„Słabego zdrowia, niezdolny do wyczynowej ascezy zewnętrznej, prowadzony był drogą ascezy serca, ćwiczenia się w pokorze i posłuszeństwie…” Doroteusza z Gazy dzieje duszy

Doroteusz z Gazy, opat i autor zbioru nauk, popularnego w Kościele zarówno Wschodnim, jak i Zachodnim, żył (jak to udało się ostatecznie ustalić dopiero w naszych czasach) w wieku VI. Nikt nie spisał jego biografii, zachowała się jednak korespondencja jego duchowych mistrzów, Barsanufiusza i Jana, w której udało się zidentyfikować około setki listów skierowanych do Doroteusza; pozwalają nam one poznać drogę duchową młodego mnicha. Spośród wszystkich uczniów Barsanufiusza i Jana Doroteusz jest jedynym, który sam zasłynął później jako autor nauk ascetycznych, zachowanych na piśmie, a dzięki temu także jedynym spośród Ojców monastycznych, którego rozwój wewnętrzny możemy śledzić krok po kroku, od pierwszych problemów nowicjusza aż do dojrzałej świętości starca.

Pochodził prawdopodobnie z Antiochii. Urodził się w pierwszych latach VI wieku w rodzinie chrześcijańskiej, dość zamożnej i dbającej o wykształcenie. W młodości przeszedł cykl studiów klasycznych, które (jak sam nie bez humoru wspomina) po wstępnym okresie trudności i niechęci tak go wciągnęły, że nad książką zapominał o śnie i jedzeniu. Jakkolwiek z natury towarzyski, stawiał naukę wyżej niż wspólne zabawy. Jego teksty świadczą o wielkim oczytaniu zarówno w klasycznych, jak i w chrześcijańskich autorach. Posiadał księgozbiór, który przyniósł ze sobą do klasztoru i w którym nie brakowało także dzieł medycznych.

Możliwe, że już w okresie studiów nadwyrężył nieodwracalnie swoje i tak niezbyt mocne zdrowie. Przez całe życie będzie ponosił tego konsekwencje. Nie znamy okoliczności jego powołania, zdaje się jednak, że pociągnęła go myśl wyrażona w słowach apostołów: Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą: idea wolności wewnętrznej i zajęcia się Bogiem. Klasztor, który wybrał, został założony pod koniec V wieku przez opata Seridosa, który nadal był jego przełożonym. Znajdował się w Palestynie, kilka kilometrów na południe od Gazy, w wiosce Thawatha. Była to okolica o bogatych tradycjach monastycznych (między innymi jako miejsce urodzenia i działalności św. Hilariona), a także biblijnych, zwłaszcza pamiętano tu o patriarsze Abrahamie. Przechodził tamtędy odwieczny szlak karawanowy, łączący nie tylko Palestynę z Egiptem, ale też całą Azję z całą Afryką. Niewątpliwie więc nie było to miejsce pustynne, słynęło zaś z tego, że duchowymi ojcami wspólnoty byli dwaj szeroko znani starcy rekluzi: Kopt Barsanufiusz, zwany Wielkim Starcem, oraz Jan, zwany Prorokiem. Seridos, założyciel klasztoru, był ich uczniem; nadal też służył Barsanufiuszowi jako sekretarz i jedyny łącznik ze światem zewnętrznym, i nic nie robił bez rady obu starców.

Barsanufiusz włożył swego czasu wiele surowości w formację Seridosa; Doroteusza natomiast formowali obaj z Janem łagodnie i stopniowo. Słabego zdrowia, niezdolny do wyczynowej ascezy zewnętrznej, prowadzony był drogą ascezy serca, ćwiczenia się w pokorze i posłuszeństwie. Inteligentny, zdolny do samoanalizy, ale zarazem – jak każdy człowiek – do oszukiwania samego siebie, był też Doroteusz szczególnie podatny na ataki zniechęcenia, skłonny do przeżywania wciąż od nowa tych samych trudności i do tragizowania. Widzimy go, jak najpierw usiłuje jednocześnie wyzbyć się przyniesionych pieniędzy i zachować jakiś wpływ na sposób ich użycia; jak następnie rozpacza z powodu pokus zmysłowych i jak usiłuje uciec od samego siebie. Starcy z nieskończoną cierpliwością prostują wciąż od nowa jego błędy i podtrzymują go na duchu, uczą wykrywać w sobie winę i pokornie ufać w łaskę Bożą. Ich uczeń niecierpliwi się i szuka dróg na skróty: może praktykować jakiś „zaawansowany” sposób modlitwy? A może by tak Wielki Starzec wymodlił dla niego jednorazowe cudowne nawrócenie – albo nawet… wziął na siebie jego grzechy? Ale drogi na skróty nie istnieją, i to jest wielka nauka płynąca z tej korespondencji; jedyna droga to cierpliwe podejmowanie codziennego trudu i cierpliwe oczekiwanie na codzienną łaskę.

Wniesionego majątku, jako to: dochodów pieniężnych, niewielkiej posiadłości ziemskiej, książek i odzieży, starcy pozwalali mu się wyzbywać powoli, ale pilnowali jednocześnie, by to była za każdym razem ofiara zupełna, i uczyli przede wszystkim wyrzekania się własnej woli, co jest doskonałą formą męczeństwa. Doroteusz poddał się tej formacji całkowicie, zwierzając się obu starcom ze wszystkich swoich problemów, pokus, trudności. Słabość fizyczna i płynące z niej poczucie niedorastania do ideałów życia monastycznego, potem pokusy nieczystości – to były pierwsze progi. Starcy przeprowadzili go przez nie, ucząc przede wszystkim nie poddawać się zniechęceniu i rozpaczy, spełniać pokornie codzienne obowiązki i czuwać nad swoimi myślami. To stadium trwało dość długo i wymagało wielu interwencji ojców duchowych. Po nim przyszła pokusa rozwiązania wszystkich problemów przez zmianę miejsca; i wtedy także starcy cierpliwie wykazywali niespokojnemu uczniowi absurdalność takiej nadziei. Chyba właśnie w tym czasie miało miejsce niezwykłe przeżycie, którym Doroteusz opowiada w swoich naukach, a które zakończyło wstępny okres zmęczenia i zniechęcenia. Po nim nastąpił okres pokoju tak głębokiego i pełnego, że nowicjusz zaczął się obawiać, czy na pewno jest na drodze do zbawienia, do którego przecież należy iść „przez wiele ucisków”. Starcy znowu uspokoili go, ze ów pokój płynie z całkowitego wyrzeczenia się własnej woli i z doskonałego posłuszeństwa.

Bardzo wcześnie, bo najwyżej po kilku latach wstępnej formacji, starcy zaczęli powierzać Doroteuszowi funkcje, które pozwalały mu stykać się z ludźmi i uczyły dźwigać ich ciężary. Był więc przez jakiś czas furtianem i zwierzchnikiem domu gościnnego (do śmierci będzie wspominał wielbłądników pojawiających się nocą u bramy klasztoru), później zaś nakazano mu założyć i prowadzić infirmerię. Liczba chorych zakonników, a także przychodzących po lekarstwo i radę ludzi świeckich, była tak wielka, że już wkrótce młody mnich stał na czele sporej grupki współbraci obsługujących infirmerię, miał więc odtąd także obowiązki sui generis przełożonego. Znamy jeden przypadek powierzenia mu w tym okresie formacji nowicjusza, mogło jednak być takich przypadków więcej. Oczywiście problemy, które miał w tym okresie z samym sobą i z braćmi, znajdują swój wyraz w korespondencji ze starcami. Jak się modlić w takim wirze zajęć? Jak unikać szkody płynącej z ludzkich pochwał? Jak sobie radzić z błędami podwładnych? Jak pogodzić skupienie z koniecznością nabywania fachowej wiedzy?

Nieco później Doroteusz otrzymał zaszczytną funkcję usługiwania jednemu z dwu rekluzów, Janowi. Wśród trudności i pokus związanych z obowiązkami, które go rozpraszały, i z kierowniczym stanowiskiem przeżył kolejną fazę zniechęcenia i marzeń o pustelni, jednak Jan wyperswadował mu te marzenia, tłumacząc, że życie pustelnicze, jakkolwiek samo w sobie dobre, może stać się dla niedoskonałych okazją do pychy i zguby, on zaś powinien pokornie iść drogą „pośrednią”, drogą pokory, posłuszeństwa i współczucia dla bliźnich. Te i inne pokusy i trudności, czasem bardzo drobne, Doroteusz nadal więc przedstawia starcom, oni zaś cierpliwie i nieubłaganie naprowadzają go na drogę prostoty i pokory, demaskują pokusy ukryte pod wzniosłymi pozorami i uczą delikatnego szacunku dla cudzych słabości. Wreszcie zobowiązują się nawet wziąć na siebie jego winy, byleby on zachowywał otrzymane wskazówki.

Mimo wszystko Doroteusz odejdzie w końcu z klasztoru w Thawatha. Tytuł, którym opatrzono zbiór jego nauk, brzmi: Nauki dawane przez abba Doroteusza uczniom, kiedy opuścił on klasztor abba Seridosa i kiedy z pomocą Bożą założył własny klasztor, to jest po śmierci abba Jana Proroka i po zamknięciu się abba Barsanufiusza w całkowitym odosobnieniu. Tytuł ten sugeruje jakiś związek między tymi faktami. Wiadomo, że Seridos zmarł niemal jednocześnie z Janem, rządy w klasztorze zaś objął młody mnich Ailianos. Mimo braku wyraźnych wskazówek, na podstawie pewnych aluzji można się domyślać, że wielu tamtejszych mnichów, a w tym może także i nowy opat, nie miało zrozumienia dla drogi ascezy wewnętrznej. Doroteusz, wiecznie zmuszony do korzystania z ulg potrzebnych słabym fizycznie, mógł być dla tych surowych ascetów zgorszeniem. Niewykluczone więc, że odszedł (nie będąc przecież związanym ze wspólnotą żadnym ślubem), aby nie dawać dalszej sposobności do niezgody. Najprawdopodobniej odszedł do pustelni, tak jak to było podówczas normalnie praktykowane przez dojrzałych mnichów, którzy po formacji i nabraniu doświadczenia we wspólnocie zostawali eremitami; inna rzecz, że najczęściej taka pustelnia stawała się po pewnym czasie klasztorem lub osadą uczniów gromadzących się wokół nowego mistrza.

Taki klasztor powstał i tym razem. Znajdował się również w pobliżu Gazy, ale dziś nie ma po nim ani śladu. Naukę swoich mistrzów, którą można by streścić krótko: pokora, cierpliwość, współczucie i zdrowy rozsądek, przekazywał Doroteusz następnemu pokoleniu mnichów. Okazuje się, że mimo wszelkich młodzieńczych okresów burzy i naporu ta nauka rzeczywiście go przepoiła i ukształtowała. Doroteusz-opat, jakiego widzimy w jego Naukach, różni się ogromnie od Doroteusza-nowicjusza. Brak w nim zupełnie wahań, dramatyzowania i przesady; ukształtowała się osobowość harmonijna, pogodna, człowiek świadomy swego celu i pewny osiągnięcia go nie przez własne zasługi (co do tego nie ma złudzeń), ale przez pokorną ufność złożoną w Bogu. Doroteusz jako opat jest żywym świadectwem wartości i skuteczności nauk swoich mistrzów.

Żadne późniejsze fakty z jego życia ani data śmierci nie są znane.


Fragment książki Twarze Ojców PustyniPrzeczytaj dzieło Doroteusza z Gazy Pisma ascetyczne


Siostra Małgorzata Borkowska OSB urodziła się w 1939 r. Studiowała polonistykę i filozofię na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu oraz teologię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Od 1964 jest benedyktynką w Żarnowcu. Autorka wielu prac historycznych, m.in. Życie codzienne polskich klasztorów żeńskich w XVII i XVIII wiekuCzarna owcaSześć prawd wiary oraz ich skutkiOślica BalaamaRyk Oślicy, Twarze Ojców Pustynitłumaczka m.in. ojców monastycznych, felietonistka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl