Post jako walka z namiętnościami i wadami [cz.2] + kilka słów Ojca Leona Knabita OSB

Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu oraz nieczy­stość są – według dawnych mnichów – ściśle ze sobą związane. Mnisi podzielali zdanie Arystote­lesa, że nadmiar pokarmu przemienia się w na­sienie, a nadmiar nasienia z kolei – w pożądli­wość. Może ten pogląd jest fałszywy, odpo­wiada on jednak doświadczeniom dawnych mnichów, że nadmierne hołdowanie jedzeniu i piciu – a szcze­gólnie piciu alkoholu – pobudza seksualizm. Mnisi uważali, że do ładu ze swoją seksualnością dojdzie się tylko wtedy, gdy bę­dzie się jadło i piło z umiarem. Tak przedstawia to jeden z apoftegmatów:

Abba Mojżesz powiedział: pewnego dnia, gdy byłem jeszcze młody, miałem pokusy przeciw czystości. Poszedłem głębiej na pustynię i przebywałem tam przez czterdzieści dni. Nie jadłem chleba, nie piłem wody, nie kładłem się spać. Modliłem się do Pana. A Pan uwolnił mnie od pokusy. Potem już przez całe życie nie atakowały mnie więcej tego rodzaju pokusy.

Jednak trzeba strzec się błędnego mniemania, że post wystarczy, by ujarzmić nasz seksualizm. Nie wystarczy. Groziłoby nawet wtedy niebez­pieczeństwo, że przesadna asceza w walce z seksualizmem nadweręży żywotne siły organi­zmu. Post nie może bowiem prowadzić do unicestwienia życia, a prze­­de wszystkim nie można – w obawie przed własnymi popędami – walczyć za pomocą postu przeciwko sobie samemu. Strach jest zawsze złym doradcą, także i w podchodzeniu do naszych popędów. Chodzi raczej o to, żeby stosując zdrową asce­zę wyzwalać w sobie dobro i przekształcać popędy tak, aby moc, która jest w nich ukryta, nadal pozostawała do naszej dyspozycji. Chodzi o po­skromienie, o ujęcie w karby, a nie o gwał­towne przełamywanie. Post ma na celu pozba­wić popędy nadmiaru i nieuporządkowania. Nie strach przed jedzeniem czy seksem każe nam pościć, ale nadzieja, że potrafimy podejść do naszych popędów w sposób wolny, tak iż nie muszą one nami władać.

 

Post - modlitwą ciała i duszy już na Ciebie czeka... kliknij tutaj

 

Problem, jak mamy postępować z naszymi popędami, jest poruszany przez mnichów w kontekście pokory i pychy. Gdy post czyni nas wyniosłymi, jest to znak, że obchodzimy się z naszymi popędami zbyt surowo. Wyda­je się nam wtedy, że jesteśmy w stanie uporać się z nimi własnymi siłami. Chcemy zdusić w nas zwierzę, przełamać jego moc, a przez to mieć nad innymi przewagę. Wzgląd na innych zachę­ca nas do takiego twardego podejścia, do su­rowych postów. Wytrzymujemy nawet długie posty, gdyż ludzkie uznanie każe nam zapo­mnieć o ich trudach. Wtedy jakby żywimy się uznaniem innych. Jeden z apoftegmatów mówi na ten temat w taki sposób:

Opowiadano, że był w pewnej wsi człowiek, który dużo pościł, tak że go nawet przezwano „Post­ni­kiem”. Abba Zenon usłyszał o nim i zaprosił go. On zaś przyszedł z radością; pomodlili się i usiedli. A starzec zabrał się w milczeniu do pracy. Postnik widząc, że się rozmowa nie składa, zaczął się nudzić. Wresz­cie powiedział do starca: „Módl się za mnie, abba, chcę już odejść”. Starzec zapytał: „Dla­czego?” On odpowiedział: „Bo serce moje czuje jakby upał, a nie wiem, co mi się stało: kiedy byłem we wsi pościłem aż do wieczora, a nigdy nic takiego nie czułem”. A starzec na to: „Na wsi karmiłeś się przez uszy; ale idź i odtąd jadaj zawsze o dziewiątej, a cokolwiek robisz, rób w ukryciu”. Odszedł więc, i skoro zaczął tak postępować, z wielkim trudem wytrzymywał do dziewiątej. A znajomi mówili: „Postnika opętało”. On poszedł i opowiedział to wszystko starcowi. A starzec odrzekł: „To jest właśnie droga Boża”.

Kto pości dla ludzkiego uznania, nie osiągnie pozytywnych wyników. Post kogoś takiego nie przemieni, nie uczyni go bardziej wolnym i od­danym Bogu. Uciskanie w sobie „zwie­­rzęcia” nie pozwoli równocześnie stawać się bardziej ludz­kim. Przeciwnie, zamiast opa­nowania własnych popędów człowiek sam sta­nie się zwierzęciem, które pożera braci przez ubliżanie im, osądzanie i pogardę. Popędy nie ulegną ujarzmieniu, ale jedynie uciskowi, i niepostrzeżenie wpłyną na poziom odnoszenia się do ludzi. Dlatego testem na to, że poszczę należycie, jest mój stosunek do bliźniego. Gdy mówię źle o innych, nie zro­zumiałem w ogóle sensu postu. Lepiej wtedy z niego zrezygnować:

Lepiej jeść mięso i pić wino niż przez obmowę pożerać ciała braci.

Do postu ściśle należy również pozbywanie się złych myśli. W jednym z apoftegmatów czy­tamy:

„Dziecko drogie, co czynisz, gdy pościsz?” Brat odpowiedział: „Rano splatam gałązki pal­mowe, a pracując rozważam psalmy. Gdy kończę kosz, modlę się, a w południe przesypiam się nieco. Potem wstaję, wychodzę z celi i pracuję dalej aż do momentu, gdy uplotę trzy kosze. Wieczorem modlę się, a gdy uczynię sto pokłonów, podnoszę się na oficjum. Następnego dnia przygotowuję posiłek na dziewiątą i jem do syta”. Starzec powiedział mu na to: „To nie jest żaden post, moje dziecko! Albowiem gdy powstrzy­mujesz się od pożywienia, a mawiasz coś złego o kimś, osądzasz go, jesteś wobec kogoś innego mściwy i dopuszczasz do siebie złe myśli albo w duchu tęsknisz za czynieniem czegoś takiego, to byłoby o wiele lepiej, gdybyś dzień spędzał na jedzeniu, a unikał tego wszystkiego, co przeszkadzałoby ci nasycać się nim. Cóż bowiem za pożytek ma ten, co powstrzymuje się od pokarmu, a idzie za wszystkimi innymi pożądliwościami? Czyż nie wiesz, że każdy, kto zaspokaja swe dążenia w myślach, je i pije bez zewnętrznego pożywienia? A zatem, skoro chcesz praktykować powściągliwość i post w taki sposób, jaki podoba się Bogu, to strzeż się każdego złego słowa, każdej szkodliwej mowy, każdego osądu i nie skłaniaj swego ucha ku złym mowom”.

Post cielesny ma być związany z postem du­­chowym, to znaczy człowiek ma się powstrzy­mywać od złych myśli. Jednak myśli nie da się tak po prostu wyrzec jak jedzenia. Myśli stale będą wynurzać się na nowo. Mnisi byli przeko­nani, że przeciwko złym myślom prowadzi się bój za pomocą postu duchowego. W bo­ju takim mnich stosuje wypróbowane środ­ki as­cezy, którymi są: milczenie, praca ręczna, medytacja, modlitwa wewnętrzna. W boju tym przychodzi z pomocą także post fizyczny, nie umniejszając w niczym roli postu duchowego.

Pewien starzec powiedział: „Kto napełnia brzuch jedzeniem i piciem, zaniedbuje modlitwę i nie może prowadzić żadnej walki przeciwko swym myślom. Głód i czuwanie oczyszczają serce od złych myśli, a ciało od nieprzyjemnych cielesnych napaści, aby z tego materiału uczynić mieszkanie Ducha Świętego”.

Post cielesny jest zatem warunkiem postu duchowego, walki ze złymi myślami. Gdy poszczę ciałem, obejmuję tym wpływem i mego ducha. Mogę go skłonić do większej czujności.

Jeśli ktoś pości i jest przy tym zarozumiały, znak to, że nie zrozumiał istoty postu. Prawdziwy bowiem post czyni człowieka pokornym. Tak mówi abba Longinus:

Post upokarza ciało, a czujność oczyszcza ducha.

W innym apoftegmacie czytamy tak:

Zapytał brat starca, mówiąc: „Do czego służą posty i czuwania?” Odrzekł starzec: „One spra­wiają, że dusza staje się pokorna”.

Abba Pojmen mówi: Dusza nie jest absolutnie pokorna, jeżeli nie racjonuje sobie chleba.

Kto należycie praktykuje post, ten staje się pokorny. Jak to należy rozumieć? Po pierw­sze: post konfrontuje nas z nami samymi, ze wszy­stkimi naszymi życzeniami i marzeniami, z na­szymi ciemnymi stronami. Już sama świado­mość własnej niedoskonałości czyni w jakimś stopniu człowieka pokorniejszym. Post wypro­wadza nas poza nasze granice. Ukazuje nam wyraźnie, że jesteśmy ludźmi, że składamy się z ciała i duszy, że nie tak łatwo udaje nam się wznieść ponad nasze ciało. Post uświadamia nam, że z jednej strony nie potrafimy odrzucić naszego ciała, a z dru­giej – nie potrafimy trakto­wać go bez żadnych wymagań. Mamy ciało akceptować – nawet z jego zapotrzebowania­mi. Mamy szanować jego własne prawa. W po­ście stajemy wobec naszych braków. Nie wy­star­cza­my sami sobie, nie polegamy na nas samych. Kto głodny siedzi przed Bogiem, ten czuje swoją tęsknotę za nasyceniem. Czuje swym ciałem, że niemożliwe jest dla niego nasycenie jedynie z zewnątrz. Wyczuwa on na własnej skórze to, że jest zlepkiem materii i że jest poddany jej prawom. Ciało domaga się swych praw. Duch nie może ciała traktować jak niewolnika. Musi na nie zwracać uwagę i z nim się liczyć. Takie doświadczenie uczy nas poko­ry. W poście wyczuwamy naszą cielesność, naszą sytuację zagrożenia, naszą zależność od praw materii i musimy pogodzić się z tym. Post nie jest zamachem na ciało i jego prawa ani rozpaczliwą próbą wyniesienia się ducha ponad ciało. Post jest raczej drogą, która nas wiedzie ku prawdzie, drogą, na której uczymy się, jak należycie ze sobą postępować. Jest to droga wyzwalająca w nas dobre ziarno z narosłych wokół niego ograniczeń. Poszcząc walczymy nie przeciw sobie, ale przeciw wrogom duszy, którzy zamierzają nas powstrzymać przed tym, byśmy się stali synami Bożymi, stworzonymi na obraz i podobieństwo Boże. Tak rozumiał post również św. Augustyn. Mówi on, że w poście nie chodzi o to, by ciało znienawidzić, ale o to, by walcząc ze złymi przyzwyczajeniami i namiętno­ściami, przyczynić się do jego zdrowia:

A ponieważ po zmartwychwstaniu ciało nieśmiertelne będzie żyło podległe całkowicie duchowi i w zupełnej harmonii, również i w tym życiu trzeba się starać zmieniać na lepsze cielesne nawyki, aby nieuporządkowanymi odruchami nie sprzeciwiało się duchowi. Zanim to nastąpi, ciało dąży do czego innego niż duch, a duch do czego innego niż ciało. Duch przeciwstawia się nie z nienawiści, lecz na mocy wyższości, ponieważ pragnie, by to, co miłuje więcej, ulegało lepszemu.

Zdrowy post ma się łączyć z miłością bliź­niego i z jałmużną. Miłość bratnia jest ponad postem. Post należy złamać, jeśli powstrzymywałby nas od miłości bliźniego. Tak mówi na ten temat Kasjan:

Przyszliśmy do Egiptu, ja i święty Germanus, i odwiedziliśmy pewnego starca. A kiedy nas podejmował, zapytaliśmy go: „Dlaczego wy tutaj, kiedy przyjmujecie gości, nie przestrzegacie zasad naszego postu, takich, jakich nauczyliśmy się w Palestynie?” A starzec odpowiedział: „Post zawsze jest ze mną, a was nie zawsze mogę gościć. Poza tym post jest wprawdzie pożyteczny i konieczny, ale jest zostawiony naszej woli; gdy tymczasem wypełnienia przykazania miłości dopomina się od nas prawo Boże. Kiedy w was przyjmuję Chrystusa, muszę usłużyć wam jak najgorliwiej; ale kiedy już was pożegnam, będę mógł wrócić do przestrzegania zasad postu. Bo synowie oblubieńca nie mogą pościć, dopóki oblubieniec jest pośród nich; ale gdy oblubieniec zostanie im zabrany, wtedy słusz­nie będą pościć”(por. Mt 9,15).

Post wobec tego nie jest żadnym tabu, którego nie można by naruszyć. Ten, dla kogo post jest czymś ważniejszym niż miłość bratnia, pokazu­je, że bardziej mu zależy na osobistej doskona­łości niż na miłości Chrystusa. Post dla takiego człowieka jest dziełem, które można obnosić przed sobą i ludź­mi na dowód własnej wartości. Ktoś taki jest jednak wtedy niewolnikiem własnej ascezy. Znakiem rozpoznawczym ascezy chrze­ścij­ań­skiej jest to, że w pewnym momen­cie można przerwać ascetyczne ćwiczenia. Są rzeczy waż­niejsze od wewnętrznego umacnia­nia się postem. W mi­łoś­ci bratniej spoglądanie w sie­bie przechodzi w dostrzeganie bliźniego.

Według mnichów post ma służyć wzajem­nej miłości. To, co post pozwala zaoszczędzić, na­leży rozdać ubogim i potrzebującym. Tak radzi jednemu ze swych uczniów abba Palladiusz:

W ciągu dnia, gdy pościsz, wystarczy ci chleb, woda i jarzyna. Dziękuj za to Bogu. Oblicz wydatki na jedzenie. Oblicz, ile zaoszczędziłeś w dniu postnym, i daj pie­niądze jakiemuś bratu z obcych stron, wdowie czy wdowcowi, a oni pomodlą się za ciebie.

Podobnie czytamy już w Pasterzu Hermasa, jednym z pierwszych dzieł chrześcijańskich, któ­re powstało około roku 150:

W dniu twego postu zostaw sobie tylko wodę i chleb. Potem oblicz, ile zaoszczędziłeś na wyżywieniu. W ten sposób sam sobie czegoś odmówisz, tak by i ktoś inny miał z tego pożytek, by się posilił i modlił się za ciebie do Pana.

W ujęciu chrześcijańskim jałmużna w rzeczy samej należy do postu. Post zawsze wymienia­ny jest obok modlitwy i jałmużny. Post, modlitwa i jałmużna charakteryzują życie pobożne. Tę trójkę znajdujemy już w judaiz­mie. W Kazaniu na Górze Jezus podejmuje ten temat, nie poddając tych trzech dzieł pobożności jakiejkolwiek prawnej interpretacji i na nowo podaje je swym uczniom (Mt 6,1–18). Tu również obo­wiązuje zasada, że dobre dzieło tylko wtedy jest wartościowe, kiedy nie jest czynione przed lu­dźmi, ale w ukryciu: A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie (Mt 6,4). Jałmużna, post i modlitwa są również według Jezusa sposoba­mi, wskaź­ni­kami, jak mamy Go naśladować. Niemniej, gdy te dzieła pobożne wypełnia się przed ludź­­mi z myślą, by je chwalono i ich autorów ota­czano uznaniem, stają się one bez­war­tościowe. Wtedy człowiek, nawet pełniąc takie dzieła, nie opuszcza siebie samego, prze­suwa jedynie punkt ciężkości na swoje własne zachcianki, na władzę, na znaczenie i uzna­nie u ludzi. Umieszcza to wszystko na innej pła­szczyźnie, a w rzeczywistości ulega pokusie, którą Chrystus Pan pokonał postem na pustyni. Jest to de facto wykorzystywanie Pana Boga i pobożności do zaspokajania swej chęci zna­czenia, posiadania władzy. Przez to asceza przestaje być już prawdziwą ascezą, a staje się ascezą sfałszowaną. Celem prawdziwej ascezy jest po prostu to, byśmy nauczyli się pewnej przepuszczalności, przenikli­wości i elastyczno­ści dla Boga, czystości serca, a także byśmy przystosowali się do czuj­nego i autentycznego życia w Jego obecności.

I jeszcze kilka słów od Ojca Leona Knabita OSB na temat postu 🙂

przeczytaj pierwszy odcinek


Anselm Grün OSB | Post – modlitwą ciała i duszy – kup w księgarni on-line

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl