Praktyczne zalecenia i rozważania o różnych teoriach modlitwy [cz.3]

W modlitwie nie należy lekceważyć pewnych metod elementarnych, które prawie każdemu są potrzebne. Świadomie używam tutaj szerokiego określenia „metody elementarne”, aby nie zacieśniać problemu do ściśle określonych sposobów, bo nie wszyscy takiej pomocy potrzebują. Do metod wprowadzających w świat modlitwy należy lectio divina, modlitwa ustna, rozmyślania wraz z całą gamą różnych systemów, rozbudowanych w ciągu wieków. Oczywiście jedną z najstarszych i najbardziej uniwersalnych szkół modlitwy stanowi dobrze odprawiana liturgia. Dawniej mnisi praktykowali wielogodzinne czytanie, lectio divina, którego materiał stanowiły przeważnie księgi natchnione oraz literatura patrystyczna. Metoda mnisza opierała się na obfitym odżywieniu duchowym, które wraz z oficjum tworzyło harmonijną całość i stwarzało klimat rozmyślania, któremu sprzyjały również zajęcia monastyczne. W tych warunkach modlitwa płynęła swobodnie i nie potrzebowała żadnych ram.

Ta pełna pokoju równowaga została zachwiana na skutek mnożenia różnorakich prac i zajęć. Z trzech zasadniczych elementów tej równowagi, oficjum chórowe–lectio divina–praca, jedne zaczęły się kurczyć, inne rozbudowywać i zmieniać charakter. Rozbudowała się przede wszystkim praca i stała się bardziej apostolska lub naukowa, co absorbowało umysł i mnożyło rozproszenia. Zabierając coraz więcej czasu, praca pochłonęła w dużej mierze lectio divina, stanowiące ważny element duchowości mniszej, a ponieważ oficjum chórowe nie zostało zmienione, zaczęto coraz bardziej odczuwać przeładowanie modlitwą ustną, nie opartą dostatecznie o zaplecze skupienia i przemyślenia. Modlitwa ustna, wyjęta ze swego naturalnego kontekstu, stała się nużąca.

Do XIII w. panował styl modlitwy bazujący na obfitym odżywianiu ducha świętymi myślami, z których modlitwa w sposób naturalny czerpała natchnienie. Zasadnicze zmiany nastąpiły w wieku XIV, kiedy pojawiły się coraz liczniejsze, usystematyzowane metody wprowadzania w modlitwę. Ówcześni autorzy zaczęli tworzyć rozmaite skale i exercitatoria. U schyłku XV w. znany kanonik brukselski Mombart wypowiedział zdanie, że jeśli modlitwa nie oprze się na uporządkowanej serii rozmyślań, to nie będzie dobrą modlitwą. Nie ulega wątpliwości, że zmiany te odpowiadają określonym potrzebom epoki. Ale duch ludzki ulegając pokusie uważania za lepsze tego, co jest przezeń uporządkowane i usystematyzowane, poszedł za daleko, zapominając, że trzynaście wieków chrześcijaństwa modliło się dobrze bez tych systemów i wydało wielu wybitnych ludzi modlitwy. W czasach, które bezpośrednio poprzedziły naszą epokę, z pewnością przeceniano znaczenie ścisłych systemów wprowadzających w modlitwę.

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu w jednym z seminariów ojciec duchowny prowadzący modlitwę kleryków na pół godziny rozmyślania dawał tylko siedem minut modlitwy samodzielnej. Ojciec ów cały czas interweniował: teraz akt taki, a teraz taki, teraz sprawdzenie rozmyślania, a teraz dziękczynienie, teraz prośby i ostatecznie tylko siedem minut zostawało.

Kiedy na zjeździe ojców duchownych we Wrocławiu, prowadząc rekolekcje powiedziałem, że to nie jest konieczne, to znalazłem później na pulpicie karteczkę: „Ojciec głosi doktrynę przeciwną nauce Kościoła”. Wobec tego wziąłem Kodeks Prawa Kanonicznego i wykazałem, że jest tam mowa o oratio mentalis, a to jest termin szerszy oznaczający modlitwę i wewnętrzną myśl. Takie więc panowały przekonania i to w całkiem niedawnym czasie. Nie możemy wyrugować z naszej modlitwy pewnych elementarnych sposobów, takich jak czytanie duchowne, Pismo święte, modlitwa ustna, rozważanie jakiegoś tekstu. Są to najprostsze, najbardziej naturalne metody. Nawet w czasach największego zapału do metod systematycznych nie stały się one najpowszechniejszą szkołą modlitwy ogółu chrześcijan. Nawet w szczytowym okresie ich powodzenia ogólną szkołą modlitwy pozostawała liturgia, modlitwa ustna, czytanie słowa Bożego.

Trzeba jednak uważać, by odejście od metod systematycznych, które charakteryzuje dzisiejsze pokolenie, nie było wyrazem duchowego rozleniwienia i braku gotowości na poważny wysiłek, bez którego dojście do pełniejszego rozwoju modlitwy jest niemożliwe. Czy na drodze systematycznej, czy niesystematycznej, wkład duchowego wysiłku musi być poważny i ciągły. Na żadną bowiem cechę modlitwy Ewangelia i Listy Pawłowe nie kładą takiego nacisku, jak na wytrwałość. Należy również wziąć pod uwagę, że metody systematyczne wypracowane w ciągu wieków przez ludzi znających się dobrze na Bożych sprawach i dziś nie utraciły swej wartości i mogą być stosowane przez wiele osób z dużym pożytkiem. Nie należy tych metod narzucać, ale powinno się je udoskonalać i szukać ich formy autentycznej, niezniekształconej przez ludzi, którzy przyswoili sobie tylko zewnętrzną strukturę systemu, a nie uchwycili jego głębokiej myśli inspirującej, co niestety bywa częste. W ten sposób powstały karykatury i zraziły wielu do metod systematycznych, których właściwie nie znali.


fragment z książki „Wytrwale kochaj Boga”

Materiały dodatkowe:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl