Duchowości nie można sprowadzić do moralności i pobożności. Osiem demonów czy siedem grzechów?

Warto sobie zdać sprawę z zupełnie innego podejścia do życia duchowego, jakie nastąpiło w późniejszym czasie. Charakterystyczna jest w tym względzie zmiana Ewagriańskich ośmiu duchów zła na siedem grzechów głównych. W tej zmianie wyraża się różnica podejścia do zagadnienia życia duchowego w ogóle. W Katechizmie czytamy o nich:

Wady można porządkować według cnót, którym się przeciwstawiają, jak również zestawiać je z grzechami głównymi, wyróżnionymi przez doświadczenie chrześcijańskie za św. Janem Kasjanem i św. Grzegorzem Wielkim. Nazywa się je „głównymi”, ponieważ powodują inne grzechy i inne wady. Są nimi: pycha, chciwość, zazdrość, gniew, nieczystość, łakomstwo, lenistwo lub znużenie duchowe (KKK 1866).

Wraz ze zmianą nazwy – ze złych duchów lub myśli namiętnych, na grzechy lub wady – nastąpiła zmiana sposobu podejścia do sprawy życia duchowego. Zło zasadniczo zostało sprowadzone do zła moralnego. U Ewagriusza zło niszczy samo życie człowieka, a nie sprowadza się jedynie do złych czynów. Przyjrzyjmy się różnicy w wyliczonych wadach. Pomijamy przy tym inny porządek ich wymienienia. W porządku Ewagriusza mamy:

osiem_duchow_zla_siedem_grzechow_glownych

Zmianę sposobu myślenia dobrze oddaje zamiana Ewa­griu­szowego „smutku” na grzech „zazdrości”, czyli właściwie „smutku z powodu pomyślności czy jakiegoś dobra będącego udziałem bliźniego”. Ewagriusz zdaje sobie sprawę, że istnieje smutek dobry, smutek, który jest z Boga (2 Kor 7,10) i smutek zły. O dobrym smutku mówi Pan Jezus w błogosławieństwach: Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni (Mt 5,4). Ten smutek jest wywołany przez zło, jakiego sami doświadczamy i jakie się panoszy na świecie. Dobry smutek prowadzi „ku nawróceniu”, ku pogłębieniu więzi z Bogiem. Zupełnie odwrotnie jest w przypadku złego smutku. Jest on wynikiem oddalenia się od Boga. Powstaje najczęściej w wyniku popełniania grzechów i braku zdecydowania się na ich porzucenie. O nim mówi Ewagriusz:

Smutek u Ewagriusza to „namiętność” (pathos), z pełną wieloznacznością tego słowa. Stanowi i chorobę moralną, wadę, i dotyczy sfery organicznej, osłabiając ciało, i niesie ze sobą cierpienie, jest również dla człowieka jakimś nieszczęściem. Ciągłe smucenie się to jeden z symptomów duchowej choroby (por. De octo spirit. 12). Sprzeciwia się cnocie radości (por. De vitiis 1).

Tak rozumiany smutek rodzi poczucie rezygnacji i beznadziejności. Jest on przeciwieństwem radości, która jest jednym z owoców Ducha Świętego (zob. Ga 5,22n), znaków życia w Duchu. Ten smutek jest przejawem śmierci duchowej. Prowadzi on w prosty sposób do acedii i towarzyszy jej. Tak pojęty zły smutek nie jest czynem złym moralnie ani nie wyrządza komuś coś złego, ani nie wynikają z niego jakieś złe działania, jak np. w przypadku zazdrości. Jest on złym stanem ducha, któremu ulegając, pogrążamy się w złu, stając się jego zakładnikiem. Jest rodzajem grzechu przeciw życiu w sobie.

Zmiana smutku na zazdrość wyraża zmianę sposobu wartościowania: z dążenia do pełni życia, na dążenie do moralnej doskonałości. Upraszczając nieco, można powiedzieć: zasadniczą troską Ewagriusza jest pełnia życia i dlatego wszystko, co szkodzi życiu w Duchu, jest złe. Natomiast w ujęciu siedmiu grzechów głównych zasadnicza troska koncentruje się wokół dobra moralnego. Trzeba jednak pamiętać, że wartości moralne mają o tyle sens, o ile służą życiu w jego pełni.

Wydaje się, że sformułowanie siedmiu grzechów głównych było wynikiem duszpasterskiej troski, w której chciano podać konkretne zagrożenia moralne. Zakładano przy tym, że wszyscy pragniemy życia w jedności z Bogiem. Wydaje się jednak, że dzisiaj po ogromnej fali ateizmu i agnostycyzmu, która się pojawiła w oświeceniu, nie jest to wcale takie oczywiste i trzeba ponownie wrócić do bardziej podstawowych wartości związanych z życiem i jego sensem, aby dopiero w oparciu o nie budować wartości moralne. Duchowości nie można sprowadzić do moralności i pobożności, jak to – wydaje się – robi praktycznie większość katolików. Ona dotyczy życia w jego pełni, czyli życia w Duchu Świętym.

Do takiego wniosku jeszcze bardziej przekonuje nas zmiana „acedii” na „lenistwo w służbie Bożej”. Czasem nawet używa się na określenie tego lenistwa słowa acedia, jednak widzi się w niej znużenie w moralnym sensie, czyli rodzaj lenistwa. Natomiast acedia w jej właściwym znaczeniu jest pokusą przeciw życiu. Przyjęta staje się grzechem przeciw życiu, jest stanem duchowej niemocy, a nie grzechem przez zaniedbanie obowiązków. Ksiądz Leszek Misiarczyk uważa, że acedię można nazwać depresją duchową. Przypomina bowiem objawy depresji, jednak nie można jej sprowadzić do wymiaru psychicznego, bo jest chorobą ducha. Jak wspominaliśmy, wytrwałość w wypełnianiu obowiązków jest lekarstwem leczącym acedię, jednak jest to środek leczniczy, a nie przeciwieństwo. Przeciwieństwem acedii jest pełnia życia w uciszeniu (apatheia). Jednak aby dojść do niej, trzeba aby umarł w nas „stary człowiek” ze swymi pożądaniami. Pan Jezus bardzo mocno podkreśla prawdę:

Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je (Mk 8,35).

Acedia odbiera człowiekowi odwagę konfrontacji z tą prawdą, nie pozwala mu umrzeć dla świata. Jest niezdolnością podjęcia krzyża, aby można było w wolności podjąć pełne życie. Jest chorobą ducha, dotyka poziomu egzystencjalnego.

Wspomniana zmiana w podejściu do życia duchowego pociągnęła także za sobą zmianę w pojmowaniu podstawowych pojęć i przez to w sposób zasadniczy rzutowała na sposób myślenia na Zachodzie przez ostatnich kilka lub kilkanaście wieków. Zasadnicze zatroskanie koncentrowało się wokół tego, co wolno, a czego nie wolno robić. Niezmiernie ważne staje się w tej sytuacji ponowne odkrycie dynamicznego charakteru duchowej walki, jaką nieustannie toczymy niezależnie od tego, czy sobie z tego zdajemy sprawę, czy nie. Abba Antoni powiedział do abba Pojmena: „takie oto jest wielkie dzieło człowieka: winę swoją na siebie zawsze brać przed Bogiem, a pokusy spodziewać się aż do ostatniego oddechu” (1 Apo 4). Na ziemi nigdy nie możemy osiągnąć prawdziwej doskonałości i uzyskać pełnego pokoju. Nawet wówczas, gdy bardzo postąpimy w życiu duchowym, nieustannie musimy się liczyć z przeciwnikiem, który może nas pokonać. Temu doświadczeniu człowieka odpowiada tak często pojawiające się u mnichów doświadczenie walki ze złymi duchami, które przez całe życie są przeciwnikami na drodze do prawdziwego spotkania z Bogiem.


Włodzimierz Zatorski OSB „Droga duchowa”

Skorzystaj:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl