Stopnie modlitwy

Modlitwa – w miarę jak się rozwija – dąży do uproszczenia, bo Bóg jest prosty. Wszystko, co się zbliża do Boga, upraszcza się. Cały człowiek się upraszcza, a zwłaszcza jego modlitwa. Najpierw upraszcza się myśl i imaginacja, która jest przeszkodą do dalszego rozwoju życia modlitwy. Wyobraźnią na modlitwie trzeba się posługiwać ostrożnie i nie za dużo. Myśl na modlitwie ma tę rolę, aby przez zrozumienie pewnych prawd Bożych skłonić naszą wolę do miłowania Boga. Nie można pozostawać na myśli. Sposób modlitwy, który polega na wielu myślach, prędko się upraszcza, myśl zaczyna się nużyć, dusza pragnie uciszenia. To nie jest kontemplacja, chociaż idzie w tym kierunku. Między rozumowaniem a kontemplacją jest opozycja, natomiast nie ma opozycji między kontemplacją a czynem. Jest rzeczą tak bardzo pożądaną, aby ludzie, którzy prowadzą życie czynne, doszli do tej prostej modlitwy kontemplacyjnej, aby doszli do powiązania w swym życiu wielu spraw.

W pierwszym stadium tego uproszczenia upraszcza się myśl, a dopiero później przychodzi uproszczenie wolitywne. Człowiek modli się aktami miłości, oddania się, upokarza się, prosi, modlitwa jest aktywna, czynna, niesłusznie nazwana po polsku modlitwą uczuć, bo tu chodzi o akty woli. O ile modlitwa człowieka postępuje, to ilość aktów się zmniejsza, one się pogłębiają. I tak, jak myśl się upraszcza, gdy człowiek wiele przemyślał, podobnie i akty woli. Stają się spokojne, pogłębione. Wszystko idzie ku jedności i uciszeniu, bo Pan Bóg jest cichy i nie ma hałasu, jaki ludzie w świecie czynią.

Życie wewnętrzne się upraszcza, i człowiek dochodzi do bardzo prostych aktów miłości, uwielbienia, dziękczynienia, prośby, zachwytu. To jest proste i człowiek może długo w tym trwać. W tym stanie modlitwa jest już bardzo prosta, łaska Boża działa jak zawsze w modlitwie, ale to nie jest jeszcze kontemplacja wlana.

Przejście od tej modlitwy do wyższych stanów – kiedy się zaczyna początek kontemplacji wlanej – nie polega na tym, że psychologicznie upraszcza się akt, ale na tym, że dzieje się coś zupełnie nowego. Pan Bóg staje się bliższy, bliższy niż sama myśl o Nim. Myśl o Panu Bogu zaczyna przeszkadzać, bo Pan Bóg jest bliższy. Np. mam przyjaciela, chwilowo nieobecnego, i otrzymuję od niego list. Czytanie listu zbliża osobę przyjaciela, porusza wyobraźnię. Ale gdy drzwi się otwierają i wchodzi niespodziewanie ten przyjaciel, zamykam list i zaczynam z nim rozmowę. List odkładam, gdyż nie jest już potrzebny.

Coś podobnego dzieje się w modlitwie, kiedy przechodzimy do stanu kontemplacji, gdy Pan Bóg jest tak blisko, że działanie myśli i poszczególnych aktów przeszkadza (chociaż akty mogą w pierwszych stadiach kontemplacji wlanej podtrzymywać człowieka, aby nie poszedł w tył). I wtedy główną myślą staje się w życiu atrybut Boży – najprostszy – Bytu. Pan Bóg jest Nieskończonym Bytem, i człowiek całym swoim bytem do Niego należy i do Niego idzie, To jest kontakt z Bogiem ponadpojęciowy – i tak dusza trzyma się obecności Bożej. Nie mówimy tu o dalszych etapach, bo są one nie tak zwyczajne, gdy łaska Boża wskazuje, jak należy działać, ale przejście do początkowej kontemplacji nie jest rzeczą rzadką, i trzeba o tym mówić.

Są pewne kryteria, które wskazują, że człowiek prosto ma iść do Boga. Przede wszystkim rozmyślanie nie jest możliwe jako sposób modlitwy, tylko jako coś ubocznego. Moje miejsce spotkania z Bogiem jest gdzie indziej. Rozmyślanie będzie szło trudno i będzie w modlitwie przeszkadzać. Jeśli dusza cieszy się tym, co jest w Bogu ponad wszelkie poznanie, wtedy rozmyślanie nic jej nie da. W tym stadium zjawia się pociąg do Boga, jako do Istoty Niepojętej, i dusza chce w Nim spocząć. Człowiek nic nie rozumie, ale zdaje się na Boga. Przychodzi potrzeba ubóstwa duchowego, aby nic nie mieć i być niczym. Wszelkie pragnienia posiadania czegoś wnoszą zamęt do duszy. Człowiek nic nie chce mieć, aby zawsze mógł liczyć na Boga. Nie chce żadnych skarbów gromadzić: ani duchowych, ani innych, bo ufa, że Bóg da, czego będzie potrzeba.

Czasami ta modlitwa jest tak prosta i ukryta, że duszom się zdaje, że nic nie robią, chcą się cofnąć, to jest czytać książki, odmawiać modlitwy, a jeśli wrócą do dawnych sposobów, poniosą stratę.

Jednak są dwie rzeczy, które wskazują na działanie Boże:

1. jeśli człowiek po modlitwie ogołoconej, kiedy nie wraca do rozmyślania, czuje się wzmocniony;
2. gdy mu myśl o Bogu przeszkadza.

I to jest znak początkującej modlitwy kontemplacyjnej.

Pomimo niepokoju, jaki sprawia burza imaginacji, która nie znajduje dla siebie pokarmu, trzeba trwać w tym prostym akcie modlitwy. To jest to wejście do prostej kontemplacji, wejście do obłoku, o którym Pismo Święte mówi, że w nim się odbywa spotkanie Boga z człowiekiem. Pan Bóg będzie żądał coraz więcej. Trzeba zrezygnować z działania umysłu i woli. Pan Bóg zagarnie wszystko. Wiemy z teologii katolickiej, że w postępie do Boga coraz bardziej Duch Święty bierze ster. Jest to jedna z istotnych cech doktryny o Darach Ducha Świętego. Prorok Izajasz mówi, że miasto Boże położone jest na wodach i nie dojedzie tam żadna łódź wiosłami poruszana. Aby dojść do Boga, dusza musi zrezygnować z siebie i własnego działania. Dusza jest tym zaniepokojona, bo musi skoczyć w próżnię, w nieznane.

Życie modlitwy to nasze wstępowanie ku Nie­skończonemu, Niepojętemu, Tajemniczemu Bogu. Człowiek musi dać się przerobić Bogu, wyzbyć się tego, co ludzkie, cielesne, aby stać się godnym Boga: poznać Go i z Nim współżyć.

Mamy się starać być bardzo prawdziwi w życiu modlitwy i nie pozować na stany dla nas nieodpowiednie, mamy się modlić tak, jak potrafimy. Chodzi o to, żebyśmy się modlili, żebyśmy mieli kontakt z Bogiem. Jeśli przez modlitwę ustną mamy kontakt z Bogiem, to bardzo dobrze. Jeśli dusza jest wierna, to ewolucja przyjdzie w sposób naturalny. Te stany modlitwy to coś bardzo autentycznego, ale bywa czasem i nirwana…

Do kontemplacji trzeba dojść. Żebyśmy nie wpadli w błąd zbyt szybkich wzlotów, abyśmy nie upadli i nie potłukli się, musi być pokora. Człowiek, który ma modlitwę kontemplacyjną, nie jest doskonalszy od tego, który odprawia rozmyślania. O. de la Taille tłumaczy, że łaska Boża niejednakowo działa w stosunku do ludzi. Niektórym daje więcej sił przyrodzonych i wymaga współpracy rozumu z łaską i dla nich zdanie się na Boga jest wyżej położone, niż u innych, którzy są biernymi. Widzimy to u świętych. Np. u św. Ignacego Lojoli działanie naturalne z łaską idzie bardzo daleko, a św. Franciszka z Asyżu Pan Bóg niósł jak na skrzydłach.

Dusza, która pragnie modlitwy dla Boga, pragnie Boga, ta dusza wiele od Boga otrzyma i będzie postępować po tych stopniach. Prefacja Bożego Narodzenia mówi nam o tym, mówi o ekonomii Wcielenia. W niektórych zaś artykułach i pismach zagranicznych pojawiła się tendencja nie bardzo zdrowa do rozumienia Wcielenia jako pewnej konsekracji świata, a tymczasem Prefacja mówi, że Pan Jezus przyszedł, aby nas porwać do miłowania rzeczy niewidzialnych, będących ponad światem – duchowych, do miłowania Boga, który jest Duchem.


Piotr Rostworowski „W szkole modlitwy”

Materiały dodatkowe:

komentarz

napisz komentarz
  • Poruszające słowa: ‚ Wszystko idzie ku jedności i uciszeniu, bo Pan Bóg jest cichy i nie ma hałasu, jaki ludzie w świecie czynią.’
    P. Roztworowski po

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl