Każdy nowy dzień, nowy tydzień jest nadzieją, że coś się poprawi… MOTYWATORY Ojca Leona Knabita [cz.1]

Świadomość wielkości misji napełnia troską, by sprostać nałożonym i przyjętym zobowiązaniom.

Niełatwo jest być człowiekiem chorym, ale i być z chorym nie jest łatwo.

Kiedy jest się kochanym i kocha na rozmaitych płaszczyznach i przestrzeniach miłości, to życie naprawdę jest piękniejsze.

Czym jest ten dar miłości? Uzdolnieniem do tego, żeby kochać, nawet gdy jest to bardzo trudne.

Tam, gdzie jest dobry kapłan, o wiele trudniej jest o sekularyzm, o antyklerykalizm, po prostu dobry ksiądz to jest, bez paternalizmu, naprawdę dobry Kościół.

Ten dzień dzisiejszy jest w jakiś sposób każdym dniem, który może stawać się dniem zmartwychwstania, ufności.

Obok brutalnego poniżenia Człowieka – aż do śmierci, przewija się wątła, ale konkretna nić nadziei.

Każdy człowiek jest dla nas darem, każdy człowiek ma prawo oczekiwać nas jako dar.

Ktoś powiedział – nie ma przypadków, a ktoś powiedział – są przypadki, ale przypadkami Ktoś kieruje.

Zrozumiałą jest rzeczą, że człowiek nie lubi cierpień.

Czy jesteś w domu, czy w szpitalu, leżysz czy chodzisz, boli cię bardziej czy mniej, zawsze możesz spocząć – odpocząć w Bogu.

Tak bardzo trzeba tworzyć te małe przestrzenie życzliwości i dobra, bo im ich więcej, tym łatwiej sobie poradzić z wielkimi przestrzeniami zła.

Jeśli coś jest nie tak, gdy coś zaczyna się psuć – wtedy należy szukać przyczyny tego stanu rzeczy, ale najpierw w sobie.

Jakże bardzo wielu ludzi dzisiaj przychodzi smutnych, że nikt im nie powiedział „dziękuję”.

Czy będę zrzędził, narzekał, utrudniał życie drugiemu, czy może właśnie coś dam drugiemu w radości?

Żeby tak każdy z nas miał taki intymny dowód na istnienie Boga we mnie, na miłość Boga do mnie.

Jedną z konsekwencji praktycznego ateizmu jest przyjęcie, że coś, co obiektywnie jest grzechem, nie musi być grzechem dla każdego i w każdej sytuacji.

Nawet w najtrudniejszych sytuacjach mocna wiara nie łamie się, bo zaczerpnięta jest gdzieś tam od góry, od Tego, Który Kieruje Przypadkami.

Trzeba uznać, że nie jestem samowystarczalny, a wtedy staję się zdolny do tego, by powiedzieć: „Panie, będę czynić tak, jak Ty chcesz”.

Każdy nowy dzień, nowy tydzień jest nadzieją, że coś się poprawi, że będzie lepiej, że spotka nas coś nieoczekiwanego, dobrego.

Rozważnie stawiajmy kroki miłości, aby ślady, które dzisiaj zostawimy, jaśniały, żeby inni chcieli w te ślady wstępować, żeby ten świat był trochę lepszy.

Między naszym życiem obecnie a powtórnym przyjściem Chrystusa będzie się działo bardzo wiele złych i trudnych rzeczy.

Jakież wielkie są możliwości umniejszenia czegoś w sobie, żeby komuś było lepiej.

Niekiedy dopiero po latach odkrywa się, że we wszystkich napotkanych trudnościach był Chrystus.

Lepiej dostać w łeb od kogoś kochającego, niż być pogłaskanym przez obłudnika.

Eucharystia nie uśmierza bólu, lecz daje moc, by go przetrwać godnie.

Jezus kochający swoją ziemską ojczyznę chciałby, żebyśmy dzisiaj czynem okazali miłość do naszych ziemskich małych ojczyzn.

Czym jest dar nadziei? Uzdolnieniem do tego, żeby ufać, nawet gdy jest to bardzo trudne.

Przecież młodość to nie tylko wiek, młodość to postawa ducha.

Trzeba mieć zaufanie do Pana Boga, że ten rodzaj powołania, jaki mnie dotknął, jeśli tak można powiedzieć, jakim zostałem obdarowany, to jest coś dla mnie najlepszego.

Jeśli popatrzymy wstecz, odnajdziemy przyczyny naszej nadziei na przyszłość.

Wielu ludzi zawiodło jednak nasze zaufanie. Tym bardziej trzeba więc zwracać się do Boga, który jest przecież zawsze pewny.

Najbardziej ukryta, a zarazem najgłębiej niszcząca, jest taka postać ateizmu, która polega na pozostawieniu całych przestrzeni swojego życia zamkniętych przed Bogiem.

Świat – rozdarty wewnętrznie od czasów grzechu pierworodnego – potrzebuje lekarstwa jednoczącej miłości.

Czego boi się człowiek? Najbardziej drugiego człowieka.

Przede wszystkim trzeba więc sobie uświadomić, że dążenie do doskonałości oznacza walkę z  samym szatanem, który jest pierwszym wrogiem duszy.

Bóg jest wszędzie, ale Eucharystia jest miejscem – jeśli można powiedzieć tak po ludzku – zagęszczonej obecności Boga.

Wydaje się, że ludzie dobrzy czasem są zbyt cisi.

Każde powołanie do służby w Kościele, także zwykłego chrześcijanina, łączy się w sposób szczególny z jedynym w swoim rodzaju wejściem w przestrzeń Bożą.

Modlitwa jest odpowiedzią człowieka wierzącego na zaproszenie Boga, który kocha.

Nie spotkałem ludzi niewierzących w Pana Boga, którzy byliby prawdziwie radośni.

Żaden człowiek – nawet najwspanialszy – nie jest w stanie uwolnić się od cierpienia, które przybiera niekiedy formy porażające.

Krzyż wymaga poddania siebie woli Bożej, bo wola człowieka – jak się okazuje – jest niewystarczająca.

Człowiek na dnie duszy tęskni za absolutem.

Trzeba się uczyć opuszczania wszystkiego, co się osiągnęło nawet na dobrej drodze, a co jeszcze nie jest samym Chrystusem.

Na drodze oczyszczania serca zwykle jest najpierw element karczowania, a potem sadzenia.

Miłosierdzie zawsze musi poprzedzać nawrócenie.

Ktoś trafnie powiedział, że nieśmiałość wierzących jest zachętą do zuchwalstwa niewierzących.

Szukanie Boga, które winno być udziałem każdego stworzenia rozumnego, oznacza także znalezienie miejsca Jego pobytu.

Wcale mi nie przeszkadza, że w Kościele są grzechy, nieuczciwości i tyle niedociągnięć, tyle ludzkiej biedy. Każda rzeka ma swoje głębie i mielizny.

Trwanie w obecności Bożej łączy się zawsze z intensywnym działaniem łaski Boga, a więc Jego miłości, na duszę.

Jeśli człowiek modli się dlatego, że trzeba, ale z góry zakłada, że i tak nic z tego nie będzie, to prawdopodobnie rzeczywiście nic z tego nie będzie.

Konieczność bycia nauczycielem, mistrzem modlitwy, zmusza wprost do zgłębiania samemu tego zagadnienia od strony teoretycznej i praktycznej.

Każda czynność powinna być odnoszona do Boga.

Miarą miłości, którą mam żyć, miarą mojego doświadczenia miłosierdzia ma być cierpliwe i wytrwale ponawiane każdego dnia życie według błogosławieństw.

Modlitwa jest podstawą i warunkiem nadprzyrodzonej skuteczności kapłańskiego działania.

Najgorzej jest, gdy i praca niedokończona, i Bóg nie otrzymał tego, co się Mu od człowieka należy.

Jeśli wzorem jest Chrystus, to przypatrywanie się Jemu, połączone z pełną czci i miłości refleksją nad Jego Boską Osobą w ludzkiej naturze, wskaże kierunki działania.

Doświadczenie uczy, że nawet przy bardzo wielu zajęciach marnuje się czasu zbyt wiele.

Wobec słabości ludzkiej warto oprzeć się na Starym Testamencie, gdzie wszelkie pierwociny miały być przyniesione Panu (np. Wj 13,12; Pwt 18,4; Ne 10,36).

Z doświadczenia wiadomo, że jeśli traktuje się powołanie na serio, pracy jest zawsze tyle, iż nigdy nie można sobie powiedzieć: „zrobiłem wszystko”.

Bóg nie da się prześcignąć we wspaniałomyślności. Już w tym życiu wynagradza człowieka na miarę jego zaufania.

Pismo Święte jest Objawieniem się Boga człowiekowi, ale jest też i po­uczeniem, jak trzeba i jak nie trzeba mówić do Boga.

Człowiek sam z siebie niewiele wie i niewiele umie. Stąd musi od Boga zaczerpnąć, by móc oddać Mu coś wartościowego.

Czasami mam wrażenie, że żyjemy tak jak ludzie, którzy chcą przeskoczyć swój cień.

Trzeba wielkiego wysiłku, by zachować proporcje między przyswajaniem sobie treści Księgi-Biblii i tego wszystkiego, co jest do niej tylko komentarzem.

W trudnych sytuacjach czasem dotykamy tajemnicy losu, którą nam Pan daje do przeżycia, a nie do zrozumienia.

Lekarstwem na niemiłe niespodzianki jest przede wszystkim szukanie samego Pana Boga.

Tak zwana małpia miłość rodziców, która nie dopuszcza nawet myśli o uczuciowym odłączeniu się od dziecka, jest źródłem niepowetowanych szkód, także społecznych.

Trudna żona czy trudny mąż – to jest konkretne życiowe zadanie.

Człowiek stawiający w centrum zaspokajanie swoich przyjemności, podporządkowuje całą rzeczywistość sobie, nie licząc się przy tym z dążeniami i postawami innych ludzi.

Cierpienie jest często połączone ze stratą kogoś lub czegoś, ale bywa, że właśnie wtedy człowiek bardziej się zwraca do Boga.

O ile Dekalog stanowi niejako chleb powszedni każdego człowieka, o tyle błogosławieństwa są krokiem dalej – coś jak gdyby rzemiosło i artyzm.

O przyjemności napisał gdzieś św. Tomasz, że jest bliższa cnocie niż grzechowi.

Młodość w Bogu oznacza gotowość podjęcia ryzyka, a jest to ryzyko podejmowania wezwania Bożego.

Człowiek wierzący stoi zawsze wobec problemu zasadniczego: jedynym jego prawdziwym pożytkiem jest to, co mu pomaga do zbawienia.

Jak bardzo cierpią firma, szkoła czy parafia, gdy ktoś się uprze.

Zwróćmy uwagę na to, że ludzie, którzy umieją z siebie zażartować, którzy są pogodni, radośni, bardzo często sami nie są obiektem złośliwości innych.

Ktoś kiedyś powiedział: „uwierzyłbym, gdyby chrześcijanie mieli bardziej zbawione miny”. Twarz taka jak cmentarz nikogo nie pociągnie.

Nikt nie ma bowiem miłości większej od tej, gdy ktoś życie swoje daje za przyjaciół swoich.

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus pisała, że męczeństwo nie tyle polega na jednorazowym akcie, ile na męczeństwie serca przeżywanym każdego dnia.

Człowiek wierzący bierze życie takim, jakim ono jest: radości i smutki wymieszane ze sobą w różnych proporcjach są codzienną naszą strawą.

W wielu przypadkach dobrem będzie powstrzymanie się od przyjemności i odmówienie przyjemności drugiemu.

Postarajmy się, żeby historia, którą my obecnie tworzymy, i to zarówno starsi jak i młodsi, mogła być chlubą tego pokolenia.


banner-promocja


Zerknij tutaj:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl