Nauki świętego Ojca Doroteusza – pisma ascetyczne – o sumieniu

Kiedy Bóg stworzył człowieka, zasiał mu w serce coś boskiego, pewną zdolność, jaśniejszą i żarliwszą od iskry, oświecającą umysł i pokazującą mu to, co jest dobre, a co złe. Nazywa się ona sumieniem i jest wyrazem prawa naturalnego. Ją to – jak mówią Ojcowie – oznaczały studnie, które wykuł Jakub, a które zasypali Filistyni. Za tym prawem, to jest za sumieniem, szli patriarchowie i wszyscy święci, kiedy jeszcze nie było prawa pisanego, i podobali się Bogu. A gdy ludzie to prawo pogrzebali i podeptali przez narastający grzech, stało się nam potrzebne nawet przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa, aby odsłonić i rozbudzić tę iskierkę zagrzebaną, aby ją ożywić przez przestrzeganie Jego świętych przykazań. Teraz możemy albo zagrzebać ją na nowo, albo pozwolić jej zabłysnąć i oświecić nas, jeżeli Mu będziemy posłuszni. Jeśli bowiem sumienie nakazuje nam coś uczynić, a my nim wzgardzimy i znowu się odzywa, a my tego nie czynimy, ale nadal je depczemy, to ponownie zasypujemy tę iskierkę i nie może już ona pouczać nas jasno spod ciężaru, którym ją przysypaliśmy; ale jak kopcąca lampa zaczyna nam świecić ciemno i wskazywać niewyraźnie. I tak stopniowo – podobnie jak w wodzie zmąconej błotem nie można rozpoznać swojego odbicia – tracimy zdolność słyszenia głosu sumienia, i w końcu prawie się nam wydaje, że go wcale nie mamy. Ale nie istnieje człowiek, który by go nie miał: jest ono bowiem czymś boskim, (jak już powiedzieliśmy) i nigdy nie ginie, ale zawsze przypomina nam nasz obowiązek; tylko że my już nie słyszymy jego głosu, bośmy nim pogardzili i podeptali je.

Dlatego prorok lamentuje nad Efraimem i mówi: Pokonał Efraim swego przeciwnika i podeptał sąd. Przeciwnikiem nazywa sumienie. Podobnie i w Ewangelii powiedziano: Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze, by cię przeciwnik nie podał sędziemu, a sędzia dozorcy i nie wtrącono cię do więzienia; zaprawdę mówię ci, nie wyjdziesz stamtąd, aż zwrócisz ostatni grosz. A dlaczego nazwano sumienie przeciwnikiem? Nazwano je przeciwnikiem, bo ono zawsze przeciwstawia się naszej złej woli i zawstydza nas, jeżeli nie czynimy tego, cośmy powinni czynić; a także jeśli czynimy to, czegośmy nie powinni czynić, ono nas osądza. Dlatego to nazwano je przeciwnikiem i nakazano: „Pogódź się ze swoim przeciwnikiem, dopóki jesteś z nim w drodze”. Drogą, jak mówi św. Bazyli, jest ten świat.

Pilnie więc starajmy się, bracia, strzec naszego sumienia, dopóki jeszcze jesteśmy na tym świecie; niech nas ono o nic nie musi upominać, ani nie gardźmy nim, choćby chodziło o najmniejszy drobiazg; bo wiemy, że od rzeczy małych i uważanych za nieważne przechodzi się do gardzenia i wielkimi. Bo kiedy ktoś zaczyna mówić: „Cóż takiego, że powiem to słowo? Cóż takiego, że tę odrobinę zjem? Cóż takiego, że się tym zajmę?” Przez takie ciągłe: „Cóż takiego” rozwija w sobie jakby złośliwego raka i zaczyna także wielkie i ciężkie sprawy lekceważyć, i deptać swoje sumienie; a tak stopniowo postępując, naraża się na całkowite znieczulenie.

Dlatego uważajcie, bracia, żeby nie gardzić rzeczami małymi, uważajcie, aby ich nie lekceważyć jako nieistotnych. Nie są małe: to rak, to złe przyzwyczajenie. Czuwajmy, troszczmy się o drobiazgi, dopóki są drobiazgami, ażeby nie urosły. I świętość, i grzech zaczyna się od rzeczy małych, a zdąża do większych: bądź dobrych, bądź złych. Dlatego Pan nam nakazuje pilnować sumienia, zwracając się jak gdyby do kogoś wprost i mówiąc mu: Uważaj, nieszczęśniku, co robisz! Czuwaj! Pogódź się ze swoim przeciwnikiem, dopóki jesteś z nim w drodze. Dodaje także groźbę, uświadamia nam niebezpieczeństwo położenia mówiąc: aby cię nie podał sędziemu, a sędzia dozorcy, i nie wtrącono cię do więzienia. A wtedy co? Zaprawdę mówię ci, nie wyjdziesz stamtąd, aż zwrócisz ostatni grosz. Sumienie bowiem, jak powiedzieliśmy, poucza nas o dobrym i złym, i pokazuje nam, co robić, a czego nie robić. Ono także oskarży nas w przyszłym świecie; dlatego to powiedziano aby cię nie podał sędziemu, itd.

A posłuszeństwo wobec sumienia ma wiele dziedzin. Bo trzeba słuchać sumienia w stosunku do Boga i w stosunku do bliźnich, i w stosunku do rzeczy materialnych. W stosunku do Boga: nie gardzić Jego przykazaniami, nawet w sprawach, na które ludzie nie patrzą i o które nikt nie zapyta. Taki człowiek posłuszny jest sumieniu wobec Boga w skrytości. Bo zdarza się na przykład, że ktoś chciał się modlić, ale przyszła mu do serca myśl pochodząca z namiętności, a on nie pilnował się i nie skupił się, ale ją przyjął; albo zobaczył bliźniego, który coś robił lub mówił, i pogardził nim i osądził go według pozorów. Krótko mówiąc, wszystkiego tego, co się dzieje w skrytości i co widzi Bóg i nasze sumienie, powinniśmy pilnować. To jest posłuszeństwo wobec sumienia w stosunku do Boga.

A w stosunku do bliźniego: aby nie robić nic zupełnie takiego, o czym wiemy, że bliźniego martwi albo rani: ani czynem, ani słowem, ani postawą, ani spojrzeniem. Bo bywa i postawa (jak to wam wciąż powtarzam) raniąca bliźniego; może też zranić i spojrzenie. Krótko mówiąc, jeśli człowiek wie, że czyni jakąś rzecz w zamiarze przykrym dla bliźniego, wtedy jego sumienie, świadome raniącego i szkodliwego zamiaru, nie jest czyste; niech więc pilnuje się, aby czegoś takiego nie robić. I to właśnie jest posłuszeństwo sumieniu w stosunku do bliźniego.

A w stosunku do rzeczy materialnych sumienie znaczy: nie używać ich źle, nie pozwolić im niszczyć się ani ginąć; ale kiedy się widzi jakąś rzecz, choćby małą, porzuconą, to nie minąć, ale podnieść ją i położyć na swoim miejscu; nie niszczyć także własnego ubrania. Bo bywa na przykład tak, że ktoś mógłby ponosić daną rzecz jeszcze przez tydzień albo dwa, ale śpieszy się i przed terminem pierze ją i szarpie i zamiast żeby jej mógł używać jeszcze pół roku albo więcej, niszczy ją przez ciągłe pranie i już jej nosić nie może. To jest przeciwko sumieniu.

Podobnie w sprawie posłania: często ktoś mógłby się zadowolić wezgłówkiem, a wymaga całego siennika, albo ma np. koc, a chce go zamienić i dostać inny, nowy albo ładniejszy, a to z kaprysu albo z nudy. Mógłby zadowolić się łatanym płaszczem, ale chce mieć cały, a jeszcze może i dąsa się, kiedy go nie dostanie. Albo nawet zaczyna zajmować się braćmi i mówić: „Czemu tamten ma to, a ja nie? Tamtemu to dobrze”. – Cóż to za doskonałość… Albo rozłoży ktoś ubranie czy okrycie na słońcu i nie zatroszczy się, żeby je zabrać, i pozwoli mu zniszczeć: to także jest przeciw sumieniu.

Podobnie i z pożywieniem: mogłoby komuś wystarczyć trochę ziół i jarzyn i kilka oliwek, ale on nie zadowala się tym, tylko szuka czegoś smaczniejszego albo droższego. To wszystko jest przeciw sumieniu.

Otóż Ojcowie mówią, że mnich nie powinien dawać sumieniu okazji do dręczenia go z jakiejkolwiek przyczyny. Musimy więc, bracia, czuwać nad sobą zawsze i strzec się tego wszystkiego, abyśmy nie wpadli w niebezpieczeństwa. Sam także Pan przestrzegał nas, jak to już wyżej powiedzieliśmy. Niech nam Bóg pomoże usłyszeć to i strzec tego, aby słowa Ojców nie stały się dla nas przyczyną potępienia.


Doroteusz z Gazy „Pisma ascetyczne″

Materiały dodatkowe:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl