilmart w latach trzydzies­tych XX wieku. Naz­wa­no go Guigonem „Drugim”, dla odróżnienia od je­go współbrata o tym samym i­mie­niu, w którego cie­niu przez dłu­gi czas pozo­stawał.

List został napisany około roku 1150, a z tek­stu wynika, że jego au­tor był wtedy młodym mni­chem, można więc przyjąć, że urodził się w pier­w­szej połowie XII wieku. Wstąpił do Wiel­kiej Kar­tuzji i tam na­pisał list do brata Gerwazego z Kar­tuzji Mont-Dieu koło Reims. Wśród swych wspó­łbra­ci cieszył się opinią świętości i dla swych za­let w roku 1174 zos­tał wybrany dziewiątym prze­orem swego ma­cie­rzys­tego kla­szto­ru. Za jego przeo­ratu pa­pież Aleksander III († 1181) wydał bullę, w której wziął pod szcze­gól­ną opiekę zakon Kartuzów i za­twier­dził ich sta­tuty. Po kilku latach przełożeństwa, w roku 1180, Guigo po­pro­sił kapi­tułę general­ną o zwol­nienie ze stanowiska. Dymisję otrzy­mał. Sytuację tę o­pisał N. Molin w Historia carthusia­na: „[Guigo] zu­peł­nie oddany kontempla­cji i ciszy, po­prosił ka­pitułę generalną o zwol­nie­­nie i otrzy­mał je”. W tej samej His­torii znajduje­my cha­rak­te­rys­tykę świętego prze­ora: „Przez wielu nazy­wa­ny był bynajmniej nie bła­hym imieniem, anio­ła. On to, który z powodu niewin­ności życia za­słu­żył so­bie, by kosztować pokoju aniołów, po śmierci miał być wysła­wia­ny przez niebiańskie istoty”. Zmarł w opinii świętości 6 IV 1193 roku.


List ojca Guigona kartuza do brata Gerwazego o życiu kontempla­cyjnym

Umiłowanemu swemu Bratu Gerwa­ze­mu brat Guigo [życzy] radości w Panu!

Winienem Cię kochać, Bracie, jako dłu­ż­nik, boś Ty pierwszy zaczął mnie kochać; je­s­tem obowiązany Ci odpisać, bo Ty Two­im listem pierwszy mnie wezwałeś do pisa­nia. Postanowiłem więc przesłać Ci coś z te­­go, co przemyślałem wcześniej o ćwicze­­­niu duchowym mnichów. A to w tym ce­­­lu, abyś Ty, który przez doświadczenie na­­uczyłeś się tego lepiej ode mnie, osądził i poprawił moje myśli. Najpierw Tobie, całkiem słusznie ofiaruję te początki naszego trudu, byś zebrał pierwsze plony nowego zasiewu (por. Ps 144[143],12) [jakim jestem ja], któregoś chwa­lebnie wykradł z niewoli faraona (por. Wj 13,14) i bez­sil­nej samotności, a umieścił w zwartym szyku bojowym (por. Pnp 6,3.9) – gałązkę sztucznie wyciętą z dzi­kiej oliwki, mądrze wszczepiając ją w oli­wkę szlachetną (Rz 11,17.24).

O czterech stopniach

Kiedy pewnego dnia przy jakiejś pracy rę­cznej zacząłem myśleć o ćwiczeniu ducho­­wym człowieka, nagle przyszły mi na myśl cztery stopnie duchowe, mianowicie czytanie (lectio), rozmyślanie (meditatio), modlitwa (oratio), i kontemplacja (contemplatio). Po tej drabinie mnisi wznoszą się z ziemi do nieba. A choć nie wyróżnia się w niej wielu stopni, to jednak jest niewiarygodnej wielkości. Jej część najniższa opiera się na ziemi, najwyższa zaś sięga chmur i zgłębia tajemnice niebios (por. Rdz 28,12). Jak te stopnie różnią się ko­lej­nością i nazwą, tak też co do wartości nie są równe. Kto pilnie wejrzy w to, co każdy z tych stopni w nas sprawia, czym się one od siebie różnią i czym góruje jeden nad drugim, ten uzna za krótkotrwały i łatwy cały włożony w nie trud i staranie – z powodu wielkiej korzyści i słodyczy (por. Rdz 29,20).

Czytanie jest to pilne wnikanie skupionym duchem w Święte Pisma. Rozmyślanie jest wnikliwym działaniem ducha, badającym treść ukrytej prawdy przy pomocy własnego rozumu. Modlitwa jest skierowaniem ku Bo­gu oddanego serca celem oddalenia zła lub uzyskania dobra. Kontemplacja jest jakimś unie­sieniem ponad siebie ducha zakotwiczo­ne­go w Bogu, jest zakosztowaniem radości wie­kuistej słodyczy. Po określeniu zatem czte­rech stopni pozostaje nam przyjrzeć się ich działaniu na nas.

Jakie jest działanie wyżej podanych stopni

Czytanie szuka słodyczy życia szczęśliwe­go, rozmyślanie ją znajduje, modlitwa o nią prosi, kontemplacja odnajduje jej smak. Czytanie podnosi ją do ust niby poży­­wny pokarm, rozmyślanie żuje i rozdra­bnia, modlitwa dochodzi do smaku, a kontem­placja jest samą słodyczą, która raduje i krzepi. Czytanie [zajmuje się] łupiną, roz­my­śl­anie – miąższem, modlitwa – wyraża tę­sk­notę, kontemplacja raduje się z osiągnię­­tej słodyczy. Chcąc wyraźniej to zobaczyć, przytoczmy przykład jeden z wielu.

Działanie czytania

Podczas czytania słyszę: Błogosławieni czy­­stego serca, albowiem oni Boga oglądać bę­dą (Mt 5,8). Oto powiedzenie krótkie, lecz peł­ne słodkiego a wielorakiego sensu dla na­sy­ce­nia duszy, jakby jakieś winne grono. Gdy du­sza pilnie temu się przyjrzy, mówi do sie­bie: „Może tutaj być dla mnie coś do­bre­go. Wejdę w głąb mego serca i postaram się, o ile to możliwe, zrozumieć i osiąg­nąć tę czystość. Drogocenna bowiem i pożądana to rzecz, której posiadacze nazwani są bło­gosławionymi, której obiecuje się widze­nie Boga i życie wieczne, którą wychwa­la tyle świadectw Pisma Świętego”. Pra­gnąc zatem pełniejszego wyjaśnienia, zaczyna ona żuć i rozdrabniać to winogrono, umieszcza je niby w tłoczni, a potem po­­budza umysł do badania tego, czym jest owa cenna czystość i jak ją można posiąść.

Działanie rozmyślania

Gdy więc się pojawia pilne rozmyślanie, nie pozostaje na zewnątrz, nie tkwi na po­wierzch­­ni, lecz zagłębia stopę, wchodzi do wnę­trza, jedno po drugim bada dokładnie. Bacz­nie zważa na to, że [Pan] nie powiedział: „Błogo­sła­wie­ni czystego ciała”, lecz czy­­stego ser­ca. Nie wystarczy bowiem mieć rę­ce niesplamione złym uczynkiem (por. Rdz 37,22), jeśli nie oczyścimy się z przewrotnych myśli. Po­twierdza to powaga proroka, gdy mówi: Kto wstąpi na górę Pana, kto stanie w Jego świę­tym miejscu? Człowiek o rękach nieskalanych i o czystym sercu (Ps 24[23],3–4).

Rozważa również, jak wielkiej czystości ser­­ca życzy sobie tenże prorok, gdy się mo­­­dli: Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste (Ps 51[50],12), i znowu: Gdybym w mym ser­cu zamierzał nieprawość, Pan by mnie nie wysłu­chał (Ps 66[65],18). Myśli o tym, jak staran­­nie nad tym czuwał błogosławiony Hiob, któ­ry mówił: Zawarłem z ocza­­mi przymierze, by nawet nie spojrzeć na pannę (Hi 31,1). Oto, jak siebie opanowywał święty mąż, który za­my­kał oczy, by nie patrzeć na marność (por. Ps 119[118],37), aby przypadkiem nie zobaczył tego, czego mógłby potem pożądać wbrew sobie samemu.

Gdy już [dusza] przemyślała te i tym po­dob­ne sprawy, zaczyna myśleć o nagrodzie, jak to wspaniale i miło jest oglądać ob­li­­cze umiłowanego Pana, najpiękniejszego spo­śród synów ludzkich (Ps 45[44],3), już nie wzgar­dzo­nego i odepchniętego przez ludzi (Iz 53,4), już nie w postaci, w jaką przyo­dzia­ła Go Matka, lecz odzianego w szatę nieśmiertelności (por. Syr 6,32 Wlg), uwień­czonego diademem, który Mu włożył na gło­wę (por. Pnp 3,11) Ojciec w dniu zmartwych­wsta­nia i chwały, w dniu, który Pan uczy­nił (Ps 118[117],24). Myśli, że w tym widzeniu nastąpi nasycenie, o któ­rym mówi prorok: Powstając ze snu nasycę się Twoim widokiem (Ps 17[16],15).

Widzisz, jak wiele soku wypłynęło z tego małego winogrona, jak wielki ogień powstał z tej iskry? Taka prosta myśl, jak Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą (Mt 5,8), jakżesz rozszerzyła się na kowadle rozmyślania? A jakże jeszcze mogłaby się rozszerzyć, gdyby do tego się zabrał ktoś biegły? Czuję, że studnia jest głęboka (J 4,11), a ja do tego jeszcze niezaprawiony, niewiele mogłem zaczerpnąć.

Rozpalona tymi pochodniami dusza i pod­­niecona tymi pragnieniami, rozbiwszy alabastrowy flakon, zaczyna poznawać miłą woń olejku (por. Mk 14,3; J 12,3) jeszcze wpra­wdzie nie smakiem, lecz jakby powonie­niem. Wnioskuje stąd, że byłoby bardzo słod­ko doświadczyć tej czystości, skoro dozna­ła, jak miłe było o niej rozmyślanie. Cóż więc uczyni? Płonie pragnieniem posiadania, ale nie znajduje sposobu zdobycia. A im bardziej poszukuje, tym bardziej pragnie. Pogłębiając rozmyślanie, pogłębia cier­­pienie (por. Koh 1,18.), bo nie odczuwa sło­dyczy, na której obecność w czystym ser­cu rozmyślanie wskazuje, lecz jej nie udzie­la. Nie doznaje bowiem tej słodyczy czytając ani rozmyślając, jeśli jej nie dano z góry (J 19,11). Czytanie i rozmyślanie nale­ży zarówno do dobrych jak złych. Nawet fi­lo­zo­fo­­wie pogańscy kierowani rozumem do­szli do te­go, na czym polega najwyższa pra­wda i do­bro. Ale ponieważ choć Boga pozna­li, nie oddali Mu czci jako Bogu (Rz 1,21), a po­­le­ga­jąc zarozumiale na własnych siłach mówili: Naszą siłą język, usta nasze nam służą (Ps 12[11],5), nie zasłużyli na osią­gnięcie tego, co mogli zobaczyć. Znikczem­nieli w swo­­ich myślach (Rz 1,21), a ich mą­drość zawiodła (Ps 107[106],27), na­byta przez studium ludzkiej nauki, a nie mądro­ści Ducha, który sam jeden daje mądrość prawdziwą, pełną smaku. Jest to mianowicie wiedza, nieocenionym smakiem ra­du­jąca i krzepiąca duszę, w której głębi się znajduje. O niej zostało powiedziane: Mądrość nie wejdzie w du­szę prze­wrotną (Mdr 1,4). Ta mą­drość pocho­dzi od Boga samego. I po­­dob­nie jak Pan po­wie­rzył wielu zadanie udzie­lania chrztu, ale tyl­ko sobie zastrzegł moc i władzę odpuszcza­nia na chrzcie grzechów, co też posługu­jąc się inną nazwą i roz­­róż­nie­niem wyraził Jan w słowach: Ten… jest Tym, który chrzci Du­chem Świętym (J 1,33), tak też my o Nim mo­żemy powiedzieć: Ten udziela sma­ku mą­drości i wiedzę duszy czyni sma­czną. Dar mowy daje Pan wszystkim, ale nie­wielu – mądrość ducha, udzielając każdemu tak, jak chce (1 Kor 12,11) i kiedy chce.

cztery_stopnie_duchowe_guigon_drugi_kartuz_cytat

Działanie modlitwy

Dusza widząc, że sama z siebie nie potra­fi osiągnąć upragnionej słodyczy poznania i doświadczenia, a im bardziej posuwa się w swym wyniosłym sercu (Ps 64[63],7 Wlg), tym bardziej Bóg się wznosi w górę (por. tamże w. 8 Wlg), wtedy dusza się uni­ża i szuka ucie­czki w modlitwie mówiąc: „Panie, którego mogą ujrzeć tylko czy­ste serca, badam czytając i rozmyślając, czym jest prawdziwa czystość serca i jak ją mo­żna zdobyć, bym za jej pośrednictwem mo­gła poznać Ciebie choćby w małym sto­p­niu. Szukałam Twojego oblicza, Panie, obli­cza Twojego, Panie, szukałam (por. Ps 27[26],8), długo rozmyślałam w swo­im sercu (por. Ps 77[76],6), a w moim rozmyśla­niu zapłonął ogień (Ps 38[37],) i pragnie­nie większego poznania Ciebie. Gdy łamiesz dla mnie chleb Pisma Świętego, to w ła­maniu chleba dajesz mi się poznać (por. Łk 24,30n.35). A im bardziej Cię pozna­ję, tym bardziej pragnę Cię poznać, już nie „w łu­pinie” litery, lecz w do­świad­czal­nym odczuciu. A proszę o to, Panie, nie na mo­cy moich zasług, lecz ze względu na Two­je mi­ło­sierdzie. Wyznaję bowiem, że je­stem nie­go­dną grzesznicą; lecz i szcze­nię­ta jedzą okru­chy, które spadają ze stołu ich pa­nów (Mt 15,27). Daj mi więc, Pa­nie, za­datek przyszłego dzie­dzi­ctwa, przy­najmniej kroplę dżdżu niebieskie­go, bym ochłodziła moje pragnienie (por. Łk 16,24), gdyż płonę z miłości (por. Pnp 2,5).

Skutek kontemplacji

Tymi i tym podobnymi płomiennymi wy­­powiedziami [dusza] rozpala swoje pragnie­nie, w ten sposób ukazuje swój stan, takim zaklinaniem przyzywa swego Oblubieńca. Pan zaś, którego oczy ku sprawiedliwym [są zwrócone] a uszy Jego nie tylko na ich wołanie (por. Ps 34[33],16; 1 P 3,12), lecz na same ich prośby, nie czeka na koniec mowy, lecz przerywając w środku bieg mo­dlitwy prędko wkracza; prędko wychodzi na spotkanie stęsknionej duszy, cały pokry­ty rosą niebiańskiej słodyczy, pachnący wy­bornymi olejka­mi (por. Pnp 5,2; 1,3). Pokrze­pia zmęczoną duszę, karmi zgło­dniałą, nasyca wyschniętą, sprawia, iż za­pomina ona o sprawach ziemskich. Cudo­­wnie ją oży­wia przez umartwienie, gdyż już o sobie ona nie pamięta, i upajając czy­ni ją trze­źwą. A podobnie jak w niektórych czyn­nościach cielesnych dusza bywa pokonana przez żądzę do tego stopnia, iż traci wszelką zdolność używania rozumu, a czło­wiek przez to staje się całkowicie ciele­sny, tak odwrotnie w tej wzniosłej kontemplacji dusza tak pokonuje i pochłania wszystkie poruszenia cielesne, iż ciało w niczym się nie sprzeciwia duchowi, a człowiek sta­je się jakby całkowicie duchowy.

Znaki nadejścia łaski

Ale, o Panie, jak się dowiemy, kiedy to czy­nisz i jaki będzie znak Twego przyjścia? (Mt 24,3) Czy zwiastunami i świadkami tej pociechy i radości są wzdychania i łzy? Jeśli tak jest, to istnieje tu jakaś nowa niezgodność słów i jakieś niespotykane znaczenie. Jakaż bowiem może być zgodność pociechy ze wzdychaniem, radości ze łzami? Chy­ba że należy tutaj mówić nie o łzach, ale raczej o obficie spływającej z góry wewnętrznej rosie jako o znaku wewnętrznego obmycia i o oczyszczeniu czło­wieka zew­nętrznego. Jak podczas chrztu dzieci wewnętrzne obmy­­cie człowieka jest wyobrażone i ozna­czo­ne przez zewnętrzne obmycie, tak tutaj od­wrotnie miałoby nastąpić zewnętrzne oczy­­szczenie za pomocą wewnętrznego ob­my­cia. O szczęśliwe łzy, dzięki którym we­wnętrzne skazy ulegają oczyszczeniu, a po­żar grzechów zostaje uga­szony! Błogosławieni, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie (Łk 6,21). Roz­poznaj, duszo, w tych łzach twego Oblu­bieńca, obejmij Upragnio­ne­go. Teraz upa­jaj się potokiem rozkoszy (Ps 36[35],9.), ssij z piersi pociech miód i mleko (por. Pwt 32,13; Iz 66,11). To są przedziwne ma­łe podarki i pociechy, jakie dla ciebie przyniósł i wyznaczył twój Ob­lubieniec, miano­wi­cie wzdychania i łzy. Ob­ficie napoił cię łza­mi (por. Ps 80[79],6). Te łzy niech będą dla ciebie chlebem we dnie i w nocy (por. Ps 42[41],4), właśnie chle­bem, co krzepi ser­ce ludzkie (por. Ps 104[103],15), a słod­szym od miodu płynącego z plastra (Ps 19[18],11). O Panie Jezu, jeśli do tego stopnia są słodkie owe łzy wy­wo­łane pamięcią o Tobie i tęsk­­notą, jakże słod­ka będzie radość z ja­w­nego widzenia Ciebie? Jeśli tak słodko jest płakać dla Ciebie, jak słodko będzie To­bą się radować?

Ale po co publicznie głosimy sekrety te­go rodzaju rozmów?

Dlaczego usiłujemy w słowach oznajmiać niewypowiedziane uczucia? Nie pojmą te­go ci, którzy tego nie doświadczyli, a mo­gli­by wyraźniej to odczytać w księdze do­świa­d­czenia, gdzie poucza samo Namasz­cze­­nie (por. 1 J 2,27). Inaczej bowiem sama ze­wnętrzna litera nie przyniesie żadnego po­żytku czytającemu – mało smaku daje czy­tanie zewnętrznej litery, jeśli glosa nie wy­dobędzie wewnętrznego sensu z ser­ca.

O ukrywaniu się łaski

O duszo, za długo przeciągnęliśmy ten wy­wód. Dobrze bowiem nam było być tutaj i wraz z Piotrem i z Janem oglądać chwa­­­­łę Oblubieńca oraz długo z Nim prze­by­­­wać, gdyby zechciał, by tutaj nie stanęły dwa namioty, ani trzy, ale jeden, w którym moglibyśmy być razem i razem się rado­wać (por. Mt 17,4). Lecz Oblubieniec mówi: Puść Mnie, bo już wschodzi zorza! (Rdz 32,26), już otrzyma­łaś światło łaski i upragnione przez ciebie na­wiedzenie.

Gdy więc udzielił błogosławieństwa, wy­wi­­ch­nął staw biodrowy i zmienił imię „Ja­kub” na „Izrael”, na krótki czas usuwa się tak długo upragniony Oblubieniec, i prędko uchodzi. Oddala się od nawiedzenia wyżej omó­wionego, od słodkości kontemplacji. Po­zostaje jednak obecny w tym, co się odnosi do kierowania, do łaski, do zjednoczenia.

Jak tymczasowe ukrywanie się łaski współdziała dla naszego dobra

Nie lękaj się, Oblubienico, nie trać ufności, nie sądź, że zostałaś wzgardzona, jeśli Oblubieniec na krótki czas za­kry­wa przed tobą swoje oblicze. Wszystko współdziała dla [twe­go] dobra (por. Rz 8,28), a zysk od­no­sisz tak z przyj­ścia, jak z odejścia. Dla cie­bie przychodzi i dla ciebie się oddala. Przy­chodzi dla pociechy, oddala się dla ochrony, by cię nie unosił zbytnio ogrom objawień (por. 2 Kor 12,7), po to, byś nie zaczęła gardzić towarzyszkami, gdyby stale był u ciebie Oblubieniec. Mogłabyś wtedy tę pociechę przypisywać naturze, a nie łasce. Łaski zaś tej udziela Oblubieniec, kiedy chce i komu chce; bo jej się nie posiada jakby na zasadzie prawa dziedziczenia. Roz­powszechnione przysłowie głosi, że zby­t­nia poufałość daje w wyniku pogardę. Usu­wa się więc, by przy­­padkiem nie doznać pogardy za zbyt stałe przebywanie, lecz by jako nieobecny bar­dziej był upragniony, by jako upragniony bardziej był poszukiwany, a po długim po­szukiwaniu by wreszcie został wdzięczniej znaleziony. Nadto gdyby nam nigdy nie brakowało takiej pociechy, która w porów­naniu z przyszłą chwałą, która ma się w nas objawić (Rz 8,18), jest tylko niejasna i częściowa (por. 1 Kor 13,12), moglibyśmy myśleć, że mamy tutaj trwałe miasto, a mniej szukali przyszłego (por. Hbr 13,14). Abyśmy więc nie oceniali wygnania jako oj­czy­zny, zadat­ku – jako całej nagrody, przychodzi Oblubie­niec od czasu do czasu, za jednym razem przynosząc pociechę, za innym razem dla odmiany – zupełne powalenie podczas słabości (por. Ps 41[40],4 Wlg). Na krótko nam pozwala kosztować, jak jest sło­d­ki (por. Ps 34[33],9 Wlg), odda­la się, zanim da się w pełni odczuć. W ten sposób niejako rozwinąwszy nad na­mi skrzydła, zachęca nas do lotu (por. Pwt 32,11 Wlg), jak gdy­by mówił: Oto małoście skosztowali, że jestem dobry i słodki (por. 1 P 2,3), ale jeśli chcecie w peł­ni nasycić się ową słodyczą, biegnijcie za Mną, za wonią mo­ich pachnideł (por. Pnp 1,3), miej­cie w górę wzniesione serca, gdzie jestem po prawi­cy Ojca (por. Dz 7,55). Tam ujrzycie Mnie (J 16,16.19), nie jakby w zwierciadle, nie­jasno, lecz twa­rzą w twarz (1 Kor 13,12), i w pełni rozraduje się ser­ce wasze, a radości wa­szej nikt wam nie zdo­ła odebrać (J 16,22).

Jak ostrożnie dusza winna się zachować po nawiedzeniu łaski

Wszakże uważaj na siebie, Oblubienico, gdy nieobecny jest Oblubieniec, nie odchodź daleko. A chociaż ty Go nie widzisz, On jednak ciebie widzi zawsze; pełen jest oczu wokoło (Ez 1,18), nigdy przed Nim nie możesz się ukryć. Ma On także dokoła ciebie swoich posłów – duchy, bardzo staran­nych spra­wozdawców – po to, by wypatrywali, jak się zachowujesz pod nieobecność Oblu­bieńca, i aby oskarżali cię przed Nim, jeśli­by dostrzegli w tobie jakieś objawy rozluźnienia lub braku powagi. Oblubieniec ten jest zazdrosny (por. Wj 34,14). Jeślibyś więc przypadkiem dopuściła do siebie innego miłośnika, jeślibyś innemu bardziej chciała się podobać, naty­ch­miast odchodzi od ciebie i łączy się z in­ny­mi dziewczętami (por. Pnp 1,3). Ten twój Oblubieniec jest wra­żliwy, jest szlachetny, jest bogaty, najpięk­niejszy z synów ludzkich (Ps 45[44],3), dlatego chce mieć tylko piękną oblubienicę. Jeśliby zobaczył w tobie skazę czy zmarsz­czkę (por. Ef 5,27), zaraz by odwrócił od ciebie swe oczy (por. Iz 1,15). Nie może bo­wiem znieść nieczystości. Bądź więc czysta, bądź wstydliwa i pokorna, abyś zasłużyła na częste nawiedzenia twego Oblubieńca.

Obawiam się, czy mnie zbyt długo nie za­­­trzymał ten wywód, ale do tego mnie skło­­­nił temat bogaty i zarazem miły, który nie samorzutnie rozwijałem, lecz wbrew wo­­­li pociągnięty jego słodyczą.


Fragment publikacji Lectio divina. Boże czytanieWięcej tekstów z duchowości kartuskiej znajdziecie w książce Rana miłości. Konferencje kartuskie


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl