Nieważny jest człowiek, kobieta, wszystko odbywa się na poziomie… pupy. Smuci mnie pościg za źle rozumianym pięknem

Smuci mnie pościg za źle rozumianym pięknem. Dziś musimy rozebrać się do rosołu, by udowodnić swoją atrakcyjność. Na szczęście gusta mamy różne, nie wszyscy lubią patrzeć na bardzo szczupłe modelki, nie każdy chce się wpatrywać w muskularnych panów bez koszulek. Presję związaną z promowaniem młodości i podkolorowanym pięknem świetnie widać w Internecie. „Piękne pupy”, grzmi napis na jednym z portali. Okazuje się, że użytkownik, który trafi na tę stronę, musi wybrać spośród kilkunastu pup najładniejszą. Dokonując wyboru, głosuje, która pupa pojedzie na wycieczkę zagraniczną. Nieważny jest człowiek, kobieta, wszystko odbywa się na poziomie pupy. To strasznie głupie. I niegodne. Dawniej wypinanie pośladków było po prostu obraźliwe. Zmieniły się zwyczaje, cały czas przesuwana jest granica tego, co wolno pokazać. Można być mniej „wystawnym” i żyć.


Szedłem kiedyś z grupą na Babią Górę. Upał jak choroba, sierpień, dookoła mnóstwo malin, tylko siadać i zajadać. Mówię grupie: „Pamiętajcie, celem jest Babia Góra!”, a młodzież swoje, co rusz w maliny. Młodzież nie słuchała, nie dość, że się objedli, to jeszcze trochę nazbierali! I tak to jest, po drodze do nieba mamy zawsze mnóstwo różnych dróżek i atrakcji. Ważne, żeby nie stracić z oczu wyznaczonego celu. Paradoks polega na tym, że mamy coraz więcej drogowskazów, nawet nawigację satelitarną w telefonach komórkowych, a mimo to coraz częściej się gubimy.


Pytają mnie o receptę na długowieczność, a ja nie wiem, co odpowiedzieć. Żyć normalnie – i tyle. Ludzie chcą wiedzieć, dlaczego tak długo żyję. Trzeba by mi chyba zrobić badania genetyczne. Wydaje mi się, że sformułowanie jednej reguły, diety-cud, przepisu na długowieczność, jest niemożliwe. Weźmy dziadka, który przez całe życie wypalał codziennie paczkę papierosów. Ma dziewięćdziesiąt lat, pali i żyje. Jakby przestał, to pewnie od razu by umarł.


Pracę można traktować jako rodzaj modlitwy. Jeśli jestem blisko Chrystusa, jeśli nad Chrystusa nie przedkładam niczego, to całe moje życie powoli zmieni się w świecę spalającą się dla Boga, która nie tylko wydaje ciepło, blask i siłę, ale również przekształci rzeczywistość. Trzeba używać światła, którym jest kontakt człowieka z Bogiem. Praca bez Boga to całkowite zatracenie się, pracoholizm, wyzysk człowieka przez człowieka, niszczenie drugiego. Szczytem tego były obozy pracy w systemach totalitarnych. Przeciwieństwem powinna być humanizacja pracy, o której mówił ksiądz Tischner w swoich kazaniach solidarnościowych. Z kolei modlitwa bez pracy może być czczą dewocją. Modlitwa i praca muszą więc ściśle się łączyć, musi być między nimi równowaga.


Leon Knabit OSB
„Młodość to nie tylko wiek. Młodość to stan ducha”

Materiały dodatkowe:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl