Początki tej niezwykłej korespondencji sięgają czasu, kiedy Wujek Karol w marcu 1964 roku obejmował metropolitalną stolicę krakowską. Żyliśmy wtedy atmosferą trwającego II Soboru Watykańskiego…

– Ojciec Leon to na pewno kolekcjonuje listy Ojca Świętego – powiedział – mi ksiądz arcybiskup Dziwisz podczas jednego z watykańskich spotkań. Oczywiście! A co miałem robić? Nie zniszczyłem żadnej kartki ani listu z podpisem Karola Wojtyły (i okazało się, że mam ich sześćdziesiąt), a tym bardziej z podpisem Jana Pawła II (a tych nazbierało się sto osiemdziesiąt dwa!).

Początki tej niezwykłej korespondencji sięgają czasu, kiedy Wujek Karol w marcu 1964 roku obejmował metropolitalną stolicę krakowską. Żyliśmy wtedy atmosferą trwającego II Soboru Watykańskiego. Zainicjowany wówczas pogłębiony dialog z wyznawcami innych religii oraz ateistami przypomniał o potrzebie pełniejszego dialogu także wewnątrz Kościoła. Byłem wówczas proboszczem w Tyńcu, mianowanym przez arcybiskupa Eugeniusza Baziaka. Jego następca, Karol Wojtyła, okazał się człowiekiem dialogu. Wyznawał zasadę: „Tak mówić, żeby inni nas zrozumieli i tak słuchać, by zrozumieć innych”. Do tej zasady konsekwentnie się w życiu stosował, co w wielu środowiskach, nawet kościelnych, nie było – i do dzisiaj nie jest – takie oczywiste.

Zawierzyłem tej dobrej woli Pasterza i gdy kilka lat później na pewnym spotkaniu kapłańskim w Krakowie doszło do kontrowersji w sprawie duszpasterstwa rodzin, zabrałem głos w dyskusji, popierając księży, którzy mieli zastrzeżenia do metod zalecanych przez Kurię. (Całe wydarzenie opisałem dokładniej w rozdziale pt. „Z takim biskupem jeszcze się nie spotkałem”). Czułem jednak niedosyt po tym spotkaniu. Ceniąc i szanując postawę Arcypasterza, postanowiłem Mu wyjaśnić, o co mi w istocie chodziło. Wtedy właśnie napisałem doń pierwszy list. Rychło też otrzymałem odpowiedź, pisaną ręcznie (a w niej słowa: „list Twój przeczytałem dwa razy”) – i tak rozpoczęła się korespondencja trwająca blisko czterdzieści lat. Ostatni list, jaki przyszedł z Watykanu, pisany był w lutym 2005 roku. Moją krótką odpowiedź przesłałem tym razem e–mailem pod koniec marca, kiedy to jeszcze wydawało się, że silny organizm Papieża i tym razem zwycięży, i będziemy jeszcze długo mogli cieszyć się Jego obecnością na tej Ziemi…

Metropolita Krakowski miał doskonale zorganizowany sekretariat, a siostra Jadwiga, która grała w tym sekretariacie pierwsze skrzypce, mówiła, że Ksiądz Kardynał bardzo lubi otrzymywać listy. Wiedząc o tym, wiele osób pisało do Niego nie tylko w ważnych, urzędowych sprawach, ale również wysyłało życzenia z okazji świąt i różnych rocznic, a nawet słało zwykłe kartki z pozdrowieniami z górskich czy nizinnych wędrówek. Nawet na takie kartki odpowiadał krótkim, ale tchnącym ciepłem podziękowaniem: „Serdecznie dziękuję Ojcu i Wszystkim podpisanym na kartce z Ciemniaka za miłą pamięć »w drodze ku szczytom«” (31 lipca 1971).

Niektóre liściki były pisane odręcznie, zachowały się w moim archiwum nawet cztery koperty ręcznie adresowane. Docierały one wtedy do tynieckiego klasztoru jakąś „okazją”. Na ogół jednak listy pisane były na maszynie. Pojedyncze miały formę urzędowego druku zawierającego życzenia lub podziękowania za życzenia (chyba było zadaniem sekretariatu, by nie zapomnieć o żadnym księdzu archidiecezji, a szczególnie o żadnym proboszczu).

Na rozmaitych spotkaniach, w których brał udział Wujek Karol, podziwialiśmy Jego kompetentne uczestnictwo i obserwowali niezwykle podzielną uwagę. Przejawiała się ona między innymi w tym, że zwykle przynosił ze sobą plik listów, które w międzyczasie przeglądał i czynił adnotacje na marginesie czy na kopercie. Potem te notatki przepisywała na czysto siostra w sekretariacie, a Nadawca już tylko je podpisywał, dopisując niekiedy jakąś aktualną uwagę. Ten sposób stosowany był chyba również i w Watykanie, tyle że maszynę do pisania zastąpił z biegiem czasu komputer.

Z Watykanu już żadnego odręcznego listu nie otrzymałem, te były zarezerwowane chyba dla bardzo szczególnych okoliczności albo dla ścisłego grona przyjaciół. Raz tylko, gdy do swojego listu dołączyłem serię zdjęć robionych na szlaku z Wierchu Porońca na Rusinową Polanę, z myślą o dawnych wędrówkach Wujka Karola, w liście pisanym na maszynie 20 lipca 1990 roku znalazłem ręczny dopisek: „Dziękuję za zdjęcia”.

W praktyce otrzymywałem odpowiedź na każdy list, mimo zastrzeżenia, które przyszło kiedyś z Watykanu: „Wszystkie listy Twoje czytam, choć nie na wszystkie odpowiadam” (29 maja 1980). Ton listów kardynalskich, a potem papieskich był bratersko–ojcowski, bardzo przyjazny, wprost zażyły. „Proszę nadal o modlitwę, bym coraz pełniej dawał świadectwo” – pisał na przykład 4 listopada 1976 roku. Z kolei w liście z 26 kwietnia 1977 znalazły się słowa: „Niech Ci Pan Bóg wynagrodzi, że – głosząc rekolekcje dla »Tygodnika« – pamiętałeś i o lichym kuracjuszu”. Było to w czasie rekonwalescencji Księdza Kardynała odbywanej częściowo w Zakopanem, a częściowo u sióstr albertynek w Rząsce pod Krakowem.

Słowa zapisywane przez Ojca Świętego były znakiem tej przestrzeni dobra i bezpieczeństwa, którą zawsze tworzył i której obecność czuliśmy aż do 2 kwietnia 2005 roku. Wystarczyło, że był w Watykanie. A gdy był w Polsce, nawet przy deszczowej pogodzie robiło się jasno. A kiedy już przyjeżdżał do konkretnej miejscowości, to stawała się ona jak gdyby miejscem wielkiej koncentracji radości i światła. Zdarzało mi się również doświadczyć więzi z Nim nawet jakby telepatycznej (z całym zastrzeżeniem „sen – mara, Bóg – wiara!”): gdy śnił mi się Wujek Karol, to albo list od Niego przychodził następnego dnia, albo był w drodze, albo właśnie nosił tę właśnie datę w nagłówku.

Oczywiście, zdawałem sobie sprawę z ogromu pracy, jaką Ojciec Święty wykonywał przez całe swe życie, i starałem się pisać tylko wtedy, kiedy rzeczywiście miałem coś ważnego czy interesującego do przekazania. Odpisywanie dla samego odpisywania byłoby może wywieraniem swego rodzaju presji na Adresata, który zwykle odpisywał bardzo szybko po otrzymaniu listu. Z drugiej strony wiedziałem, że Wujek Karol poza pilnym studiowaniem oficjalnych raportów bardzo cenił sobie możliwość poznania, w jaki sposób odbierają rzeczywistość ludzie „z szeregu”. I dlatego wyrażałem opinie swoje i ludzi mi podobnych, duchownych czy świeckich, na temat rozmaitych zjawisk w Kościele w Polsce. W Krakowie Wujek Karol zapraszał mnie często na osobistą rozmowę, czego ślady mam też w listach. „A jednak dobrze byłoby porozmawiać – zwłaszcza o tym słowie do kapłanów na temat modlitwy. Spróbuj zajść, Ojcze Leonie” – napisał na przykład 13 maja 1974 roku. W ostatnim liście z Krakowa, pisanym 28 września 1978, przeczytałem: „Papież potrzebuje modlitwy, Kardynał też. A poza tym trzeba kiedyś przyjść”. To zaproszenie – ze względów oczywistych – nie mogło już być zrealizowane…

Do Watykanu listownych zaproszeń już nie otrzymywałem, natomiast w listach od Jana Pawła II były oszczędne aluzje do tematów przeze mnie poruszanych („To prawda, że dokument Dominus Iesus wywołał gorące dyskusje, ale może dla wielu będzie jasnym drogowskazem wśród niepewności wyboru dróg. Duch Święty czuwa nad Kościołem” – 25 września 2000). Wystarczało mi to zupełnie. Zależało mi bowiem na tym, żeby Papież wiedział, jak Kościół w swoich niższych warstwach odbiera to, co się w nim dzieje. W późniejszym czasie, gdy siły Wujka Karola wyraźnie słabły, przekazywałem swoje refleksje księdzu arcybiskupowi Stanisławowi, ufając, że on przekaże Ojcu Świętemu to, co trzeba, i w formie, która będzie dla Głowy Kościoła łatwa do przyjęcia. Ponadto starałem się w każdym liście dodać jakiś „kwiatek”, czasem dosłownie kawał lub opis jakiegoś zdarzenia, które mogły przynieść Janowi Pawłowi trochę odprężenia i radości. Z osobistego doświadczenia wiem, że ten Człowiek głęboki i poważny, uczony i mistyk, umiał zaśmiewać się z dobrego kawału, choć nigdy nie był wesołkiem ani dowcipnisiem. W wielu listach znajdowałem odzew w słowach: „Dziękuję za kwiatek!”. Kiedy zaś raz napisałem o jakichś trudnych sprawach i poczyniłem uwagę, że tym razem przesyłam kaktusa zamiast kwiatka, otrzymałem w odpowiedzi słowa: „Bóg zapłać za »kaktus« – to też kwiatek” (10 kwietnia 1983).

Chciałbym też wspomnieć o „kwiatku” mimo woli, który ja z kolei otrzymałem od Ojca Świętego. W czasie spotkania w Rzymie 6 grudnia 1992 przekazałem Mu listę osób i wspólnot modlących się za Niego i proszących o błogosławieństwo. Myślałem, że Papież przeczyta ją i odda. Tymczasem zabrał listę i powiedział: „Z Siostrą Eufrozyną pomyślimy, co z tym zrobić”. I rzeczywiście jeszcze przed Bożym Narodzeniem lista wróciła do mnie z dopiskiem: „Z serca błogosławię – Jan Paweł II PP”. A pod spodem data: 11 grudnia… 1922 roku. Mam więc i ja „kwiatek” Wujka Karola, który był papieżem… już w wieku dwóch lat.

Wielką radością była dla mnie zawsze możliwość pośredniczenia między Ojcem Świętym a licznymi osobami czy nawet instytucjami. Wiedząc, że pisuję do Papieża regularnie, proszono mnie o przekazanie listów, próśb o modlitwę lub zwyczajnie pozdrowień. Niekiedy proszący otrzymywał odpowiedź wprost od Jana Pawła II. Najczęściej jednak było to zdanie w liście skierowanym do mnie i wtedy osobom zainteresowanym przesyłałem ksero odpowiedzi („Proszę przekazać wiadomość p. Janinie Jaśkowskiej, że odprawię Mszę św. w intencji jej syna” – 28 września 1979).

Zapytany po premierze filmu Karol, o czym był ten film, odpowiedziałem bez wahania: „O miłości”. Gdybym miał scharakteryzować listy od Ojca Świętego, powiedziałbym: były to listy przede wszystkim o modlitwie. W każdym liście słowo „modlitwa” występuje kilka razy. Wśród świętych spotykamy takich, którzy nigdy nie prosili o modlitwy we własnej intencji, uważając siebie za niegodnych wspominania. Jan Paweł II z całą prostotą zawsze bardzo liczył na modlitwy Kościoła. „Polecam się nadal życzliwej pamięci w modlitwach na szlakach górskich i w Tynieckim Opactwie” – napisał 27 lipca 1979. Czasem też dodawał parę cennych słów o modlitwie w ogóle. „Masz rację: jeśli wszystko schodzi na dalszy plan wobec modlitwy, wówczas modlitwa radzi sobie z najbardziej przepełnionym dniem” (7 września 1979). „Myślę, że w tej sytuacji świata i poszczególnych krajów – tylko modlitwa jest bronią Kościoła i ona przyniesie zwycięstwo głoszonym Prawdom, da moc do przetrwania różnych trudności i zarzutów wobec Kościoła” (1 stycznia 1992). Od czasu do czasu Ojciec Święty nawiązywał krótko do sytuacji w Polsce i na świecie: „Dziękuję za pamięć o mnie w modlitwach. Tak bardzo ich potrzeba także całemu zaognionemu światu” (21 maja 1982); „Załączony opłatek będzie symbolem moich serdecznych życzeń na święta i rozpoczynający się Nowy Rok 1989. Wiele nadziei z nim wiążemy. Z pewnością przyniesie wiele nowych łask od Zbawiciela” (3 stycznia 1989); „Nie tylko świat, ale i Polska ściska bólem serce” (28 stycznia 1991); „Te słowa życzeń na drugiej stronie [Pokój Chrystusowy niech panuje w sercach waszych] to chyba najbardziej aktualne na obecną sytuację w Polsce, na Litwie, Białorusi, Ukrainie i na całym świecie, który przecież składa się z pojedynczych ludzi” (9 marca 1991); „»Abba–Ojcze« popłynęło już na cały świat i powraca echem do Rzymu w różnojęzycznych pieśniach” (16 września 1991); „Nie spełniły się życzenia radości na 19 XI” (Boże Narodzenie 1995; słowa te napisane zostały po wyborach przegranych przez ugrupowania „solidarnościowe”, co Papież podobno bardzo przeżył). Z 4 czerwca 1996 pochodzi zapewnienie: „To prawda, że Papież codziennie modli się za Polskę”.

Bardzo bliskie Wujkowi Karolowi było Opactwo Tynieckie (i oczywiście parafia w Tyńcu!). O tym już w tej książeczce pisałem, przytaczam więc tylko kilka charakterystycznych stwierdzeń: „Bóg zapłać Ojcu, Mnichom i Parafianom Tynieckim za zawsze żywą o mnie pamięć w modlitwach, mimo tego, że ja wśród nich nie pozostałem” (20 marca 1981); „Całemu Tyńcowi dziękuję i serdecznie błogosławię” (Poliklinika Gemelli, 11 lipca 1981); „Wprawdzie krótkie były te moje odwiedziny w Tyńcu, ale cieszę się, że mogłem tam znowu zawitać i pozdrowić Mnichów Tynieckich, a także bielańskich w ich Klasztorze” (28 września 2002). Nie zapominał też Ojciec Święty o poszczególnych mnichach: „We wzajemnej modlitwie polecam Matce Najświętszej całą Wspólnotę Tyniecką wraz z chorym O. Michałem i O. Pawłem, a Ojcu Leonowi i »Jego Dzieciom« życzę »Szczęść Boże!« w nowym roku szkolnym. Z O. Opatem widzieliśmy się w Castel Gandolfo” (30 września 1981); „Otrzymałem też książkę Kwiaty w Kościele – tajemnice układania z dedykacją Autora O. Hieronima St. Kreisa OSB. Proszę Mu serdecznie podziękować i życzyć Bożego błogosławieństwa w tego rodzaju »medytacji biblijnej«, którą pragnie dzielić się z drugimi” (28 sierpnia 1999); „O. Jerzy Wołyński przysłał wiele materiałów obrazujących Jego pracę na Ukrainie i skuteczne apostolstwo. Dziękuję Jemu i Rodzinie za modlitwy” (8 września 2001). Benedyktyńska fundacja tyniecka na Słowacji też była często przez Ojca Świętego wspominana: „Niech Pan Jezus błogosławi budowie nowego kościoła w Samporze i pracy benedyktyńskiej na Słowacji” (3 października 2003). Podobnie wspólnota z Lubinia, w którym przebywałem wiatach 1983–1993: „Serdecznie (…) błogosławię O. Karola, O. Mateusza, O. Pawła, całą Wspólnotę Lubińską i Parafian” (6 marca 1985). Swoim błogosławieństwem towarzyszył mi Jan Paweł II, także gdy przebywałem poza granicami kraju: „Dla uczestników amerykańskich rekolekcji [dla prowincji Towarzystwa Chrystusowego w Ameryce Północnej – przyp. L.K.] trzeba wiele modlitw o światło Ducha Świętego. Niech będą nieugięci i mocni w czuwaniu i przekazywaniu prawd wiary, takich, jakie głosił Chrystus. Niech też sami będą świadkami i głoszą te prawdy własnym życiem” (23 luty 1987). A wiedząc, że wspomagam duszpasterską posługą Odrodzenie, również do niego adresował nieraz swoje pozdrowienia: „Oby i Odrodzenie myśl jego Deklaracji wprowadziło w czyn dobrych ludzi i środowisk naszej społeczności dla uniknięcia 40–letniego błądzenia po pustyni…” (11 lipca 1994).

Papież Benedykt XVI w książce Jego mocna ręka trzyma moją tak pisze o Janie Pawle II: „Jeśli jego wysoki urząd mógł wywoływać pewien dystans, to jego osobowość wprowadzała atmosferę bliskości”. Przytoczone fragmenty listów niech będą przynajmniej cząstkową ilustracją tej opinii: „Kiedy prosisz Boga o to, »bym się zawsze czuł bardzo mały w rękach Wielkiego Boga«, trafiasz najwłaściwiej w intencje moich modlitw” (29 maja 1980); „…w Niemczech wcale się tak »bardzo« nie zmęczyłem” (5 grudzień 1980; gdy wyraziłem swe zaniepokojenie pewnymi objawami zmęczenia, które można było zauważyć podczas transmisji telewizyjnej z Moguncji); „Dzięki Bogu, wróciliśmy szczęśliwie z Indii” (16 lutego 1986); „Ja się też cieszę, że mimo wszystko była okazja do bliższego, choć krótkiego spotkania na Wawelu. Choćby się chciało zwolnić tempo tych przejazdów– nie sposób zatrzymać czasu, który ucieka, a program trzeba wypełnić” (24 sierpnia 1987); „Sprawdziły się nieautoryzowane słowa o. Augustyna, bo Papież musiał troszkę »przyhamować tempo«, ale nie za bardzo, bo już wraca sprawność ręki, a zresztą przy obecnej technice pisarskiej ręka nie musi zbyt wiele pracować, aby była jedynie dobra głowa” (Boże Narodzenie 1993); „… noga maszeruje po ogrodach w Castel Gandolfo – od kilku dni” (11 lipca 1994); „Niech [Leon] się też modli za papieża – żeby się nie dał »zamęczyć«, bo chciałby jeszcze popracować z pomocą Bożą, aby ten świat był lepszy” (15 lutego 1995); „Dziękujmy Panu Jezusowi za dni, w których mogłem kroczyć śladami Jego Stóp po Ziemi Świętej, i łaski im towarzyszące” (30 marca 2000).

Nie miejsce tu na wspomnienie co najmniej kilkudziesięciu osób, którym Ojciec Święty za moim pośrednictwem przesyłał pozdrowienia i błogosławieństwo. Przytoczone fragmenty to zaledwie okruchy treści zawartych w naszej korespondencji. Właściwie każdy z Jego listów zasługiwałby na przytoczenie w całości. Jednak prywatnych listów papieża zasadniczo się nie publikuje, chyba że w jakichś szczególnych wypadkach, w porozumieniu z sekretariatem. Na liście z 9 listopada 1998 pojawił się nawet dopisek na maszynie (chyba z sekretariatu, bo raczej nie od Ojca Świętego): „Nie do publikacji”. Nie wszystko więc zostanie tu powiedziane.

Jestem wdzięczny Bogu, że dane mi było tak wspaniałe – i niezasłużone – przeżycie: korespondencja z Janem Pawłem Wielkim. Korespondencja, której treść stanowić będzie dla mnie pokarm duchowy do końca moich dni… W tajemnicy świętych obcowania wiem, że kontakt duchowy trwa. Jan Paweł II już nie cierpi i w domu Ojca wstawia się za nami. „A przecież mi żal, że…” już nigdy nie wezmę do ręki koperty ze stemplem „Poste Vaticane” i nie otrzymam listu kończącego się słowami: „Ojcu Leonowi (…) z serca błogosławię i życzę potrzebnych łask Bożych na apostolską pracę (…). Szczęść Boże! – Jan Paweł II. Watykan, 17 lutego 2005 r.”.


Fragment książki Spotkania z Wujkiem Karolem


Leon Knabit OSB – ur. 26 grudnia 1929 roku w Bielsku Podlaskim, benedyktyn, w latach 2001-2002 przeor opactwa w Tyńcu, publicysta i autor książek. Jego blog został nagrodzony statuetką Blog Roku 2011 w kategorii „Profesjonalne”. W 2009 r. został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl