Leon Knabit OSB: „Boże, skarz go według tego, na co sobie zasłużył. Ja nie chcę, ja mu daruję, ja mu przebaczam”

Modlimy się, jak potrafimy, ale ta modlitwa często nam nie wychodzi.

Jak się modlić? Często się mnie pytają, czym dla mnie jest modlitwa? Po pięćdziesięciu latach życia zakonnego jest dla mnie przede wszystkim wyzwaniem, wciąż na nowo, nigdy nie mogę powiedzieć, że już umiem, zawsze przed Panem Bogiem stoję, każdego ranka, odmawiając nasze modlitwy zakonne, modlitwy prywatne. Człowiek odczuwa niedosyt, że nasza modlitwa taka, jaka jest – lepsza, gorsza – za mało wpływa na nasze życie codzienne, za mało wpływa na życie społeczne w mniejszym i w większym wymiarze.

Tutaj z pomocą przychodzi nam św. Jakub Apostoł, który bez ogródek mówi: Modlicie się a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie (Jk 4,3). Papież, który wciąż się modlił, na pewno też chciał, żeby modlitwa była jeszcze większym zespoleniem z Panem Bogiem. I my też tak uważamy, że trzeba jeszcze nauczyć się modlitwy, poprawić i uczynić ją bardziej serdeczną i bardziej skuteczną. O coś prosimy, a chcielibyśmy wiele rzeczy też otrzymać, żeby nasza wola, w zgodzie z wolą Bożą, wyprosiła bardziej sensowne życie.

Jezus rozwija prośbę z Modlitwy Pańskiej „odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy”: Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski, jeśli zaś nie przebaczycie ludziom, Ojciec nie przebaczy wam waszych przewinień (Mt 6,14–15).

Pozwólcie, że zacznę od mojego proboszczowskiego doświadczenia sprzed prawie pięćdziesięciu lat. Oczywiście jako młodemu proboszczowi zależało mi na tym, by ludzi do Boga prowadzić, mówić o przebaczeniu, o Eucharystii, przekazywać wiedzę o Bogu, wiedzę o człowieku. Odwiedziłem pewną starszą kobietę, bardzo zadbaną przez swoją rodzinę, w pokoju czyściuteńko, miło. Chora w ciężkim bardzo stanie, prawie umierająca, ale całkowicie przytomna. Wpadłem, żeby porozmawiać i zobaczyć, jak jej sprawy się mają. Wiedziałem, że miała konflikt z kimś i to długo trwający. Tak bywa na wsi. Teraz im gęstsza zabudowa, im bliżej ludzie siebie mieszkają, tym więcej powodów do sporu, do kłótni. A to o miedzę, a to o płot, to o kurę, to o dziecko, o byle co od razu kłótnia.

Usiadłem i rozmawiałem z tą panią spokojnie o tym i o tamtym. Wreszcie tak powoli próbowałem wpłynąć: „Z tą osobą trzeba już machnąć ręką, co było, to było, teraz pani widzi – ciężka choroba, trzeba już jakoś o tym pomyśleć”. A ona w tym momencie spoważniała i mówi: „Nie, ja jej nie przebaczę”. Przekonywałem dalej: „Ale wobec pani choroby to już nie jest takie ważne, widzi pani, że zbliża się pani już do końca, trzeba przebaczyć, żeby mieć czyste sumienie, spokojnie odchodzić z tego świata” – „Nie, ja jej nie przebaczę!”. We mnie jako duszpasterzu zawrzała krew i myślę: „Mój Boże drogi, owieczka się wymyka w objęcia szatana” i wtedy już tak bezpośrednio do niej: „Proszę pani, to jak pani nie przebaczy to pani się potępi!”. A ona spokojnie: „To się potępię, a nie przebaczę!”. Ciarki mnie przeszły, jakby diabeł przeleciał przez tę ładną izbę.

Pożegnałem się, wróciłem do klasztoru, poprosiłem poprzedniego proboszcza, by poszedł i tej kobiecie coś nagadał, bo szkoda jej. Chyba jest głupia, nie wie, co mówi, że się potępi, a nie przebaczy. Ona nie wie, co to jest potępienie i w związku z tym nie umie przebaczyć. Ojciec Paweł poszedł do niej, gadał, tłumaczył, chyba w rękę pocałował i jakoś z niej wydusił to, że do pogrzebu chrześcijańskiego wystarczyło. A potem niech się już z Panem Bogiem rozlicza.

Byłem proboszczem w Tyńcu siedem lat i z różnymi ludźmi się spotykałem. Była też sytuacja, kiedy spotykam taką zacną panią Agnieszkę, starszą już osobę: „Pochwalony Jezus Chrystus, dokąd pani idzie?” – „Idę na górę do tej tam takiej, bo coś jej powiedziałam i pójdę zobaczyć, czy się na mnie nie gniewa, bo wprawdzie ja starsza, ale niech wie, jak to się takie rzeczy załatwia”. To mnie z kolei pozytywnie zaskoczyło. Wiemy, że jak ludzie się dziś poprztykają trochę, to zaraz „Ja starsza do niej? Nigdy! Niech ona przyjdzie!”. A tu stara formacja, dobra: „Wprawdzie ja starsza, ale niech wie, jak się takie rzeczy załatwia. Pójdę, zobaczę, czy się na mnie nie gniewa”. To cudowna rzecz.

Inny przypadek, misje w parafii tynieckiej, też jakaś kobieta miała z drugą na pieńku, chciała się pojednać, bo to misje święte, to wypada mieć czyste sumienie. Tylko tamta druga była naprawdę zacięta – nie i nie! Więc ta pierwsza trzecią poprosiła: „Pójdziemy do niej i będziemy tłumaczyły”. Więc poszły we dwie, ta zacięta od razu krzyknęła, a ta trzecia mówi: „Słuchaj, my się nie przyszły z tobą kłócić, myśmy się przyszły z tobą pojednać, pogadać, bo są misje”. Te proste słowa sprawiły, że tej zaciętej łzy się puściły z oczu, dogadały się, uściskały się. I wyszło.

Tak samo w małżeństwie. Pani Maria, z którą miałem program w telewizji, mówiła: „My z moim żeśmy się nigdy nie kłócili, bo jak tylko wyszło coś nie tak, to ja od razu mówiłam: »Stary, my nie ślubowaliśmy sobie, że będziemy się kłócić, my ślubowaliśmy sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską – dawaj pyska!«” i koniec. Proszę, jaka cudowna recepta na zgodę w małżeństwie! Przypomnieć, na co była przysięga małżeńska. Czy że będziemy się kłócili przy każdej okazji i nie ustąpimy ze swojego, czy raczej, że ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską. To nie jest takie łatwe.

Jak się tak ustawi wewnętrznie i ma w środku coś takiego zakodowane, może wypracowane przez dobrą modlitwę, takie sprzężenie zwrotne. Jeśli się dobrze modlę, to łatwiej mi jest przebaczyć, postawić na Bożej prawdzie, a nie na mojej, często fałszywej. A jeśli umiem przebaczyć, łatwiej mi wtedy idzie modlitwa.

Zwłaszcza gdy idziemy do spowiedzi, to jest powiedziane, że musisz wcześniej przeprosić się z bratem swoim (zob. Mt 18,21). Eucharystia, którą przyjmujemy, która nas jednoczy i łączy, wyraźnie zakłada to, że Jezus kocha człowieka, a ten, który do kochającego Jezusa podchodzi z największą czcią i szacunkiem, miłością, wdzięcznością, przyjmuje Go w Komunii (Jezus siebie samego, Ciało swoje daje do spożywania), ma tak podchodzić też do tego, kogo Jezus kocha – to z tego wynika: musisz przeprosić się z bratem swoim.

W Ewangelii czytamy: Jeśli wy nie przebaczycie, to i Ojciec wam nie przebaczy waszych przewinień (Mt 6,15). Podniesienie osobno postaci eucharystycznych – Ciała i Krwi Pańskiej – przypomina nam, że Eucharystia to nie tylko uczta, na której się zbieramy, nawiązujemy ze sobą bliższą więź. To jest przede wszystkim ofiara Jezusa Chrystusa za nas. Również krzyż stojący przy ołtarzu przypomina, co jest najważniejsze. A to właśnie:

Odpuść nam nasze winy…
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,
zmiłuj się nad nami.

Spowiadamy się:

Spowiadam się Bogu wszechmogącemu,…
moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina.

I prosimy:

Boże przebacz, Boże daruj, Boże wysłuchaj.

Bóg mówi: „Jestem do twojej dyspozycji, Syna swojego oddaję, jeśli okazujesz tylko najmniejszą chęć, by się poprawić, by wejść na dobrą drogę, która prowadzi cię do zbawienia, do szczęścia wiecznego, które jest zaplanowane od stworzenia świata, ale daruj bratu. Jeśli masz problemy, kłopoty z innymi, machnij na nie ręką”.

Boimy się mówić: „Ach, by cię Bóg skarał”. Myślę, że to nie jest zła obawa, nie jest to zły lęk. Daj Boże, żeby mnie Bóg skarał, bo jeśli karzą ludzie, to jest bardzo niebezpieczne. Jak często karzą za bardzo za nie tak wielkie przestępstwo, a jak często karzą za mało za wielkie przestępstwo. Widzimy, że tyle się zła dzieje i nie jest ukarane przez człowieka, a często za głupotę była wymierzona kara nieproporcjonalnie wielka.

leon_knabit_cytat

A jeśli Bóg ukarze, to sprawiedliwie, jak trzeba, bo kara zbyt wielka jest niesprawiedliwością, ale brak kary za grzech, za popełnione zło też jest niesprawiedliwością. Najpierw stosujemy bezstresowe wychowanie, a potem mamy bałagan, zamieszanie, niepewność zachowania swojego mienia, lęk przed wyjściem na ulicę. Starszy człowiek wyjdzie, a taki bezkarny chłopak siedemnastoletni walnie go w głowę pałką: „Bo mi się staruchu nie podobasz, nie potrzebuję, by taki się włóczył po świecie”. Ile takich sytuacji było? Potem proces i podczas niego uzasadnienia: chłopak miał trudne dzieciństwo, nic się nie stało, dziadka poturbował, ale dziadek żyje. Mała szkodliwość społeczna czynu. I potem taki chłopak zabije jednego, drugiego, spali, zniszczy. A Pan Bóg skarze i mamy nadzieję, że sprawiedliwie i miłosiernie.

Wróćmy do sprawy przebaczenia. Kiedy odprawimy rekolekcje, potem cały Wielki Post musimy przeżyć w większym napięciu życia wewnętrznego, żeby dawać sobie radę z trudnościami codziennymi, jakie nas czekają, żeby też dobrze przygotować się do świąt Wielkanocnych, do Zmartwychwstania Pana, do Triduum: Wielkiego Czwartku, Wielkiego Piątku i Wigilii Paschalnej. Wielki Piątek, upamiętniający śmierć Pana Jezusa na krzyżu, jest znakiem Bożego miłosierdzia, Bożego przebaczenia i Bożej sprawiedliwości pokazującej, jak strasznym jest grzech, skoro Bóg wcielony tak musi cierpieć! Stąd inni też się nieraz włączają w cierpienia Jezusa i podejmują dobrowolne umartwienia, post, wstrzymanie się od czegoś, więcej modlitwy. Dowiedzieliśmy się też o Janie Pawle II, że się biczował. I teraz:

Odpuść nam nasze winy, jak i my odpuszczamy naszym winowajcom.

Ilu ludzi wyrządziło nam zło? Miałem to wielkie szczęście, że wprost, wyraźnie nikt mi wielkiej krzywdy nie zrobił. Przeszedłem przez życie i nie mam nikomu nic do darowania, podobnie jak biskup siedlecki Ignacy Świrski, który mnie święcił. W testamencie napisał: „Nie mam nikomu nic do darowania, chociaż życie moje było gęsto usłane cierniami i krzyżami, to na swojej drodze spotykałem tylko dobrych ludzi”. Mnie też prawie takie słowa się wymykają, ale patrzę, co się dzieje na świecie, przychodzą ludzie ze skargami, z narzekaniem, z rozgoryczeniem, z boleścią wielką.

Proszę popatrzeć: strzały do papieża, obsmarowanie kogoś w gazecie, okradanie kogoś. A Pan Jezus na krzyżu mówi:
Ojcze, odpuść, bo nie wiedzą, co czynią.

Święty Szczepan podczas kamienowania modlił się: „Odpuść im, daruj”. I tylu innych ludzi robiło podobnie. Pewien major Wojska Polskiego był zaaresztowany przez gestapo, torturowany, nic z niego nie wyciągnęli, a nawet go puścili, co rzadko się zdarzało. Co on myślał, gdy go tak brutalnie torturowali? „Przez cały czas modliłem się, żebym ich nie znienawidził, bo ja wtedy byłem silniejszy od nich”. Nie do pomyślenia. Tu mu się wiara przydała. „Przez cały czas modliłem się” – gdy oni go katowali!

Przebaczyć to nie znaczy zapomnieć, bo krzywda w pamięci siedzi, do końca życia będę pamiętał, że ktoś zrobił to czy tamto nie tak jak trzeba, ale mogę się modlić za niego, mogę oddać go w ręce Boże: „Boże, skarz go według tego, na co sobie zasłużył. Ja nie chcę, ja mu daruję, ja mu przebaczam”.

Jeśli jest coś winien ze względu na porządek społeczny, to może to zostać wyegzekwowane, a jeśli trzeba, to jest możliwość oddania sprawy do sądu. Papież przecież palcem nie kiwnął, żeby Alego Agcę uwolnić z więzienia. On strzelał do papieża, to za to kara powinna być, choć Jan Paweł II jako człowiek mu przebaczył.

Odwiedzałem kiedyś więzienie dla kobiet w Grudziądzu. Panie wychowawczynie mówią o skazanych: „Wyrok i koniec. Źle zrobiły, muszą swoje odsiedzieć, chyba że im darują, przyznają nadzwyczajne złagodzenie kary za dobre zachowanie, współpracę i tak dalej. My się staramy im pomóc, by psychicznie stanęły na nogi, żeby się zorientowały, że mogą wstać, mogą zacząć nowe życie. Jesteśmy przekonane, że wiele z nich nie wróci na drogę zła, bo spotykają się z atmosferą przyjęcia, z możliwością wyjścia, odpokutowania za zło”.

To jest trudna sprawa, ale rekolekcje muszą przeorać naszą duszę, byśmy my, wierzący, dawali takie właśnie świadectwo. Jestem za porządkiem prawnym, jestem za tym, żeby zło zostało należycie ocenione i ukarane, jeśli potrzeba, ale z serca wyrzucam nienawiść, niechęć, złość, jestem gotów rękę podać człowiekowi. Nawet takiemu, jak Agca, niedoszłemu zabójcy.

Przebaczenie drugiemu człowiekowi. Trzeba od razu powiedzieć, że często mówią: „Katolik to taki ciapa – można mu zrobić wszystko, a i tak przebaczy”. Nie, wcale nie o to chodzi! Przebaczyć może tylko bardzo silny człowiek. Słabeusz nadrabia miną, awanturuje się, grozi, wymyśla, szuka zemsty. To zawsze jest świadectwo nienajlepszego charakteru. Człowiek o mocnym charakterze zakorzeniony jeszcze w wierze, bo niewierzący też mogą mieć dobre charaktery, ale wierzący ma jeszcze ten plus, że jest zakorzeniony w wierze.

Można powiedzieć, stać mnie na to, żeby przebaczyć, ale to nie znaczy, że mam zapomnieć krzywdę. Nie! Jeśli ranę ktoś uczyni, to blizna pozostaje. A co, jeśli ktoś duszę zrani, jak ktoś serce zrani, to ślad zostaje na całe życie. Nie chodzi o to, żeby zapomnieć, żeby zło nazwać dobrem, ale że ze zła może być wyprowadzone dobro.

Prymas Wyszyński był internowany w Komańczy, kiedy dowiedział się o śmierci prezydenta Bieruta, który zresztą śnił mu się przedtem. We śnie przechodzili przez ulicę i Bierut się zagubił, a prymas zastanawiał się: „Umarł człowiek, który uczynił mi największe zło, jakie mógł uczynić, odsunął mnie od mojej diecezji, od moich wiernych, od moich księży, uniemożliwił mi sprawowanie funkcji pasterskich, do których jestem powołany. Odszedł i tak teraz myślę: może Pan Bóg w swoim miłosierdziu potrafi znaleźć coś w jego życiu, co sprawi, że on będzie przedmiotem Bożego miłosierdzia? Odprawię za niego Mszę Świętą”. To jest postawa!

Kiedy Jan Paweł II został postrzelony przez Alego Agcę, załamało się jego zdrowie, chociaż żył jeszcze prawie ćwierć wieku, ale to już nie był fizycznie ten człowiek, chociaż umysłowo pozostał sprawny. Przebaczył, odwiedził, nawet uściskał niedoszłego zabójcę, ale przecież palcem nie kiwnął, żeby go z więzienia wyciągnąć. Kara się należy. Widocznie Pan Bóg tak dopuścił, że trzeba było papieża postrzelić. Agca już odpokutował, wyszedł z więzienia, ale, jak bp Dziwisz mówił, papież nie doczekał się ze strony niedoszłego zabójcy słowa „przepraszam”. Nie zmienił się przez tyle lat, tylko wciąż zadziwiony: „Jak ja mogłem nie trafić?”. Strzelał z bliska, stary bandzior i… nie zabił. Tu jakaś Pani zadziałała. Matka Boska Fatimska uratowała papieża. Ojciec Święty, gdy doszedł do siebie i przemówił przez radio, najpierw powiedział: „Bratu, który mnie ugodził, z serca przebaczam”.

Dlatego to musi wejść w styl naszego życia, że kiedy jesteśmy na Mszy św. i króciutko się zastanawiamy, jak wygląda nasze serce, czy możemy przyjąć Komunię św., myślimy, jak jest u nas z przebaczeniem drugiemu człowiekowi? Nawet jeśli bardzo mnie boli, czy potrafię powiedzieć: „Oddaję cię w ręce Boże, niech Pan Bóg cię ukarze tak, jak uważa za stosowne”, bo karanie przez Boga będzie zawsze odpowiednie, sprawiedliwe względem czynów.

Jak zrobiłeś głupio, całkowicie świadomie, to niech Pan Bóg pozwoli ci to wynagrodzić przez pokutę, a ja już w to się nie mieszam. Przebaczam, bo też chcę mieć przebaczone. Chcę, by i mnie ludzie przebaczyli. To jest postawa, która charakteryzuje głęboko wierzących katolików. Człowieka, który nie ma oparcia w krzyżu, w Chrystusie, w dobrych przykładach, na to nie stać. A nas stać. Wielu ludzi pokazuje, że może, potrafi i ma spokojne czyste sumienie, chociaż czasem poranione i zbolałe serce.


Fragment książki Świętość zaczyna się zwyczajnie… od uśmiechu!


Leon Knabit OSB – ur. 26 grudnia 1929 roku w Bielsku Podlaskim, benedyktyn, w latach 2001-2002 przeor opactwa w Tyńcu, publicysta i autor książek. Jego blog został nagrodzony statuetką Blog Roku 2011 w kategorii „Profesjonalne”. W 2009 r. został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

napisz komentarz
  • Drogi ojcze, dziękuję. Cenny tekst. Dziś wróciłam z pracy wściekła na pewną osobę i choć pracuję nad sobą, czasem naprawdę trudno wybaczyć. Co to znaczy wybaczyć? Czy po prostu mam się zachowywać jakby nic się nie stało, być milą, uśmiechać się? Inni wykorzystują to często, że ktoś nie walczy o swoje, nie odzywa się. Co z uczuciami niecheci jakie się pojawiają, mimo że nie chcę ich? Nie ma za bardzo na nie wpływu chyba.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl