Recenzja książki „Modlitwa ducha”

Post, modlitwa i jałmużna – o tych formach każdy chrześcijanin słyszy od najmłodszych lat, z każdym Wielkim Postem podejmując temat chrześcijańskiej ascezy na nowo. Z wiekiem wiele się zmienia – formy napełniają się coraz to nową treścią; te trzy słowa, z którymi być może jesteśmy aż nadto osłuchani, niejednokrotnie potrafią zaskoczyć nas świeżym znaczeniem. Do dobrej tradycji Kościoła należy jednak staranne rozeznawanie i rozwaga w odkrywaniu tego, co było i przyjmowaniu tego, co przychodzi jako nowe. Nie jest jednak łatwo przerzucić most między teraźniejszością a odległą przeszłością – cóż dopiero wyciągnąć z tego duchową korzyść! Często spotyka się próby dość pośpiesznego przeszczepiania dawnych praktyk i idei na grunt współczesności, co bez zrozumienia kontekstu wprowadza raczej duchowy zamęt niż pokój. W duchu benedyktyńskim szukamy zatem mistrzów umiarkowania – przewodników po naszym własnym dziedzictwie.

Z pomocą mogą nam więc przyjść dwaj mnisi, których z całą pewnością łączy coś więcej niż fakt posiadania pustelniczej brody; mimo że dzieli ich półtora tysiąca lat, są sobie bardzo bliscy, jak zresztą przystało na mistrza i ucznia. Mowa oEwagriuszu z Pontu i Gabrielu Bungem. Tego pierwszego nie trzeba przedstawiać – znamy go jako nauczyciela życia duchowego, „specjalistę” od namiętności. Zapewne wielu nieobcy jest również Bunge (ur. 1940 r.), niemiecki badacz pism ewagriańskich, mający za sobą długoletnią praktykę życia w eremie. I chociaż ten drugi czerpie przede wszystkim z pierwszego, dbając o to, by pozostać w jego cieniu, my możemy jak najbardziej obficie czerpać z obu.

Portal PSPO na Wielki Post proponuje lekturę Modlitwy ducha, która – jak pisze autor we wstępie – stanowi zbiór „szkiców na temat traktatu De oratione” Ewagriusza. Z jednej więc strony pozostajemy w kręgu form podanych nam przez Kościół – jałmużny, postu i modlitwy właśnie; z drugiej zaś sięgamy do starożytnej mądrości Ojców.

Niektórzy uważają, że nie jest sztuką przeczytać w życiu jak najwięcej książek; ważniejsze jest odnalezienie tych kilku, które – czytane raz po raz – przeprowadzą nas dobrze przez życie. W moim przypadku jedną z takich pozycji jest właśnie De oratione – traktat, który z jednej strony świadczy o wielkim doświadczeniu Ewagriusza, o jego niegasnącym przez wszystkie strony dzieła kontakcie z Bogiem żywym, z drugiej zaś – o jego prawdziwie mniszym wszczepieniu w Pismo Święte. Nic więc dziwnego, że Bunge uczy się modlitwy właśnie od Ewagriusza (do czego zachęcam wszystkich, którzy wezmą do ręki Modlitwę ducha – nie zapominajcie o umieszczonym w tym tomie traktacie Pontyjczyka!).

Autor Modlitwy podejmuje kilka zasadniczych tematów, ale jako fundament kładzie omówienie wizji człowieka według pontyjskiego mnicha – czym jest umysł? Jakie władze są obecne w człowieku? Co oznacza według niego „Boże podobieństwo”? Czytelnik zapoznaje się z językiem dziś już nieco zapomnianym, a – jak zaznacza Bunge – co najmniej tak przydatnym do opisu człowieka z jego problemami jak język współczesnej psychiatrii. Niczym błyskawica raz po raz obcowanie z tekstem rozświetlają tak czy inaczej wyrażone słowa Ewagriusza: „Modlitwa jest najwyższą i najczystszą aktywnością umysłu”.

W dobie czasem nieco niezdrowego pokładania nadmiernej nadziei w formie modlitwy, w metodach medytacji, dzieło Bungego tchnie rozsądnym umiarem, bo uczy – jak ujął to cytowany przez autora Mistrz Eckhart – zmierzania „bez metod do Tego, w którym nie ma metod”. Owszem, nie pomija się w Modlitwie tematu „sposobów modlitwy” – nie brakuje omówienia praktyki duchowej wielkich Ojców, wiarygodnych dowodów na starożytność modlitwy monologicznej czy po prostu modlitwy Jezusowej; ci zatem, którzy szukają nieco bardziej konkretnych wskazań, mogą się ich w tej książce spodziewać. Jednakże Bunge, za Ewagriuszem i innymi, kładzie mocny nacisk na bardzo osobisty charakter modlitwy oraz na prawdę, że poprzez modlitwę dotykamy Tajemnicy. Niewiele tu miejsca na słowa.

W tym też duchu Bunge przybliża nam duchowy dorobek Ewagriusza, zaznaczając, jak dalece jego pragnieniem było włączenie się w życie Trójcy Świętej. Nie należy kryć tego, iż postać Pontyjczyka wzbudza nieco kontrowersji. Autor jednak prezentuje spójną interpretację tekstów Ewagriusza (gdzieniegdzie wchodzi w ciekawą polemikę z innymi badaczami), wskazując przede wszystkim na korzyść duchową, jaka płynie z ich lektury. Cała książka raz po raz zachęca do zaufania człowiekowi modlitwy, jakim Ewagriusz bez wątpienia był.

Z pewnością ci, którzy nie mieli wcześniej kontaktu z nauką pontyjskiego mnicha, zyskają okazję do zapoznania się z być może dotąd nieznaną wizją człowieka. Lektura Modlitwy ducha zmusza do zmierzenia się z niejednokrotnie trudnymi faktami i zadaniami: Ewagriusz z jednej strony z mocą podkreśla ogromne znaczenie modlitwy, a z drugiej mówi bez ogródek, że człowiek uwikłany w namiętności nie może prawdziwie się modlić. To napięcie Bunge uzupełnia jeszcze uwagą: „Człowiek pozostaje w pełni sobą tylko wtedy, gdy się modli”. Być sobą, stać się sobą – to chyba niezłe postanowienie na Wielki Post?

Tym, którzy są nieufni wobec Pontyjczyka – polecam Modlitwę ducha. Tym, którzy już są gotowi mu zaufać – polecam ją tym bardziej. Wahania i wątpliwości innych może uda się rozwiać sympatycznie dwuznaczną sentencją abba Ewagriusza: „Wszelka walka między nami a duchami nieczystymi nie toczy się o nic innego, jak tylko o modlitwę duchową. Dla tych bowiem duchów jest ona wielce nieprzyjazna […], a dla nas – zbawienna i bardzo pokrzepiająca”.

Gabriel Bunge, Modlitwa ducha. Studia o traktacie „De oratione” Ewagriusza z Pontu, tł. Jerzy Bednarek, Arkadiusz Ziernicki, Kraków 2009

Grzegorz Hawryłeczko OSB

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl