Doskonałość życia błogosławionego zamyka się w tych czterech stopniach [część 2] List o życiu kontemplacyjnym („Scala claustralium”) Guigona II kartuza

Rekapitulacja

Aby łatwiej zobaczyć wzajemne powiąza­­nie treści dłuższych wypowiedzi, zbierz­my zwięźle to co w nich najważniejsze. Zgo­­dnie z podanymi wyżej przykładami mo­­­żesz zauważyć, jak łączą się ze sobą na­wza­­jem wymie­nione stopnie, i jak jeden wy­­przedza drugi nie tylko czasowo, ale i przy­­­czynowo. Czytanie jako niby fundament występuje pierwsze. Ono podsunąwszy temat prowadzi nas do rozmyślania. Roz­myślanie z większą pilnością bada to, cze­­go należy pragnąć; i jakby kopiąc poszu­kuje (por. Prz 2,4) i znajduje skarb (por. Mt 13,44), i ukazuje go. Ale nie mogąc samo z siebie tego osiągnąć, pro­wadzi nas do modlitwy. Modlitwa wzno­sząc się do Bo­ga ze wszystkich sił, wy­prasza tak pożądany skarb, słodkość kontemplacji. Ta, gdy nad­chodzi, wynagradza trud trzech poprze­d­nich [stopni], przez to, że poi spragnio­­ną duszę rosą niebiańskiej słodyczy. Czy­­tanie należy do porządku zewnętrznego, rozmyślanie do porządku wewnętrznego rozpoznania, modlitwa do porządku pra­g­nienia, a kontemplacja przekracza wszel­­­­kie pojęcie. Pierw­szy stopień [jest wła­­­ściwy] dla początkujących, drugi – dla postępujących, trzeci – dla [w pełni] oddanych, czwar­ty – dla błogosławionych.

Jak wiążą się wzajemnie ze sobą powyższe stopnie

Te zaś stopnie tak [mocno] wiążą się ze so­bą, a następując po sobie tak wzajemnie so­bie służą, że poprzednie bez następnych nic albo niewiele znaczą, a następne bez poprzednich [prawie] nigdy lub rzadko mo­gą być osiągnięte. Na co bowiem się przyda swój czas obracać na ciągłe czy­ta­nie, śledzić czyny i Pisma świętych, jeślibyśmy, przeżuwając je, nie mieli wyciągać z nich soku i po­ły­kając go przesyłać do głębi serca, po to, by do­kładnie rozważyć nasz własny stan i starać się pełnić te czyny, których opisy lubimy stale czytać? Jakże moglibyśmy, gdy myślimy o tym, co błęd­ne lub próżne, zastanawiać się nad tym i ustrzec przesuwania miedzy ustalonej przez świętych przodków (por. Prz 22,28), jeśli wpierw przez czytanie lub słuchanie nie zostaniemy pouczeni? Słyszenie bowiem jakoś odnosi się do czytania. Dlatego zazwyczaj mówimy, że czytaliśmy książki nie tylko te, które sami dla siebie lub dla innych przeczytaliśmy, lecz również te, o których tre­ści [tylko] słyszeliśmy od mistrzów.

Podobnie cóż za korzyść odniesie człowiek (Mt 16,26), choćby dostrzegł przez roz­my­śla­nie, co należy czynić, a nie otrzy­mał sił do osią­gnię­cia tego przez modlitwę i ła­skę Bo­żą? Przecież każde dobro, jakie otrzy­mu­je­my, i wsze­ki dar doskonały zstępują z góry, od Oj­­ca świateł (Jk 1,17), bez którego nic nie możemy, a któ­ry sam dokonuje w nas naszych czy­nów, lecz nie całkowicie bez nas. Bowiem jesteśmy pomocnikami Boga (1 Kor 3,9) – jak mówi Apo­stoł. Przecież Bóg chce na­szej modlitwy, abyśmy otwarli wnętrze naszej woli i wy­­ra­zili zgodę, gdy łaska nadejdzie i do drzwi zakołacze (por. Ap 3,20).

Takiej zgody wymagał [Pan] od Samarytanki, gdy mówił: Zawołaj swego męża (J 4,16); jak gdyby powiedział: Chcę wlać ci [do duszy] łaskę, a ty działaj wolną wolą. Wymagał od niej modlitwy: Gdybyś znała dar Boży i [wie­działa], kim jest ten, który ci mówi: „Daj mi się napić”, to prosiłabyś go, a dałby ci wody żywej (J 4,10). Usłyszawszy to – jakby pouczona na czytaniu przez Pana – kobieta pomyślała w sercu, że byłoby dla niej rzeczą dobrą i użyteczną mieć tę wodę. Pobudzona więc pragnieniem posiadania skłoniła się ku mo­dli­twie mówiąc: Panie, daj mi tej wody, abym już nie pragnęła (J 4,15). Usłyszane [słowa] Pana i na­stępujące po nim roz­my­ślanie pobudziło ją do modlitwy. Jakże mogłaby przez prośbę zatroszczyć się, gdyby jej wpierw nie rozpaliło rozmyślanie?

Albo na co by jej się przydało rozmyślanie, gdyby następująca po nim modlitwa nie wybłagała tego, co jej się ukazywało ja­ko warte osiągnięcia? Po to więc, by roz­my­­śla­nie było owocne, trzeba aby po nim na­stąpiła mo­dlitwa pełna oddania, a jakby jej skutkiem będzie słodycz kontemplacji.

Wniosek z poprzednich wywodów

Możemy z nich wysnuć wniosek, że czytanie bez medytacji jest jałowe, rozmyślanie bez czytania – narażone na błędy, modlitwa bez rozmyślania – oziębła, rozmyśla­nie bez modlitwy – bezowocne; modlitwa pełna oddania dochodzi do kontempla­cji, osiągnięcie zaś kontemplacji bez mo­dlitwy zdarza się rzadko lub jest cudem. Albowiem Bóg, którego potęga jest bez granic, a miłosierdzie rozciąga się na wszystkie Jego dzieła (por. Syr 18,13), niekiedy z kamieni wzbudza synów Abrahamowi (por. Mt 3,9), gdy nie bę­dąc poszukiwanym rozrzutnie daje swoją ła­skę, wkra­cza bez wezwania, jak się to mó­wi pospolicie: ciągnie byka za róg oraz twardych i opor­nych zmusza do wyrażenia zgody. Choć więc czytamy, że to się niekiedy zdarzało niektórym, jak Pawłowi (por. Dz 9), to jednak nie powinniśmy niejako Bo­­ga wystawiając na próbę, zarozumiale tego ocze­kiwać, lecz czynić to, co do nas należy, mia­nowicie czytać i rozmyślać nad Prawem Boga, modlić się do Niego, by przychodził z po­mocą naszej słabości (por. Rz 8,26) i wi­­dział naszą niedoskonałość. On sam nas tego uczy mówiąc: Proście, a będzie wam dane; szu­kajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam (Mt 7,7). Teraz bo­wiem królestwo niebieskie doznaje gwałtu, a zdobywają je ludzie gwałtowni (Mt 11,12).

Oto po nakreśleniu różnic, można się przyj­­­rzeć właściwościom poszczególnych sto­­pni, w jaki sposób łączą się ze sobą i co każ­dy z nich w nas sprawia. Błogosławiony człowiek, którego duch wolny od innych zajęć pragnie stale utrzymywać się na tych czterech stopniach. Ów człowiek sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę (Mt 13,44), w której ukry­­­ty jest tak pożądany skarb, to znaczy mo­że zatrzymać się i zobaczyć, jak słodki jest Pan (por. Ps 34[33],9; 46[45],11). Ów człowiek, który był na pier­wszym sto­pniu czynny, na drugim – spostrze­gawczy, na trzecim – w pełni oddany, a na czwartym – uniesiony ponad samego siebie, przez kolejne kroki w gó­rę, które zamierzył w swym sercu, wciąż w siłę wzra­­sta, aż ujrzy Boga nad bogami na Syjo­nie (por. Ps 84[83],6–8 Wlg). Błogosławiony ten, któremu na tym naj­wyższym stopniu bodaj na krótki czas wolno pozostać. Naprawdę może on powiedzieć: Oto odczuwam łaskę Bożą, oto z Piotrem i Janem oglądam Jego chwałę na górze, oto z Jakubem cieszę się uściskami pięknej R­acheli.

guigon_2_kartuz_cytat

Niech jednak czuwa nad sobą po tej kon­tem­placji, w której był uniesiony aż do niebios, by na skutek nieładu nie upadł aż do otchłani, by po tak wielkim nawiedzeniu nie zwrócił się do rozwiązłych czynów świa­to­wych i do ponęt cielesnych. A skoro duch ludzki słaby w swoim szczy­cie nie potrafi dłużej znosić oświecenia prawdziwym blaskiem, niechaj łagodnie i w porządku zstępuje na któryś z owych trzech stopni, na które wstąpił poprzednio, i na przemian przebywa na nich, raz na jednym, raz na dru­gim, zgodnie z poruszeniem wolnej woli, odpowiednio do czasu i miejsca. A będzie, jak mi się zdaje, tym bliżej Boga, im dalej od pierwszego stopnia. Niestety, jakże ułomna i god­na pożałowania jest kondycja człowieka!

Oto jasno widzimy kierowani rozumem i na podstawie świadectw Pisma Świętego, że doskonałość życia błogosławionego za­my­ka się w tych czterech stopniach; dzia­łanie człowieka duchowego po nich win­no przebiegać. Ale któż trzyma się tej ścieżki w życiu? Któż to jest? Wychwalać go będziemy (Syr 31,9). Wielu ludziom łatwo przychodzi chcieć, ale wykonać – nielicznym (por. Rz 7,18). Obyśmy należeli do tych nie­licz­nych!

Cztery przyczyny odwodzące nas od wspomnianych stopni

Przeważnie cztery przyczyny nas odwodzą od tych stopni, mianowicie nieuniknio­na konieczność, dobro wynikające z ucz­ci­we­go czynu, ludzka słabość i światowa pró­ż­­ność. Pierwsza jest do wybaczenia, dru­­gą można tolerować, trzecia jest godna po­żałowania, a czwarta – zawiniona. I to praw­­dziwie zawiniona – bowiem temu, kogo przy­­czyna tego rodzaju odwodzi od jego za­miaru, lepiej byłoby, żeby w ogóle nie po­znał łaski Bożej, niż cofnął się od pozna­nej. Jakież bowiem może mieć on usprawie­dliwienie dla swego grzechu? (por. J 15,22). Czy wów­czas Pan nie będzie mógł słusznie mu po­wiedzieć: „Co jeszcze miałem ci uczynić, a nie uczyniłem? (por. Iz 5,4). Nie było ciebie, a stwo­rzy­łem cię; zgrzeszyłeś i uczyniłeś z siebie słu­gę diabła, a odkupiłem cię; z występny­mi krążyłeś dokoła po świecie (por. Ps 12[11],9), a wybrałem cię (por. Iz 43,7–11); dałem ci łaskę przed moim obliczem i mieszkanie u ciebie uczyniłem (por. J 14,23), a na­prawdę Mną pogardziłeś, i nie tylko mo­je słowa rzuciłeś za siebie (Ps 50[49],17), ale i Mnie sa­me­go, a cho­dziłeś za swymi namiętnościami (por. Syr 18,30).

Ale, o dobry Boże, miły i łagodny, słod­ki Przyjacielu, roztropny Doradco, możny Po­­mo­cniku, jakże nieludzki i bezczelny jest ten, który Cię porzuca, który wypędza ze swego serca Gościa tak cichego i pokor­nego! (por. Mt 11,29) O jakże nieszczęsna i zgu­­bna to zamia­na odrzucić swego Stwór­cę a chło­nąć my­śli przewrotne i szko­dliwe, tak nagle od­da­jąc nieczystym myślom i świ­niom na podep­tanie (por. Mt 7,6) tę tajemniczą komnatę Ducha Świę­tego, to znaczy ukryte wnętrze serca, któ­re nieda­wno wpa­trywało się w niebiańskie radości! Jesz­cze w sercu cie­płe są ślady Oblubieńca a już się wpu­szcza do wnętrza pra­gnie­nia cudzołożne. Niewła­ściwie i hanie­bnie jest tak prędko skła­niać do bajek (por. 2 Tm 4,4) i do słuchania obmów te uszy, które dopiero co po­słyszały słowa, których się nie godzi człowiekowi powtarzać (2 Kor 12,4); a oczy, któ­re nieda­wno zostały obmy­te świętymi łzami, nagle zwra­cać ku oglądaniu próżności; język, który nie­dawno śpiewał pieśń weselną, który pło­­mien­nymi i przekonującymi rozmowa­mi po­jednał Oblubieńca z oblubienicą i wpro­wa­dziłdo sali biesiadnej (Pnp 2,4), na­gle się zwracał do mów szpetnych, do bła­­zeństw, do knu­cia podstępów (por. Ps 50[49],19), do obmów. Panie, niech to od nas będzie dalekie! A jeśli z ludz­kiej uło­m­­ności w to popadamy, nie trać­my nadziei z tego powodu, lecz znowu ucie­kaj­my się do łaskawego Lekarza, który podnosi nędzarza z prochu i dźwiga z gnoju ubogie­go (Ps 113[112],7). On zaś, który nie chce śmier­ci grze­sznika (por. Ez 33,11), pono­wnie okaże troskę i uzdro­wi nas (por. Oz 6,2).

Czas już zakończyć list. Módlmy się wszy­­scy do Pana, żeby już teraz złagodził nam przeszkody, które odwodzą nas od kon­­templacji, a na przyszłość w ogóle usu­nął, prowadząc nas przez wspomniane sto­pnie z mocy w moc, aż ujrzymy Boga nad bo­gami na Syjonie (por. Ps 84[83],8 Wlg), gdzie wybrani nie kro­pla po kropli, nie w spo­sób przerywany będą chłonąć słodycz kontemplacji, lecz bezustannie dzięki po­tokowi rozkoszy będą mieli radość, której nikt nie zdoła odebrać (J 16,22), i pokój nie­zmienny, pokój w Nim (por. Ps 4,9 Wlg).

Ty więc, mój Bracie Gerwazy, jeśli kiedyś bę­dzie Ci dane z nieba dojść do szczytu wspo­mnianych stopni, pamiętaj o mnie i módl się za mnie, gdy już będzie Ci dobrze! W ten spo­sób niech zasłona pociągnie za sobą zasłonę (por. Wj 26,31–37), a kto sły­szy, niech powie: „Przyjdź!” (Ap 22,17).


Fragment publikacji Lectio divina. Boże czytanieWięcej tekstów z duchowości kartuskiej znajdziecie w książce Rana miłości. Konferencje kartuskie


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl