Czy mnisi potrafią pokochać księgi? O cnocie czytania…

Hanna Malewska w powieści pt. Przemija postać świata przedsta­wiła Italię za czasów św. Benedykta. Mnisi ukazują się tam na tle chaosu, który wywołały wojny ostrogockie. W dramacie pierwszą ro­lę gra Kasjodor. Ludzkie nadzieje zawiodły, ale on chce ratować Rzym, kulturę, piśmiennictwo rękoma mnichów. W takim kontekście pojawia się pytanie: „Czy mnisi potrafią pokochać księgi?”. Miał co do tego wątpliwości sam św. Benedykt. Nie darmo kazał on kon­trolować czytających w klasztorze, gdzie mógł ktoś czas tracić na roz­proszeniu, pogawędkach i lenistwie. Jednakże tysiącpięćsetletnia hi­storia św. Benedykta i jego duchowych spadkobierców dała odpowiedź twierdzącą: mnisi pokochali księgi. Zasługi, które położyli w czytaniu i pisaniu, w zbieraniu i ratowaniu, w tworzeniu i ozdabianiu ksiąg, są niezaprzeczalne. Ewangelia podsuwa przypowieść o gorczycy. Mała kuleczka, jakże podobna do ziarnka piasku, wypuszcza korzeń, ło­dygę i gałązki. „Staje się drzewem, tak że ptaki przylatują z powietrza i gnieżdżą się na jego gałęziach„. Św. Benedykt rozpoczynał jako pu­stelnik w Subiaco. Bóg pobłogosławił jego dziełu, które rozrastało się stopniowo, ogarniając Italię, Europę, cały świat. Dziś już niełatwo wymienić zakony i zgromadzenia, które powstały pod natchnieniem jego Reguły: benedyktyni, cystersi, kameduli, a w pewnym sensie kartuzi, przejściowo nawet polscy zmartwychwstańcy. Przybywają nadto liczne odgałęzienia żeńskie, ze swoją interpretacją i dorobkiem w dziedzinie duchowości.

Przypowieść o ziarnku gorczycy stosuje się także do Reguły św. Be­nedykta. Ten czcigodny tekst powstawał na Monte Cassino jako owoc lektury, modlitwy, doświadczeń i przemyśleń. Stopniowo wyrosła z te­go cała literatura monastyczna: żywot Zakonodawcy i innych mni­chów, ich nauki, komentarze, traktaty, modlitwy, utwory historiograficzne, filozoficzne — słowem, cały ich literacki dorobek. Zjawis­ko to ma dzisiaj swoją historię i geografię. W pewnych momentach rozwijało się bujniej niż kiedy indziej, w pewnych krajach znalazło lepsze warunki rozwoju niż gdzie indziej. W całości jednak dowodzi to, że mnisi pokochali księgi.

Mnisza literatura w Polsce, choć mało znana, istnieje i rozwija się od tysiąca lat. Piśmiennictwo czasów Bolesława Chrobrego jest dzie­łem benedyktynów, tak samo pierwsza kronika polska i wiele innych pomników dziejowych. Chociaż warunki miejscowe nie sprzyjały roz­kwitowi tej literatury, nagromadziły się teksty, a także cały szereg utworów godnych pamięci. Interesują one jako podstawa w studium nad duchowością, którą inspirowała Reguła św. Benedykta w coraz to nowych okolicznościach. Tak formułuje się temat przedstawionych tu­taj refleksji, łączących nawet kartuzów z czynnymi zgromadzeniami XX wieku. Na razie są to raczej tylko poszukiwania z całym ryzykiem, które łączy się zawsze z takim przedsięwzięciem. Na Zachodzie, wie­le bogatszym w źródła i tradycje, podjęto prace, a nawet uwieńczono je sukcesem. W Polsce — jak się zdaje — trzeba znacznie rozszerzyć problematykę i podstawę źródłową, sięgając aż po czasy obecne. To wpłynie korzystnie na całość opracowania, aktualizując je wydatnie. W obecnym świecie wiele tysięcy ludzi żyje według Reguły św. Be­nedykta, a w Polsce ich liczba jest także dość znaczna. Refleksje po­niższe mogą zainteresować także osoby poza tym gronem, bo duchowość bene­dyktyńska odznacza się szerokością.

Św. Benedykt był człowiekiem syntezy. Formułowano nawet prze­ciw niemu zarzuty, że nazbyt wiernie czerpał ze swych wzorów. Wywiązała się długotrwała dyskusja o jego zależności od tak zwanej Regula Magistri. Nie raziło to nikogo przed piętnastu wiekami. Zakonodawca nie musiał ani nie chciał wymyślać nowości, skoro istnia­ło już rozwiązanie w jakiejś dziedzinie. Św. Benedykt zastał długo­trwałą uprawę, z której przejął wszystko, czego potrzebował.

Zaznaczyło się to wyraźnie w dziedzinie czytania. Św. Benedykt na­zwał je świętym, a nawet boskim: lectio divina. W Regule czytanie stoi w związku z budowaniem (aedificatio), bo św. Benedykt taką rolę mu przypisywał. Harmonizowało to z jego wizją człowieka i rolą, którą przypisywał życiu w klasztorze, łasce i religii. „Na różne spo­soby przemawia Bóg„. W religii objawionej słowo pisane, głoszone, względnie czytane, gra pierwszorzędną rolę. Codzienny z nim kontakt dostarcza elementów, jakby cegieł do budowy całości. Stopniowo — w korzystnych warunkach — powstaje synteza. Było tak w życiu św. Benedykta. Wpierw czytał, myślał, modlił się, doświadczał. Syn­teza już dojrzała, zanim podjął pisanie. Twórca z wyżyn budowy do­bierał odpowiednie składniki. Tak powstawała całość jednolita, po­łączona myślą autora. Tekst Reguły, mimo zapożyczeń, służy jednej idei.

Św. Benedykt swe doświadczenia przeniósł następnie na swych pod­władnych w klasztorze. Rekrutował ich bez względu na to, czy umieli czytać. Obok intelektualistów przychodzili analfabeci, byleby szczerze szukali Boga. W klasztorze czytanie było ćwiczeniem wspól­nym, w rozmaitych porach dnia, w kościele albo w refektarzu. Czyta­no więc głośno. Należało słuchać cierpliwie, pobożnie i chętnie: libenter. Szczególnie silnych przeżyć dostarczało to wewnątrz kościoła, pod­czas wspólnego oficjum albo na zakończenie dnia.

Indywidualne czytanie dokonywało się w celi albo w krużganku. Wspólnotowym czynił je czas na to wyznaczony. Św. Benedykt dozo­wał go w zależności od innych obowiązków, mniej w letnie dni po­wszednie, więcej w zimowe, jeszcze więcej w ciągu Wielkiego Postu, najwięcej wreszcie w niedziele i święta. W sumie dawało to prawdziwą szansę oczytania, zwłaszcza że ani literatura w owych stuleciach, ani biblioteki klasztorne nie były zbyt bogate. Reguła zabezpieczała też przed współbraćmi, którzy by mieli w tym przeszkadzać.

Czytanie, jako cnota i swoista sztuka, kojarzy się z benedyktynami. Wizję mnicha nad książką uświęciła wielowiekowa, a dotąd niewy­gasła tradycja. Wzorem świecił św. Wojciech: „Nikt tak jak on nie doświadczył, jak smakuje sercu święte czytanie„. Opactwo na Awentynie miało warunki po temu; w Polsce było inaczej, ale dzieje lokal­ne znają również mnichów, którzy na swój sposób pokochali księgi.

Wypowiedzi św. Benedykta na temat indywidualnego czytania wra­cają kilkakrotnie w Regule. Budzą one ciekawość współczesnego człowieka, który zaznał kłopotów w tej dziedzinie. Zakonodawca omó­wił także dobór tekstów.

Skoro Reguła spełnia pierwszorzędną rolę, wymaga wnikliwego studium. Może ono nastręczyć trudności. Życie w klasztorze wyprze­dziło Regułę, która powstała dopiero później. Na razie reprezentan­tem prawa był opat, który nadal pozostaje głównym jego interpreta­torem. Zrozumienie wielu rozdziałów Reguły zależy od znajomości życia w klasztorze i miejscowych zwyczajów. Mnich studiujący Regułę ma przewagę nad kimś, kto stoi na zewnątrz, ale każdego obowiązuje rzetelny wysiłek. Wtajemniczenie to ma także charakter wspólno­towy. Nowicjuszom czyta się Regułę, i to odczytuje się ją w całości kilkakrotnie. Cy­stersi przepisywali ją własnoręcznie, gdzie indziej uczono się na pa­mięć jej długich fragmentów. Wyniki kontrolował tak zwany mistrz nowicjatu, do którego też należało komentowanie tekstu żywym sło­wem. Ten osobisty przekaz obowiązywał bezwzględnie. Z czasem na­rosła cała literatura przedmiotu pod nazwą theologia regularis.

W praktyce ustalił się również zwyczaj codziennego czytania roz­działu (capitulum) z Reguły. Stąd pochodzą kapitularze i kapituły w sensie osobowym i rzeczowym. Równolegle czytano Regułę w re­fektarzu. Harmonizowało to z oczekiwaniami Zakonodawcy. Znał on potęgę syntezy, przeczuwał może jej głębię w spisanej przez siebie Regule, tak bliskiej pierwszym przykazaniom Dekalogu. Chciał, aby jego duchowi spadkobiercy przyswoili ją sobie, bo tylko wewnętrzna synteza zapewnia zyski z dalszej lektury.

Zalecał więc św. Benedykt czytanie Biblii. Do niedawna brewiarz podsuwał plan czytania Pisma Świętego w ciągu roku. Rozpoczynało się to wspólnie w niedzielę Siedemdziesiątnicy, a kolejne „incipity„ wyznaczały coraz to nowe księgi. Obowiązywało łacińskie tłumacze­nie zwane Wulgatą. Odegrało ono niepowtarzalną rolę w życiu Ko­ścioła. Św. Benedykt myślał zawsze o czytaniu po kolei, w całości. Dlatego zachodzi potrzeba ścisłej selekcji w czytaniach pozabiblijnych. Reguła każe dobierać autorów znanych i katolickich. Niebezpieczeń­stwo błędu uchodzi uwagi przy lekturze powierzchownej, ale wzrasta, gdy ktoś tekst traktuje poważnie, otwierając nań swe wnętrze.

Św. Benedykt w jednym zdaniu pomieścił lekturę i modlitwę, bo taki związek może je połączyć. Późniejsza tradycja wskazała następującą kolejność — punktem wyjścia miały być słowa z Ewangelii: Szukajcie, a znajdziecie, kołaczcie, a będzie wam otworzone (zob. Mt 7,7). Szukajcie więc w czytaniu, a znajdziecie rozmyślając. Kołaczcie w modlitwie, a bę­dzie wam otworzone w kontemplacji, do której każdy mnich aspiro­wał. Oto dlaczego czytanie ma tak znaczną rolę w modlitwie Kościo­ła, oto dlaczego książka tak pomaga w drodze do Boga. „Czasem jedno słowo przeczytane starczy na pół godziny modlitwy: tyle się pod nim duszy odsłoni, więc można śmiało powiedzieć, iż Bóg do niej prze­mówił„. Tak pisała matka Marcelina Darowska, spadkobierczyni tych tradycji.

Czytanie niekiedy wiedzie do modlitwy, niekiedy zaś do innych praktycznych celów. Dawne opactwa gromadziły książki, które czyta­no chciwie. Świadczą o tym ślady na marginesach, notatki. Dowodem oczytania bywa dokumentacja w uczonych dziełach, szerokość hory­zontów autora. Rozrastająca się literatura pociąga za sobą rozwój zainteresowań. Mnich sięga także do beletrystyki, jak na to wskazał cytat o Kasjodorze. Rzeczywiście, powieść Hanny Malewskiej daje silne przeżycia estetyczne. Nawet historyk, mimo swych wymagań, prze­czyta ją z pożytkiem.

Pojawia się kwestia zapisków, o których nie wspomina św. Bene­dykt. Na pewno robili je mnisi w różnych czasach i miejscach. Utarło się przekonanie, że czytać, a nie zapisywać, to znaczy tracić czas. Współczesna nauka chciwie zbiera tak zwane glosy w starodrukach i rękopisach, bo upamiętniają one nieraz jakieś wypadki, poza tym choćby stare formy językowe. Dzisiejsze notatki usamodzielniły się w po­staci „kartek”. Zwykle budzi zainteresowanie też autor, jego życie, środowisko, warunki, względnie przyczyny pisania książki. Osobnym zagadnieniem jest sama książka, jej treść, poziom, oddziaływanie. Każ­da z omówionych poniżej książek i postaci reprezentuje czas i miejsce powstania. Warto by je zanalizować gruntownie, postarać się o odpo­wiedzi na różne pytania. W obecnym wypadku jednak trzeba się spie­szyć. Każda notatka ograniczy się do jednego zagadnienia. W sumie będzie ich kilkadziesiąt, w układzie chronologicznym, to znaczy pewne bogactwo dla ułatwienia przyszłej syntezy. Są to raczej sygnały niż sumienne wyczerpanie problematyki. Dzieje Reguły św. Benedykta i natchnień, które dawał on w ciągu piętnastu wieków, to temat wiel­kiej monografii, chociażby ograniczała się ona do jednego kraju. Obec­nie chodzi raczej o jakieś zestawienie przejawów duchowości w za­konach i zgromadzeniach rządzących się Regułą św. Benedykta w Polsce od czasów chrystianizacji aż do chwili obecnej.

Tytuł Kamienie do mozaiki podsunął obcy autor. Nie ma tu obiet­nicy, że wystarczy owych kamieni na całość obrazu. Jeśli zarysują one kontury i zaznaczą barwy, to spełnią zadanie. Domyślić się można, że przedstawią scenę modlitwy: splecione ręce, które za chwilę po­dejmą pracę, bo duchowość, o której mowa, łączy modlitwę z pracą, odwieczny wzór Marii i Marty. Osobliwą cechą będzie uprzywilejo­wanie pierwszej oraz jej wpływ na drugą.

Mozaika rozciąga się tak szeroko, aby objęła wszystkie męskie i żeń­skie zakony i zgromadzenia, które rządzą się lub rządziły Regułą św. Benedykta w Polsce w jej historycznych granicach czasowo-przestrzennych.


Paweł Sczaniecki OSB „Kamienie do mozaiki”

fot. Marcin Marecik


Inne publikacje Ojca Pawła:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl