Proszę zwrócić uwagę, jak często nasza agresja wobec innych, jest spowodowana złością wobec siebie samych…

Możemy w Piotrze i Pawle odnaleźć samych siebie. Piotr to zwyczajny człowiek, ma swoją pracę – jest rybakiem. My też pracujemy, tkwimy w społeczeństwie i jesteśmy normalnymi, uczciwymi ludźmi. Najczęściej nie jesteśmy fanatykami, może czasem się zacietrzewiamy nad pewnymi sprawami, ale w pewnym momencie spotykamy Jezusa.

Nie raz bardzo wcześnie, jako małe dziecko, i potem nasza religijność jest taka tradycyjna, przekazana nam przez kogoś. I jest tak, dopóki nie przyjdzie takie specjalne spotkanie z Panem.

A czasem jesteśmy bardzo ostro nastawieni względem rzeczywistości, mamy swoje przekonania, irytuje nas to, co jest inne, co się nam sprzeciwia, a kiedy ktoś na takie nasze zachowanie odpowiada złością na nas, to powoduje eskalację niechęci, agresji. Okazujemy się wszyscy na wszystko wściekli: i na Kościół, i na państwo, czasem i na męża czy żonę, na rodzinę, na szkołę. O co w tym chodzi? O to, że taki z nas fanatyk, jeśli chodzi o własne przekonania, co to jest prawda.

Taki człowiek też czasem spotka Pana Jezusa w sposób całkiem nieoczekiwany, jak to mówią: przypadkowo, no ale przypadki są tylko w gramatyce. „Przypadkami” zawsze ktoś steruje, to zupełnie jasne. To spotkanie jest pierwszym elementem, dzięki któremu już można mówić o wejściu na drogę do świętości. Co prawda jesteśmy też od czasu do czasu trochę jak ci uczniowie w drodze do Emaus którzy idą z tym Wędrowcem, niektórzy już długie, długie lata, i nie wiedzą, kim On jest.

leon_knabit_cytat

Często się to i nam, mnichom, zdarza. Ufamy, że może w momencie powołania Chrystus tak nas bardziej dotknął, „szturchnął” nas tak, że trudno byłoby teraz powiedzieć, że Go nie spotkałem. Gdybym Go nie spotkał, nie przyszedłbym tutaj, ale potem już jest różnie z tym poznawaniem Jezusa. Bardzo często idzie się jakoś z tym Kościołem, idzie się z Chrystusem, komunię świętą się przyjmuje, ale Pana Jezusa widzi się jak na tym ładnym obrazku: uczesany z przedziałkiem, bródka ładnie skręcona, seledynowa szatka, złoty rąbek i z serca krew kapie. Często się infantylizuje swoje życie wiary, nawet jeśli nasze życie codzienne już nas ponad ten obrazek prowadzi. Dlatego potrzebne nam jest, jako punkt odbicia, spotkanie Jezusa. Czasem może być tak gwałtowne, że w tym momencie poczuję, że zupełnie inaczej patrzę na Boga, Kościół, na wszystko. Po spotkaniu ważna staje się druga sprawa: trwanie z Jezusem mimo wszystko.

Kiedy patrzymy na losy św. Piotra, to widzimy, że on wcale nie był taki święty. Spotkanie z Jezusem nie spowodowało, że od razu był godny kanonizacji, jeszcze za życia.

Dla wielkiej pociechy nas wszystkich, przytoczyłem wcześniej to zdanie bpa Rysia mówiące, że doskonałość jest na końcu życia. Często irytujemy się, patrząc na siebie i na innych (częściej na innych niż na siebie), że „Już dotknął, zobaczył, spotkał się i co? I w kółko te same grzechy!”. Często spowiednik jak jest poirytowany, bo ktoś przyjdzie z poważniejszymi grzechami, to krzyczy: „Jak mogłeś?!”. A prawda jest taka, że jak zrobił, to znaczy, że mógł. Nie należy krzyczeć, tylko pomóc wyjść z tego.

Często krzyczymy na innych, bo na siebie jesteśmy wściekli. Proszę zwrócić uwagę, jak często nasza agresja wobec innych, jest spowodowana złością wobec siebie samych. Jestem zły, że ze sobą nie mogę sobie dać rady, i rzeczywiście nie mogę. Nawet jak już mam takie malutkie problemy, bo Pan Bóg daje łaskę, żebym ciężkich grzechów nie popełniał, ale ja jestem strasznie zawstydzony, że nawet tych drobnych rzeczy nie mogę z siebie wyrzucić. Może dlatego, żebym nie myślał, że już jestem święty. A tak to wiem, że jeszcze nie, a to bardzo upokarza człowieka.

A więc bez względu na to, czy jestem jako tako dobry, czy też to dobro nie za bardzo mi wychodzi i wciąż się potykam, ciągle mogę na nowo, jak w tej piosence religijnej, starać się podnosić.

A teraz jeśli chodzi o Pawła-Szawła, to też nie było między nimi zawsze zgody, pokłócili się też czasem. Chociaż Piotr z Panem Jezusem się spotkał, to potem się Go zaparł. Jeszcze jak był blisko, Pan Jezus mu powiedział: „Musisz uważać, pilnować się”. Piotr odpowiedział: „Panie, choćby wszyscy Cię opuścili, ja się nie zaprę”. Jezus wtedy odparł: „Piotrze, zanim kogut trzy razy zapieje, ty trzy razy się mnie zaprzesz”. A on Panu na to, że nie, że na śmierć z Nim pójdzie.

A potem zwyczajna dziewka służebna, jak to się mówiło wtedy, wytknęła Piotra palcem, że chodził z Jezusem a ten mówi, że to nieprawda. Proszę zwrócić uwagę, że to jest sytuacja bardzo dramatyczna i tragiczna, a Pismo Święte przedstawia ją tak groteskowo. Tu dzieją się nadzwyczajne rzeczy, Bóg-człowiek umiera, zostaje zdradzony i jednocześnie ten Piotr z kogucim „kukuryku!”. To przebija balon pychy i – apostoł zaczął gorzko płakać. A on widział przecież Przemienienie na Górze Tabor, on ujrzał w Chrystusie świętość Boga. Z jednej strony człowiek się zżyma na to zachowanie Piotra, a z drugiej strony oddycha z ulgą – uff, taki też może być świętym. To może ja też mam szansę.

I potem, jak Jezus mu już przebaczył, on dalej był taki raptus i bardzo przywiązany do ludzkiej opinii. Jak już było wiadomo, że w Kościele mają być nie tylko Żydzi, to jak Piotr był z tymi nawróconymi z pogan, to nie przestrzegał tak rygorystycznie przepisów czystości rytualnej. Ale jak tylko przybyli tam rygoryści z otoczenia św. Jakuba, to od razu się wycofał z tego zachowania, i Paweł zwrócił mu uwagę: „Piotrze, jak to jest? Ty, Głowa Kościoła, udajesz? Trzymaj się. Dla wszystkich bądź taki sam!”. W twarz mu się przeciwstawił. Na szczęście święci mogą się pokłócić między sobą, byle pobożnie. Paweł pokłócił się też z Barnabą o Marka. Jeden chciał go zabrać w drogę, drugi nie chciał. Nie przeszkodziło im to na szczęście w głoszeniu Ewangelii.

Paweł już jako apostoł był bardzo jednoznaczny. U niego można raczej zwracać uwagę na szaloną odporność na wszystkie ciosy otrzymywane ze względu na prawdę, na Boga, na lud. Napisał nawet, że wolałbym sam być odłączony od Chrystusa (Rz 9,3), byle jego lud został uratowany. Miłość wielka, prawdziwa to jest wytrwanie aż do końca.


Fragment książki Weź się w garść, bądź święty


Leon Knabit OSB – ur. 26 grudnia 1929 roku w Bielsku Podlaskim, benedyktyn, w latach 2001-2002 przeor opactwa w Tyńcu, publicysta i autor książek. Jego blog został nagrodzony statuetką Blog Roku 2011 w kategorii „Profesjonalne”. W 2009 r. został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

komentarz

napisz komentarz
  • To co przyprawia nas o wsciekłość to bezsilność i poniżenie. Bezsilność wobec jawnego zgorszenia , złodziejstwa i nepotyzmu
    Poniżenie – bo podzielono ludzi na lepszy i gorszy sort. Publicznie i oficjalnie. Kościół katolicki akceptuje słowami swoich pasterzy ten stan , czerpie z niego korzysci materialne , popiera faszyzm i nacjonalizm – polak – katolik . Tak jakby polakiem nie był protestant, prawosławny czy muzułmanin lub ateista. Myli głoszenie religii z przymusem poddania się jej zasadom przez osoby do niej nie należące. Osoby nie będące autorytetem epistemicznym przedstawiają swoje prywatne fobie i wyobrażenia jako fakty. Żałosną jest też czołobitność wobec władzy , specjalne miejsca w prezbiterium dla kapłanów i polityków którzy raczyli zaszczycić . W tym ujęciu jest to państwowy kościół polskokatolicki. Na pewno nie jest powszechny i rzymski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl