Jak wyleczyć się z acedii – duchowej depresji? Przeczytaj kilka rad i wskazówek [cz.2]

Wiemy już, że gdy acedia stanie się trwałym stanem, nie można jej lekceważyć. W skrajnych wypadkach może popchnąć swe ofiary nawet do samobójstwa. Lecz nawet jeśli nie dojdzie do tego, to i tak pozostaje zagrożenie śmierci duchowej.

Co z kolei mamy powiedzieć o demonie, który czyni duszę nieczułą? Boję się pisać o nim – jak dusza wyobcowuje się z własnego stanu w czasie jego przybycia i pozbawia się bojaźni Bożej oraz pobożności, i nie uznaje już grzechu za grzech, i nie uważa nieprawości za nieprawość. W jej pamięci kara i sąd wieczny są już tylko jakby gołymi słowami, gdy tymczasem zupełnie wyśmiewa ogniste trzęsienie ziemi (Hi 41,20, LXX). Wprawdzie niby wyznaje Boga, jednak nie poznaje jego zarządzenia. Uderzasz się w piersi, kiedy dusza zwraca się do grzechu, a ona nie czuje. Cytujesz słowa Pism, a ona jest całkiem zatwardziała i nawet nie słyszy. Przedstawiasz jej hańbę u ludzi, a nie zastanawia się [nad tym]. Wstyd [pokazujesz] u ludzi, a nie przejmuje się, niczym świnia, która przymruża oczy i wyłamuje ogrodzenie.

Tego demona sprowadzają przewlekłe myśli próżnej chwały. Gdyby owe dni nie zostały skrócone, nie zostałoby ocalone żadne ciało (Mt 24,22).

Ten „brak uczuć” lub obojętność, o których mówi Ewagriusz, jest bezpośrednim następstwem całkowitego zwycięstwa demonów i ich namiętności nad duszą. To pewien rodzaj duchowej śmierci. Stan ten, o którym pisarz mówi, że rzadko spotyka się go we wspólnotach, jest tutaj opisany słowami o doniosłości bez wątpienia ponadczasowej. Dzisiejszy człowiek zapewne trochę mniej optymistycznie przyjmie stwierdzenie Ewagriusza, że demona tego z pewnością przepędzi widok cierpienia, dotykającego ludzi wokół nas, a także skrucha i współczucie, jakie ono w nas wzbudzi. Współcześni nie są już tak podatni na wzruszenie. Myśl próżnej chwały, zarozumiałości, pozostaje owym towarzyszem i poprzednikiem wyniosłości, która wmawia człowiekowi, że nie jest takim samym człowiekiem jak inni ludzie. Jest to pokusa „doskonałych”, którzy przez swe nienaganne życie dają się zwieść pokusie wywyższenia się ponad wszystkich. Wstępują wręcz pod niebiosa i u kresu wierzą, że dokonali wszystkiego z własnej mocy i że nie potrzebują już nawet Boga.

Ponieważ myśl ta jest w całości próżna i pusta, pozbawiona wszelkiego odniesienia do rzeczywistości, jej żądza sławy musi pozostać niezaspokojona. Niezwłocznie nadchodzi natomiast acedia, doświadczenie absolutnej pustki.

O tym, jak wielka jest stawka w tej walce, poucza dalszy ciąg cytowanego powyżej tekstu, który mówi o „zapłacie” za cierpliwe wytrwanie. Później wrócimy do tego w bardziej wyczerpujący sposób.

Ponadto należy wiedzieć [i] to, że kto z anachoretów, natknąwszy się na tego demona, nie dopuścił do siebie myśli nieczystych ani nie porzucił celi pod wpływem acedii, ten otrzymał wytrwałość i powściągliwość, które z nieba zstąpiły, i jest błogosławiony wskutek takiej beznamiętności.

Wobec gwałtowności, z jaką niekiedy acedia atakuje swe ofiary i niejako „ciągnie je na postronku”, pierwszym i najmocniejszym środkiem leczniczym jest po prostu przetrzymanie. Wbrew przemożnej na pozór pokusie ucieczki należy pozostać, jakby się było przygwożdżonym do swego „miejsca”. Dla anachorety – i nie tylko dla niego – oznacza to po pierwsze, że ma wytrwać na swoim miejscu i stanowisku, dopóki atak nie minie.

Nie należy opuszczać celi w godzinie pokus, wymyślając rzekomo rozsądne do tego powody, ale trzeba siedzieć wewnątrz, trwać cierpliwie, przyjmować odważnie wszystkich napastników, a szczególnie demona acedii. Jest on najuciążliwszy ze wszystkich i poddaje duszę najcięższej próbie. Ucieczka bowiem przed tymi zmaganiami czy unikanie walki uczą duszę nieudolności, tchórzostwa i dezercji.

Można by sądzić, że takie zachowanie jest zupełnym przeciwieństwem tego, co się zazwyczaj w takich sytuacjach czyni, kierując się zdrowym rozsądkiem. Jednak Ewagriusz, gdy radzi, aby nie ustępować temu instynktownemu parciu ku ucieczce, przekazuje owoc doświadczenia własnego i wielu innych. Tylko autopsja może dowieść prawdziwości tej rady, którą niegdyś abba Mojżesz zwięźle streścił w zdaniu:

Idź, usiądź w swojej celi, a cela cię wszystkiego nauczy.

W tym „zwykłym” wytrwaniu w pustelniczej celi zawiera się wszystko inne: świadoma rezygnacja z wszelkiego rodzaju odwracania uwagi i rozproszenia, czy to w formie podróży, odwiedzin, czy też rozrywek. Czy nie mamy tu przypadkiem do czynienia z brakiem psychologicznego zrozumienia dla najbardziej elementarnych potrzeb człowieka? W żadnym wypadku. Inny mnich, który kuszony był przez swe myśli, otrzymał od abby Arseniusza Wielkiego zdumiewającą odpowiedź, która w godny podziwu sposób odróżnia to, co istotne, od nieistotnego:

Wracaj i jedz, pij, śpij, żadnej pracy nie wykonuj – tylko się z celi nie oddalaj.

Podobnie jak istnieje hierarchia wartości, tak też istnieje hierarchia zła. W wypadku acedii, tego centralnego i kulminacyjnego punktu wszystkich przywar, wytrwanie w odosobnieniu jest ważniejsze od pozostałych ćwiczeń ascetycznych. W trudnych wypadkach bowiem należy, jak to określa Ewagriusz, „wybić jeden gwóźdź innym”, co w tej sytuacji oznacza wybór mniejszego zła. Założywszy naturalnie, że nie ulegnie się przy tym w zakamuflowany sposób acedii!

Nie należy również zapominać o zapłacie, która obiecana jest temu, kto cierpliwie wytrwa!

Jeśli duch acedii opanuje cię, nie opuszczaj swojej celi i w czasie smutku nie skłaniaj się [ku jego podszeptom]. Jeśli bowiem wytrwasz, stanie się twoje serce tak jasne, jak wtedy, gdy ktoś oczyści srebro.

Odprężenie, na przykład spacer, jako takie nie jest zabronione, pod warunkiem, że pozostaje się przy tym z samym sobą. Szkodliwe jest tylko to, co równa się rzeczywistej ucieczce, także owa nieszczęsna tendencja do obarczania innych swoimi problemami. Ojcowie Pustyni w żadnym wypadku nie byli pryncypialnymi wrogami kontaktów międzyludzkich. Wręcz przeciwnie! Nie posiadalibyśmy w końcu licznych zbiorów ich sentencji, gdyby nie rozmawiali ze sobą. Również dla anachoretów kontakt z przyjaciółmi o podobnych zapatrywaniach bynajmniej nie był zabroniony. Zakazana była jedynie ta fatalna skłonność do „duchowej niedyskrecji”, owa męcząca gadatliwość, która nie umie zachować dla siebie ani dowodów Bożej łaski, ani ataków nieprzyjaciela. Witany dezaprobatą był każdy rodzaj niezdrowej poufałości, która niczym upalny wiatr wysusza i wypala prawdziwą przyjaźń i zaufanie.

Należałoby tutaj wspomnieć w kilku słowach o przyjaźni pomiędzy mnichami, nawet i przede wszystkim między owymi mieszkańcami pustyni, którzy byli daleko mniej szorstcy i nieokrzesani, niż byśmy to sobie dzisiaj wyobrażali. Ewagriusz poświęcił tej „duchowej przyjaźni”, przyjaźni w Chrystusie i przez Niego, najbardziej ujmujące fragmenty swoich Scholiów do Księgi Przysłów. Ponadto jego listy składają świadectwo o gorącym uczuciu, z jakim przeżywał tę przyjaźń, której cementem nie była ludzka i nazbyt często ulotna sympatia, lecz „poznanie Chrystusa”. To dzięki niemu ludzie, którzy je posiadają, są „przyjaciółmi Chrystusa”, tak jak to było w wypadku Jana Chrzciciela i Apostołów – sam Jezus nazywał ich przecież moimi przyjaciółmi (J 15,14). Jako przyjaciele tej samej osoby stają się wtedy także przyjaciółmi między sobą, a nawet przyjaciółmi świętych aniołów.


Gabriel Bunge „Acedia – duchowa depresja”

Materiały dodatkowe:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl