Jak wyleczyć się z acedii – duchowej depresji? Przeczytaj kilka rad i wskazówek [cz.3]

Otwarcie serca – ta powszechnie stosowana i zalecana praktyka była zastrzeżona jedynie dla duchowego ojca. Przed nim można bez zahamowań i fałszywego wstydu wyjawić swoje tajemne walki i porażki, lecz również zwycięstwa i duchowe doświadczenia po to, aby otrzymać jego radę i opinię. Cytowany wcześniej tekst Palladiusza pokazuje, z jakim wyczuciem potrafił Ewagriusz pełnić swój delikatny obowiązek. Widzieliśmy także, że również on sam, słynny abba, miał taką zaufaną osobę, której radzie i osądowi się zawierzał.

Tymi duchowymi ojcami, względnie matkami nie byli (i nie są dalej na chrześcijańskim Wschodzie) wyłącznie kapłani, mnisi czy też mniszki. Ewagriusz przez całe życie pozostał diakonem. Wśród pięciu tysięcy mnichów z Pustyni Sketyjskiej, w których sąsiedztwie żył pontyjski mnich w towarzystwie sześciuset bardziej wypróbowanych ascetów, było tylko ośmiu kapłanów. Większość sławnych duchowych Ojców Pustyni musiała więc być laikami i to prawie we współczesnym znaczeniu tego słowa, gdyż monastycyzm nie miał jeszcze stałego kanonicznego statusu.

Duchowe ojcostwo bądź macierzyństwo w rzeczywistości nie jest związane z żadnym urzędem. Stanowi ono nie pochodzący z żadnego nadania charyzmat, który zostaje podarowany temu, kto w swoim życiu ze wszystkimi jego porażkami i sukcesami osiągnął owo doświadczenie, którego nie jest w stanie przekazać żadna książkowa wiedza. Wiąże się z tym fakt, że ów charyzmat nie jest zastrzeżony dla określonego wieku. Niektórzy z tych ojców bądź matek byli całkiem młodzi, także jak na ówczesne warunki.

Kiedy dzisiaj, szczególnie na Zachodzie ludzie skarżą się często, że nie ma już duchowych ojców, to zapominają, że w dziedzinie łaski to nie ojciec czyni syna, lecz syn ojca. Współczesnemu zachodniemu człowiekowi ogromnie brakuje ducha „synostwa”, a tylko z niego może zrodzić się duchowe ojcostwo. O tym, dlaczego tak jest, poucza opis duchowego ojca, pochodzący z ust słynnego koptyjskiego mnicha naszych czasów, jakim jest ojciec Matta al-Maskin. Sens jego wypowiedzi jest następujący: Duchowy ojciec pozostaje przede wszystkim człowiekiem, który najpierw sam dał się prowadzić Duchowi Świętemu i stał się dyspozycyjnym narzędziem w rękach Boga. Stąd też nie będzie on próbował nawoływać ucznia do naśladowania samego siebie – wszyscy bowiem jesteśmy uczniami Chrystusa i On sam jest jedynym Mistrzem. Nie będzie również nieustannie stał u jego boku – jest tylko człowiekiem, a nie aniołem. Raczej kroczy za nim pokornie jak sługa, aby, gdy przyjdzie potrzeba, być mu pomocnym jako temu, kto pobudzany przez Ducha idzie śladami Chrystusa. Wiąże się z tym również i to, że wsłuchuje się on jeszcze uważniej od ucznia w to, czego pragnie dla tamtego Duch Boży. Zupełnie na boku pozostawia przy tym to, co jemu osobiście wydaje się godne zalecenia. Uczeń ma otrzymywać z jego ust jedynie Boże Słowo, a nigdy zwykłą ludzką mądrość.

Po tej zapominającej o sobie służbie można zawsze odróżnić prawdziwego duchowego ojca w chrześcijańskim sensie od wszelkich samozwańczych guru, których dzisiaj doprawdy nie brakuje. Autentyczny duchowy ojciec nie założy nigdy żadnej „szkoły”. Jedyne, co po nim zostanie, to ów udział w Duchu Świętym, który został mu podarowany.

Wytrwanie w odosobnieniu pustynnej celi jest z pewnością dla człowieka sytuacją ekstremalną, lecz jej symboliczna wartość pozostaje niezaprzeczalna. Większość ludzi nie żyje w „celach”, lecz mimo to również oni znajdują się w sytuacjach, które ich ograniczają, takich jak rodzina, praca, itd. Wytrwać w nich w ciszy, bez goryczy i złości, wypatrując raczej drogi wyjścia – to właśnie czyni człowieka mnichem we właściwym sensie tego słowa, to znaczy kimś na wskroś „pogodzonym i zjednoczonym ze sobą”.

Jednakże samo zaciśnięcie zębów jest postawą zbyt negatywną. Na dłuższą metę może u cierpiącego na acedię raczej jeszcze silniej utrwalić jego stan, niż go z niego wyzwolić. W tych miejscach, w których, jak uczy doświadczenie, acedia zazwyczaj atakuje, należy wznieść tamę, pozytywną postawę, która strzeże przed zupełnym pogrążeniem się w chorobie.

W kilku słowach Ewagriusz szkicuje (co charakterystyczne – na końcu rozdziału o acedii) całą strategię przepędzenia tej przywary. Jest to właściwie taka mała reguła życiowa, której poszczególne elementy jeszcze spotkamy.

Acedię leczy wytrwałość
i czynienie wszystkiego z wielkim staraniem i bojaźnią Bożą.
Wyznacz sobie miarę w każdym dziele
i wcześniej nie odstępuj, póki jej nie wypełnisz.
I módl się uważnie i żarliwie,
a duch acedii ucieknie od ciebie.

„Wyznacz sobie miarę w każdym dziele” – to owa zasadnicza reguła, której nauczył się od anioła już „pierworodny spośród anachoretów”, Antoni Wielki, gdy trapiła go acedia. Jest ona bowiem, co niebagatelne, pokusą nie-umiarkowania, czy to na drodze niedbalstwa, czy też w bardziej zakamuflowany sposób – przez przesadę. Przy tym wszystkim Ewagriusz nie jest w żadnym wypadku fanatykiem reguł i przepisów.

Nie w każdym czasie można wypełniać zwykłe nakazy reguły, ale trzeba zwracać uwagę na okoliczności i starać się wykonać możliwe do wypełnienia polecenia najlepiej, jak można.

Ta „zwyczajowa reguła” nie stanowi żadnej spisanej reguły zakonnej. Czegoś takiego nie znał jeszcze sketyjski monastycyzm. Mowa jest raczej o owej mierze, którą każdy – za radą kogoś bardziej doświadczonego oraz na bazie świadomości własnych granic i możliwości – ustala sam dla siebie. W normalnych warunkach należy być zdecydowanie wiernym tej osobistej regule. W sytuacjach wyjątkowych liczy się natomiast ewangeliczna wolność. Ta subtelna harmonia między posłuszeństwem a wolnością jest charakterystyczna dla duchowości dawnych Ojców. Z jej uzasadnieniem jeszcze się spotkamy.


Gabriel Bunge „Acedia – duchowa depresja”

Materiały dodatkowe:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl