Maryja była z natury pokorną, cichą kobietą, w wymiarze łaski – Niepokalaną i Matką Boga, zaś w wymiarze chwały – Królową nieba i ziemi…

W jednym z największych arcydzieł literatury wczesnochrześcijańskiej znanym jako Homilia Paschalna Melitona z Sardes można przeczytać, że Jezus „narodził się z Maryi, pięknej owieczki”. On sam był „Barankiem niemym”, który „został wzięty ze stada i na ofiarę poprowadzony”. Motyw ten powtórzył zresztą wielki poeta bizantyjski, Roman Melodos, a nieco później – jedna z wersji Litanii Dominikańskiej. Znamienne, że poetyckie zestawienie „baranka” i „owieczki” – αρνα i αμνας – czyni z Jezusa Chrystusa i Maryi jak gdyby parę współdziałającą, współcierpiącą i wspólnie uczestniczącą w tych samych radościach. Jego ukrzyżowane serce i Jej przebite mieczem serce biły jak gdyby jednym rytmem.

Owieczka jest stworzeniem zdanym na pasterza. Toteż dusza upodobniona do tego zwierzęcia żyje ufnością wobec Boga, dając się prowadzić, gdziekolwiek On wskaże: Pozwala mi paść się na zielonych łąkach, nad wodę mnie wiedzie, abym mógł odpocząć (Ps 23,2). Nawet w chwilach próby i braku odczuwalnej łaski, nazwanych przez psalmistę ciemną doliną (Ps 23,4), trwa ona przy swoim zaufaniu do miłości i dobroci Pana, przyjmując wszystko z Jego ręki. „Jeśli się zdarzy, że pasterz zaśnie – pisał św. Alfons Maria de Liguori – owieczka się nie oddala, dopóki się pasterz nie zbudzi lub ona go obudzi, i znów odbiera od niego nowe dowody przywiązania”. W tym przypadku „zielone łąki” (locus pascuae) oznaczałyby życie na otwartej przestrzeni, w wolności, pokoju i poczuciu bezpieczeństwa. „Wody spokojne” (aqua refectionis) są z kolei miejscem wyciszenia, uspokojenia, odpoczynku od trosk. Dusza skryta pod symbolem owieczki wie bowiem, że każdego dnia pozostaje pod czułą opieką Pasterza, jak również zdaje sobie sprawę, że wszelkie dobro, przez nas otrzymywane, każdy dar cenny pochodzą z góry (Jk 1,17), od samego Piastuna. Dlatego też każdą okoliczność – pomyślną czy niepomyślną – wita „z pełną łagodności równowagą umysłu”, a ze „słodkim pokojem serca oczekuje wydarzeń przyszłych”, nie pragnąc innych zapewnień poza świadomością Bożej troski. Jak mówi 1 List św. Piotra, byliście kiedyś jak owce zbłąkane, ale teraz wróciliście znów do Tego, który jest Pasterzem i Stróżem dusz waszych (1 P 2,25). Stąd wynika napomnienie: We wszystkich potrzebach waszych zaufajcie Jemu, gdyż On troszczy się o was (1 P 5,7). Do Pasterza należy opieka, prowadzenie i karmienie, zaś do Jego trzody – zaufanie.

Sam Jezus nazwany został Barankiem Bożym nie tylko dlatego, że dobrowolnie przyjął śmierć krzyżową, stając się naszą Paschą, ale również dlatego że przez całe swoje ziemskie życie dał się posłusznie prowadzić Ojcu, którykolwiek kierunek On wskazał: „Pokarmem dla Mnie jest wypełniać wolę Tego, który Mnie posłał” (J 4,34). W centrum uwagi pozostaje tutaj mądrość Boża, respektowana i obdarzona uwielbieniem, nawet jeśli czasem jawi się jako niezrozumiała albo wręcz przeciwstawna względem najlepszych ludzkich zamiarów, planów oraz zapatrywań. Wiara podpowiada, że Opatrzność zawsze kieruje się wyborem większego dobra, pomimo iż niejednokrotnie wiąże się ono ze zniweczeniem wszystkiego, co samemu człowiekowi wydaje się najlepsze. Klasyczna duchowość upatrywała drogę do pokoju w tego typu rezygnacji z samego siebie. W podobnym duchu wypowiadał się Apostoł Paweł: Umiem znosić niedostatek, potrafię też żyć jak należy w dostatkach (Flp 4,12). Wyłania się z tego fragmentu obraz chrześcijańskiej wolności, polegającej na ufnym przyjmowaniu doczesnego powodzenia albo przeciwności, bez żadnych zastrzeżeń i bez roztrząsania tego, czy skutki Bożych zrządzeń będą przyjemne, czy też przykre. Między słowami Paweł Apostoł mówi również o gotowości do odnajdywania dzieła Opatrzności w każdym położeniu, w każdym braku oraz obfitości upatrywania Jej mądrego zamysłu: Umiem pogodzić się ze wszystkim w moim życiu (Flp 4,12).

Maryja okazała się „piękną owieczką” zwłaszcza wtedy, gdy powiedziała Bogu: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego” (Łk 1, 38). Staropolski poeta, Grzegorz Czaradzki, tak oto sparafrazował wypowiedź Najświętszej Panny: „Oto według twego słowa jużem boskie wyroki wykonać gotowa”. Na Jej głęboko ludzkie zakłopotanie: „Jak się to stanie, skoro nie znam pożycia małżeńskiego” (Łk 1,34) – anioł odpowiedział nie tak, jak zrobiłby to człowiek, przynosząc jakieś ziemskie rozwiązanie, ale powołał się raczej na zdumiewające, trudne do pojęcia działanie Ducha Świętego. „Osłoni cię moc Najwyższego” (Łk 1,35) – nie są to wszakże słowa, które łatwo uspokoiłyby serce poszukujące doczesnych, bardziej namacalnych zapewnień opieki niebios. A jednak – pisał św. Jan z Ávila – więcej pokoju daje proste zawierzenie mądrości Ojca, zamiast dociekania przyczyny Jego zrządzeń: w innym razie człowiek zachowuje się tak, jakby kijem chciał zmierzyć szerokość niebios. Poza tym Czy glina mówi do garncarza: „Co robisz?” lub dzieło do rzemieślnika: „Brakuje ci kunsztu”? (Iz 45,9). W scenie Zwiastowania Bóg wkroczył zresztą ze swoją inicjatywą zarówno w plany małżeńskie Józefa Oblubieńca, jak i w pragnienie zachowania dziewictwa żywione przez Maryję. Wobec woli Opatrzności wypowiedziała Ona swoje fiat, dając się prowadzić z uległością i zaufaniem podobnym Barankowi Bożemu. Patrząc na przykład Jej poddania, można zapytać: cóż prostszego od powiedzenia Bogu: „Tak” i zdania się na Niego, a zarazem cóż trudniejszego, bo przekraczającego ludzkie obawy? Nie jest to jednak dzieło natury, nawet jeśli wolna wola ma w nim swój wyjątkowy udział – „służebnicę Pańską” przysposobił sobie sam Stwórca za pomocą swojej łaski.

Kiedy Bóg pełni rolę Pasterza, dusza odpowiada: Nie brak mi niczego (Ps 23,1). Wyznanie to stoi w pozornej sprzeczności z codziennym doświadczeniem chrześcijan: wydawałoby się, że Bóg nie tylko nie wysłuchuje wielu modlitw, ale bywa również, że skąpi upragnionych łask, jakby chciał pozostawić swoje dzieci w ciemności. Owca żywi jednak ufne przeświadczenie, że wyznaczony jej dział jest tym wszystkim, czego rzeczywiście Jej potrzeba. Nie poszukuje przy tym innych pastwisk ani nie przeciwstawia się swojemu Panu. Nadmierne pragnienie dóbr, których w danej chwili nie udziela jej Pasterz, świadczyłoby przecież o małym zaufaniu czy też o braku wolności potrzebnej do podążania za Jego wolą. Mnóstwo spraw zaprząta i przeraża człowieka, czyni go nieszczęśliwym, zagubionym i pełnym trosk. Tymczasem Eklezjastes pisał o sprawach doczesnych: Marność, marność – wszystko marność. Co za pożytek ma człowiek z całej swojej majętności, o którą tak zabiega pod słońcem (Koh 1,2–3). Wbrew rozpowszechnionemu przekonaniu werset ten nie wyraża filozoficznego pesymizmu, lecz raczej wskazuje na właściwą miarę rzeczy przemijających. „Marność życia” pozostaje w tym kontekście ożywczą prawdą. Świadomość, że nic poza Najwyższym nie jest wielkie ani warte nadmiernej troski, uwalnia wszakże serce, aby w tej wolności stało się możliwe przyjęcie coraz to większych łask. Dlatego Maryja chwali w swoim kantyku Pana, który głodnych syci dobrami (Łk 1,53).

Wszystko, co owieczka posiada, otrzymuje z ręki Pasterza. Pastwisko oraz trzoda są wyłącznie jego własnością. Dlatego święci i święte Pańskie żyli świadomością, że ich własne życie, zdrowie, ciało, nadto – wszystko, co mieli i co ich otaczało, nie stanowią ich własności, lecz raczej zostało im tymczasowo użyczone z woli Bożej. On daje i zabiera zgodnie z zamysłem swojej mądrości. „Nie moim jest to, co posiadam, dlatego za wszystko niech będzie chwała Bogu” – mówi prawdziwie wolna dusza, czego w hagiografii katolickiej znajdziemy niezliczone przykłady. Tomasz à Kempis zapisał ponadto następujące słowa Jezusa przemawiającego do kontemplującej duszy: „Gdy daję, daję swoje. Gdy zabieram, nie zabieram twojego, bo wszystko dobre jest Moje”.  Bez nieustannej obecności Bożej dobroci – przypominał św. Ludwik z Granady – człowiek nie byłby zdolny otworzyć ani zamknąć oczu. W związku z tym owca, której sam Pan jest Pasterzem, pozostaje zawsze wdzięczna, za wszystko dziękuje, poprzestaje na tym, co posiada z Jego woli (zob. Hbr 13,5), zawsze mówi: Nie zbraknie mi niczego (Ps 23,1). Na tym – według Girolamo Savonaroli – polega cnota pokory. W życiu Maryi postawę tę wyraziła pieśń uwielbienia znana jako Magnificat. Wersety mówiące, że wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny i głodnych napełnił dobrami (Łk 1,49.53), nie straciły przecież na znaczeniu wtedy, gdy Józef i Maryja błąkali się z miejsca na miejsce, aby znaleźć schronienie, by w nim narodził się Jezus. Co więcej, modlitwa ta okazała się proroctwem nawet na Golgocie, kiedy to „baranek niemy” został „wieczorem zabity, a nocą pogrzebany”, natomiast Jego Matka, „piękna owieczka” trwała przy Nim z sercem przeszytym mieczem.

Maryja nie była jednak wyłącznie kobietą, która dzięki swoim całkowitym ufności i poddaniu bez ustanku pasła się na zielonych łąkach Boga. Znacznie częściej mówi się w Kościele o Jej królowaniu. Skoro Syn zjednoczył się z Nią w tak znacznym stopniu, że w trakcie ziemskiego życia była „owieczką” obok „baranka”, to po Jego wniebowstąpieniu, a następnie Jej wniebowzięciu stała się Ona królową obok Króla. Oto logika Dobrej Nowiny: panowanie, jakie Maryja otrzymała od Boga, wynika wprost z Jej oddania i służby. On dał się Jej w tak bardzo, ponieważ Ona całkowicie należała do Niego. Dlatego Niewiasta w Apokalipsie św. Jana pojawia się na niebie jako obleczona w słońce (zob. Ap 12,1), czyli okryta mocą Chrystusa, a Oblubienica z Pieśni nad pieśniami wyłania się z pustyni, ponieważ wsparła się na ramieniu Oblubieńca (zob. Pnp 8,5). „Im bardziej dusza jest przekonana o wezwaniu do wejścia w większe i głębsze tajemnice Boga – pisał Piotr z Olivii – tym lepiej wie o własnym zobowiązaniu do większej uległości wobec Bożych poleceń”. Należy więc przyznać, że Maryja była pierwszą spośród tych, którzy utracili swoje życie i dzięki temu odnaleźli je (zob. Łk 9,24); właśnie to doskonałe ofiarowanie samej siebie bez pozostawania niczego na własność stało się podstawą dla Jej prawdziwego królowania. Można to również ująć za pomocą następującej analogii: skoro Jezus objawił swoje panowanie na krzyżu, w męce i upodleniu, bezgranicznym dobrem tryumfując nad złem, to Maryja pokazała swoją władzę w chwili oddania całego życia do dyspozycji Stwórcy. „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego” (Łk 1,38) – dopełnieniem tych słów stała się korona włożona na głowę Niewiasty przez Trójcę Świętą.

Tradycja Kościoła dostrzegła w królowaniu Maryi wypełnienie zapowiedzi z dwóch ksiąg Starego Testamentu: Księgi Judyty oraz Księgi Estery. Bohaterki obu tych natchnionych dzieł wstawiały się za swoim ludem, walczyły w jego imieniu ze złem i tyranią, rozpalały wiarę w sercach bliźnich wtedy, gdy nawet kapłani zaczęli powątpiewać w opiekę Opatrzności. Zapowiedzią Maryi, błogosławionej między niewiastami (zob. Łk 1,42), była zatem Judyta jako wyzwolicielka z sideł szatańskich: „Błogosławiona jesteś, moja córko, przez Boga Wszechmocnego bardziej niż wszystkie inne niewiasty na całej ziemi! Pamięć o twojej ufności nigdy nie zniknie z serc ludzkich, pomnych na moc Bożą. Niech Bóg obdarzy cię wieczną chwałą i zsyła na ciebie za to obfite błogosławieństwa. Gdy lud nasz znalazł się w nieszczęściu, nie zważałaś na własne życie, lecz postanowiłaś ocalić nas od zagłady i wkroczyłaś na drogę sprawiedliwości w oczach naszego Boga”. A cały lud zawołał: „Amen, Amen!” (Jdt 13,18.19–20). Kiedy tylko Judyta dowiedziała się, że Jej bracia i siostry nękani brakiem wody, zaczęli tracić nadzieję (Jdt 8,9), wystąpiła na środek i wygłosiła płomienne kazanie o potrzebie całkowitego powierzenia się Opatrzności: „Ośmieliliście się wystawić na próbę Pana wszechmogącego i ciągle nic jeszcze nie rozumiecie. Przecież daleko wam do tego, żebyście mogli przeniknąć do głębi ludzkiego serca i poznać tajniki ludzkiego ducha, a chcielibyście przeniknąć Tego, który stworzył wszystko” (Jdt 8,13–14). Podobnie Niepokalana, posiadając władzę nad duszami wybranych, napomina, skłania ku ufności, ratuje złamanych na duchu. Dlatego niektóre pieśni polskiego średniowiecza nazwały ją „Cesarzowną wszech najświętszą” albo „Tronem Króla niebieskiego”. Zwłaszcza to drugie określenie, zapożyczone od św. Antoniego z Padwy, wskazuje na naturę Jej królowania: tron jest tak symbolem władzy, jak i narzędziem służącym władcy.

Maryja, która wedle słów Archanioła Gabriela znalazła łaskę u Boga (zob. Łk 1,30), jest również wypełnieniem zapowiedzi, jaką stanowi królowa Estera wstawiająca się u Aswerusa słowami: „Jeśli znalazłam łaskę u króla i jeśli jest dla mnie tak dobry, to niech raczy darować życie mnie i mojemu narodowi. Taka jest moja prośba i moje największe pragnienie” (Est 7,3). W osobie Estery zawierała się tajemnica królowania w poddaniu oraz poddania w królowaniu. Ona sama wyznała na modlitwie: „Dla twojej służebnicy od dnia, w którym się tu znalazła, powodem radości byłeś tylko Ty, o Panie, Boże Abrahama” (Est 4,17y), aby następnie – podobnie jak Judyta – orędować za tymi, którzy utracili już ufność w Bogu: „O Boże, który zarządzasz wszystkim, racz wysłuchać błagania wątpiących już w ocalenie” (Est 4,17z). O samej Esterze napisał natchniony autor: Umiłował król Esterę nad wszystkie inne kobiety. Pozyskała sobie u niego życzliwość i względy nad wszystkie inne dziewice (Est 2,17). Cała księga koncentruje się zatem na „pięknej owieczce” z trzody Izraela, która została królową i ulubienicą władcy perskiego dzięki oddaniu swego życia w ręce Pasterza. Wpłynęła ona na Aswerusa (a przez to uratowała naród żydowski), nie przestając być wszakże służebnicą Pańską oczekującą spełnienia wszystkich słów Tego, który zarządza wszystkim (Est 4,17z). Dzięki ufności otrzymała władzę.

Maryja jest wyjątkowym członkiem Kościoła, a zarazem jego personifikacją i przedstawicielką. „Mater Ecclesiae, ora pro nobis” („Matko Kościoła, módl się za nami”) – wołają do Niej katolicy, choć można by również zawołać: „Soror in Christo, ora pro nobis” („Siostro w Chrystusie, módl się za nami”). Między uniżeniem Maryi w scenie Zwiastowania, a Jej wywyższeniem w dniu Wniebowzięcia nie zachodzi sprzeczność, skoro Jej znacznie starsza krewna, znająca ją od wielu lat Elżbieta, powitała ją słowami: „Skądże mi to szczęście, że oto sama Matka Pana mojego przychodzi do mnie” (Łk 1,43). W Najświętszej Pannie Kościół znalazł swoją pokorną służebnicę, a zarazem osiągnął już pełnię doskonałości, której cała reszta ludu Bożego dopiero oczekuje. Łaska udoskonala naturę, a chwała udoskonala łaskę. Dlatego Maryja była z natury pokorną, cichą kobietą, w wymiarze łaski – Niepokalaną i Matką Boga, zaś w wymiarze chwały – Królową nieba i ziemi. Była Ona z jednej strony owieczką z trzody Chrystusowej, z drugiej natomiast – początkiem i uosobieniem Trzody.


Michał Gołębiowski „Niewiasta z perłą”

Skorzystaj:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl