Praktyczne zalecenia i rozważania o różnych teoriach modlitwy [cz.5]

Problem oschłości w modlitwie jest zawsze aktualny, a w czasach obecnych może jeszcze bardziej aktualny niż dawniej, bo dzisiejszy styl życia wysusza źródła modlitwy. By rozważyć problem oschłości, trzeba najpierw zdać sobie sprawę z tego, że w pewnej mierze oschłość jest stanem normalnym na tej ziemi, bo żyjemy w stanie wiary. Gdy Pismo chce nam dać całościowe ujęcie naszego życia na ziemi, posługuje się obrazem przejścia ludu Bożego przez pustynię, gdzie z rzadka tylko rozsiane były cieniste oazy i źródła wód. Ten obraz obowiązuje do końca czasu. Potrzebny nam realizm wiary, który się nie dziwi, że na pustyni jest sucho, a przechodząc przez nią, trzeba znosić żar słoneczny, pragnienie i znużenie, że źródła wód są rzadkie i mają jedynie wzmacniać nasze siły do dalszego marszu. Ten fundamentalny realizm chrześcijański jest kluczowy dla zachowania właściwej postawy w życiu duchowym, podtrzymania wytrwałości i męstwa, a także dla powściągnięcia nieumiarkowanych pragnień pociech duchowych. Gdy jednak oschłość przedłuża się, nie wolno obok tego problemu przejść bez poważnego zastanowienia się nad nim, gdyż może on mieć różne przyczyny, które mają duże znaczenie dla naszego życia duchowego. Ponadto trwająca długo oschłość może doprowadzić do oziębłości.

Niektórzy szczycą się tym, że idą twardą drogą nagiej wiary, bez pociech duchowych i stale przeżywają stan oschłości. Nie należy tego rodzaju pochwał przyjmować bez zastrzeżeń, bo może ci sami ludzie, gdyby mieli trochę więcej gorliwości i byli bardziej umartwieni i wierni modlitwie, mieliby więcej potrzeb duchowych. Nie otrzymują ich jednak, bo są zbyt oziębli. Gdy więc oschłość jest trwała, nie należy z góry zakładać, że wszystko jest w porządku, że to tylko doświadczenie naszej wiary. Należy się zastanowić, czy nie stoją za tym inne przyczyny i czy nie ma w tym naszej winy. Przyczyny oschłości mogą być różne. W naszych czasach często wynika ona ze stanu duchowego niedożywienia. Człowiek zapracowany od rana do wieczora nie znajduje czasu, ochoty i siły, by serce i umysł ożywić Bożymi prawdami. Na skutek tego jego życie duchowe stopniowo wygasa. Oschłość w życiu modlitwy może powstać również z nadmiaru gorliwości. Człowiek zajmuje się wieloma rzeczami, których nikt od niego nie żąda, a potem skarży się na problemy ze skupieniem i oschłość w modlitwie. Pracuje ciężko i gorliwie i może nawet pozyskuje sympatię innych, ale nie zadaje sobie pytania, czy rzeczywiście Pan Bóg od niego tego wszystkiego żąda, czy to, co tak ofiarnie spełnia, jest zgodne z Jego wolą. Inną przyczyną oschłości jest lenistwo duchowe. Brak męstwa i wytrwałości w dążeniu do pełnego rozwoju modlitwy to przyczyna bardzo powszechna. Dzisiejsze czasy wymagają zwrócenia szczególnej uwagi na pewne ukryte i subtelne przyczyny zanikania życia modlitwy w naszej cywilizacji. Wiadomo, że między rozwojem życia modlitwy a umartwieniem zmysłów istnieje ścisły związek. Niestety, w praktyce ignoruje się to prawo życia duchowego. Trzeba też zbadać, czy nie ma w naszej duszy utajonych przeszkód, o których już mówiliśmy, jak na przykład niechęć do któregoś z domowników, jakieś niewłaściwe przywiązanie, które uniemożliwia bliższy kontakt z Bogiem.

Na zakończenie pragnę podkreślić, że właściwie chodzi o rzecz bardzo prostą. Ci, którzy umieli się modlić, nie nauczyli się tej sztuki na drodze jakichś specjalnych i skomplikowanych studiów. Nauczyć się modlitwy można jedynie modląc się i ktokolwiek będzie to wytrwale czynił, tak jak potrafi, ten nauczy się modlić. Biedą naszą nie jest to, że nie wiemy, co mamy czynić, ale że nie czynimy tego, co jest dobre i co czynić powinniśmy. Wiele wątpliwości i niejasności rozwiewa się przez odważną decyzję wykonania tego, co jak wiemy, należy uczynić. Aby zobaczyć, co się znajduje za zakrętem, nie należy długo rozprawiać ani wytężać wzroku, ale należy do tego zakrętu dojść, a wówczas ukaże się nam to, co jest dalej. Tak samo jest w życiu duchowym. Problemy nasze rozwiązują się tylko w marszu. Trzeba więc zawierzyć Temu, Który nas powołał, i ruszyć w drogę.


fragment z książki „Wytrwale kochaj Boga”

Materiały dodatkowe:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl