Medytacyjna ścieżka duchowa – wokół książki Johna Maina OSB „Cisza i trwanie”

Żyjemy w czasach, w których ważniejszy jest człowiek propagujący ideę, niż sama idea. Idea mianowicie potrzebuje świadka, który przekaże ją innym. Ma to swoje dobre i złe strony, bo więcej zależy od sugestii niż refleksji. Taka sytuacja ma także miejsce w przypadku o. Johna Maina OSB i nauczanej przez niego medytacji chrześcijańskiej.

Człowiek medytował od zarania dziejów i również od początku medytowali chrześcijanie. Specjalna uwaga, jaką się poświęca dzisiaj medytacji, ma swoje szczególne powody. W tradycji doświadczenia duchowego chrześcijaństwa miejsce medytacji nigdy nie było tak wyraźne, jak to ma miejsce w duchowych tradycjach Wschodu. Warto o tym pamiętać w czasach, gdy coraz więcej osób, szukając głębszego, osobistego doświadczenia duchowego i nie znajdując go – z rozmaitych powodów – w chrześcijaństwie, zwraca się w kierunku tradycji Wschodnich, które oferują rozmaite techniki medytacyjne. Taki był, mniej więcej, kontekst religijno-duchowy, w jakim o. Main rozpoczął w latach siedemdziesiątych XX w. nauczanie medytacji chrześcijańskiej. Po prostu chciał on swoim, jak to ujmował, ponownym jej odkryciem w chrześcijaństwie, podzielić się z innymi. Tak się złożyło, że odkrycie to było inspirowane medytacyjną tradycją Wschodu. Przyznać jednak trzeba, że ilość chrześcijan medytujących wedle zaleceń o. Maina stale rośnie, co nie pozostawia wątpliwości, jak bardzo była – i jest – taka właśnie medytacja potrzebna.

Książka Cisza i trwanie jest zapisem – czy też, należałoby raczej powiedzieć, podaniem w pigułkach – nauki o medytacji o. Maina. Samo sformułowanie „nauka o medytacji” nie jest jednak tutaj zbyt trafne. Ojciec Main prowadzi nas do „trwania” w praktyce medytacji. Stale przy tym podkreśla, że ważniejsze jest regularne praktykowanie, niż rozprawianie o medytacji. Nie rozważa medytacji w kontekście nauki w zakresie duchowości czy psychologii, nie tworzy teorii czy systemu, ale zaprasza do uczestnictwa, dając konkretne wskazówki. Dzieli się rozmaitymi refleksjami i spostrzeżeniami oraz podprowadza. Niniejsza książka to nic innego jak antologia takich podprowadzeń, najczęściej przyjmujących formę aforyzmów o medytacji. Zostały one zebrane z rozmaitych nauk Johna Maina, a pomyślane jako praktyczne i systematyczne wskazówki dla tych, którzy chcą i próbują podążać tą ścieżką duchowego wzrostu.

Książkę tę można czytać, a właściwie czytywać od dowolnego miejsca. Ma układ tygodniowego kalendarza, co można rozumieć jako pomoc w systematycznej lekturze. Czytelnik nieco zaznajomiony z duchowością benedyktyńską oczekiwałby, być może, związku wybranych tekstów z kalendarzem liturgicznym. Takiego związku jednak nie ma. Medytacja jest zawsze i wszędzie. Jest przestrzenią do nasycenia – także treścią liturgiczną. I tak się faktycznie dzieje. Jak wynika z doświadczenia wspólnot medytujących metodą o. Maina, zarówno słuchanie nagrań jego nauk, jak i ich lektura stają się inspiracją do sięgnięcia, czy to do Pisma Świętego, czy też do innych lektur duchowych np. w ramach lectio divina.

Tak naprawdę w książce tej mamy więc do czynienia z rozmaitymi spojrzeniami na medytację chrześcijańską w nauczaniu o. Johna Maina: z analizą, z rozpracowaniem poszczególnych aspektów medytacji  i ich syntezą, z podsumowaniem obranej medytacyjnej ścieżki duchowej. Prezentowane teksty dotyczą nieodłącznych składników medytacji: milczenia, ciszy, prostoty, trwania, skupienia, dyscypliny, ubóstwa czy też czystości serca. Nad tym wszystkim unosi się zasadniczy temat – Tajemnica Boga, do której mamy dostęp w Jezusie Chrystusie zamieszkującym w naszym sercu. I na tej prawdzie opiera się cała teologia medytacji chrześcijańskiej o. Maina.

Chodzi zatem o sprawę bardzo delikatną i raczej nieuchwytną. Na szczęście nie zostaje ona zagadana. Cały czas świeża i niezmiennie intrygująca, niezmiennie wymyka się chcącemu ostatecznie ją sklasyfikować pojęciu. Dlatego, chociaż opis medytacji przez o. Maina lokuje się na granicy pomiędzy syntezą a praktycznością, to jednak przede wszystkim medytacja przedstawiana jest jako forma modlitwy, jako szansa odświeżenia rozumienia, a raczej przeżywania modlitwy i okazja do dotknięcia jej samego sedna – czyli „bycia z”. Powoduje to ostrożność i pewną bezradność, jeśli chodzi o środki wyrażania tego, o co by w medytacji chodziło. Autor daleki jest od ocierającego się o arogancję narzucania swej opinii i pewności. Takie podejście jest jedną z największych zasług o. Johna Maina, co bardzo często niesłusznie przesłaniane jest mniej lub bardziej uzasadnionymi polemikami dotyczącymi jego nauki. Szkoda zakłócać nimi duchową propozycję o. Maina. Niestety tak się już poniekąd dzieje. Stąd konieczne wydaje się w tym miejscu techniczne wyjaśnienie – z nadzieją, że zażegna ono narosłe już kontrowersje.

Chodzi o używanie przez o. Maina terminu „mantra”. W jego rozumieniu odnosi się on do krótkich, wielokrotnie powtarzanych formuł modlitewnych, wspominanych przez najstarsze teksty monastycyzmu chrześcijańskiego – z Janem Kasjanem na czele. Najczęściej są to wyrażenia biblijne – jak słowo Maranatha, werset Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu czy samo imię Jezus. Tego typu formuły mają pomóc w koncentracji na modlitwie. W pewnym sensie podobną zasadę wykorzystuje różaniec. Z całym szacunkiem dla dialogu ze Wschodem – i dla recepcji określenia „mantra”w innych niż polskojęzycznych środowiskach – należałoby wszakże podkreślić jedną rzecz. W tradycji wschodniej określenie „mantra” ma charakter techniczny. Oznacza formułę, która działa mechanicznie, niezależnie od świadomości osoby jej używającej. Takie podejście do modlitwy jest czymś naturalnym w buddyzmie, czego przykładem są np. tzw. „młynki modlitewne”. Już samo ich obracanie jest równoznaczne z modlitwą. Oczywiście nie wyklucza to działania świadomego, podpartego wciąż podtrzymywaną intencją. W istocie samej jednak taka świadomość nie jest konieczna, by mówić o modlitwie w buddyzmie czy hinduizmie. Tradycja chrześcijańska natomiast, bardzo silnie podkreślająca świadome zaangażowanie całego człowieka w kontakt z Bogiem, nie może zgodzić się z taką teologią modlitwy. Celem i intencją modlitwy w chrześcijaństwie jest świadome trwanie w Bożej obecności. Ponieważ nie jest to łatwe, jak najbardziej można sobie pomagać. I tutaj technika ciągłego powtarzania wezwania modlitewnego, mantry, może wiele. Trzeba jednak pamiętać, że jest ona jednak tylko środkiem do świadomej relacji z Bogiem, zakładającej otwarcie na działanie Jego łaski na rozmaitych etapach modlitwy a także, określone owoce modlitwy w życiu. W tym sensie jakiekolwiek absolutyzowanie „mantry” trudne jest do pogodzenia z głęboko ludzką, a więc rozgrywającą się w przestrzeni wolności, praktyką modlitwy chrześcijańskiej. O takiej spójności modlitewnych gestów z postawą serca jest bardzo często mowa w Biblii (co zbiera znamienny cytat z Iz 29, 13 przytoczony przez Mk 7,8: ten lud czci mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode mnie). Mówi o niej św. Benedykt w swojej Regule zalecając, by serce było w zgodzie z tym, co głoszą usta (RegBen 19, 7). Zarówno psalmy, jak i modlitwa Pańska nie mają więc charakteru jedynie mechanicznych formuł. Owszem, wierne i wielokrotne powtarzanie takich czy innych słów ukierunkowywało myśl ku Bogu, oczyszczając ją – ale na tym nie koniec. Liczyła się świadomość – choćby jako cel dążeń. Wspomniane powyżej chrześcijańskie formuły modlitewne zainspirowały też wiele modlitewnych komentarzy czy refleksji – najczęściej w formie dyskursywnej, a więc angażującej intelekt i wyobraźnię. W takim duchu należy rozumieć zastrzeżenie, które wyraził też o. Harmless SJ, określając „jednosłowną” modlitwę zalecaną przez Kasjana jako „swego rodzaju chrześcijańską mantrę”. Czyli, nie po prostu „mantrę”! Sam o. Main najlepiej podsumował używanie zaproponowanej przez siebie chrześcijańskiej mantry „Maranatha” w modlitwie, którą otwierał sesje medytacyjne nowo powstałej wspólnoty:

Ojcze Niebieski, otwórz nasze serca

na cichą obecność Ducha Twojego Syna.

Wprowadź mnie w misterium ciszy,

w której Twoja miłość objawia się wszystkim,

którzy wołają Maranatha!

Przyjdź, Panie! Przyjdź, Panie Jezu!

Od tamtego czasu stały rozwój modlitewnej praktyki Światowej Wspólnoty Medytacji Chrześcijańskiej pokazuje, jak termin „mantra” może funkcjonować w kontekście chrześcijańskim. Rzecz jasna, liczą się owoce. Tym niemniej, nie lekceważąc osobistych, głębokich doświadczeń medytacyjnych członków Wspólnoty trzeba pamiętać, iż określone terminy mają swoją historię i tradycję interpretacyjną i warto to uszanować. Tylko w ten sposób uniknie się nieporozumień, których chyba już dosyć w dziejach duchowości.

Jeśli tłumacz i wydawca zdecydowali się na pozostawienie w tekście słowa „mantra”, to z powodów praktycznych i z racji na przejrzystość tekstu. Jednakże uczynili to – co szczególnie ważne dla polskiego czytelnika, i co niech będzie w tym miejscu szczególnie podkreślone – z wyżej przedstawionymi zastrzeżeniami.

Dla autora, i jak ufam dla czytelników, najważniejsze jest jednak uczynienie z medytacji przeżycia bardzo osobistego, a jednocześnie zakorzenionego w chrześcijańskiej tradycji. Ku temu mają prowadzić przytaczane przez o. Maina najstarsze źródła duchowej tradycji chrześcijaństwa: Pismo Święte, pisma Jana Kasjana, św. Augustyna i in. Nie jest ich wiele, gdyż nie chodzi tu o popis erudycji. Nie byłoby też dobrze, gdyby rozumieć je jako argumenty na poparcie takiej czy innej tezy o medytacji. Największą wartością tej książki jest siła świadectwa autora.

Medytacja chrześcijańska ma prowadzić do osobistego spotkania z Jezusem Chrystusem. I to jest w niej najważniejsze. Żadne techniczne szczegóły nie powinny tego przesłaniać. A że wszystko to nie jest takie proste – zwłaszcza zaś zaspokojenie tęsknoty ludzkiego serca w dzisiejszych czasach – medytacja nie staje się niczym innym, jak otwartą, ale i dość bezradną propozycją. Może zbyt delikatną, zbyt mało zwracającą na siebie uwagę. Jednakże dzięki temu – kto wie? – może tym bardziej trafiającą w najgłębsze oczekiwania ludzi szukających prawdy o sobie i o świecie – czyli Boga.

Bernard Sawicki OSB


John Main OSB | Cisza i trwanie. Czytania na każdy dzień – kup w księgarni on-line

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl