Idee z jasnego nieba – kilka słów o książce Notkera Wolfa OSB

W moim elektronicznym notesie posiadam osobny plik na idee z jasnego nieba. Jest zatytułowany „Myśli” i ciągle się rozbudowuje. Zamieszczam tutaj przypadkowe obserwacje oraz nagłe inspiracje; wszystko, co mi przy okazji wpada w oko, a co nie ma nic wspólnego z tym, czym zajmuję się normalnie jako opat-prymas zakonu benedyktynów – nic wspólnego z kongresem opatek w Nowym Jorku, nic wspólnego z rekolekcjami w pewnym hiszpańskim klasztorze czy wizytą w irlandzkim opactwie, którego opat wezwał mnie na pomoc. Te pomysły z jasnego nieba pojawiają się zawsze w przewidzianych i nieprzewidzianych chwilach wytchnień od zwykłego dnia; w wolnym czasie, kiedy człowiek nie wie, co ze sobą zrobić. W takich momentach obserwuję ludzi. Towarzyszą temu małe objawienia…

Wspaniałymi miejscami inspiracji są dla mnie na przykład lotniska. Stoisz przy taśmie bagażowej, a twoja walizka jest zawsze ostatnia. Siedzisz od dłuższego czasu w hali odlotów, ale wciąż musisz czekać na wezwanie do wejścia na pokład samolotu. Albo start opóźnia się, gdyż włoski pilot chce w spokoju obejrzeć do końca mecz podczas mistrzostw świata w piłce nożnej. W takich chwilach obserwuję ludzi. Młody Amerykanin, który spogląda ponuro, okazuje się później niewiarygodnie uprzejmym człowiekiem. Albo wypielęgnowany przedsiębiorca, który bez pardonu przepycha się między ludźmi. Albo młodzi rodzice, którzy uspokajająco zajmują się swoim krzyczącym dzieckiem (ty też byłeś mały – mówię sobie wtedy, zanim sam zacznę tracić cierpliwość). Wówczas spadają na mnie małe objawienia, spostrzeżenia na marginesie, materiał do moich danych, zapisanych jako „myśli”.

Także podczas jazdy pociągiem otwiera się dla mnie jasne niebo, gdy za oknem przesuwa się krajobraz. Lub w czasie lotu, kiedy studiuję formacje chmur lub pozwalam zawędrować spojrzeniu na dalsze płaszczyzny położone niżej i staram się sobie wyobrazić, między jakimi ludźmi zaraz się znajdę. Szczególnie obfite są jednak modlitwy godzin, na które my, mnisi, zbieramy się w kościele cztery razy w ciągu dnia, aby śpiewać psalmy. Te modlitwy to przewidziane, zaplanowane przerwy, to momenty dnia, które należą tylko do mnie i do Boga. Gdy śpiewam, moje myśli niekiedy płyną przed ufnymi słowami psalmów i nagle wpadam na nowo na to, o czym właściwie wiem od dawna – że Bóg, na przykład, zawsze opowiada się po stronie bezbronnych i prześladowanych. Staje się wówczas dla mnie zupełnie jasne: gdy Bóg przemawia słowami psalmistów czy proroków, to wstawia się za pechowcami i przegranymi, za bezsilnymi i ofiarami. Jakże często upomina sędziów, aby ferowali sprawiedliwe wyroki, i jakże często przestrzega panujących przed korupcją i nadużyciami władzy! „Któż jest jak nasz Bóg? – jak głosi Psalm 113. – który podnosi nędzarza z prochu i dźwiga z gnoju ubogiego” (Ps 113, 5-7). Nie, nasz Bóg nie jest sprzymierzeńcem bogatych i pięknych. Nasz Bóg stoi po stronie tych, którzy potrzebują w życiu silnego sojusznika. Między innymi dlatego właśnie kocham Boga.


Notker Wolf OSB | Z jasnego nieba. Pomysły i inspiracje do życia ziemskiego – kup w księgarni on-line

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl