Lęk przynosi w życiu duchowym ogromne spustoszenie, gdyż zupełnie wypacza samo życie w jego dynamizmie. Dramat bycia perfekcjonistą…

Inną ogromną przeszkodą w życiu duchowym jest perfekcjonizm. Jest to przeszkoda niejako z drugiej strony. O ile brak wdzięczności wynika z mniemania, że nam się wszystko należy, o tyle u perfekcjonisty sytuacja jest wręcz odwrotna, uważa on, że na wszystko, co otrzymuje, musi zasłużyć, że nic nie może otrzymać darmo. Problem jest o tyle dramatyczny czy wręcz tragiczny, że odnosi się często do ludzi dobrych, jak to mówimy, „z natury”, wrażliwych na biedy innych, współczujących, ludzi pragnących dobra nie dla siebie, ale dla innych. Są oni często aktywnymi chrześcijanami, liderami grup modlitewnych, ludźmi doskonale opiekującymi się innymi i prowadzącymi innych. Natomiast wewnętrznie bywają rozbici, ocierając się o niewiarę, bluźnierstwo, bezsens, rozpacz, i aż po myśli samobójcze.

Problem tych ludzi polega na tym, że istnieje w nich ogromne pragnienie bycia doskonałymi. To, co robią, powinno być doskonałe, szczególnie w odniesieniu do życia duchowego. Przecież sam Pan Jezus powiedział: Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski (Mt 5,48). Taką doskonałość głoszą i uważają, że sami powinni takimi być. To pragnienie przyjmuje często formę bezwzględnego wymagania czy wręcz przymusu: „muszę być doskonały”. Często taka postawa jest wynikiem wychowania przez rodziców stawiających dziecku takie perfekcyjne wymagania i nagradzających dziecko tylko wtedy, gdy zrobiło coś dobrze, a karcących je, gdy zrobiło coś źle. Perfekcjonizm bywa także wynikiem zespołu DDA (dorosłych dzieci alkoholików), gdy dzieci musiały okazać się bardziej odpowiedzialne od rodziców i musiały podejmować odpowiedzialność za nieodpowiedzialnych rodziców. W wieku dorosłym taka nadmierna odpowiedzialność za to, co się robi i za innych pozostaje w nich jako nakaz wewnętrzny.

W istocie perfekcjonizm bierze się z lęku, lęku przed tym, czy rzeczywiście wypełniliśmy wszystko, „jak należy”, czy przypadkiem nie jesteśmy „winni” czemuś i w związku z tym możemy być potępieni?! Lęk przynosi w życiu duchowym ogromne spustoszenie, gdyż zupełnie wypacza samo życie w jego dynamizmie. Klasycznym przykładem jest nadmierny strach przed potępieniem. Powoduje on lękowe wypełnianie praktyk religijnych lub przeciwnie wprowadza w stan apatii, tak czy inaczej powoduje nerwicowe zachowania religijne. Przykładem takiej nerwicy był tak zwany „bogaty młodzieniec”, który przybiegł do Pana Jezusa, upadł przed nim na kolana i pytał: Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? (Mk 10,17). Wydawało się, że dla niego nie ma niczego ważniejszego od zbawienia. Jednak po słowach Jezusa:

Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną! Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony (Mk 10,21–22).

Jego wiara nie była autentyczna, ale zalękniona i większy lęk o bezpieczeństwo na świecie, całkowicie ostudził jego pragnienie i deklarowaną wiarę w „dobro” rady Pana Jezusa jako Nauczyciela. Ów „bogaty młodzieniec” był typem perfekcjonisty religijnego, który mniema, że całym sobą dąży do zbawienia. Zdradza go jednak ów niepokój, nerwicowe „szukanie zbawienia”.

Perfekcjonista z powodu lęków nie potrafi prawdziwie, spokojnie żyć. Wszystko cokolwiek robi, musi być doskonałe i jeżeli takie nie jest, budzi w nim autoagresję. U podstaw leży lęk o to, że nie robiąc czegoś w sposób doskonały, traci swoją wartość w oczach innych i własnych. W związku z tym perfekcjonista nigdy nie jest zadowolony z tego, co zrobi, bo cały czas nie jest taki, jaki być „powinien”. Taki człowiek potrafi zadręczyć siebie, a także innych wokół siebie.

Perfekcjonista w skrajnej postaci staje przed dylematem albo – albo: albo coś jest doskonałe, albo jest beznadziejne. Nie ma u niego całej palety pośrednich ocen wartości. Gdy na to się nakłada konieczność okazania się doskonałym, to pojawia się alternatywa: doskonałe albo żadne, wszystko albo nic! Niestety przy takiej alternatywie z reguły pozostaje: „żadne” lub „nic”! Tak się dzieje, bo życie na ziemi ze swej natury jest ułomne, niedoskonałe, nasze motywacje są wieloznaczne, brak nam prawdziwej jasności poznania i jednoznacznego ocenienia wartości podejmowanych działań. Wynika to z tajemnicy nieprawości w nas. Jest to prawda fundamentalna i trzeba ją uznać. Nie znaczy to jednak, że trzeba tolerować w sobie bylejakość. Dążąc do solidnego wykonania powierzonych nam zadań, musimy jednak mieć odpowiedni dystans do tego, co robimy, i zdolność akceptowania braków. Perfekcjonizm zawsze stawia sobie miarę w odniesieniu do ideału. Sam ideał wydaje mu się przy tym absolutną normą. Natomiast ideał ma to do siebie, że jest idealny, a tym samym jest jedynie modelem, a nie właściwą praktyczną normą, którą można zastosować w rzeczywistości. Ideał właściwie nie musi się liczyć z rzeczywistością i tak się dzieje w wielu przypadkach.

Natomiast perfekcjoniście brak wyczucia realizmu, co powoduje odnoszenie się do ideału i w konsekwencji niezadowolenie, poczucie niespełnienia, a czasem duchowe rozbicie przez brak realizacji idealnego wzoru. Przy tym, o ironio, dotyczy to często najszlachetniejszych ludzi! W efekcie perfekcjonista nie jest prawdziwie radosny i szczęśliwy, a wręcz przeciwnie – bywa smutny i niezadowolony. Widać, jak życie pod presją ideału niesie z sobą daleko idące negatywne konsekwencje. Przede wszystkim utratę witalności.

Niemożność wypełnienia idealnego wzoru wiąże się z tym, że nie mamy możliwości przewidzenia wszystkich okoliczności naszego działania, roli przypadku, zależności od innych ludzi i ich rzetelności, uczciwości itd. Jeżeli np. weźmiemy prostą sytuację: mamy posprzątać mieszkanie, ale zachorowaliśmy na grypę. Co robić? Perfekcjonista będzie na siłę starał się posprzątać to mieszkanie, przez co pogorszy swój stan zdrowia, ale zrobi, bo musi być zrobione. Czy to jednak jest rozsądne i sensowne? Kiedy się to wszystko uwzględni, to widzi się, że efekty naszego działania są wypadkową wielu czynników, z których wiele nie zależy od nas lub wykracza poza możliwość kontroli nad nimi. Stąd wyniki naszego działania rzadko tylko mogą sprostać wyznaczanym sobie wzorom. W takiej sytuacji trudno u perfekcjonisty o prawdziwe zadowolenie i radość. Co najwyżej możliwe jest względne zadowolenie, że zrealizował coś naprawdę doskonałego lub bliskiego doskonałości. Przy czym to ostatnie jest możliwe, gdy perfekcjonizm nie jest bezwzględny.

perfekcjonizm

Najtragiczniejszy w życiu perfekcjonisty jest jego stosunek do Boga wynikający z obrazu, jaki posiada. Bóg jest dla niego kimś, wobec kogo ma się wykazać zgodnie z brzmieniem norm, jakie przyjął. Taki obraz Boga mieli faryzeusze za czasów Pana Jezusa. Przystęp do Niego dawało im jedynie skrupulatne wypełnianie Prawa, które rozumieli bardzo formalnie, przyjmując z tradycji całą rozbudowaną interpretację Prawa i rozliczne kazusy. Bóg dla nich był przede wszystkim sędzią, panem, który wymaga i nagradza lub karze w zależności od tego, czy człowiek wypełniał literę Prawa, czy nie. Obraz takiego Boga mamy np. w przypowieści o faryzeuszu i celniku w świątyni. Faryzeusz modlił się do Boga, wykazując się przed Nim doskonałością, a nawet gorliwością dalej idącą niż to przewidywały przepisy Prawa, wypełnieniem wszystkich obowiązków religijnych i to z naddatkiem (zob. Łk 18,11–12). Tragedia takiego podejścia do Boga polega na tym, że człowiek nie potrzebuje wówczas miłosierdzia, ale jedynie potwierdzenia, że wykonał wszystko, co miał obowiązek wypełnić. Taki też problem miał starszy syn z przypowieści o miłosiernym ojcu (zob. Łk 15,11–32).

W tym momencie trzeba przypomnieć, że naszym punktem wyjścia jest sumienie zranione, nie w pełni czyste, co jest wynikiem grzechu pierworodnego. Dlatego też nigdy nasze motywacje nie będą w pełni czyste. Nasza ufność w relacji do Boga może na początku mieć różne motywy: może to być lęk przed śmiercią, chęć bycia lepszym od innych w życiu duchowym, pragnienie doświadczenia czegoś wielkiego itd. Zazwyczaj nasze motywacje są wielowątkowe i mieszają się w nich rozmaite treści. Trzeba to umieć przyjąć z pokorą i po prostu pójść za Bogiem takim, jakim się jest, a w drodze ku Niemu oczyszczać motywacje naszego działania.

Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam. Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim. Przez to miłość osiąga w nas kres doskonałości, że mamy pełną ufność na dzień sądu, ponieważ tak, jak On jest w niebie, i my jesteśmy na tym świecie. W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą. Ten zaś, kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości. My miłujemy Boga, ponieważ Bóg sam pierwszy nas umiłował (1 J 4,16–19).

Droga do doskonałości prowadzi przez brak doskonałości. Tutaj ukazuje się ogromne znaczenie słów Pana Jezusa:

Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim (Mt 18,3–4).

W praktyce nikt nie jest w stanie wypełnić wszystkich przepisów Prawa. Bardzo mocno podkreśla to św. Paweł w Liście do Rzymian:

Wykazaliśmy bowiem uprzednio, że tak Żydzi, jak i poganie są pod panowaniem grzechu, jak jest napisane: Nie ma sprawiedliwego, nawet ani jednego, nie ma rozumnego, nie ma, kto by szukał Boga. Wszyscy zboczyli z drogi, zarazem się zepsuli, nie ma takiego, co dobrze czyni, zgoła ani jednego… wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej, a dostępują usprawiedliwienia darmo, z Jego łaski, przez odkupienie które jest w Chrystusie Jezusie (Rz 3,9–12;23–24).

Wobec niedorastania do własnych oczekiwań i to powtarzającego się latami, pierwsza reakcja niezadowolenia z siebie („jestem do niczego”) stopniowo przeradza się w załamanie i rozpacz, które u ludzi wrażliwych mogą ostatecznie prowadzić nawet do myśli samobójczych.

Wezwanie do „doskonałości na wzór Ojca”, jak widać z Ewangelii św. Mateusza, niesie jednak coś zupełnie innego, niż to sobie wyobraża perfekcjonista. Nie chodzi o doskonałą sprawność w osiąganiu cnót, w działaniu zewnętrznym i duchowym, ale o miłosierne spojrzenie na innych. Pan Jezus mówi wcześniej wyraźnie o tym i w tym kontekście pada wezwanie do tej doskonałości na wzór Ojca:

Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski (Mt 5,43–48).

Naszym punktem odniesienia jest Bóg Ojciec i Jego miłosierdzie. W naszym wewnętrznym doskonaleniu się chodzi zatem o nieustanne wpatrywanie się w Ojca, w Jego sposób działania, w Jego miłość, cierpliwość, łagodność i uczenie się ich w swoim własnym życiu. Chodzi zatem o to, byśmy się uczyli, byśmy byli w tym zakresie prawdziwie dziećmi, które wpierw umieją przyjąć od Ojca dar miłości i na wzór Ojca sami kochać innych. Potrzebna jest tutaj pokora jako dyspozycja przyjmowania daru jako daru, a nie czegoś, na co zasłużyliśmy, co zdobyliśmy, czy czegoś co wynika z zasady na podobieństwo praw przyrody. Taka postawa stoi w opozycji zarówno do roszczenia jak i do ambicji wykazania się doskonałością. Ostatecznie u podstaw takiej postawy stoi pycha, choć może być ona nieuświadomiona. Dziecko ma się po prostu uczyć, nie musi być doskonałe! To jest wielki przywilej dziecka!

Warto przy tym pamiętać, że porządek miłości odpowiada przykazaniu: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego (Mt 22,39 za Kpł 19,18). Zatem wzorem miłości bliźniego jest odniesienie do siebie samego. Aby uczyć się miłości i miłosiernego spojrzenia na świat i bliźniego, czyli tego, o co chodzi w zaleceniu „bycia doskonałym”, trzeba wpierw tak spojrzeć na siebie. To jednak jest możliwe jedynie wówczas, gdy rozpoznamy miłosierne spojrzenie Boga na nas. Dlatego może właśnie niedługo po omawianym akapicie Pan Jezus uczy nas prawdziwej modlitwy: Wy zatem tak się módlcie: Ojcze nasz, który jesteś w niebie (Mt 6,8n). Słowo „Ojcze” staje się kluczem do zrozumienia i jednocześnie wyrazem wiary w naszą więź z Bogiem. Modlitewne wezwanie czyni tę więź wyjątkowo konkretną, pełną zawierzenia. Ale aby tak było rzeczywiście w naszym życiu, trzeba z pokorą przyjąć tę Bożą miłość.

Perfekcjonista natomiast nie potrafi przyjąć miłości za darmo, wydaje mu się, że na miłość musi zasłużyć. To jest jego wielka rana powodująca niezdolność zawierzenia Bogu, który jest kochającym Ojcem. Pokora jako dyspozycja do darmowego przyjęcia daru, łaski, przeciwstawia się własnemu mniemaniu o swojej wielkości, doskonałości i zdolności samodzielnego realizowania ideału, w czym zawiera się ukryta w podstawach myślenia perfekcjonisty pycha. Pokora nie pozwala także wywyższać się nad innych, umie zrozumieć ich słabości i spojrzeć z miłosierdziem na drugiego człowieka, bo widzi i rozumie swoją własną słabość. W pokorze wyraża się owo dziecięctwo Boże, do którego wzywa nas Pan Jezus.

Perfekcjonista przez stawianie sobie norm i ideałów zachowuje się tak, jak gdyby wiedział, jakim powinien być, wiedział, co jest dobre i co jest złe, co ma robić, a czego unikać. Jedyny jego problem polega na tym, czy jest to w stanie zrealizować. Zasadą niepodważalną jest jego własna wizja, ideał, jaki w sobie nosi. Natomiast błąd polega wpierw na braku zrozumienia, że my nie wiemy, jakimi powinniśmy być. Jesteśmy sobie dani i całe życie odkrywamy prawdę o nas samych, o tym kim jesteśmy, jaka jest nasza relacja do Boga i kim jest Bóg dla nas. Najbardziej autentyczna nazwa chrześcijan brzmi: uczniowie Pańscy. Całe życie pozostajemy uczniami i tylko uczniami. Jeżeli uważamy, że wiemy, jakimi powinniśmy być, dokonujemy uzurpacji idąca po linii pokusy rajskiej, w której wąż sugerował Ewie, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło (Rdz 3,5). Czyli będziecie mieli wiedzę i ideał, które dają nam władzę. Gdy jesteśmy uczniami, nieustannie w pokorze szukamy prawdy. Pycha prowadzi do przedwczesnego uznania czegoś za wiedzę ostateczną, ideał i normę, czyli za absolut, gdy dla nas istnieje tylko jeden absolut, którym jest Bóg jako Osoba i nic innego. Nie możemy traktować ideału jako czegoś absolutnego, oczywistego samego w sobie, jako normy bezwzględnej.

Ponieważ nie da się wypełnić idealnie norm, pojawiają się u nas różne postawy. U niektórych osób pojawia się usilne dążenie do pokazania sobie i innym, że się jest właśnie takim, jakim się chce być. Tworzy się sobie rzeczywistość wirtualną, mniemaną. Czasem jest to po prostu gra i oszukiwanie siebie i innych. U osób szczerych i autentycznych może natomiast nastąpić załamanie, brak wiary w siebie i swoją wartość. Najbardziej tragiczne w perfekcyjnym podejściu  do życia i do siebie jest to, że w imię własnego wyobrażenia o doskonałości odrzuca się miłosierdzie Boże, bo „nie zasługuję na Jego miłość”. Jest to ogromna pokusa szatańska prowadząca do rozpaczy możliwa dzięki temu, że na miejsce Boga żywego, Ojca miłosierdzia, umieszcza się ideał, absolutną normę. Przy czym osoby te będą uznawały prawdę, że Bóg jest miłosierny dla wszystkich. Kiedy jednak przyjdzie do uznania, że Bóg przebacza nam nasze winy, konkretnie mi osobiście, to nie są w stanie tego przyjąć. Wydaje się, że ta pokusa będzie szczególnie niebezpieczna w momencie, gdy nasze życie się skończy i pozostanie przed nami jedynie stanięcie przed Bogiem żywym. Właśnie w tym momencie zawierzenie prawdzie, że Bóg jest miłosierny dla mnie osobiście, jest jedyną nadzieją i szansą na zbawienie.


Włodzimierz Zatorski OSB „Zawsze się radujcie!”

Skorzystaj:

napisz komentarz
  • Bardzo dobrze wiem z własnego doświadczenia, o czym Ojciec pisze. A jednak najważniejsze jest – dać się kochać Panu Bogu. Po prostu. Małe dziecko niczym na miłość nie jest w stanie zasłużyć. Ono potrafi tylko – spać, jeść i … robić w pieluchę. A jednak jest kochane. Bo jest. I tylko tyle. I Pan Bóg kocha każdego z nas też dlatego, że jest. Skoro mnie sobie wymarzył – przed stworzeniem świata – i wiedział, jaka będę, a jednak mnie stworzył… Ze wszystkimi konsekwencjami. I przed laty dał mi słowo-klucz do mojego życia: możesz. Bo – nic nie musisz, ale możesz, masz wolną wolę, i – bo „wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”. I nadal mnie kocha mimo moich …ciu lat i różnych życiowych doświadczeń, w których – mogłabym powiedzieć – sparzył się na mnie. I ufam Mu, że nigdy nie przestanie mnie kochać. I proszę – abym ja nigdy nie przestała kochać JEGO. A jeżeli ze skłonnością do perfekcjonizmu będę się zmagać do śmierci, to ON na pewno sobie z tym poradzi. Amen.

  • Też często walczę z tym aby nie być wobec siebie tak surowym. Lubię konstruktywną krytykę aby się lepiej budować. Ale rozumiem osoby, które mogą popaść w ogromne kompleksy przez wyolbrzymione plany.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl