Niemoralne aktorzenie. Teatralność i dezorientacja w liturgii posoborowej

Tytuł tego artykułu wskazuje na dwa aspekty nowej formy Mszy. Słowo „teatralność” odnosi się do obecnej w nowym rycie tendencji, aby kłaść nacisk na kapłana jako mówcę i performera z dużą tolerancją dla improwizowanych wypowiedzi i dowolnej postawy ciała, w przeciwieństwie do nacisku, jaki kładzie ryt trydencki, aby kapłan był „żywym narzędziem” wypełniającym określoną hieratyczną funkcję przy ołtarzu przez odmawianie zdefiniowanych przez Kościół świętych formuł oraz skrupulatne przestrzeganie szczegółowych rubryk pełnych odziedziczonego sensu.

Z kolei „dezorientacja” wskazuje przede wszystkim na Mszę, która odwróciła się od wschodu i skierowała do ludu, a tym samym na zachód. Skoro zaś dla wszystkich Ojców i Doktorów Kościoła wschód symbolizuje Chrystusa, Gwiazdę Poranną, która wschodzi, zstępując na nasz świat, i odbiera w nim cześć, podczas gdy zachód symbolizuje ciemność i tych, którzy ukochali ciemność, uciekając od Bożego światła, to odwrócenie się kapłana plecami do tego kosmicznego symbolu Chrystusa i Jego ponownego przyjścia, a zwrócenie się przodem do ludu, jest kodem mówiącym o antropocentryzmie, kulcie wewnętrznej mocy człowieka oraz podporządkowaniu niezmiennego źródła boskiej doskonałości nieustannie zmieniającemu się ludzkiemu „doświadczeniu”. Święty Tomasz idzie w tej kwestii za św. Augustynem: „Nazwano Ciebie Wschodem (czyli Chrystusem), a Ty zwróciłeś się ku Zachodowi (mianowicie ku śmiertelnemu i omylnemu człowiekowi)”. Tymczasem oświeceniowy encyklopedysta, Diderot, powie już coś zupełnie przeciwnego: „Człowiek jest jedynym celem, od którego trzeba zacząć i do którego wszystko musi powrócić”.

Badania nad nową liturgią prowadzone przez czołowych teologów takich jak Aidan Nichols, Lauren Pristas czy Jonathan Robinson, opierających się z kolei na pracy wcześniejszych krytyków takich jak Klaus Gamber, potwierdziły głęboki i wszechobecny wpływ teorii oświeceniowych na członków i współpracowników Consilium, którzy tworzyli zespół opracowujący nowe księgi liturgiczne. Nie jest zaskoczeniem, że liturgia osadzona w tym oświeceniowym kontekście, który podkreśla udział ludu, a jednocześnie zachęca kapłana, by stał się przewodniczącym czy prezydentem tej „republiki”, i w którym uprawia się charakterystyczny kult gwiazd. Nie brak też odniesienia do polityki, która w nowożytności nie jest już polem moralnego działania, lecz raczej niemoralnego aktorzenia. Przewodniczący czy prezydent znajduje się w centrum uwagi i działając, i reagując, musi to brać pod uwagę; jak nigdy przedtem jest tym, który rządzi – świętym politykierem. Według kard. Ratzingera postulat kapłaństwa kobiet krzykliwie propagowany przez feministki mógł pojawić się dopiero po pomniejszeniu posługi kapłańskiej i sprowadzeniu jej do bycia wehikułem władzy we wspólnocie. Gdyby kapłan chciał panować nad zgromadzeniem, powinien trzymać się jak najdalej od usus antiquior z jego trzeźwym pięknem, klasyczną powściągliwością i ascetyczną uwagą skierowaną na niewidoczne i niesłyszane detale.

Liturgia trydencka podkreśla niegodność kapłana i nieustannie prosi o to, by zarówno on, jak wszyscy pozostali stali się godnymi dzięki odwołaniu do działania Bożego miłosierdzia. Kapłan z pewnością może być próżny czy egoistyczny, co będzie wpływało na całą jego posługę, zwłaszcza tę poza sprawowaniem funkcji liturgicznych; jednak klasyczny porządek Mszy nieustannie sprzeciwia się skłonnościom upadłej natury, wymagając od kapłana ciągłego zapierania się siebie w posłuszeństwie prawu liturgii, niemalże zmuszając go, aby wszedł w jej własny rytm i melodię jej języka – tak potężny jest jej ceremoniał. Potrzeba naprawdę dużego zepsucia, aby ksiądz chciał ignorować, bawił się albo psuł stare ordo Missae. Proszę o tym pomyśleć: mimo że w tradycyjnym rycie sam kapłan jest bogato odziany, wyróżniony jako konsekrowany pośrednik, o którego nadrzędnym statusie nikt nie powątpiewa, to bije się w pierś, nisko kłania, prosi o łaskę, by godnie sprawować ofiarę, oczyszcza się i przygotowuje przez całą liturgię aż do momentu Przeistoczenia, gdy Jezus mówi in propria persona, ty samym jest, jakby liturgia mówiła: „Ty, ludzki kapłanie, pomimo wszystkich swoich modlitw, pozostajesz niegodny; Ja, Słowo Wcielone, Wieczny i Najwyższy Kapłan muszę teraz wkroczyć i działać zamiast ciebie, składając siebie w ofierze Ojcu”. W swojej podniosłej ciszy stara liturgia niemal wykrzykuje to, że kapłan niesie na swoich ramionach brzemię, jak Chrystus niósł ciężar krzyża. Jakiż świecki mógłby wstać i powiedzieć: „Daj mnie to wielkie brzemię, to moje prawo, niesprawiedliwe, że zatrzymujesz je dla siebie”?

W nowej formie Mszy sprawa wygląda zupełnie inaczej. Po pierwsze uznaje się za pewnik, że każdy w pełni nadaje się do wypełniania wszelkich zadań we wszystkich okolicznościach, że każdy jest „ekspertem”, skoro poza nielicznymi i przelotnymi wzmiankami („agnoscamus peccata nostra, ut apti simus ad sacra mysteria celebranda […]; „Domine, non sum dignus” odmawiane tylko raz) prawie nie wspomina się o grzechu i pokucie. Mszał mógłby być (a czasami jest) czytany przez kogokolwiek; rubryki, które miały być „uproszczone”, w rzeczywistości są nieadekwatne i niepewne, tworząc liczne okazje dla celebransa, by mógł eksponować siebie, okraszać Mszę osobistymi uwagami; liturgiczne szaty, sprzęty oraz architektura tylko za tym podążają w swoistym crescendo banału.


Peter Kwasniewski „Kryzys i odrodzenie. Tradycyjna liturgia łacińska a odnowa Kościoła”

Materiały dodatkowe:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl