Przyszłość modlitwy Jezusowej wiąże się nie tylko z przywróceniem więzi pomiędzy podzielonymi chrześcijanami, ale nade wszystko z uwielbieniem naszego Pana

W 1884 r. w Kazaniu wydano malutką książeczkę opatrzoną tytułem Szczere opowieści Pielgrzyma jego ojcu duchownemu. Tekst został przepisany przez ojca Paisjusza, ojca z klasztoru św. Michała w Kazaniu z rękopisu, który należał do jakiegoś mnicha z Góry Athos. Z pewnych aluzji poczynionych w tekście przez anonimowego autora zdaje się wynikać, że dziełko powstało po wojnie krymskiej, ale przed zniesieniem pańszczyzny – czyli między 1855 a 1861 r.

Pielgrzym (strannik) opisuje swoją odyseję po Rosji; wędruje po tym kraju mając jedynie torbę z suchym chlebem i Biblię. W jakimś klasztorze Pielgrzym spotyka starca (ojca duchownego) i pyta go, w jaki sposób mógłby zachować nakaz Apostoła Nieustannie się módlcie. Starzec wręcza mu Dobrotolubije i wyjaśnia zasady praktyki modlitwy Jezusowej. Stopniowo poddaje go, by tak rzec, coraz surowszej dyscyplinie tej modlitwy. Pielgrzym musi najpierw recytować ją 3 000 razy dziennie, później 6 000 razy a w końcu 12 000 razy dziennie. Wreszcie Pielgrzym zaprzestaje liczenia kolejnych wezwań i formuła Panie Jezu Chryste, Synu Boga, zmiłuj nade mną grzesznikiem łączy się z każdym jego oddechem, każdym uderzeniem jego serca. Nadchodzi moment, w którym żadne z tych słów nie jest wymawiane: milkną wargi i nie pozostaje nic innego, jak wsłuchać się w mowę serca. I tak modlitwa Jezusowa staje się dla Pielgrzyma pokarmem w czas głodu, napojem w pragnieniu; daje mu odpoczynek, kiedy jest zmęczony, ratuje go przed wilkami i innymi niebezpieczeństwami; ona staje się jego natchnieniem i światłem w spotkaniach z ludźmi, w rozmowach z osobami prostymi jak on sam. Oto kilka najbardziej charakterystycznych fragmentów.

Przez dwa dni było mi niezmiernie trudno, ale potem stało się tak jakoś lekko i wspaniale, że gdy nie wypowiadałem słów modlitwy, pojawiała się jakaś potrzeba, aby od nowa odmawiać Jezusową modlitwę, a wymawianie jej stało się łatwiejsze i lżejsze, już nie tak jak dawniej z przymusem.

Potem zacząłem odczuwać lekki ból w sercu, a w myślach tak wielką miłość do Jezusa Chrystusa, iż wydawało się, że gdybym Go ujrzał, to rzuciłbym się Mu do Jego nóg i nie wypuściłbym ich ze swych rąk, całując je słodko do łez, i dziękowałbym, że daje On czerpać taką radość ze swego imienia, ze swej łaski i miłości, swojemu niegodnemu i grzesznemu stworzeniu. Następnie zaczęło się pojawiać w sercu jakieś zbawienne ciepło i rozchodziło się ono po całej piersi.

Niekiedy bywało, że coś rozkosznie wrzało w sercu, taka była w nim lekkość, wolność i uciecha, że cały się zmieniałem i byłem zatopiony w zachwycie. Niekiedy czułem płomień miłości do Jezusa Chrystusa i do wszelkiego Bożego stworzenia. Kiedy indziej sam z siebie wylewałem słodkie łzy dziękczynienia Panu, który umiłował mnie, potępionego grzesznika. Niekiedy moje wcześniejsze głupie rozumowanie tak się rozjaśniało, że łatwo pojmowałem i rozmyślałem o tym, o czym wcześniej nie mogłem nawet pomyśleć. Czasem słodkie ciepło z serca rozlewało się po całym moim ciele i z rozrzewnieniem czułem przy sobie wszędzie bożą wszechobecność. Zdarzało się, że odczuwałem wewnątrz siebie wielką radość z przyzywania do imienia Jezusa Chrystusa i doświadczałem co znaczą wypowiedziane słowa: królestwo Boże jest w was (Łk 17,21).

Czy Opowieści Pielgrzyma rzeczywiście są autobiografią? A może są jakąś duchową powieścią czy dziełkiem propagandowym? Jeśli tak, to w jakich kręgach książka ta powstała? To są pytania, na które nie potrafimy udzielić odpowiedzi. W tej książeczce jednak nie wszystko zostało powiedziane równie szczęśliwie. Modlitwa Jezusowa jest przedstawiona tak, jak gdyby działała ex opere operato. Teolog, igumen czy ksiądz dźwigający ciężar odpowiedzialności za dusze, wypowiedziałby się z większą roztropnością. A jednak trudno pozostać nieczułym na świeżość tego opowiadania, jego rozbrajającą szczerość, niezwykłe duchowe piękno i wreszcie literacki talent autora.

Opowieści Pielgrzyma mają ciąg dalszy. Druga część, przypisana temu samemu autorowi, została opublikowana 27 lat po pierwszej części i w równie niejasnych okolicznościach. Jednak część druga bardzo różni się od pierwszej: autor wdaje się w spekulacje teologiczne, przedstawia rozmowy toczone między innymi przez profesora i starca. Części drugiej brak naiwności i uroku Opowieści Pielgrzyma; wydaje się zatem mało prawdopodobne, aby obydwie książki zostały napisane przez tego samego autora. Zobaczymy później, jak Opowieści zostały przyjęte na Zachodzie.

Historia modlitwy Jezusowej musi także odnotować pożałowania godny epizod, który miał miejsce na progu XX w. na Górze Athos. Hieromnich Antoni Bulatowicz, były oficer armii carskiej, oraz mnich Hilarion, który był wcześniej pustelnikiem na Kaukazie, zaczęli propagować wśród rosyjskich mnichów Góry Athos pogląd, wedle którego Imię Jezusa miałoby być Bóstwem. Działo się to wszystko około 1912 r. Zwolenników tej doktryny nazwano onomatodoksami, czcicielami Imienia (po rosyjsku imieniosławcy). Joachim III, patriarcha Konstantynopola, potępił tę naukę jako doktrynę heretycką. Onomato­doksi nie poddali się decyzji patriarchy i wzbudzili spore zamieszanie na całej Górze Athos. W 1913 r. rząd rosyjski wysłał parowiec pod Athos (już wówczas było to terytorium Grecji); marynarze rosyjscy aresztowali nieposłusznych mnichów i deportowali ich do Rosji. Echa tej kontrowersji wokół natury Imienia odbijały się echem jeszcze podczas I wojny światowej.

Onomatodoksi weszli niezdarnie na obszar wymagający olbrzymiego wyczucia i rozeznania. Chociaż ich teorie są nie do zaakceptowania, to jednak poruszyli w nich kwestię niezwykle istotną. Świętej pamięci ojciec Sergiusz Bułgakow z Instytutu św. Sergiusza w Paryżu omówił tę kwestię w sposób właściwy. Niech nam będzie wolno przytoczyć teraz dość długi cytat z jego książki Prawosławie.

Serce wszystkich modlitw stanowi tak zwana modlitwa Jezusowa: „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną grzesznym”. Modlitwa ta, powtarzana dziesiątki, setki razy, jest koniecznym składnikiem wszystkich modlitw monastycznych, może nawet zmieniać liturgię kościelną i inne modlitwy, takie jest jej uniwersalne znaczenie. Moc tej modlitwy tkwi nie w jej szczególnej treści, która jest prosta i jasna (modlitwa celnika), a w najsłodszym Imieniu Jezusa. Według świadectw wielkich ascetów Imię to ma w sobie moc obecności Bożej. Przez to imię Bóg nie tylko jest przyzywany, ale już jest obecny w tym przyzywaniu. Można tak mówić w odniesieniu do każdego imienia Bożego, ale w wyjątkowym i szczególnym sensie należy tak mówić o o Bosko-ludzkim Imieniu Jezusa Chrystusa, które jest imieniem własnym Boga i człowieka […].

Imię Jezusa, zawarte w sercu człowieka, daje moc przebóstwienia, danego nam przez Odkupiciela […].

Światłość Imienia Jezusa poprzez serce [człowieka, który modli się Imieniem] oświeca cały świat. Stan ten jest niewyrażalny słowami, ale jest przed-czuciem tej chwili, gdy Bóg będzie wszystkim we wszystkich […].

Praktyka modlitwy Jezusowej pociągnęła za sobą w sposób naturalny teologiczne problemy dotyczące Imienia Bożego i Jego mocy, sensu kultu Imienia Bożego i jego skuteczności. Problemy te nie zostały jeszcze rozwiązane przez teologię; a nawet w literaturze teologicznej nie są jeszcze wystarczająco przeanalizowane. Aktualnie zaznaczają się dwa różne kierunki rozumienia tej problematyki. Jedni są stronnikami realizmu w kulcie Imienia: wierzą, że w Imieniu Bożym, przyzywanym w modlitwie, obecny jest Bóg (św. Jan z Kronsztadu i inni); drudzy zaś trzymają się bardziej racjonalistycznego i nominalistycznego kierunku, według którego Imię Boże jest ludzkim, instrumentalnym środkiem wyrażającym ludzką myśl i dążenie do Boga. Praktykujący modlitwę Jezusową i mistycy są zwolennikami pierwszej opinii, jak i niektórzy teolodzy i hierarchowie; druga opinia jest charakterystyczna dla teologii szkolnej i scholastyki prawosławnej, pozostającej pod wpływem europejskiego racjonalizmu. Jednakże teologia Imienia Bożego jest obecna w aktualnym problemie myśli prawosławnej, być może przekazywanym przez nas przyszłym pokoleniom; problem ten wyznacza główny kierunek współczesnej myśli teologicznej w prawosławiu (wraz z nauką o Sofii – Mądrości Bożej, której to nauki, z powodu jej złożoności, nie będziemy tutaj w ogóle poruszać).

Ojciec Bułgakow pozostawił niewydane Dzieło zatytułowane Filozofia imienia. Praca zajmuję się kwestią imienia w sposób ogólny, jednak w zamiarze autora sprawa ta była bezpośrednio związana z zagadnieniem modlitwy Jezusowej.

Cytowany przez nas tekst ojciec Bułgakow napisał na emigracji. Trzeba zauważyć, że modlitwa Jezusowa przeżywała szczególny renesans pośród emigracji rosyjskiej. Ta atmosfera była jednak wyczuwalna bardziej w pobożności prywatnej niż w oficjalnym stanowisku Cerkwi. Dobrotolubije po raz kolejny odniosło olbrzymi sukces. Opowieści Pielgrzyma zostały nie tylko wznowione, ale też przetłumaczone na inne języki, w wyniku czego dzieło typowe dla pobożności prawosławnej Rosji zostało przyjęte przez rzymskich katolików, anglikanów, luteranów, kalwinistów. W ten sposób Opowieści wpisały się na listę klasyki dzieł duchowości. W tym samym czasie mnisi z Wałaamu w Finlandii opublikowali dwa tomy wyboru z pism Ojców na temat modlitwy Jezusowej.

W Anglii, o wiele bardziej niż w innych krajach, zwrócono uwagę na modlitwę Jezusową. Evelyn Underhill (pod tym pseudonimem publikowała swoje prace pani Stuart Moore, 1875–1941), anglikanka, uczennica von Hügela, która tak wiele uczyniła, aby wśród Anglików wzbudzić zainteresowanie mistykami i problematyką życia duchowego, na temat modlitwy Jezusowej pisała w samych superlatywach: „Jest to technika tak prosta, że absolutnie leży w możliwościach najzwyklejszych jej zwolenników; zarazem jednak idzie tak głęboko, że może doprowadzić swych wiernych uczniów aż do największych tajemnic kontemplacji. [Modlitwa Jezusowa] znakomicie wyraża proste wołanie pobożnego mieszkańca wioski jak i stałe pragnienie wielkiego kontemplatyka”.

Evelyn Underhill zapoznała się z duchowością prawosławną dzięki działalności Bractwa św. Albana i św. Sergiusza. Ta organizacja zasługuje na to, aby wspomnieć o niej w historii modlitwy Jezusowej, gdyż jej członkowie, którzy nie byli wyznania prawosławnego, dzięki kontaktom z prawosławnymi zapoznali się z tą modlitwą. Temat modlitwy Jezusowej był przedmiotem wielu konferencji i rekolekcji, które zorganizowało Bractwo. W ten sposób pewna liczba anglikanów zaczęła praktykować modlitwę Jezusową. Z niemałym zdziwieniem spotkaliśmy kiedyś pewnego Anglika, który praktykował modlitwę Jezusową z wielką pobożnością i niemałym oddaniem, choć nie przeczytał na jej temat nawet jednej kartki. Dowiedział się o niej natomiast od jednego ze swoich rodaków. Oksfordzcy dominikanie udzielili kiedyś na łamach swego miesięcznika gościny pewnemu pisarzowi prawosławnemu, który wypowiedział się tak znakomicie, że chcielibyśmy go tutaj zacytować.

Spora liczba wiernych oparła swoje życie duchowe na modlitwie Jezusowej. Nauczyciele tej modlitwy zalecali i sami stosowali także pewne techniki cielesne: bezruch, regularny oddech, zatrzymanie wzroku na sercu itd. Owe ćwiczenia „fizyczne” były dozwolone jedynie dla tych, którzy mieli kontakt z jakimś doświadczonym kierownikiem. Wszyscy Ojcowie z naciskiem zwracali uwagę, że owe środki są jedynie rodzajem podpórek, duchowych „kul”, za pomocą których opierają się dusza i ciało, gdy zdobywają samokontrolę. Ich celem jest oczyszczenie ciała i uczynienie go narzędziem modlitwy.[…]

Imię należy przyzywać zarówno na głos, jak i jedynie w myśli.[…]

Aby uniknąć mechanicznego powtarzania, zaleca się od czasu do czasu (byleby nie za często) pewną modyfikację formuły.[…] Są tacy, którym wystarczy wezwanie „Jezus”.

Czy ta modlitwa jest zarezerwowana jedynie dla mnichów, skoro tylko oni mogą jej poświęcić cały swój czas? Musimy zaprzeczyć; w Kościele prawosławnym modlitwa Jezusowa była praktykowana przez wielu świeckich. Jest czymś tak prostym, że nie wymaga szczególnego studiowania. Może znaleźć się na wargach chorego, który jest zbyt słaby, aby odmówić Ojcze nasz. Wielu zajmuje się swymi codziennymi pracami, powtarzając jednocześnie tę modlitwę. Praca w gospodarstwie, na polu czy w fabryce nie jest dla praktykowania jej jakąś przeszkodą. W istocie bowiem monotonia pewnych prac ręcznych może być pomocą w koncentracji ducha. Jest też możliwe, choć nieco trudniejsze, łączenie tej modlitwy z pracą umysłową. Ochroni nas ona w takim wypadku przed wieloma myślami i słowami próżnymi i pozbawionymi miłości. Tak praktykowana uświęci pracę i codzienne kontakty.[…]

Po jakimś czasie będzie się nam zdawało, że słowa modlitwy same będą zjawiać się na naszych wargach. Wprowadzą nas one stopniowo w praktykę życia w Bożej obecności.[…]

Wreszcie same słowa powoli zdają się zanikać. „Ciche czuwanie”, któremu towarzyszy głęboki pokój serca i ducha, jaśnieje teraz pośród harmidru szarej codzienności. Niemniej w obliczu rozproszeń, pokus, zmęczenia i oschłości warto powrócić do wyznania Ja śpię, lecz serce me czuwa (Pnp 5,2). Modlitwa przestała być jednostkowym wydarzeniem, zamieniła się w trwały stan. Jak i inne drogi duchowe i ta również wymaga wierności, wytrwałości i odwagi. Owa nieustanna pamięć o Jezusie Chrystusie zapuszcza w nas coraz głębsze korzenie i zaczyna rzucać blask na całe nasze życie. Ta modlitwa jednoczy się w nas ze wspomnieniem Golgoty i Ostatniej Wieczerzy. Uczestnictwo w Eucharystii i Ofiara Ołtarza wnikają w serce, ducha, umysł i wolę, które nieustannie przyzywają Imię Jezusa.

Z drugiej strony możemy to Imię wypowiadać nad osobami, książkami, kwiatami, nad wszystkimi rzeczami, sprawami i ludźmi, z którymi się spotykamy, które widzimy i o których myślimy. Imię Jezusa może stać się mistycznym kluczem, który otwiera świat, narzędziem, poprzez które składamy w tajemnej ofierze każdą rzecz i każdego człowieka, znakiem Bożej pieczęci na całym świecie. Należy w tym miejscu nadmienić o tajemnicy powszechnego kapłaństwa wiernych. W zjednoczeniu z naszym Arcykapłanem przyzywamy Ducha Świętego: „Spraw, aby moja modlitwa stała się sakramentem”.

Zasadniczą zaletą tekstu, który zacytowaliśmy tak obszernie, jest przedstawienie zarówno celu modlitwy Jezusowej, jak i zagadnień praktycznych. Autor wskazuje perspektywy, podpowiada drogę. Pokazuje na możliwości, jakie rysują się przed nabożnym i wytrwałym wnikaniem w Imię Jezusa. Trzeba podkreślić to, co zostało napisane odnośnie do aspektu eucharystycznego modlitwy Jezusowej – jej praktyka może stać się ofiarą i komunią. Przypomnijmy „wypowiadanie Imienia Jezusa nad” osobami, sprawami codziennymi, czyli takie używanie Imienia Jezusa, które może przemienić świat.

Możemy zestawić cytowany artykuł ze szkicowym programem pewnego etapu studiów, który swym członkom proponuje Bractwo św. Albana i św. Sergiusza. Oto streszczenie tego planu:

  1. Imię Jezusa i modlitwa Jezusowa.
  2. Modlitwa Jezusowa jako:
    a. Wołanie o pośrednictwo i wstawiennictwo Chrystusa,
    b. Uobecnienie Jego Osoby,
    c. Ofiara,
    d. Uczestnictwo w radości i mocy Zmartwychwstania,
    e. Zesłanie Ducha Świętego,
    f. Narzędzie do przekształcenia ludzi i rzeczy.
  3. Modlitwa Jezusowa – kwestie praktyczne.
  4. Związek modlitwy Jezusowej z przyzywaniem Imienia Bożego w Starym Testamencie i wzywanie Imienia Jezusa w Dziejach Apostolskich.

Dla tych, którzy znajdują inspiracje w powyższym schemacie, modlitwa Jezusowa nie jest jakimś reliktem przeszłości. Należy podchodzić do niej z roztropnością i szacunkiem, a wówczas będzie można doświadczyć nowego życia w ludzkich duszach. Odnowienie modlitwy Jezusowej może sprzyjać sprawie jedności chrześcijan, ponieważ w początkach chrześcijaństwa przyzywanie Imienia było właściwe dla całej wspólnoty. Ciągle ta forma jest dla wszystkich dostępna i dla wszystkich możliwa do przyjęcia.

Przyszłość modlitwy Jezusowej wiąże się nie tylko z przywróceniem więzi pomiędzy podzielonymi chrześcijanami, ale nade wszystko z uwielbieniem naszego Pana.

Próbowaliśmy dać tutaj pewien szkic do tego, czym była i jest modlitwa Jezusowa. Życzylibyśmy sobie, aby jakiś historyk podjął się tego tematu i napisał książkę, która byłaby godna zagadnienia. Ale nawet solidne studium historyczne na temat modlitwy Jezusowej nie będzie niczym innym jak jedynie wprowadzeniem, które doprowadzi czytelnika do momentu, w którym on sam będzie musiał przejąć pałeczkę, do punktu, gdzie samo studium i krytyczne nastawienie historyka nie wystarczą, gdyż niezbędne będzie zaangażowanie woli i miłości. Owo historyczne studium, gdyby zostało kiedyś napisane, mogłoby zakończyć się słowami św. Bernarda z Clairvaux, łacinnika, który najtrafniej pisał na temat Imienia Jezusa. Cytowany fragment pochodzi z dzieła, które przeznaczył dla papieża Eugeniusza III.

Pozostało nam jeszcze szukanie Tego, którego nie znaleźliśmy w sposób zadowalający i którego szukać nigdy za wiele. Ale bardziej niż dociekanie rozumowe zbliża nas do niego modlitwa. Tak kończymy księgę, ale nie kończymy szukania.


Fragment książki Modlitwa Jezusowa. Jej początek, rozwój i praktyka w tradycji bizantyńsko-słowiańskiej


Mnich Kościoła Wschodniego – Ludwik Gillet, ur. w 1893 roku w Saint-Marcelline we Francji. W wieku 27 lat wstąpił do benedyktyńskiego klasztoru w Farnborough w Anglii. Studiował w Rzymie. Udał się na Ukrainę, gdzie w Uniowie współorganizował klasztor studycki. W 1927 r. przeniósł się do Nicei. Po ogłoszeniu encykliki Mortalium animos w 1928 r. przeszedł na prawosławie. W 1939 r. wyjechał do Londynu. Działał także w Libanie. Zmarł w Anglii w 1980 r. 

napisz komentarz
  • Jestem dopiero poczatkujacy w tej Formie Modlitwy. Jednak zauwazylem ze dzieki niej wiele niepotrzenych mysli wyrzucam z umyslu,czesto zbedne myli plyna a ja powtarzam to jedno zdanie: Panie Jezu… Jakis spokoj zadomawia sie w moim wnetrzu…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl