Śpiew łaciński jest ważnym dopełnieniem liturgii średniowiecznej

Śpiew łaciński podczas Mszy Świętej był w średniowieczu regułą. Zabrzmiał on w Polsce jeszcze przed budową katedr. Nawet najmniej liczne zespoły zakonne – w owym czasie benedyktyńskie – pielęgnowały liturgiczny śpiew. Toteż jego dzieje na naszym terenie rozciągają się na całe tysiąclecie. Przynoszą one ważne rysy do całości obrazu średniowiecznego nabożeństwa.

Badania nad śpiewem łacińskim rozwijają się pomyślnie. Zakrojona szeroko akcja zmierza do dwóch celów. Wpierw trzeba zinwentaryzować dokumenty, którymi dziś dysponują polskie zbiory. Równolegle bada się poszczególne zagadnienia po linii monograficznej. Osobna gałąź nauki zajmuje się instrumentami muzycznymi w ich dziejowym rozwoju.

Liczba muzycznych zabytków średniowiecza dosięga pięciuset, a z tych około dwustu nie przekracza granicy XV wieku. Są to nieraz ogromne kodeksy na pergaminie, nieraz tylko skrawki papieru. Na przestrzeni wieków zmienia się sposób zapisu – pierwotne nuty przypominają zygzaki nad tekstem i są pozbawione linii: te przybywają kolejno, wpierw dwie, potem cztery, wreszcie bywało i sześć. Zapis bezliniowy zostaje nieczytelny, chyba że można go porównać z późniejszym. Wtedy widać podobieństwa i różnice.

Monograficzne opracowania otrzymały już zarówno najciekawsze kodeksy, które pochodzą z różnych środowisk, jak i zagadnienia takie, jak np. początek śpiewu wielogłosowego. W tej sytuacji można pokusić się o syntezę. Początki chorału w Polsce są zakonne, benedyktyńskie – późniejsze cysterskie, ale oczywiście głównym przedmiotem zainteresowań jest śpiew w katedrach i kościołach parafialnych. Pierwsze zapisy nut odkrył Jan Węcowski w Sakramentarzu tynieckim. Ze względu na starodawność zabytku przypisać trzeba wielką wagę temu odkryciu. Nieco późniejszy, ale nieporównanie bogatszy jest pod tym względem kodeks gnieźnieński, znany pod nazwą missale plenarium. Zabytek ten ma zostać wydany w całości. Oczywiście, reprezentuje on poziom śpiewu gregoriańskiego raczej w miejscu swego powstania, tj. w Niederaltaich w Bawarii, niż w Polsce. Nie ma pewności, czy był tu w użyciu. Dlatego ważniejszy jest krakowski kodeks, zwany pontyfikałem z XII w. Zapisy melodii są tu wprawdzie mniej liczne, ale za to odczytał je trafnie Henryk Ostrzołek i w ten sposób dał pewną wiadomość o ówczesnym śpiewie w Krakowie.

Pulpit, chór żaków-kantorów. Inicjał z Graduału Jana Olbrachta; po 1505. Kraków, Biblioteka Kapituły Katedralnej

Pulpit, chór żaków-kantorów. Inicjał z Graduału Jana Olbrachta; po 1505. Kraków, Biblioteka Kapituły Katedralnej

 
Ciekawym świadectwem w tej dziedzinie jest fragment ceremoniału płockiego, który dziś odczytać można tylko ze złej reprodukcji. Zapis pochodzi z XII w. i obejmuje pięćdziesiąt trzy linijki drobnego pisma. Dotyczy początku Mszy uroczystej i świątecznych nieszporów (z procesją). Cenne są informacje o kantorach i staranności, z jaką gotowali się do swego zadania, o sposobie śpiewania itd. Z całości można wyczytać pierwszą wiadomość o związkach między Płockiem a premonstratensami. (W szczęśliwym położeniu jest badacz liturgii z czasów biskupa Aleksandra, bo wciąż przybywają wiadomości na ten temat: ostatnio Władysław Szafrański opublikował wyniki swych prac wykopaliskowych. W Płocku istniały przy katedrze jeszcze inne kościoły czy kaplice, do których zmierzały procesje. Fragmentaryczne dane scalają się w barwny obraz liturgii ówczesnej.) Omawiany dokument sięga czasów, w których liturgię katedralną sprawował zespół zakonny. (Możliwe, że odkopany fundament jest pozostałością kościoła benedyktyńskiego i że ten pierwotnie spełniał rolę katedry.)

Ważnym momentem w dziejach śpiewu łacińskiego w Polsce jest przybycie franciszkanów. Byli oni – jak wiadomo – nosicielami zwyczajów rzymskich. Ich zasługą będzie ustalenie tradycji diecezjalnej w zakresie chorału. Rozwinie się ona szczególnie pomyślnie w środowisku krakowskim, gdzie znajdowała poparcie dworu i warunki przy tamtejszym uniwersytecie. Ponadto franciszkańskie źródła przynoszą pierwsze wiadomości o polifonii, która z czasem opanuje teren, zwyciężając chorał nawet w jego najbardziej własnych dziedzinach, jak np. śpiewy mszalne. Stwarza to możliwości przemiany nabożeństwa w prawdziwy koncert, nie bez uszczerbku w wartościach religijnych.

Dorobek polski w zakresie śpiewu łacińskiego nie jest zbyt bogaty: kilka antyfon, „historii” i sekwencji. Zastanawia natomiast mnóstwo melodii śpiewu Credo. Sądząc z nazw potocznych, każda diecezja, a może nawet okolica, miała własną melodię. Cenny jest fakt przechowania w Polsce melodii i tekstów, które zaginęły z czasem w miejscu swego pochodzenia.

Śpiew łaciński jest ważnym dopełnieniem liturgii średniowiecznej. Jednakże w Polsce nie był to nigdy śpiew ludu. Przeciwnie, wykonywały go wyłącznie zespoły kapłańskie, względnie zakonne. Chorał kwitł w katedrach, kolegiatach czy opactwach – wegetował w mniejszych kościołach. Fragment płockiego ceremoniału daje dwie ciekawe wzmianki o udziale chłopców, którzy zwiastowali „Alleluja”. Potwierdza się zatem wiadomość o szkole przykatedralnej, o której istnieniu świadczyła zapiska o cudach z 1148 r. Trzeba przyjąć, że inne środowiska miały swoje szkoły, które przyuczały do udziału w liturgii: śpiew był tam zasadniczym przedmiotem, nawet w szkółce parafialnej. Chłopcy z takich szkół i szkółek byli więc pierwszymi przedstawicielami ludu w śpiewie kościelnym. Obok nich, względnie ponad nimi, stali pedagogowie, w miastach – kapłani, na wsiach ludzie świeccy. Był to zagubiony już dziś stan klechów, prototyp organisty, nauczyciela i kościelnego. Charakterystyczny dla średniowiecza – pojawia się także w literaturze.

W zakresie śpiewu można stosować zasadę programu i redukcji. W katedrach realizowano cały program gregoriański. O jego bogactwie świadczy mszał krakowski z 1532 r. Z krociami sekwencji i wersetów allelujatycznych dobrze reprezentuje on ambicje Złotego Wieku. Jednakże niepodobieństwem było wykonanie tego wszystkiego w Olkuszu albo Skawinie. A cóż dopiero w parafii z jednoosobową obsadą kapłańską. Toteż stosowano redukcję. Tu i ówdzie szkółka przygotowywała kadry małoletnich śpiewaków, częściej jednak śpiew pozostawał osobistym dziełem plebana i jego klechy. Ten układ, powszechny jeszcze przed kilkudziesięciu laty, zachował się przecież w obchodach pogrzebowych aż dotąd. W takim wypadku nie można stawiać wielkich wymagań i chorał, z natury swej trudny, gasł coraz bardziej.

Tyle o najdawniejszych dziejach śpiewu łacińskiego w Polsce. Śpiew kapłana i śpiew kościelny ludu w języku polskim jest osobnym zagadnieniem, do którego wypadnie powrócić. Rozwój jego szedł innymi drogami, inne przeżywał kryzysy i wzloty. Znakomity znawca przedmiotu, ks. Jan Fijałek, twierdził, że śpiew polski nie rozwijał się obok łacińskiego, ale jakby w jego cieniu.


Paweł Sczaniecki OSB „Msza po staremu się odprawia”

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl