Piotr Rostworowski OSB / EC: „Nie bądźmy jak ci, którzy zbyt prędko uważają, że już w życiu duchowym zaszli bardzo daleko i mają się modlić już tylko za grzechy innych”

Życie duchowe chrześcijanina powinno opierać się na solidnych fun­damentach. Zdrowa pobożność nie jest bynajmniej czymś powszechnym. Łatwo tu o rożne odchylenia, które bywają nawet niebezpieczne, dlatego trzeba uważać, aby nasza pobożność była zdrowa pod każdym względem.

Czym jest pobożność? Można ją rozumieć jako stosunek człowieka do Boga w ogóle, a także jako akty, w których się ten stosunek wyraża. Zdrowa pobożność musi opierać się na prawdzie, musi być prawdziwa, wy­nikająca z istoty rzeczy, oparta na ich naturze. Jeżeli jest ona sto­sunkiem człowieka do Boga, to musi opierać się na tym, kim jest Bóg i kim jest człowiek.

Prawdziwa relacja człowieka do Boga – to relacja stworzenia do Stwórcy. Wyszliśmy z ręki Boga, jesteśmy stworzeni przez Niego z ni­cości. Bóg jest naszym Stwórcą, to znaczy, że ma nad nami bezwzględną władzę i moc, że całkowicie od Niego zależymy. On nie tylko stworzył nas z niczego, lecz także w każdej chwili podtrzymuje nas w istnieniu. Gdyby Pan Bóg przez jedną chwilę przestał podtrzymywać nas w istnieniu, natychmiast utracilibyśmy byt. To, że istniejemy, jest świadectwem ciągłości stwórczego aktu Boga, który nas wciąż stwarza. Od strony ludzkiej odpowiada tej rzeczywistości postawa adoracji. Człowiek ma wielbić Boga. Adoracja jest uznaniem naszej całkowitej zależności od Boga, uznaniem tego, że tylko Bóg JEST prawdziwie. My mamy byt zapoży­czony; jesteśmy z nicości i z natury swojej do nicości zdążamy.

Prawdziwa pobożność będzie chciała zatem podkreślić naszą całkowitą, bezwzględną zależność od Boga. Pan Bóg może w naszym życiu czynić, co zechce, a my powinniśmy uznać to Jego prawo. Nie my dajemy Mu to pra­wo, ale człowiek jako istota wolna może niejako to prawo ratyfikować, uznać – i to jest ważny akt czci Bożej. Uznajemy całkowitą władzę Bo­ga nad nami, zgadzamy się z tym, że Bóg może wszystko w naszym życiu zmienić, wszystkie nasze plany przekreślić, i że wszystko, co On czyni, jest dobre.

Sytuacja stworzenia wymaga od nas wobec Boga pokory. Chrystus będąc człowiekiem, w Ogrodzie Oliwnym upada na twarz przed Ojcem, uwielbia Go. Ten obowiązek wielbienia Boga, uznawania swej zależności od Niego, nigdy nie ustanie. Nie usuwa go nasze synostwo Boże. Święty Jan ukazuje nam niebo jako wielką adorację Stwórcy. Święci w niebie padają na twarz przed Bogiem i uwielbiają Żyjącego na wieki wieków. To jest doskonałość, to jest życie wieczne, to nigdy się nie skończy.

My na ziemi musimy się tego uczyć, musimy uczyć się codziennie te­go, że Bóg jest Panem, że wszystko, co mamy, jest od Niego: nasze zdolności, wszelkie dobra. Nie możemy używać tych darów tak, jakby by­ły naszą własnością, jakby od nas pochodziły. Jesteśmy tylko ich wło­darzami, nie właścicielami; mamy z nich korzystać z poczuciem całkowi­tej zależności od Boga. Świadomość, że Bóg nie jest nam nic winien, a jednak tyle nam daje, pobudza nas do dziękczynienia za wszystko, co jest, za wszystko, co otrzymujemy od Boga. W ten sposób rzeczywiście uznajemy Boga – Stwórcę.

W dzisiejszym świecie, który nie chce uznać Boga, który przypisuje wszystko działaniu natury albo działaniu człowieka, musimy dawać świa­dectwo adoracji. To się Bogu od nas należy – a tak mało tego w świecie.

Jednak oparcie naszego stosunku do Boga jedynie na świadomości, że On jest naszym Stwórcą, a my Jego stworzeniem, nie byłoby wystarcza­jące. Prawdziwa pobożność wymaga jeszcze czegoś innego.

Pan Bóg jest naszym Ojcem, a my jesteśmy Jego dziećmi. Stosunek do Boga jako Ojca nie niweczy relacji stworzenie – Stwórca. Pan Jezus połączył obie postawy w jednym zdaniu: prawdziwi czciciele będą odda­wać cześć Ojcu… (J 4,23). Bliskość dana nam przez samego Boga, na­sze przybranie za synów, nic upoważnia nas do poufałości w złym stylu, spotykanej nieraz w pobożności człowieka. Wielcy święci, którzy byli bliskimi przyjaciółmi Boga, zawsze zachowywali wielką cześć wobec Bo­żego Majestatu. Święty Franciszek Salezy mówiąc o Bogu często używa zwro­tu: „Boży Majestat”. Święta Agnieszka, kiedy już była prowadzona na męczeństwo, zwraca się do Boga z cudowną modlitwą: Omnipotens, adorande, colende, tremende Pater – „Wszechmogący Ojcze, którego należy czcić, uwielbiać i lękać się…”. Taka była postawa świętych wobec Boga.

piotr_rostworowski_poboznosc_cytat

Łaska Bożego synostwa pozwala nam doświadczać ogromnej bliskości Boga. Ciągle za mało – mówi się chrześcijanom, że są dziećmi Bożymi, że Bóg naprawdę o nich się troszczy, że Opatrzność Boża kieruje naszym życiem i wszystkimi zdarzeniami, że jest ona Ojcowską Opatrznością. Opatrzność Boża – to forma Ojcowskiej miłości w stosunku do nas. Wszys­tko, co się dzieje, wszystko, co nas spotyka, mówi nam o Bożej, Ojcows­kiej miłości do nas. Jesteśmy więc bezpieczni na tym świecie, skoro wszystkim kieruje Ojcowska Opatrzność, wszystkim kieruje miłość Naj­lepszego Ojca. On wie, czego nam potrzeba i bez Jego woli, która jest miłością, bez Jego wiedzy włos nam z głowy nie spadnie. W trudnych wy­darzeniach życia chrześcijanin powinien starać się dostrzegać obecność ojcowskiej miłości Boga, powinien z ufnością przedstawiać Bogu wszyst­kie swoje prośby i zawsze mieć przekonanie, że w każdej chwili może mieć dostęp do Boga. Można nie mieć dostępu do papieża, można nie dos­tać się do prymasa, ale do Boga mamy dostęp w każdej chwili.

Prawdziwa pobożność wymaga, by z jednej strony mieć świadomość nieskończonego dystansu, jaki istnieje między stworzeniem a Stwórcą, ale z drugiej strony wiedzieć, że ten dystans został pokonany przez Miłość, która do nas zeszła. Mądrość chrześcijanina opiera się na po­łączeniu tych dwóch aspektów.

Zdrowa pobożność wymaga jeszcze czegoś innego. Bóg jest nieskoń­czenie święty, a człowiek jest grzeszny. Grzech, który każdego z nas dotyka, ma jakiś wpływ na nasz stosunek do Boga. Idąc do Boga, nie mo­żemy zachowywać się tak, jak byśmy nigdy żadnego grzechu nie popełni­li. Grozi nam tutaj możliwość popełnienia podwójnego błędu: możemy za­pominać o swojej grzeszności – i wtedy brak nam jakiejś delikatności w stosunku do Boga, bo ważnym elementem autentycznej pobożności chrześcijańskiej jest skrucha serca, bez której życie duchowe nigdy nie będzie naprawdę głębokie. Nie można chcieć wytłumaczyć każdego grzechu, uważając, że wszystko jest naturalne, wszystko jest ludzkie. Pan Jezus w Ewangelii ukazuje nam wzór celnika, który prosi: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika”. Kościół każe nam często mówić Kyrie eleison, „Panie, zmiłuj się” – i to jest właśnie akt skruchy. Ona roztapia w nas jakieś twardości, ściera ostre kanty i otwiera w nas przestrzeń dla łaski, która może nas przemienić. Jest w nas jakaś fasada fałszu i pychy, która musi zostać rozbita, by łaska mogła dotrzeć do głębi duszy. Pięknie mówi Psalmista: Góry topnieją jak wosk przed obliczem Pana (Ps 97,5).

Z drugiej strony trzeba jednak uważać, żeby poczucie grzechu nie było przeciwne prawdzie o Bożym Ojcostwie w stosunku do nas. Jeżeli obraziliśmy kogoś, kto nas bardzo kocha, to idziemy do niego od razu, by zlikwidować zło, które nas dzieli. Taką postawę trzeba mieć w sto­sunku do Boga. Grzech i słabość nie może powodować w nas jakiegoś zahamowania; trzeba ufać, że Bóg nam wszystko przebacza, że Jego miło­sierdzie jest większe niż nasze winy, że Jego miłość jest od nich po­tężniejsza. I w tym jest pełna prawda.

Pan Jezus na krzyżu nie chciał, żeby Jego Serce się zamknęło; otwo­rzyła je włócznia i wypłynęły z niego strumienie krwi i wody na oczysz­czenie nas z grzechów. Grot włóczni jest symbolem naszego grzechu. Po uderzeniu tym grotem nie zamknęło się Serce Boże – jak czyni to nie­raz urażone serce nasze. W ten sposób Pan Jezus pokazuje, jak człowiek powinien zachować się po grzechu – że powinien natychmiast do Boga po­wrócić, a nie wycofywać się do krainy ciemności i niesmaku czy zgryzoty, jak to często czynią ludzie. Zamiast iść do Boga i prosić Go o oczyszczenie, oni gnębią się i dręczą, a to pochodzi z pychy i ambi­cji, nie ze skruchy. Nieraz sam grzech jest mniej niebezpieczny niż nasza reakcja po grzechu, która podcina nam skrzydła i odbiera możność dalszego lotu.

Nie bądźmy też jak ci, którzy zbyt prędko uważają, że już w życiu duchowym zaszli bardzo daleko i mają się modlić już tylko za grzechy innych. Chcą być ofiarami za Ojca św. i za kapłanów, a zapominają o własnych grzechach, nie myślą o swej poprawie i żalu za swoje grze­chy. O właściwym stosunku do Boga pięknie mówią modlitwy liturgiczne, jak np. kolekta z okresu po Zielonych Świątkach: „Wszechmogący, wiecz­ny Boże, twoja hojność przewyższa zasługi i pragnienia modlących się do Ciebie; okaż nam swoje miłosierdzie, odpuść grzechy, które niepokoją nasze sumienia, i udziel nam również tego, o co nie ośmie­lamy się prosić.” Jest w tej modlitwie i uwielbienie Boga wszechmogą­cego, i zaufanie do Ojca, którego dobroć przewyższa zasługi i pragnie­nia modlącego się człowieka.

Solidna pobożność ma jeszcze inne cechy. Jest w niej konieczna hierarchia wartości, jest jakieś uporządkowanie. Znamy na ogół taką formę pobożności, którą nazywamy bigoterią czy dewocją. Na czym ona polega? Otóż opiera się ona na różnych praktykach pobożnych, a zanied­buje to, co istotne. Szwankuje tu zwykle wypełnianie obowiązków stanu, a także miłość bliźniego, a nieraz nawet sprawiedliwość. Od takich osób „pobożnych” trzeba na ogół trzymać się z daleka. Taka „pobożność” bardzo szkodzi Kościołowi. Opowiadano mi o pewnej zakonnicy, która pobożnie i ze skupieniem modliła się w pociągu podczas podróży, ale kiedy ktoś chciał ją o coś zapytać, odpowiedziała szorstko, z gniewem i niechęcią. Tacy ludzie koncentrują się na zewnętrznych praktykach, a nie pamiętają o miłości.

Konieczna jest więc właściwa hierarchia wartości – żeby miłość by­ła na pierwszym miejscu, żeby spełnione były wszystkie obowiązki. Są także inne rodzaje niezdrowej pobożności. Bywa pobożność zbytnio uczuciowa. Bywają osoby, które w życiu religijnym nastawiają się prze­de wszystkim na doznania i przeżycia. W praktykach religijnych szukają one uczuciowej przyjemności i to jest dla nich najważniejsze. Oczywiś­cie Pan Bóg jest dobry i może nam dawać w życiu duchowym, w życiu re­ligijnym wielkie pociechy, ale nie na tym polega pobożność. Często mo­że nie być żadnych pociech, nie można więc utożsamiać pobożności z do­znaniem czy przeżyciem. Ona ma wyrażać naszą miłość i cześć dla Boga, niezależnie od tego, czy nam jest łatwo, czy trudno.

Przejawem niezdrowej pobożności jest również przedwczesne dążenie do mistyki, pragnienie nadzwyczajnych, mistycznych łask. Grozi wtedy człowiekowi iluzja, złudzenie duchowe, a z tego nieraz trudno wyjść, bo takie osoby zawsze mają rację i powołują się na „światło Boże”. Wtedy nikt nie jest dla nich autorytetem i grozi im niebezpieczeństwo całkowitego wykolejenia.

Prośmy Ducha Świętego, by kierował naszym życiem religijnym, aby ono było zdrowe i prawdziwe. Sięgajmy też do niezawodnych źródeł po­bożności – do Pisma Świętego i liturgii Kościoła.


Fragment książki Żyć wiarą w świecie


Piotr Rostworowski OSB / EC – benedyktyn, pierwszy polski przeor odnowionego w 1939 roku klasztoru w Tyńcu. Więzień za czasów PRL-u. Kameduła – przeor eremów w Polsce, Włoszech i Kolumbii. W ostatnim okresie życia rekluz oddany całkowitej samotności przed Bogiem. Zmarł w 1999 roku i został pochowany w eremie kamedulskim we Frascati koło Rzymu. Był zawsze bliski mojemu sercu – napisał po Jego śmierci Ojciec Święty Jan Paweł II. Autor licznych publikacji z dziedziny duchowości i życia wewnętrznego.

Skorzystaj:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl