Pytania do Ojca Leona Knabita OSB – światopogląd w chwilach próby…

Łatwo jest być katolikiem u siebie w domu czy na rekolekcjach, natomiast trudno nam zdać egzamin z katolicyzmu szczególnie wtedy, kiedy na przykład nauka podpowiada nam różne rozwiązania, nie zawsze zgodne z doktryną katolicką. Jak ktoś przychodzi do nas, na przykład do gabinetu psychologa, to czy mamy być przede wszystkim katolikami, czy iść za tym, co nam często podpowiadają profesjonaliści, że mamy nie wnikać w światopogląd pacjenta? Autorytety medyczne podpowiadają nam często jakieś bardzo krzywdzące dla człowieka podejścia i co zrobić? Czy warto się trzymać doktryny? To jest trudne, bo w różnych poradniach publicznych i niepublicznych nie wiem, czy ktoś przychodzi do mnie jako do człowieka, czy przychodzi po prostu po poradę i oczekuje standardowej wiedzy?

Leon Knabit OSB: Przedmiotem nauki nie są prawdy wiary. Sięgnijmy po przykład: początek świata. Wciąż wieczna kłótnia. Dzisiaj racjonaliści zarzucają, że Kościół naucza kreacjonizmu. Tymczasem nauczanie, że świat stworzony został przez Pana Boga to jeszcze nie jest kreacjonizm. Nauka nic nie powie na temat stworzenia świata przez Pana Boga, bo jej przedmiotem jest badanie tego, co da się sprawdzić lub obliczyć, a nie interpretacja filozoficzna czy teologiczna tych wyników. Ważne, żeby nie pomieszać tych dwóch rzeczy. Nauka może stwierdzić, że bardzo prawdopodobne jest, że był Wielki Wybuch i nauka może mówić, co było już ułamek sekundy po nim. Natomiast, czy lub co było wcześniej, skąd się wziął Wielki Wybuch – na temat tego nauka, w najlepszym razie, może stawiać hipotezy i nie może odpowiedzieć nic pewnego.

Natomiast my wierzymy, że Bóg stworzył świat i się przez niego objawia. W Liście do Rzymian św. Paweł mówi, że stworzenie jest tak wspaniałe, że ktoś musiał je wykombinować i przez to dzięki kontemplacji Jego dzieł, można odkryć Stwórcę. Nauka idzie, dokąd może. Jeśli nauka nie miesza się w sprawy wiary, a wiara w sprawy nauki, nie ma konfliktu. Pismo Święte dosłownie mówi, że świat powstał w siedem dni, a nauki doświadczalne mówią, że powstawał wiele dłużej. O to był ten wielki spór. Tymczasem opis stworzenia świata jest poetycki, nie jest to żaden naukowy traktat na temat tego, jak to wszystko powstawało.

Natomiast jeśli chodzi o zastosowanie kryteriów etycznych, to proszę zwrócić uwagę, że etyka naturalna w bardzo wielu wypadkach pokrywa się całkowicie z etyką katolicką. Dopiero jeśli ktoś doda do etyki swoją ideologię, zaczynają się konflikty. Weźmy na przykład przerywanie ciąży. Żaden uczciwy lekarz nie powie, że przerywanie ciąży dla organizmu kobiety to jest to, co „tygrysy lubią najbardziej”. Są syndromy postaborcyjne, uszkodzenia, nawet pomimo największych starań o właściwe przeprowadzenie zabiegu, jest szok dla ciała kobiety, bo ciąża to jest stan naturalny. To nie jest patologia. Przerwanie tego normalnego stanu to zniszczenie w człowieku procesu, który normalnie przebiega. Można się zastanawiać, kiedy przychodzą do głosu takie sprawy, jak dylemat: albo życie matki, albo życie dziecka. Wtedy kobieta decyduje. I często wybiera: „Trudno, ja mogę umrzeć, niech moje dziecko się urodzi”.

Tu warto powiedzieć, że jednocześnie zdrowe ustawodawstwo wszędzie mówi, że lekarz ma prawo odmówić jakiegokolwiek zabiegu, jeśli jego wykonanie jest niezgodne z jego sumieniem. Pielęgniarka również może powiedzieć: „Ja przy przerwaniu ciąży nie będę asystować jako instrumentariuszka”. Chociaż trudno się tak postawić, jeśli jest się jedynym żywicielem rodziny a dyrekcja szpitala grozi zwolnieniem. Dlatego tutaj, tak mi się wydaje, określiwszy pewne zasady, potem trzeba każdy przypadek rozwiązywać indywidualnie.

Podobnie jest z tą lustracją nieszczęsną. Młodzi dziennikarze oceniają: „Taki wielki działacz opozycji, a podpisał lojalkę”. Ale może to była taka historia (prawdziwa), że ZOMO wiezie tych ludzi i nagle wysadzają jednego z nich z „suki” i każą: „Pan podpisze”. On mówi: „Nie, nie podpiszę, to jest bezprawie, niszczycie naród”. A oni na to: „Proszę pana, zastrzelimy pana, a potem zgłosimy, że to było w czasie ucieczki. A pan ma żonę i troje dzieci. Niech pan o nich pomyśli”. On podpisał, zaszantażowany. I teraz kolaborant, tajny współpracownik.

Inny miał brata, który zabił ich matkę. Temu bratu groziła kara śmierci albo coś bardzo zbliżonego i ten, o którym opowiadam, na uszach stawał, żeby tę karę złagodzili. Usłyszał: „Złagodzimy pod warunkiem, że pan będzie z nami współpracował”. Ból po stracie matki i strach o brata, jednocześnie jeszcze wpędzony w matnię. Czasem w tych sytuacjach ludzie byli nieugięci, potwierdzali swoją świętość, to prawda. Ale dla niektórych to był za duży wiatr na ich wełnę. Także tu konieczne jest indywidualne rozpatrywanie przypadków. Pan Bóg też nas traktuje indywidualnie.

więcej znajdziesz w najnowszej książce Ojca Leona - kliknij tutaj

nowa-ksiazka-ojca-leona

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl