Przebaczenie w życiu wspólnym. Przebaczenie jako lekarstwo

Wydaje się, że trzeba pozytywnie podejść do sytuacji konfliktu, urazy, nieporozumienia. Nie wystarczy przeczekać. Uraza bowiem pozostaje i zatruwa dalsze spotkania, uniemożliwia wzajemną otwartość. Podobnie jak niezabliźniona rana naraża człowieka na wszelkie możliwe zakażenia, tak też pozostawiona uraza wystawia człowieka na pokusy Złego. Szatan skrupulatnie wykorzystuje takie sytuacje, aby wprowadzać coraz większe nieporozumienia, aż do nienawiści.

Pierwszym pozytywnym krokiem w sytuacji zranienia jest modlitwa. Niestety, ludzie często o tym zapominają. Nieco dalej powiemy o niej jako o szkole chrześcijańskiego życia i o miejscu odnajdywania braterstwa. Tutaj warto przypomnieć, że sam Pan Jezus wzywa nas do modlitwy za nieprzyjaciół:

Lecz powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają (Łk 6,27–28).

Modlitwa jest pierwszym, niezbędnym kro­kiem. Ona buduje podwaliny spotkania z dru­gim człowiekiem. Jeżeli nawet ten drugi nie zechce się spotkać, to przecież przynajmniej po­może mi leczyć wewnętrzne rany. Niezmier­nie ważna jest też modlitwa za siebie w sytuacji, gdy nie radzę sobie ze swymi ranami.

Trzeba jednak gestu wykraczającego poza samo pragnienie, nawet wyrażone w modlitwie. Niektórzy proponują na przykład przeproszenie. Jest to bardzo szlachetne podejście i ze wszech miar godne polecenia. Ale jeśli ktoś uważa, że „nie ma za co przepraszać”, że raczej drugi powinien go przeprosić, to co zrobić? Nie mówimy tutaj o formalnym wypowiedzeniu „przepraszam”, bez wewnętrznego przekonania. Wiemy, jak trudno przepraszać wówczas, gdy chodzi o prawdziwą winę. O ileż trudniej przepraszać, gdy się nie ma takiego przekonania. Potrafią to robić tylko ludzie prawdziwie pokorni. Oni wiedzą, że w konflikcie wina jest prawie zawsze po obu stronach. I choćby moja wina była tylko w jednym procencie, to warto od przeproszenia rozpocząć. Bywa jednak, iż mamy do czynienia z człowiekiem chorym psychicznie i przeprosiny mogą tylko utwierdzać go w prze­konaniu, że jest przez wszystkich prześladowany.

Istnieje rozwiązanie dżentelmeńskie, często utożsamiane z tolerancją. Jest to dzisiaj bardzo modne słowo. Słownik Języka Polskiego PWN (Warszawa 1995) mówi o niej: „uznawanie czyichś poglądów, wierzeń, upodobań, czyjegoś postępowania, różniących się od własnych; wyrozumiałość”. Tolerancja może mieć różny wymiar duchowy. Wydaje się jednak, że najczęściej przyjmuje formę pewnej obojętności na to, co robi drugi człowiek: „Niech sobie robi, co chce, mnie to nie obchodzi. Ja robię swoje”. Ta postawa wywodzi się z indywidualistycznego podejścia do świata. Niszczy w życiu wspólnym najbardziej fundamentalną więź, jaką jest braterska miłość, która zawiera w sobie wzajemną odpowiedzialność za siebie. Wspólnota przemienia się wówczas w to­wa­rzystwo indywidualistów, w którym brak wrażliwości na obiektywną prawdę i dobro. Jest to oczywiście niezgodne z ewangelią, wzy­wającą do odpowiedzialności za drugiego. Nie można tolerować u brata „byle czego”. Pismo Święte, zarówno Starego jak i Nowego Testamentu nakłada na nas obowiązek „napomnienia braterskiego”. Inaczej stajemy się winni „cudzego grzechu”. Nasza więź z Bogiem i bliźnimi musi opierać się na prawdzie i rzetelnym dobru.

Potrzeba zatem postawy, która w imię dobra i prawdy oraz wzajemnej miłości przełamie impas powstały na skutek „dra­ma­tycz­ne­go spotkania”. Tutaj pojawia się myśl o przebaczeniu jako lekarstwie. Nie chodzi jedynie o klasyczne przebaczenie, będące gestem oso­by rzeczywiście pokrzywdzonej względem krzyw­dziciela. Jest to niewątpliwie najbardziej podstawowy wymiar tej postawy, ale jej nie wyczerpuje. W większości sytuacji nie jest łatwo rozpoznać prawdziwą winę, odróżnić winowajcę od pokrzywdzonego. Bardzo często mamy do czynienia z obopólnym pokrzywdzeniem. A do tego – jak to już mówiliśmy – nie zawsze istnieje poczucie winy czy nawet świadomość zranienia drugiego człowieka. Większość sytuacji życiowych nie jest klarowna i trudno w nich uchwycić obiektywną winę.

Potrzebna jest właściwa wewnętrzna postawa człowieka, który doświadcza zranienia, postawa „niechowania urazy”, a nawet więcej – „niedopuszczania do powstania uraz” także wówczas, gdy coś nas zabolało. Taki jest chyba sens słów:

Jeśli cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi. Jeśli zabiera ci płaszcz, nie broń mu i szaty (Łk 6,29).

Nie chodzi w nich przecież o pobłażanie złu, ale o wewnętrzną wolność od agresji wobec tego, kto nam wyrządza zło. Nie może to być jedynie obojętność na słowa, czy zachowanie innych. Taka obojętność odcina nas od drugiego człowieka i tym samym niszczy więź wzajemnej miłości we wszystkich jej wymiarach. Jeżeli on sam i to, co do nas mówi, nie jest nam obojętne, to może pojawić się nawet ból przy trudnym spotkaniu. Przebaczenie przyjmuje ten ból i w imię miłości potrafi go ukoić, nie pozwala, by przekształcił się w trwałą urazę, nie dopuszcza urazy do serca.

W przebaczeniu staramy się zrozumieć drugiego człowieka, uwzględniając sytuację, w jakiej padły raniące nas słowa. Chodzi tu jednak o coś bardziej podstawowego niż zrozumienie. Ma to być gest, który jest obecny nawet wówczas, gdy nie po­trafimy zrozumieć winy. Wyraża on wówczas na­dzieję i wiarę w dobrą wolę człowieka oraz w to, że dobro i porozumienie jest ważniejsze i bar­dziej realne niż własne racje i wszelka niechęć lub wrogość. Jest to zgodne z duchem zasady, którą pozostawił nam Pan Jezus:

Jeśli brat twój zawini, upomnij go; i jeśli będzie żałował, przebacz mu. I jeśliby siedem razy na dzień zawinił przeciw tobie i siedem razy zwrócił się do ciebie, mówiąc: „Żałuję tego”, przebacz mu (Łk 17,3n).

Jedynym warunkiem wstępnym, jaki podaje tutaj Chrystus, jest prośba o przebaczenie. W rozmowie ze św. Piotrem (Mt 18,21n) nie ma mowy o żadnych warunkach ani żadnych ograniczeniach czy usprawiedliwieniach ewen­tualnego braku przebaczenia. Św. Jan Chryzostom, komentując te słowa Pana Jezusa, powiedział: „Ty powinieneś być gotów więcej razy przebaczyć, niż drugi jest w stanie cię skrzywdzić”.

Przebaczenie tak rozumiane jest drugim krokiem i niejako wynikiem modlitwy. Jednocześnie przygotowuje dalsze kroki, jakimi są zrozumienie i dialog. Ważne jest, aby człowiek nie zamykał się w sobie ze swoimi ranami. Trzeba o nich z kimś porozmawiać, przedstawić je czyjemuś osądowi, aby zobiektywizować i wyjść z zamknięcia w subiektywności.


Włodzimierz Zatorski OSB „Przebaczenie”

Inne publikacje Ojca Włodzimierza:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl