Czy Jezus żąda niemożliwego? Dialog z bogatym młodzieńcem…

Dialog ten występuje u wszystkich trzech Synoptyków, co dowodzi, jak głęboko zapadł on w pamięć pierwszych słuchaczy, i jak intensywnie upowszechniała go katecheza apostołów. Powodowała nimi z pewnością troska o pełne rozumienie trudnych wymagań Jezusa na tle Jego sytuacji w ówczesnym otoczeniu, które Jego misji nie pojmowało, a także o to, by wychodzić na przeciw zawsze aktualnych trudności u ludzi o podzielonym sercu.

Przekaz ustny a po nim kolejny zapis tego dialogu zawiera coraz więcej elementów wydobywanych przez Ewangelistów. Za podstawę weźmy tekst najdawniejszy, Markowy, pełen życia i szczegółów psychologicznych, uzupełniając go informacjami następców. Po scenie, w której Jezus błogosławi dzieci, mówi o Nim nasz opis:

Gdy wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, zaczął Go pytać: «Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?» Jezus mu rzekł: «Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę». On Mu odpowiedział: «Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości».

Wtedy Jezus spojrzał na niego z miłością i rzekł mu: «Jednego ci niedostaje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!» Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości (Mk 10,17-22).

Na tym kończy się właściwy dialog – rozmówca odchodzi zawiedziony w swoich oczekiwaniach, a zarazem smutny, że nie stać go było na większą ofiarę. Ale słusznie tradycja ustna i potem zapis od razu po dialogu dołączyły reakcję na to ze strony Jezusa – odpowiednie w tej sprawie pouczenie:

Wówczas Jezus spojrzał dookoła i rzekł do swoich uczniów: «Jak trudno tym, którzy mają dostatki, wejść do królestwa Bożego». Uczniowie przerazili się Jego słowami, lecz Jezus powtórnie im rzekł: «Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego tym, którzy w dostatkach pokładają ufność. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego». A oni tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: «Któż więc może być zbawiony?» Jezus popatrzył na nich i rzekł: «U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe» (Mk 10,23-27).

Wróćmy do samego dialogu opisanego od samego początku w sposób znamienny. Wobec Jezusa, gdy wybierał się w drogę, zwyczajną, podyktowaną zadaniami misyjnymi, pojawia się rozmówca, który pyta o drogę w znaczeniu przenośnym. Określony na razie ogólnikowo u Marka: przybiegł pewien człowiek, potem – w następnych redakcjach – otrzyma on miano dostojnika (Łk 18,8), co w połączeniu z określeniem młodzieniec (Mt 19,20) wskazuje na młodego wprawdzie jeszcze właściciela wielkiej fortuny, ale już otaczanego szacunkiem z tego powodu. Mimo swojej wyjątkowej pozycji społecznej zachowuje się on wobec Jezusa nadzwyczaj pokornie – odzywa się wpierw upadłszy na kolana. Tak nie witano wtedy rabinów, ale cudotwórców. Poprzednio ludzie tylko w rozpaczliwej sytuacji tak prosili Jezusa: trędowaty (Mk 1,40) i jeden z przełożonych synagogi (Mk 5,22), Jair (Łk 8,41). Pośpiech bogatego młodzieńca mówi o jego gorliwości, ale tym samym przygotowuje kontrastowe, dramatyczne zakończenie nieudanego dialogu.

Pytanie: Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? – w pełni harmonizuje z dziejowym kontekstem tego dialogu, gdyż tak się odzywano do rabinów, a samo pytanie o drogę niezawodną do życia czy do królestwa Bożego należało od czasu dziejowej klęski Izraela, od jego wygnania, do częstych u uczniów rabinackich, jak podaje Talmud.

Natomiast zaskakuje nas dziś pierwsza reakcja Jezusa, podobnie podana przez wszystkich trzech Synoptyków zaczynająca się od pytania: dlaczego…? Odpowiedzieć pytaniem na pytanie należało wtedy u Żydów do dobrego tonu, co zresztą pozostało u nich do dziś. Była więc ta reakcja jednakowo w oczach Synoptyków warta podkreślenia zapewne dlatego, że też była jakoś nieoczekiwana. Zanim bowiem Jezus dał odpowiedź merytoryczną na częste wówczas w spadku po apokaliptyce pytanie o życie wieczne – a zawsze zrozumiałe także dziś w ustach pobożnych ludzi – sam spytał rozmówcę, dlaczego Go nazywa dobrym, skoro takim w pełni jest tylko Bóg, źródło wszelkiego dobra. Na odpowiedź przy tym wcale nie czeka. Nieco inaczej wygląda to pierwsze pytanie-replika u Mateusza, ale tylko w pierwszej części: Dlaczego Mnie pytasz o dobro? A u wszystkich trzech Synoptyków racja wspólna jest ta: jedynie dobry Bóg. Stosunkowo najłatwiej jest nam dziś wytłumaczyć pytanie retoryczne Jezusa jako odrzucenie komplementu młodzieńca po to, by rozmowę od razu podnieść na poziom wyższy niż tylko naturalny. Podobna była replika Jezusa dana Nikodemowi na jego komplement (por. wyżej). I teraz znów – niech rozmówca zda sobie sprawę, z kim mówi i o co pyta, a dialog potoczy się sprawnie: nie autorytet rabbiego rozstrzygnie sprawę, lecz Boży.

Odpowiednio do tego merytoryczną odpowiedź zaczął Jezus od zacytowania wyłącznie Bożego słowa – dekalogu, ale w sposób, który zastanawia. Przytacza je bowiem czerpiąc tylko – według podziału tradycyjnej ikonografii – z „drugiej tablicy” boskich przykazań, przy tym jeszcze czyni to w kolejności odmiennej niż podaje Pismo Święte. Jeden szczegół znamienny – dodanie nie oszukuj – którego brak w obu starotestamentowych dekalogach (Wj 20,12-16; Pwt 5,16-20), a jest w innym kontekście w Pwt 24,14 (LXX), zdaje się wskazywać na intencję Jezusa. Po pierwsze zapewne idąc po linii dawnych proroków, ale już jako Jedyny Nauczyciel (Mt 23,10), chciał podyktować szczególnie praktyczne zasady człowiekowi bogatemu, który utrzymuje pracowników.

Porządek zaś wyliczenia zakazów dekalogu u Łukasza (18,20) odtwarza linię grzechów Dawida jako typu człowieka, któremu wysokie stanowisko podsunęło ongiś kolejno po cudzołóstwie pośrednie zabójstwo podwładnego – Uriasza (2 Sm 11,2-12,8). Wyliczenie poważnych nadużyć w relacjach z podwładnymi, którymi grzeszyli potem inni królowie, jak Achab (1 Krl 21) ma jako bezpośredni skutek złożenie przez bogatego młodzieńca świadectwa o swoim przykładnym życiu. Nie wygląda ono na samochwalstwo, jak było u przypowieściowego faryzeusza (Łk 18,9-14). Inaczej Jezus by nie spojrzał na niego z miłością. Nadto można wyczytać w tym stwierdzeniu tęskne pragnienie czegoś więcej, niż mu dawało wierne przestrzeganie przykazań. Po to przecież szukał odpowiedzi Jezusa. Po tym serdecznym wejrzeniu następuje odkrycie drugiej intencji Jezusa w tym dialogu – doprowadzenie do właściwego poziomu pragnień młodzieńca przez odsłonięcie mu innego braku.

Tej jednak próby rozmówca nie wytrzymał. Dlaczego spochmurniał i odszedł zasmucony? Nie była to chyba tylko frustracja kogoś, kto oczekiwał tylko innej odpowiedzi. Następujące bezpośrednio potem pouczenie Jezusa daje pozostałym na miejscu słuchaczom głębsze wytłumaczenie tego kryzysu. Młodzieniec odchodzi rozdarty wewnętrznie, bo nie stać go aż na takie wyrzeczenie, do którego wyraźnie go wezwał Pan.

Dla osiągnięcia pełni doskonałości Jezus od powołanych wymaga wyrzeczenia się także dóbr materialnych. Te zawsze były cenione w Izraelu jako widomy dowód błogosławieństwa Bożego i jako środek dawania jałmużny, która zapewnia zbawienie. Stąd jako reakcja zaskoczenie uczniów: Któż może się zbawić? Z kolei im usuwa Jezus tę zrozumiałą trudność. Jest nią moc wewnętrzna łaski powołania.


Augustyn Jankowski OSB „Dwadzieścia dialogów Jezusa”

Inne publikacje Ojca Augustyna:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl