Ostatnia część medytacji „Pustynne szlaki. Serce pustyni”, medycyna w filmie i teatrze oraz „Historyczny księgozbiór kamedułów eremitów z krakowskich Bielan” – zapowiedzi wydawnicze

W serii „Homini” w najbliższym czasie udostępnimy kolejne 3 nowości. Uniwersytet Warszawski kontynuuje serię publikacji naukowych, w której ukażą się dwie pozycje – „Medycyna w filmie” oraz „Medycyna w teatrze”. Ponadto  opublikujemy książkę Jacka Partyki pt. „Historyczny księgozbiór kamedułów eremitów z krakowskich Bielan. Spojrzenie na kulturę materialno-duchową polskich kamedułów”. W najbliższym czasie udostępnimy ostatnią część z serii „Pustynne szlaki”, która zawiera medytacje ojca Jana Pawła Konobrodzkiego pt. ”Serce pustyni”.

 

pustynne-szlaki-serce-pustyni

Pustynne szlaki. Serce pustyni

To już druga odsłona medytacji o. Jana Pawła Konobrodzkiego OSB. Po jego nagłej śmierci w zeszłym roku zostały tylko słowa, które teraz nabierają innego wydźwięku. To pewne podsumowanie, a raczej – propozycja, z której można skorzystać. Pierwszy tom był wyjściem, momentem, kiedy stajemy przed oczywistością pustyni. Poznaliśmy go na przykładzie Mojżesza, który nadal nam będzie towarzyszył. Oglądanie procesu wychodzenia na pustynię z perspektywy obserwatora jest wygodne, o wiele trudniejsza jest sytuacja, kiedy dotyka to nas bezpośrednio i w oczywisty sposób sami jesteśmy wezwani, by skierować się ku temu doświadczeniu.

Wielu ucieka, podobnie jak Mojżesz, jednak inaczej niż on uczynili z ucieczki sens swojego życia, dopiero śmierć uświadamia im, jak wiele stracili i jak bardzo żyli w tym, co „przeszłe” i „przyszłe”, nigdy w tu i teraz. Każdy ma wolny wybór, nikt nikogo nie zmusza do tego, żeby szedł drogą Mojżesza – to pewna opcja do wyboru – i taką wizję rysuje przed nami o. Jan Paweł Konobrodzki. Miał on tę szczególną zaletę, że mówił bardzo spokojnie, nigdy nie podnosił głosu, chyba że śmiejąc się. Nigdy nikomu nic nie nakazywał, dawał za to cenne rady jak dobry przyjaciel, który pokazuje nam pewne opcje do wyboru.

 


 

historyczny-ksiegozbior-kamedulow-eremitow-z-krakowskich-bielan

Historyczny księgozbiór kamedułów eremitów z krakowskich Bielan

Kameduli eremici Góry Koronnej są tajemniczy, niemal nierzeczywiści w swym oderwaniu i ucieczce od świata, od jego codzienności, pogoni za nowoczesnością, zgiełku i pośpiechu. Mnisi tajemniczy, fascynujący i – a może przede wszystkim – bardzo mało znani szerszemu ogółowi. Jako eremici z zasady zamieszkiwali, przynajmniej w pierwszych wiekach istnienia swego zgromadzenia, miejsca odludne, z dala od uczęszczanych traktów, wśród lasów. Zdarzało się, że do ich eremu nie prowadził żaden bity trakt i niełatwo było tam dotrzeć pieszo czy konno (nie mówiąc już o tym, by przekroczyć mur klauzury). Nawet w chwili obecnej, w XXI wieku, można zbliżyć się do życia w kamedulskiej pustelni, udając się na kilkudniowe rekolekcje – bądź dla przemyśleń i wewnętrznej refleksji – do Bieniszewa w Wielkopolsce, niedaleko Konina. Jakkolwiek takie kamedulskie rekolekcje można odbyć również na krakowskich Bielanach, to jednak w Krakowie cywilizacja zbliżyła się do eremu na wyciągnięcie ręki. I chociaż mogłoby się wydawać, że wtargnęła już do wszystkich odludnych zakątków, to jednak pod Koninem wciąż można spróbować odnaleźć samego siebie w ciszy pustelni. Do wielkopolskiego eremu jedzie się przez las, wąską, nieutwardzoną drogą, która w czasie jesiennych czy wiosennych roztopów bez wątpienia staje się trudno przejezdna, a zasypana śniegiem – znacznie zwęża swój prześwit. Po przejechaniu mniej więcej dwóch kilometrów oczom podróżników ukazuje się polana, gdzie na Sowiej Górze stoi otoczony murem erem, a zza niego podróżnikom przypatrują się dwie wieże kościoła. W nocy erem zatapia się w przenikliwej ciszy, którą z rzadka tylko przeszywają głosy ptaków (chociaż, pomimo nazwy wzniesienia, nie są to raczej sowie pohukiwania), a definitywnie przerywa ją, jeszcze przed brzaskiem, klasztorny dzwon, który o godzinie 3.45, wzywa eremitów na modlitwę. Goście nie mają wstępu za klauzurę – mieszkają w budynku nowicjatu, dzielą za to z kamedułami modlitewny rytm dnia i, jeśli wyrażą taką ochotę, mogą również oddawać się pracy fizycznej. W obu istniejących do dzisiaj eremach, bielańskim i bieniszewskim, dominuje cisza, spokój, poczucie niemal nierzeczywistego oderwania od spraw tego świata, które czasem, ku zadziwieniu nieczęstych gości, zakłóca silnik kosiarki włączany przez eremitę pielęgnującego trawę na dziedzińcu.

 


 

medycyna-w-teatrze

Medycyna w teatrze

Tom Medycyna w teatrze składa się z piętnastu esejów, naprawdę świetnych. Czytaliśmy wszystkie z zapartym tchem i to po kilka razy. Ogromnie dużo nauczyliśmy się od wszystkich Autorów. Nie zamierzamy się zatem wymądrzać i streszczać tego, co napisali, zresztą spis treści jest umieszczony powyżej.

Wypada jednak dodać, że teksty w książce dzielą się na dwie grupy: jedna opowiada, jak było; druga – jak jest, z nami. W pierwszej grupie znajdują się eseje opisowe, w drugiej – współuczestniczące. Te w pierwszej grupie napisane zostały tak, jakby opisujący tylko relacjonowali zdarzenia. Te w drugiej – opowiadają, co się dzieje z piszącymi. Obie formy narracji uzupełniają się, całość tworzy okrąg życia i umierania. Tom ułożyliśmy chronologicznie pod względem poruszanych tematów, zatem podział na dwie grupy nie miał wpływu na jego konstrukcję.

 


 

medycyna-w-filmie

Medycyna w filmie

Film i medycyna wchodzą ze sobą w różnorodne, wielopłaszczyznowe i interesujące relacje w zasadzie od samych początków dziesiątej muzy. Z jednej strony film dokumentalny umożliwił popularyzację wiedzy medycznej i dokumentację przypadków stosowaną przy badaniach lekarskich, z drugiej – kino fabularne na różne sposoby dramatyzowało (i wciąż to czyni) zarówno relacje między pacjentem i lekarzem, jak i duchowe zmagania medyków starających się służyć w warunkach nierzadko niesprzyjających.

Osobnym zagadnieniem jest sposób obecności medycyny w filmie dokumentalnym: zarówno instruktażowym, kiedy to kino ma faktyczny wpływ na pojmowanie kwestii medycznych przez profesjonalistów, jak i artystycznym, kiedy (jak w Szpitalu Krzysztofa Kieślowskiego, czy Blisko śmierci Fredericka Wisemana) filmowcy starają się zbliżyć do natury relacji lekarz – pacjent i ująć ją w sposób bez mała filozoficzny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl