Rządzą nami bękarty Dantego, czyli perypetie władzy duchowej [cz.1]

To jeden z najbardziej frapujących problemów dzisiejszej polityki i jej antropologii: jak to możliwe, że członek rządu, urzędnik lub osoba publiczna deklarująca prywatnie wiarę katolicką z pełną premedytacją występuje przeciw zasadom tej wiary, argumentując to „skutecznością”, laickością państwa lub etosem urzędniczym? Dodatkowo uznaje swoje postępowanie (jak można mniemać) za spójne i konsekwentne. Ta sytuacja powtarza się notorycznie – ktoś mówi z przekonaniem publicznie: „jestem katolikiem”, lecz swoim postępowaniem w sposób trwały wyraża postawę zupełnie przeciwną, jakby oczywiste było istnienie „ja prywatnego” i „ja publicznego”. Ta trudność rozwiązywana bywa w charakterystyczny sposób – oprócz deklaracji: „jestem katolikiem” stwierdza się także: „jestem urzędnikiem państwowym”. By uogólnić tę zasadę, trzeba by ją sformułować w następujący sposób: „Podlegam wyższej władzy”.

Właśnie! Mam wyższą władzę nad sobą niż biskupi, niż Kościół. Jest to prawdziwa władza zajmująca się sprawami tego świata, dzierżąca paragraf i przymus, a więc także „rozumność”, można dodać – „tego świata”. Władza biskupia to władza na niby, władza słów, właściwie nawet nie władza – odpowiedzialność, ale całkowicie konfesyjna i partykularna. Kościół, mówiąc rzeczy słuszne, mądre i prawdziwe, nie zajmuje się sprawami tego świata, więc jego prawdy nie mają znaczenia dla życia ludzi. Katolicyzm to nic więcej jak zarządzanie utopią „świata wartości”. W perspektywie takiego rozumowania Kościół, gdy tylko próbuje dotknąć problemów świata ludzi, które mają wedle niego zasadniczy związek z istnieniem i działaniem Boga, a także stanowionych przez Niego zasad – natychmiast traci wszelki swój wpływ i znaczenie wobec prawdziwej, pragmatycznej władzy.

Rozumność świata ducha, wartości i idei jest radykalnie („źródłowo”) odmienna od rozumności praktycznej. Tą drogą rozumność religijna mitologizuje się i osuwa poza obręb tego, co pragmatyczne i racjonalne. Miarą dla polityki stają się jej „sposoby praktykowania”, a nie cele wynikające ze zintegrowanej mądrości usadowionej w nauce Kościoła, posiadającej w wymiarze społecznym przyrodzoną spójność z naturalnym poznaniem. Takie narzędzia w praktyce stosuje się za każdym razem, kiedy religia wykracza swoim głosem poza obszar wyznaczony jej przez ową moc „ubezwłasnowolnionej” rozumności zaklętej w nowożytne państwo. To właśnie ono jest jedyną władzą uznawaną dziś przez wielu. Bóg Jedyny znika za horyzontem na rzecz boga śmiertelnego utkanego z naszych żądz i strachów.


Tomasz Rowiński, Bękarty Dantego, Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl