„Rana miłości”, czyli pisma kartuzów

Niedawno informowaliśmy o wystawie obrazów poświęconych życiu kartuzów, którą można oglądać w naszym klasztorze. Podejmuje się dziś wiele prób, by życie pustelników, tak odległe i egzotyczne, w jakiś sposób przybliżyć szerszej grupie odbiorców; sporo pojawiło się w ostatnich latach inicjatyw, które podejmują temat życia kartuskiego – czy to film „Wielka cisza”, czy też dzieła Wołodymyra Domczuka. Oczywiście, jeśli za takimi przedsięwzięciami stałaby tylko fascynacja tym, co obce, nie doprowadzą nas one do żadnej życiodajnej refleksji. Jeżeli jednak zadamy fundamentalne pytanie o sens obecności kartuzów na świecie, o uzasadnienie tak radykalnego odizolowania się – wtedy mamy rzeczywiście szansę mieć udział w owocach ich świadectwa.

„Stat Crux dum volvitur orbis”, „niechaj stoi Krzyż, dopóki kręci się ziemia” – tak brzmi dewiza kartuzów. Różnie można ją tłumaczyć, doszukując się w tym zawołaniu typowego dla uczniów świętego Brunona mocnego położenia akcentów: Krzyż ma pozostać nieruchomy na zawsze, doświadczenie Chrystusa w naszym życiu bezustannie musi pozostawać na pierwszym miejscu. Świat ma sens dopóty, dopóki za oś historii uznajemy wydarzenie zbawcze, dopełnione przez Chrystusa na drzewie życia – na Krzyżu.

Czy to oznacza, że życie kartuzów jest pozbawione dynamiki? W sensie geograficznym zapewne tak, lecz z pewnością nie w sensie duchowym. Nie chodzi o to, iż eremici owi ulegają raptownym porywom ducha; z pewnością wielu z nich daje świadectwo wielkiej duchowej stałości. Raczej chciałbym wskazać na bogactwo ich doświadczenia modlitwy, życia w Bożej obecności, lecz także życia braterskiego (w kartuzji? Jak najbardziej!), rozeznania i kierownictwa duchowego oraz wyważonej ascezy.

W „Ranie miłości”, bo o niej tu mowa, zawarto konferencje wygłaszane przez przełożonych kartuskich między latami 1975–1985. Nie jest to wyczerpujący zbiór, lecz wybór tekstów związanych z określonymi uroczystościami roku liturgicznego, wydarzeniami we wspólnocie (jak np. obłóczyny) czy najważniejszymi tematami literatury duchowej. Być może zaskakuje nas fakt, iż nie oferuje się tu czytelnikom kolejnego zbioru średniowiecznych mów; nie – możemy za to wczytać się w rozdziały napisane przez ludzi, którzy do eremu przeszli z rzeczywistości nie bardzo odległej od naszej, XXI-wiecznej. Z jednej strony więc czerpiemy korzyść z faktu, iż nie są to ludzie nam zupełnie obcy; z drugiej zaś dobrze jest zetknąć się ze świadectwem żywotności wspólnot kartuskich, które w dobie postępującej ateizacji Europy decydują się umocnić Kościół przykładem swej żywej wiary.

Czego możemy się nauczyć od kartuzów? Oczywiście konferencje te są znakomitą strawą duchową dla mnicha: podejmują temat milczenia, celibatu, porzucenia „świata”… Nie jest to jednak pozycja dla wybranych, których można by postrzegać – niesłusznie – jako specjalistów od Pana Boga. Rozważania kartuskie krążą wokół tematów bliskich każdemu chrześcijaninowi; wskazują na etapy rozwoju drogi duchowej, do podążenia którą wezwani jesteśmy wszyscy. Poza tym, chyba nikt z nas nie może powiedzieć, że nie został wezwany przez Pana do wyjścia na pustynię – Kościół przypomina nam o tym powołaniu u progu każdego Wielkiego Postu, a nadto pustynia to część naszej codzienności; to ta sfera, gdzie w świetle Bożej łaski konfrontujemy się ze swymi słabościami, grzechami, nieuporządkowanymi pragnieniami. To w wyjściu na pustynię doświadczamy na nowo prawdy, że niczego nie możemy przedkładać nad Boga. Dlatego pustynia to nie domena smutku i rozpaczy, lecz radości i nadziei (stąd Adwent w Kościele!). A pustelnik smutny to człowiek niekompletny, wciąż daleki od kresu drogi.

U kogóż więc będziemy szukać porady w sprawie pustyni, jeśli nie u szczęśliwych pustelników? To im Kościół od wieków powierza zadanie rozpoznawania najgłębszych prawd o ludzkiej kondycji; o tym, kim jest człowiek wobec Boga. Uczniowie świętego Brunona dla relacji z Bogiem porzucili wszystko, stąd możemy skorzystać nie tylko z ich wiedzy, lecz i ze świadectwa gorliwości, jakie dają.

Od białych mnichów uczymy się miłości, szacunku dla drugiego, dostrzegania bliźniego w sytuacji, gdy tak łatwo uciec w swój świat (czy to nie największe zagrożenie dla pustelnika?). Kartuzja to rzeczywistość dla nas nieco dziwna – to świat, gdzie nośnikiem miłości raczej jest milczenie niż słowo, choćby dobre; bo kartuzi milczą z miłości do braci, do siebie nawzajem – by ci mogli w pokoju zbliżać się do Boga. Nie brakuje jednak w omawianym tomie wskazówek, które na naszą codzienność przełożymy z łatwością.

Kartuzi to wreszcie mistrzowie jedności, zintegrowania; słowo mnich, grecki „monachos”, pochodzi od określenia „monos” – „ten jeden, ten samotny”, zatem także „ten bezżenny”. Wielu jednak widzi w tym mianie szersze znaczenie: mnich to ten, który ma jeden cel. „Głównym zajęciem mieszkańca celi jest Pan” – tak rozpoczyna się rozdział pod tytułem: „Moją pracą jest Pan”. Czego potrzeba chrześcijaninowi? „Unum necessarium est” – „potrzeba tylko jednego” (Łk 10, 42). Pan Jezus te słowa skierował do Marty. Kartuzi również uznali się za adresatów tego wezwania. A co z nami? Zadanie sobie pytania, do kogo właściwie skierowana jest Ewangelia, czasem stawia na nogi. Bo jasne jest, że do każdego z nas.

W czasach, gdy za najlepszy sposób poznania samego siebie wielu uznaje podróżowanie, gromadzenie doświadczeń i doznań, mnisi zachęcają do stałości – do poczekania, aż woda w szklance z mętnej stanie się przejrzystą. Tego przenikliwego spojrzenia na siebie samych i ludzi dookoła nas możemy się od nich uczyć.

Grzegorz Hawryłeczko OSB

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl