Modlitwa osobista w średniowiecznym monastycyzmie

Aby dobrze uchwycić to, co charakteryzuje dawną modlitwę, należy przypomnieć sobie, że jest ona w istocie spotkaniem z Bogiem w i poprzez Pismo Święte. Karmi się ona i wyraża przez słowo Boże, stale żywe w Biblii. Bóg mówi do nas w Piśmie; aby mówić do Niego, trzeba nam jedynie czytać, słuchać, rozważać, medytować i odpowiadać Bogu tym, co On nam mówi, powtarzać Mu słowa, które nam podsuwa, zawrzeć naszą myśl, nasze pragnienie i naszą miłość w formułach, których On nas nauczył, akceptować – czyniąc je własnymi – prawdy, które nam przekazuje. Czytając święte teksty, wypowiada się je, przynajmniej wewnętrznie, a nawet, jak to ma miejsce zwykle w średniowieczu, wargami i na głos – aby serce pozostawało w zgodzie ze słowami ust, a cała modlitwa była jednocześnie, w sposób konieczny, i ustna, i myślna. Rozróżnienie, jakie spontanicznie czynimy, pomiędzy modlitwą ustną i modlitwą myślną jako dwiema formami modlitwy, jest obce wczesnemu średniowieczu, które – w każdym razie – nie nadawało mu takiego samego znaczenia, ani tej samej wagi, co ostatnie wieki. Wszelka modlitwa jest ustna, ponieważ wymaga słów, które się wypowiada w obecności Boga; jest i myślna, ponieważ jest tylko wtedy modlitwą, gdy w tych słowach duch wyraża swą wewnętrzną postawę: „aby myśl nasza była w zgodzie z naszym głosem”, pisze św. Benedykt w swojej Regule. „Niech nasze serce rozważa psalmy, które są na naszych ustach”, mówi św. Izydor w swojej. Można by mnożyć podobne cytaty, które występują poprzez całe średniowiecze. Później św. Franciszek zaleci, żeby głos był w zgodzie z myślą, i można było wykazać, że pomiędzy takim sformułowaniem a tym, które wypowiedział św. Benedykt, nie ma żadnej sprzeczności – w jednym i drugim wyrażono konieczną jedność duszy i warg względem Słowa.

Otóż to Boże słowo, pośrednik między Bogiem a ludźmi, miejsce i przedmiot ich spotkania, wyraz ich zjednoczenia, ono znajduje się zarówno w oficjum, jak i w modlitwie. Liturgia to rodzaj biblijnej modlitwy – tworzą ją teksty zaczerpnięte z Biblii, zainspirowane Biblią, bądź Biblię komentujące. W epoce, gdy książka była rzadkością, gdy nawet nie mogła pojawić się myśl o udostępnieniu każdemu mnichowi całej Biblii, czy części Biblii, a na dłużej lub na stałe jednego bądź kilku komentarzy patrystycznych, jak można byłoby wejść w kontakt z Pismem, zapoznać się z jego słownictwem, przyswoić jego treść, jeśli nie podczas długich godzin Bożego oficjum? Rozumiemy, dlaczego im więcej miejsca zajmowała modlitwa w życiu, jak to było w Cluny, tym większej doświadczano potrzeby, aby bardziej niż inne ćwiczenia, przedłużać psalmodię i czytania liturgiczne.

Ze swej strony modlitwa osobista, która owej wspólnej modlitwie towarzyszyła, kontynuowała ją i w niej się mieściła, polegała jedynie na mówieniu do Boga, na nieznużonym powtarzaniu Mu formuł, które dopiero co zostały wypowiedziane lub które w danej chwili usłyszano przy medytacji Biblii. Nie ma potrzeby, by tu wracać do pojęć lectio divina i meditatio – wystarczy przypomnieć, że w monastycyzmie średniowiecznym nie istnieje dłuższa modlitwa lub medytacja bez tekstu czytanego, recytowanego i słuchanego; nie ma lektury duchowej, która nie jest jednocześnie modlitwą, doświadczeniem bliskiej więzi z Bogiem – nie ma kontemplacji bez Pisma.

47

Stąd rodzi się więź – konieczna i istotna – między kultem i modlitwą osobistą, liturgią i medytacją. W jednym i drugim przypadku mniej chodzi o to, by coś rozważać, a raczej, aby być obecnym, słuchać i zgadzać się – taka modlitwa jest z istoty kontemplacyjna. Msza konwentualna mnichów z przeplataniem się w niej śpiewu, czytań i milczenia, ten charakter zachowała: jest to czas sprzyjający medytacji par excellence. Lecz w epoce św. Benedykta całe Boże oficjum miało właśnie taki charakter, który w pewnej mierze utrzymał się w średniowieczu – bez wątpienia o wiele bardziej niż myślimy. W związku z tym zacytujmy tutaj niedawne wyznanie przeora z Maria-Laach:

Psalmodia, jaką mnisi praktykują obecnie w chórze, nie pozostawia już miejsca na medytację, jak to było jeszcze w czasach, gdy św. Benedykt redagował swoją Regułę dla mnichów, ponieważ dzisiaj przyjęliśmy w naszej modlitwie godzin śpiew naprzemienny. A ten wymaga szczególnej uwagi, która potrzebna jest również i przy innych rzeczach, takich jak utrzymanie tonacji, zgodność ruchów, jednoczesne skłony itd.

W czasach św. Benedykta psalmy śpiewała mała grupa kantorów, a całość chóru mnichów słuchała i włączała się przez śpiew antyfon i responsoriów, które powtarzano w trakcie słuchania i recytowania psalmodii. W ten sposób czas poświęcony na medytację był dłuższy aniżeli obecnie. Muszę jednak dodać, że dla wielu ludzi, niebędących w samym chórze mnichów, lecz poza nim, ten element zachował do dziś całe swe znaczenie. Kiedy o 4. nad ranem wchodzimy do jeszcze ciemnego kościoła i gdy znajduje się tam już jakiś gość, spieszymy do niego, by zapalić światło, ale on nam mówi: „Niech będzie zgaszone; nie potrzebuję czytać, nie potrzebuje widzieć – wystarczy, że słyszę”. Ile razy goście mi powiedzieli: „Nie możecie sobie wyobrazić, jaki oświecający, kojący i przejmujący wpływ wywiera ta rytmiczna psalmodia na słuchacza, który przybył z tego męczącego świata.

Inna różnica w porównaniu z tym, co było niegdyś: w modlitwie godzin na pustyni Sketis duże znaczenie miała modlitwa w milczeniu. Dziś te momenty ciszy zastąpiono modlitwami ustnymi. Podczas tych chwil należy odmówić Ojcze nasz lub coś innego, a tymczasem te ciche przerwy są przecież tak ważne. Obecnie jesteśmy w trakcie mozolnego odzyskiwania tych wartości.

Niemniej jednak trzeba przyznać, że w modlitwie godzin jako takiej wciąż znajduje się wiele elementów medytatywnych w wyniku przeplatania się psalmodii, czytań i responsoriów. Każdy z tych momentów oferuje coś dla niego charakterystycznego: psalmodia ma inny charakter niż czytanie; responsorium nosi jeszcze inny, który się zatraca, jeśli się go nie śpiewa. Jedność między melodią i słowami realizuje się, jak sądzę, w pewien sposób, i jak nigdzie indziej, poprzez śpiew gregoriański. Takie wrażenie wywołuje zwłaszcza śpiew różnych części mszalnych. Aby wyzyskać w pełni melodię i tekst, niezbędne jest ich powtarzanie. Zwyczajowo podczas zwykłych Mszy powtarzamy pięć lub sześć razy werset Communio, w zależności od ilości przystępujących do komunii. Nawet kiedy, nie śpiewając go, recytujemy tekst, robiąc konieczne przerwy, zdarza się, że młodzi pracownicy mówią nam: „Jakże to wspaniałe! Zostało mi to w głowie przez cały dzień: Ja jestem Dobrym Pasterzem, Moje owce słuchają Mojego głosu, itd.” Ich głowa, zwykle wypełniona modnymi piosenkami, jest teraz pełna tekstów świętych.


Jean Leclercq OSB „U źródeł duchowości Zachodu”

Skorzystaj z innych książek:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl