Praktyczne zalecenia i rozważania o różnych teoriach modlitwy [cz.4]

Dzisiejszy człowiek odczuwa wielką trudność w rozwijaniu swego życia modlitwy z powodu braku czasu. W związku z tym dorabia sobie doktrynę znakomicie uzasadniającą postawę rezygnacji ze specjalnego czasu poświęconego modlitwie. Mówi bowiem: „Czy trzeba wciąż rozróżniać, czy to jest modlitwa, czy praca? Czy praca nie jest też modlitwą, jeśli ożywia ją dobra intencja? Ja modlę się, bo pracuję”. To często dziś występująca forma rozwiązania trudnego problemu modlitwy. Dzisiejszy człowiek pragnie rozwiązać go jakby poza czasem, bo cały czas ma należeć do pracy, a modlitwa ma być w niej zawarta implicite. Na uwagę o potrzebie specjalnego czasu na modlitwę odpowiedział ktoś, że przecież św. Franciszek Ksawery przebiegał w swoich podróżach misyjnych Japonię w stanie nieustannego pogrążenia w Bogu i nie musiał w celu nawiązania z Nim łączności przerywać swych prac apostolskich. To całkiem możliwe, ale trzeba też pamiętać, że św. Franciszek Ksawery nie zaczynał od tego. To był już bowiem szczyt jego duchowego rozwoju. Czy mamy więc zaczynać od etapu, na którym kończyli swój bieg święci? Byłoby to niebezpieczne założenie. Ta wygodna i jednocześnie zgubna teoria rozwoju życia duchowego jest dzisiaj rozpowszechniona.

Mówi się, że uświęcamy się przez obowiązki. Bardzo dobre powiedzenie, ale trzeba je właściwie rozumieć. Samo zaś dążenie do uświęcenia nie stanowi specjalnego obowiązku ani problemu, który wymagałby specjalnej uwagi i czasu. Ta fałszywa doktryna jest niebezpieczna, bo prowadzi do całkowitego zagubienia życia duchowego, a nawet do zatracenia wiary w dzisiejszej naturalistycznej atmosferze. Formuła: „uświęcaj się przez zwykłe obowiązki” będzie słuszna, jeżeli obejmować będzie wszystkie obowiązki człowieka i chrześcijanina, a nie tylko tzw. obowiązki stanu. Do obowiązków chrześcijanina należy świadome dążenie do Boga jako do celu życia, świadomy wysiłek, by Boga poznać, uwielbić, żyć z Nim w przyjaźni i poddać się jego woli. Do scalenia jedności całego życia można dojść, ale nie od razu. To scalenie jest możliwe i cała nasza działalność może rzeczywiście stać się modlitwą i aktem uwielbienia Boga, ale pod warunkiem, że nurt modlitwy będzie w naszej duszy tak intensywny i potężny, że wszystkiemu nada swój kierunek. Wówczas będzie można mówić o jedności. Zbyt łatwo jej jednak nie osiągniemy. Na modlitwę potrzebny jest więc specjalny czas. To fundamentalna potrzeba naszej duszy. Nikt nie zaprzeczy, że pożywienie jest dla ciała niezbędne. Każdy kierowca, choćby w wielkim pośpiechu, znajdzie czas, by przystanąć na stacji benzynowej. Wie, że w przeciwnym razie musi ustać w drodze. Tylko gdy chodzi o duszę, przestajemy rozumieć najprostsze rzeczy. Poza tym czas na modlitwę znaleźć musimy nie tylko dlatego, że koniecznie go potrzebujemy, ale i dlatego, że Bóg ma do tego prawo.

Człowiek nie jest przede wszystkim pracownikiem wykonującym swój zawód, ale ze swej natury, z powołania jest adoratorem Boga. Małe Siostry nie chciały przyjąć pracy ponad osiem godzin, chociaż pragnęły solidaryzować się z dzisiejszymi ludźmi w robotniczym świecie, gdyż, jak powiedziała ich założycielka: „Naszym powołaniem nie jest maksimum pracy, ale świadectwo życia robotniczego i chrześcijańskiego, które musi mieć czas na Boga, bo Jego poznanie i uwielbienie jest celem człowieka i chrześcijanina”. Uwielbienie Boga wymaga ofiary z życia, a więc ofiary z czasu, w którym żyjemy. Możemy co prawda modlić się w drodze do pracy albo wykonując ją, możemy się modlić w tramwaju czy w pociągu, ale to nie wystarcza, bo czas ten nie jest całkowicie ofiarowany Bogu. Trudno uwierzyć, by naprawdę miłował Boga ten, kto nie ma dla niego czasu. Każda dziewczyna, nawet najbardziej zapracowana, znajdzie czas, by spotkać się ze swoim ukochanym. Jeżeli by go nie znalazła, to on słusznie będzie wątpił w jej miłość. Człowiek zawsze znajdzie czas na to, co jest dla niego naprawdę ważne.  Jeżeli więc nie znajdziemy czasu na spotkanie z Bogiem, to niezawodnie świadczy o błędnej hierarchii wartości.

Nie jest również bez znaczenia sposób wykonywania pracy. Niektórzy uważają, że dla zachowania modlitewnego skupienia należy pracę wykonywać powoli. Jest to błąd, gdyż praca wykonywana zwinnie i szybko nie przeszkadza w życiu modlitwy, które wcale nie wymaga ciągłego pontyfikowania. Przeciwnie — działanie z energią jest pomocą w życiu modlitwy.  Przeszkodą z pewnością jest jednak pośpiech, bo ten kto pracuje w ciągłym pośpiechu, nigdy nie żyje chwilą obecną, ale wciąż wybiega naprzód ku temu, czego jeszcze nie ma. Zamiast linii pionowej, łączącej moment teraźniejszy z rzeczywistością Boga, jego życie przebiega wzdłuż linii poziomej. Nie da się w pośpiechu zachować wewnętrznego pokoju. Należy więc uważać na przyjmowanie prac terminowych, zwłaszcza gdy terminy te są napięte.

Czynnikiem zdecydowanie negatywnie wpływającym na życie modlitwy jest praca bezładna, niezdyscyplinowana, rozkojarzona i to niezależnie od tempa jej wykonywania. Nieład rozprasza. W domu zakonnym, gdzie nie ma ducha solidnej, uładzonej pracy, będzie trudno o prawdziwego ducha modlitwy. W atmosferze nieładu praca przeplata się z obijaniem się, jak ma to miejsce w wielu urzędach, więzadła duchowe rozluźniają się i słabnie moc ducha. W takiej atmosferze trudno o integrację modlitwy i pracy w jedną żywą syntezę, bo nie może ona powstać w stanie wewnętrznego rozluźnienia. Powstaje ona tylko pod napięciem. Tylko napięta struna wydaje dźwięki i dźwięczą w niej wszystkie części naraz. Na strunie miękko zwisającej nie zagra nikt, nawet największy artysta.


fragment z książki „Wytrwale kochaj Boga”

Materiały dodatkowe:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl