Czy modlitwa może przynieść radość? Czy medytacja da nam radość? A czy może być coś hojniej dającego szczęście niż spotkanie z Bogiem, naszym Stwórcą?

Medytować to radować się. To cieszyć się obecnością mego Ojca. To radować się obecnością Tego, który mnie stworzył. Bóg na początku stworzył niebo i ziemię, On dał początek wszystkiemu, co istnieje na świecie, On podtrzymuje każdy byt w istnieniu. Ta prawda towarzyszy nam od pierwszych kart Pisma Świętego. Jeżeli medytuję, to uświadamiam sobie, że przebywam ze Stwórcą i Panem całego wszechświata. Jestem z Tym, którego niebiosa i niebiosa niebios nie mogą ogarnąć. Obecność mojego Boga i Stwórcy nie może być powodem do smutku, znużenia czy przerażenia. Świadomość tego doświadczenia domaga się wręcz entuzjastycznego uwielbienia i dziękczynienia za taką niezwykłą możliwość spotkania z Najwyższym.

Za każdym razem, kiedy siadam do medytacji, to pierwszym, co powinienem uczynić, jest uświadomienie sobie celu tej czynności. Jest we mnie pragnienie spotkania z Bogiem. Chcę poświęcić Mu określony czas. Chcę po prostu z Nim być. Świadomość odmienności natury Boga nie daje nam spokoju. Nasze ludzkie ograniczenia nie pozwalają nam w pełni poznać Jego istoty. Kim On tak naprawdę jest? To pytanie może rodzić zniechęcenie, brak nadziei, poczucie, że kolejna medytacja i tak nie przyniesie przełomu. Jednak, jeśli spojrzymy na międzyludzkie relacje, to o kim możemy powiedzieć, że go znamy do głębi? O kim wiemy dosłownie wszystko, znamy całą historię jego życia od poczęcia? Nawet siebie nie znamy na tyle, że już nic nie będzie mogło nas zaskoczyć. Medytacja uczy ciągłego zachowywania świeżego spojrzenia na drugą osobę, na Boga. Autentyczna medytacja będzie dawała nam radość z samego faktu spotkania, przebywania z Bogiem. To nie intelektualne rozmyślania dadzą nam ukojenie, ale samo przebywanie w obecności Najwyższego.

Radość ze spotkania z Bogiem znajdujemy wiele razy na kartach Biblii. Psalmista mówi o tym w ten sposób:

Lecz ja zawsze będę z Tobą: Tyś ujął moją prawicę; prowadzisz mnie według swojej rady i przyjmujesz mię na koniec do chwały. Kogo prócz Ciebie mam w niebie? Gdy jestem z Tobą, nie cieszy mnie ziemia. Niszczeje moje ciało i serce, Bóg jest opoką mego serca i mym udziałem na wieki. Bo oto giną ci, którzy od Ciebie odstępują, Ty gubisz wszystkich, co łamią wiarę wobec Ciebie. Mnie zaś dobrze jest być blisko Boga, w Panu wybrałem sobie schronienie, by opowiadać wszystkie Jego dzieła.

Ziemia mnie nie cieszy, gdy jestem z Tobą… Oto perspektywa chrześcijańska. Oto perspektywa człowieka wierzącego Słowu Boga! Nic, co jest na ziemi, nie może dać człowiekowi szczęścia, spełnienia.

Ja zawsze będę przy Tobie… Słowa te dobrze wyrażają ludzką tęsknotę za Bogiem, za pragnieniem bycia z Nim na wieki. Medytacja ma nas prowadzić do nieustannej modlitwy, do przebywania myślą już tu, na ziemi, przy Bogu. Żadne doczesne wartości nie są w stanie zaspokoić tkwiących w człowieku pragnień. Święty Paweł powie, że Królestwo Boże to nie sprawa tego, co się je i pije, ale to sprawiedliwość, pokój i radość w Duchu Świętym. Życia nie można zamknąć tylko w tym, co cielesne. To coś więcej. To przebywanie w obecności Najwyższego, w Jego chwale, na wieki.

Mnie zaś dobrze jest być blisko Boga, w Panu wybrałem sobie schronienie, by opowiadać wszystkie Jego dzieła. Dobrze jest być blisko Boga… Psalmista nie dopowiada nic więcej, gdyż dla niego jest to oczywiste! Dobrze jest być blisko Boga, bo On daje schronienie, daje bezpieczeństwo, daje miłość… On da człowiekowi wszystko, co będzie mu potrzebne do szczęścia wiecznego. Z tej świadomości nie może zrodzić się nic innego, jak tylko radość. Radość z dobroci Boga, z Jego istnienia i działania, które jest ukierunkowane na człowieka, które wychodzi jemu naprzeciw, które mu służy. Bóg cały świat uczynił dla człowieka, wszystko mu oddał. Jeżeli widzimy to działanie, jeżeli widzimy, co Bóg zrobił dla nas, to nie możemy milczeć. Serce będzie domagało się opowiadania innym „wszystkich Jego dzieł”.

Ewagriusz z Pontu powie, że modlitwa jest owocem radości i wdzięczności. Jeżeli mam w sobie wiarę, że to, co mnie spotyka, nie dzieje się bez wiedzy Boga, to mogę patrzeć z ufnością na wydarzenia w moim życiu. Modlitwa to owoc radości, ponieważ widzę Boże działanie w moim życiu, widzę Jego łaskę i prowadzenie, widzę Jego obecność. To spojrzenie pełne wiary nie może zresztą rodzić czegoś innego, jak tylko radość i dziękczynienie.

73

I nawet jeśli człowiekowi dobrze się w życiu powodzi i pomyślnie układają się jego sprawy, to jeszcze nie jest to pełnia szczęścia. O wiele większe dobra może dać Bóg: Wlałeś w moje serce więcej radości niż w czasie obfitego plonu pszenicy i młodego wina. Gdy się położę, zasypiam spokojnie, bo Ty sam jeden, Panie, pozwalasz mi mieszkać bezpiecznie.

Radość, którą chrześcijanin czerpie z medytacji, nie jest czymś stałym, czymś, co osiąga się raz na zawsze. To ciągły wysiłek, aby nie utracić łaski danej przez Boga. Radość nie jest przecież zasługą czy nagrodą, którą człowiek otrzymuje od Pana za wypełniony obowiązek modlitwy. To dar i jednocześnie owoc Ducha Świętego. Należy go w sobie chronić i o niego dbać, ponieważ istnieje niebezpieczeństwo jego zmarnowania.

Papież Franciszek, kreśląc współczesny obraz świata, podaje przyczyny, dla których radość chrześcijanina może zanikać. W adhortacji apostolskiej Evangelii gaudium wskazuje, że:

Wielkim niebezpieczeństwem współczesnego świata, z jego wieloraką i przygniatającą ofertą konsumpcji, jest smutek rodzący się w przyzwyczajonym do wygody i chciwym sercu, towarzyszący chorobliwemu poszukiwaniu powierzchownych przyjemności oraz wyizolowanemu sumieniu. Kiedy życie wewnętrzne zamyka się we własnych interesach, nie ma już miejsca dla innych, nie liczą się ubodzy, nie słucha się już więcej głosu Bożego, nie doświadcza się słodkiej radości z Jego miłości, zanika entuzjazm czynienia dobra. To niebezpieczeństwo nieuchronnie i stale zagraża również wierzącym. Ulega mu wielu ludzi i stają się osobami urażonymi, zniechęconymi, bez chęci do życia. Nie jest to wybór życia godnego i pełnego; nie jest to pragnienie, jakie Bóg żywi względem nas; nie jest to życie w Duchu rodzące się z serca zmartwychwstałego Chrystusa.

Papież trafnie wskazuje, że zbytnie skoncentrowanie na sobie, które przejawia się przyzwyczajeniem do wygody, chciwym sercem, zamykaniem się we własnych interesach rodzi smutek w duszy człowieka. Ta nadmierna troska o siebie samego nie może przynieść ukojenia i radości życia. Przy takiej postawie rzeczywiście brak już miejsca dla innych, a więc również dla Boga… Nie można zatem doświadczyć radości życia, bo cały wysiłek jest skierowany tylko na własne zadowolenie. Stąd krótka droga do pielęgnowania uraz, poddawania się zniechęceniu. Dlatego papież zaleca szukanie Boga nieustannie, każdego dnia. Mamy więc zachętę do modlitwy nieustannej, do ciągłego wołania Pana, do nieprzerwanej medytacji. Medytując, nie możemy być skierowani tylko na siebie. Przede wszystkim musimy być wpatrzeni i wsłuchani w Boga. To On ma być wyłącznym i jedynym celem medytacji.

Abba Beniamin przed śmiercią powiedział swoim synom: To wypełnijcie, a będziecie mogli się zbawić: radujcie się zawsze, módlcie się bezustannie i za wszystko składajcie dzięki (1 Tes 5,17). Zatem ta radość, jak medytacja, winna nam towarzyszyć każdego dnia. Jest to konieczne, jeśli chrześcijanin ma być wiarygodnym głosicielem Dobrej Nowiny. Jest to tym potrzebniejsze, że istnieją chrześcijanie, którzy zdają się żyć Wielkim Postem bez Wielkanocy. To jest jednak postawa przeciwna chrześcijaństwu.

Problem polegający na braku radości może mieć wiele przyczyn. Jednym z nich są trudności, których człowiek doświadcza w swoim życiu. Nikt nie jest i nie będzie od nich wolny. Zło istnieje i człowiek musi być gotowy stawić mu czoła. W drodze ku Bogu nie należy ustawać. Ewagriusz pisze, że jeśli człowiek będzie wytrwały, to zawsze będzie się modlił z radością. Spotkanie z Bogiem będzie umocnieniem na drodze życia. Papież Franciszek, pisząc, że człowiek może być skłonny do smutku z powodu doświadczania poważnych trudności, zachęca, aby pomimo tego pozwolić, żeby zaczęła się budzić radość wiary jako tajemnicza, ale mocna ufność, nawet pośród najgorszej udręki. Przytacza zachętę z Księgi Lamentacji:

Pozbawiłeś mą duszę spokoju, zapomniałem o szczęściu. […] Biorę to sobie do serca, dlatego też ufam: Nie wyczerpała się litość Pana, miłość nie zgasła. Odnawia się ona co rano; ogromna jest Twa wierność. […] Dobrze jest czekać w milczeniu ratunku od Pana.

Nie wyczerpała się litość Pana, miłość nie zgasła. Odnawia się ona co rano… Jakże budujące i dające nadzieję są te słowa! Bóg sam zapewnia o swojej wierności względem człowieka. On go nie zostawi, nie porzuci, ale przyjdzie z pomocą. Przyjdzie w czasie jaki uzna za właściwy oraz w sposób, jaki uzna za właściwy. Człowiek natomiast często pragnie rozwiązania wymyślonego przez siebie i w czasie przez siebie wskazanym. Stawia warunki, bez których nie będzie możliwe osiągnięcie zamierzonego celu. Co więcej, może szukać przyczyn swojego stanu smutku jedynie w zewnętrznych okolicznościach. „Pokusa często pojawia się w formie usprawiedliwień i skarg, tak jakby musiało się spełnić wiele warunków, aby mogła zaistnieć radość. Dzieje się tak, ponieważ «społeczeństwo technologiczne zdołało pomnożyć okazje do przyjemności, lecz nie przychodzi mu łatwo doprowadzić do radości»”. Właśnie skargi na to, co spotyka modlącego się, na bliźniego, na środowisko mogą skutecznie odwrócić jego uwagę od tego, co kryje jego serce i czy przypadkiem nie tam należy szukać rozwiązania problemu. Społeczeństwo technologiczne, o którym mówi papież, daje radość tylko przelotną, na chwilę. Nie prowadzi jednak do pełni szczęścia.

Przyczyną smutku może być również sama medytacja. Dzieje się tak wtedy, gdy człowiek pragnie szybko widzieć owoce modlitwy, którą zanosi do Boga. Jest niecierpliwy na tej wewnętrznej drodze ku Bogu. To może skutkować zaprzestaniem jej na pewien czas, a w niektórych przypadkach nawet porzuceniem. Ewagriusz uważa, że jeśli stając do modlitwy, doznajemy radości większej niż wszystko inne, to wówczas prawdziwie odkryliśmy modlitwę. Rzeczywiste spotkanie z Bogiem nie może przecież pozostać bez wpływu na człowieka, pozostawić go bez doświadczenia Jego miłości i pokoju. Z tego zaś rodzi się radość, która jest reakcją na doznaną dobroć i owocem przekonania, że Bóg jest przy mnie i mnie wspiera. Dlatego słusznie papież Franciszek zauważa, że „u początku bycia chrześcijaninem nie ma decyzji etycznej czy jakiejś wielkiej idei, jest natomiast spotkanie z Wydarzeniem, z Osobą, która nadaje życiu nową perspektywę, a tym samym decydujące ukierunkowanie”. To spotkanie ma charakter przemieniający. W nim Bóg dotyka człowieka i ten nie pozostaje już taki sam, gdyż ma nową motywację do działania i wychodzenia naprzeciw pojawiającym się przeciwnościom.


Brunon Koniecko OSB „Medytować to…”

Zobacz również:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl