Przebaczenie w życiu wspólnym. Niewystarczalność zasady „nieczynienia zła”

Kiedyś podczas rekolekcji, w konferencji o wspól­nocie, powiedziałem: „Przebaczenie jest najbardziej pożądaną cnotą w życiu wspólnym”. Po konferencji przyszła do mnie starsza zakonnica i powiedziała, że się nie zgadza z moim zdaniem. Uważała, iż najbardziej potrzebna jest we wspólnocie zasada: „Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe”. Myślę, że wyraziła w ten sposób naturalne nastawienie ludzi w relacjach z bliźnim. Zazwyczaj chcemy dobrze i tego samego oczekujemy od innych ludzi. W życiu wspólnym chodzi przecież o czynienie dobra drugim. Zasada negatywna, aby nie czynić drugim zła, co wydaje się tożsame z tym, co mi nie jest miłe, czyli co sam uważam za zło – traktowana bywa jako oczywisty warunek wstępny i dlatego stawia się ją na pierwszym miejscu. Niewątpliwie jest to zasada fundamentalna i ze wszech miar godna polecenia. Jest ona znana już Konfucjuszowi i Herodotowi. Podaje ją również Talmud babiloński:

Co dla ciebie nienawistne, nie czyń tego bliźniemu. W tym jest cała Tora (rabbi Hillel).

W Piśmie Świętym podobnie Tobiasz starszy radzi synowi:

Czym sam się brzydzisz, tego nie czyń nikomu (Tob 4,15).

Natomiast w Ewangelii św. Mateusza odnajdujemy pozytywne wyrażenie tej zasady:

Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie. Albowiem to jest istota Prawa i Proroków (Mt 7,12).

Zasada ta jest powiązana z przykazaniem miłości bliźniego: będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego (zob. Mt 22,39; por. Rz 13,9; Kpł 19,18), która wraz z przykazaniem miłości Boga jest wypełnieniem całego Prawa (por. Mt 22,40). Święty Łukasz natomiast podaje ją w kon­­tekście miłości nieprzyjaciół (zob. Łk 6,31).

W dosłownym brzmieniu odnajdujemy tę zasadę w Regule św. Benedykta (zob. RegBen 61,14).

Niewystarczalność zasady „nieczynienia zła”

Niemniej, jeśli się przyjrzymy życiu, to okazuje się, że ta zasada nie wystarcza. Przede wszystkim dlatego, że bardzo często powstają urazy spowodowane przez kogoś nieświadomie. Ten, kto uraził w ten sposób, nie ma poczucia winy. Niczego złego nie chciał i dzia­łał zgodnie z zasadą nieczynienia tego, co jemu samemu byłoby niemiłe. Uraził drugiego tym, czego sam nie jest świadomy, czy to swoją postawą, czy niewłaściwym tonem, złym zrozumieniem, czy przez to, że powiedział akurat coś, co boleśnie dotknęło słuchającego. Nie zawsze uraza, zranienie, ból spowodowany spotkaniem z drugim są zawinione przez niego. Bardzo często wynikają z niespodziewanej wrażliwości słuchającego, z jego wcześniejszego zranienia, a czasem są swoistym wyborem „słusznej pretensji do świa­ta i innych ludzi”, co zapewnia człowiekowi jako pokrzywdzonemu poczucie własnej niewinności.

Jeżeli spojrzymy na tę zasadę od strony pozytywnych gestów ludzkich, to także zauważymy trudności. Bywa tak, i to nierzadko, że ktoś, chcąc zrobić komuś coś dobrego, robi akurat coś, czego ten człowiek bardzo nie lubi, a czasem nawet go obraża. Bardzo dobrze o tym wiedzą dyplomaci mający kontakt z ludźmi odmiennych kultur i tradycji. Podobne problemy powstają także w zwykłych spotkaniach.

Najczęściej jednak zranienia wy­nikają ze zwykłego niezrozumienia, niewłaściwego odczytania intencji mówiącego, doszukiwania się jakiejś aluzji czy złośliwości tam, gdzie jej w istocie nie ma. Niekiedy mają swe źródło w niespełnionych oczekiwaniach, jakie ktoś miał w stosunku do drugiego człowieka. Wszystko odbywa się zgodnie z zasadą „nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe”, a zranienie czy uraza mimo to powstają.

Oczywiście, można powiedzieć, że mówiący czy czyniący coś powinien przewidzieć ewentualne złe skutki swego czynu lub słów. Niewątpliwie, trzeba jakoś przewidywać konsekwencje swojego postępowania i to jest oczywiste. Czy w ogóle jednak da się przewidzieć, jak ktoś zrozumie nasze słowa, co uczyni z naszą wypowiedzią? Czy możemy wiedzieć, jakie istnieją zranienia w sercu drugiego człowieka? Jak on skojarzy naszą wypowiedź lub gest? Myślę, że w pełni nie jesteśmy w stanie tego wszystkiego przewidzieć i uwzględnić.

Zasadę „nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe” trzeba odnieść także do tego, kto słucha. Nie powinien on podkładać fałszywych intencji mówiącemu, bo sam przecież nie chciałby, by ktoś tak traktował jego wypowiedzi.

W tym miejscu warto jeszcze przypomnieć o innym zagrożeniu dla tej zasady, które już dawno temu Syracydes nazwał „trzecim językiem”. Jest to bardzo częsta przyczyna nieporozumień pomiędzy ludźmi. Szekspir uczynił z tego główny wątek tragedii pt.: Otello. Biblijny Mędrzec mówi dostatecznie wyraźnie i jego wypowiedź nie wymaga komentarza ani uzupełnienia:

Przeklinajcie potwarcę i człowieka o dwoistej mowie,
zgubił bowiem wielu żyjących w zgodzie.
Trzeci język wielu unieszczęśliwił
i skazał ich na tułaczkę od narodu do narodu,
burzył miasta potężne
i domy możnych obalił.
Trzeci język oddalił żony od mężów
i pozbawił je owocu ich trudów.
Kto nastawia mu ucha, nie znajdzie spoczynku
ani nie będzie mieszkał spokojnie.
Uderzenie rózgą wywołuje siniec,
uderzenie języka łamie kości.
Wielu padło od ostrza miecza,
ale nie tylu, co od języka.
Szczęśliwy, kto przed nim był zasłonięty,
kto nie doświadczył jego złości
i nie był związany jego pętami.
Jarzmo jego – to jarzmo żelazne,
a pęta jego są pętami z brązu.
Okrutną śmierć on zadaje,
nawet Otchłań jest lepsza od niego,
nie opanuje on bogobojnych
i nie będą się palili w jego płomieniu.
Natomiast ci, którzy Pana porzucają, weń wpadną,
zapali się w nich i nigdy nie wygaśnie;
jak lew będzie przeciw nim wysłany
i rozszarpie ich jak pantera.
Uważaj! Otocz posiadłość swą płotem z cierni,
srebro swoje i złoto mocno zawiąż;
słowom twoim spraw wagę i ciężarki,
a ustom spraw drzwi i zasuwę!
Bacz, abyś przez język się nie potknął
i byś nie upadł przed tym, kto ci gotuje zasadzkę
(Syr 28,13–26).

O tym pouczeniu Mędrca dobrze byłoby pamiętać na co dzień i wykorzystywać je praktycznie. Wspólnoty muszą być uwrażliwione na niegodziwość „trzeciego języka”, a przełożeni powinni dobrze przemyśleć słowa, że kto nastawia mu ucha, nie znajdzie spoczyn­ku ani nie będzie mieszkał spokojnie (Syr 28,16).

W kontaktach z drugim człowiekiem nie zawsze chodzi o „miłą” wzajemną więź. Przysłowie mówi, że „prawda w oczy kole”. Jeżeli prawda jest zasadniczym wymiarem spotkania, to, niestety, muszą pojawić się i „kolce”. W tym przypadku „to, co niemiłe”, jest potrzebne dla dobra bliźniego. Gdybym ze względu na zasadę „nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe” nie powiedział mu ważnej prawdy, to bym go skrzywdził. W Piśmie Świę­tym znajdujemy wyraźne wezwanie do upomnienia braterskiego, i to zarówno w Starym (zob. Kpł 19,17), jak i w Nowym Testamencie (Mt 18,15; Łk 17,3; 1 Tm 5,20). Trzeba czasem, powiedzieć bliźniemu gorzką prawdę z uwagi na jego dobro.

Widzimy zatem, że zranienia, urazy, doznawanie zła od innych ludzi mogą pojawić się w życiu niekoniecznie w sposób zawiniony. Istnieją „dramatyczne zderzenia”, w których „racja” subiektywna jest po obu stronach. Sama zasada „nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe” nie jest w stanie rozwiązać problemu. Ze zranieniami trzeba jednak coś zrobić.


Włodzimierz Zatorski OSB „Przebaczenie”

Inne publikacje Ojca Włodzimierza:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl