W duchowym prowadzeniu najważniejsze jest to, by ojciec duchowy pomagał swojemu dziecku rozpoznawać to, co do niego przychodzi od Ducha Świętego…

Szczególny wymiar ojcostwa odnajdujemy w ojcostwie duchowym. Zazwyczaj mówi się u nas o „kierownictwie duchowym”. Natomiast w tradycji monastycznej używa się pojęcia „ojcostwa duchowego”. Wydaje się, że ono lepiej oddaje istotę sprawy. Kierownictwo kojarzy się z rodzajem sterowania, kierowania czymś lub kimś w celu uzyskania zamierzonego efektu. Natomiast w ojcostwie, jak to wyżej opisaliśmy, chodzi o wprowadzenie kogoś w relację dzieciństwa wobec Boga jedynego Ojca. Jest to zgodne z wcześniej wypowiedzianą zasadą: ojciec tym bardziej staje się ojcem, im bardziej swoje dziecko powierza Bogu, im bardziej zdaje sobie sprawę, że jest ono dzieckiem Boga, a on prowadzi swoje dziecko do Niego. W prowadzeniu duchowym podobnie jak w wychowaniu dziecka chodzi o wprowadzenie ucznia w pełnię wolności dobrze ukształtowanej na fundamencie prawdziwych wartości. A to w istocie oznacza właśnie wprowadzenie go w żywą więź z Bogiem.

Tym, który nas prowadzi w życiu do prawdy, jest Duch Święty. Mówił o tym wyraźnie Pan Jezus:

Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek usłyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe. On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi. Wszystko, co ma Ojciec, jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego weźmie i wam objawi (J 16,13–15).

Żeby poukładać sobie życie duchowe, trzeba po prostu powierzyć się Duchowi Świętemu, otworzyć na Niego, nauczyć rozpoznawać, co jest Jego natchnieniem i potem kierować się tym w życiu. Nie jest to jednak łatwe. Nasza subiektywność i chęć realizowania własnych pragnień potrafią nas całkowicie wyprowadzić na manowce. W tym kontekście niezmiernie ważna jest pomoc drugiego człowieka. Jednak nie powinien to być ktokolwiek, komu się zdaje, że potrafi to robić. Ojcostwo duchowe jest charyzmatem, darem Ducha Świętego. Przy czym charyzmat zawsze jest darem, który jest dany komuś dla posługi innym. Sam musi odnaleźć taki dar dla siebie u kogoś innego, kto może jemu posłużyć duchowym ojcostwem.

Przy czym nie ma jednego, uniwersalnego daru kierownictwa (ojcostwa) duchowego, z którego mogą korzystać wszyscy. Osoba, posiadająca taki charyzmat, może pokierować życiem duchowym określonej grupy ludzi, tymi, którzy mają taką, a nie inną wrażliwość, taki a nie inny sposób myślenia, rozeznawania itd. Ludzie są bardzo różni i potrzebują różnych, wspierających ich w rozwoju duchowym ludzi. Przy czym każdy człowiek przechodzi w swoim życiu różne etapy. W momencie, gdy jeden etap się kończy, być może zakończył się też charyzmat kogoś dla niego i trzeba poszukać tego charyzmatu u kogoś innego. Czasami mówi się, że człowiek się nie żeni ze swoim ojcem duchowym. To jest inne określenie tej samej prawdy. Życie duchowe jest drogą. Nigdy nie osiąga się w nim pełnej stabilności.

O ile w przypadku ojca w rodzinie otrzymujemy go niezależnie od naszych wyborów, bo po prostu urodziliśmy się w tej, a nie innej rodzinie, o tyle w przypadku ojca duchowego uczeń sam musi go znaleźć. Czasem się nawet mówi, że w życiu duchowym to syn rodzi ojca wtedy, gdy do niego przychodzi i prosi o prowadzenie: „Abba powiedz mi słowo”. Jak to zrobić? Jak dobrze wybrać ojca duchowego?

Wpierw trzeba się samemu wsłuchać w swoje serce, w swoje sumienie. Rozpoznać, zrozumieć, co nas prowadzi do Boga. Św. Augustyn pisze, że każdy z nas ma wewnętrznego, który podpowiada, co jest prawdą, a co kłamstwem, co jest dobre, a co złe, co jest właściwe, a co nie. Tak jest, gdyż jak czytamy w Ewangelii według św. Jana:

Była światłość prawdziwa,
która oświeca każdego człowieka,
gdy na świat przychodzi
(J 1,9).

Ta światłość jest metaforą prawdy. Każdy z nas ma tę światłość albo tak, jak to określa Syracydes, ma w swoim sercu „Boże oko”, dzięki któremu może rozpoznawać wielkie dzieła Boże (zob. Syr 17,8). Augustyn nazywa tę wielką zdolność „wewnętrznym nauczycielem”. Trzeba jednak go w sobie odkryć. Pisaliśmy już wcześniej na ten temat. Dzięki wewnętrznemu nauczycielowi jesteśmy w stanie rozpoznać wartość duchową czyjejś wypowiedzi. Trzeba zatem słuchać homilii księży i konfrontować z wewnętrznym nauczycielem, wewnętrznym głosem w nas. I kiedy czujemy harmonię, czujemy, że to jest głos z jednego, wspólnego źródła, że słowa tego księdza potwierdza nam wewnętrzny nauczyciel, że trafiają do nas, wtedy warto podejść do niego i zacząć z nim rozmawiać. Po drugiej, trzeciej rozmowie może się jednak okazać, że to było błędne rozeznanie. Wtedy słuchajmy i szukajmy dalej. Cały czas trzeba być nastawionym na słuchanie wewnętrznego nauczyciela. W pewnym momencie może się też okazać, że doszliśmy do jakiejś granicy we współpracy z tym księdzem. Możemy poczuć, iż wyczerpuje się charyzmat tego człowieka dla nas, wówczas trzeba szukać dalej.

Istnieje jeszcze inne kryterium rozpoznawcze życia duchowego. Można powiedzieć nawet, że bardziej pewne. Nasze wewnętrzne przekonanie może być zaburzone przez ogromny wpływ naszej subiektywności, przez swoiste „duchowe upodobanie”, jakie w sobie nosimy od czasu kształtowania się naszej wiary, wzmocnione przez autorytety, jakie uznajemy, przez to, że wszyscy tak myślą itd. Dlatego też nam trudno prawdziwie wsłuchać się w głos wewnętrznego nauczyciela. Zawsze jednak życie duchowe poznaje się po owocach. Jest to najmocniejsza metoda poznania, o której mówi Pan Jezus kilka razy w Ewangeliach. Niestety nasze mniemania, porównania się z wartościami tak, jak je rozumiemy, z normami, innymi ludźmi, również intencje i obowiązujące zasady nie dają nam ostatecznego kryterium duchowego dobra. Widać to bardzo wyraźnie w konfrontacji Pana Jezusa z faryzeuszami, którym nie można zarzucić prostej nieuczciwości w reakcjach na to, co czynił Pan Jezus. Oni byli rzeczywiście zaszokowani, to się im nie mieściło w normach, jakie znali od dzieciństwa, w których byli wychowani. Oni często autentyczne byli zaszokowani i oburzeni np. tym, że brał udział w uczcie z celnikami. Natomiast poznanie po owocach daje jasne rozpoznanie. Po uczcie u Mateusza-celnika ten ostatni stał się uczniem Jezusa, a potem głosicielem Ewangelii. Dokonała się w nim wewnętrzna przemiana, uzdrowienie.

O samych owocach pisaliśmy wyżej w rozdziale „Bunt i powstanie ze snu”. Tam wskazaliśmy dobre i złe owoce wyliczone przez św. Pawła w Liście do Galatów. Z dobrych owoców najłatwiej uchwytnym, jak się wydaje, jest pokój. Przy czym „pokój” to nie jest to samo, co spokój. Spokój to jakby uwolnienie się od zatroskania, co może oznaczać zwolnienie się od odpowiedzialności. Pokój rodzi się w sercu, gdy zrobimy to, co w danym momencie należało zrobić. Kiedy to zrobiliśmy i wiemy, że zrobiliśmy dobrze, czujemy pokój. Nie mamy niepokoju sumienia. To wyciszenie pochodzi z głębi. Nie jest to uczucie płytkie i doraźne, jakim może być spokój.

Zazwyczaj nasze życie duchowe kojarzymy z częstą spowiedzią św. Wydaje się, że spowiednik staje się tym, który nam wskazuje właściwą drogę duchową. W ten sposób niejako naturalnie powinien być owym ojcem duchowym. W przypadku osób, które żyją uczciwie i nie mają problemów z grzechami powszednimi, spowiedź nie może się sprowadzić do wymieniania grzechów, bo ich po prostu nie ma, a grzechów się nie wymyśla. Oczywiście pozostają jeszcze różne myśli, które na nas przychodzą, ale te są pokusami i jako pokusy nie są jeszcze grzechami. Wydaje się, że tacy ludzie, idąc do konfesjonału, bardziej potrzebują ojca duchowego niż spowiednika. Takim ludziom radziłbym, żeby znaleźli dla siebie stałego spowiednika, który mógłby być jednocześnie ich ojcem duchowym, który ich już zna i zna ich problemy i dlatego może im coś konkretnego w ich drodze duchowej wskazać. W takim przypadku spowiedź powinna się przerodzić bardziej w rozmowę duchową zakończoną spowiedzią, bo przecież zawsze w swojej miłości nie dorastamy do tej miłości, jaką powinniśmy odpowiedzieć na doświadczaną miłość Boga do nas i dlatego zawsze istnieje materia spowiedzi. W istocie nasz grzech wobec Boga zasadniczo na tym polega, że nie potrafimy w pełni odpowiedzieć miłością na Jego miłość.

Tę refleksję można także rozciągnąć na tych, którzy jeszcze borykają się z grzechami codziennymi. Im także duchowe ojcostwo o wiele więcej pomoże niż sama spowiedź. Niezależnie jednak od tego, jakie grzechy popełniliśmy, ważne jest to, żebyśmy poprzez sakrament spowiedzi starali się rozwijać duchowo. Spowiedź ma być budowaniem życia, a nie tylko sprzątaniem brudów.

Pojawia się pytanie: Czy ojcem duchowym może być osoba świecka, bo przecież duchowe prowadzenie nie jest sakramentem i przez to nie jest zarezerwowane tylko dla kapłana?

W starożytności mnisi w większości byli ludźmi świeckimi. Niewielu z nich było wyświęconych na kapłanów, a mimo to pełnili funkcję duchowych przewodników. Wydaje się, że również dzisiaj ojcem duchowym mogą być ludzie świeccy. Musi jednak być to człowiek autentycznie wierzący, doświadczony w życiu wiary, powinien też mieć wiedzę teologiczną od strony duchowości i to zweryfikowaną swoim własnym życiem. To ostatnie jest nawet ważniejsze, niż sama wiedza teologiczna. Taki człowiek może być duchowym ojcem. Kiedy spojrzymy na to, co pisaliśmy wcześniej o ojcostwie, to w naturalny sposób ojciec rodziny powinien na początku być ojcem duchowym swoich dzieci. To samo odnosi się także oczywiście do matki. W dalszym rozwoju dzieci mogą potrzebować innych duchowych ojców, jednak na początku ich rodzice powinni taką funkcję sprawować.

W duchowym prowadzeniu najważniejsze jest to, by ojciec duchowy pomagał swojemu dziecku rozpoznawać to, co do niego przychodzi od Ducha Świętego. Prawdziwym ojcem jest jedynie Bóg i On nas prowadzi przez Ducha. Dlatego prowadzenie duchowe nie polega na realizowaniu jakiegoś z góry przyjętego programu duchowego, ale na wspólnym słuchaniu tego, co jest od Ducha. Ojciec duchowy powinien zatem wpierw słuchać tego, kto do niego przychodzi. Musi się wsłuchać w to, co on mówi i rozpoznawać w swoim duchu, na ile jest to od Ducha Świętego. Jego naturalne lub zgodne z własnymi przekonaniami rady mogą być niewłaściwe. Dobrym tego przykładem była rozmowa Dawida z prorokiem Natanem:

Gdy Dawid zamieszkał w swoim domu, rzekł do proroka Natana: «Oto ja mieszkam w pałacu cedrowym, Arka zaś Przymierza Pańskiego pod zasłonami namiotu». Natan powiedział do Dawida: «Uczyń wszystko, co zamierzasz w sercu, gdyż Bóg jest z tobą». Lecz tejże samej nocy Bóg skierował do Natana następujące słowa: «Idź i powiedz mojemu słudze, Dawidowi: To mówi Pan: Nie ty zbudujesz Mi dom na mieszkanie… Kiedy wypełnią się twoje dni i będziesz musiał odejść, aby połączyć się z twoimi przodkami, wzbudzę twojego potomka po tobie, którym będzie jeden z twoich synów, i utwierdzę jego królowanie. On zbuduje Mi dom, a Ja utwierdzę tron jego na wieki. Ja będę mu ojcem, a on będzie Mi synem; życzliwości mojej nie cofnę mu, jak cofnąłem temu, który był przed tobą. Osadzę go w moim domu i w moim królestwie na zawsze, a tron jego będzie utwierdzony na wieki». Zgodnie z tymi wszystkimi słowami i zgodnie z tym całym widzeniem przemówił Natan do Dawida (1 Krn 17,1–4.11–15).

Widzimy, że Natanowi spodobały się słowa Dawida. Po ludzku były one dobre i godne pochwały. Jednak dopiero we śnie usłyszał słowa od Boga, który, uznając zasługi Dawida, jednak uważa, że to nie on zbuduje mu świątynię, ale dopiero jego syn Salomon. Przy czym Dawid uzyskał jednocześnie niesamowitą obietnicę, która przerosła wszelkie jego pragnienia. Bóg powiedział o jego synu: Ja będę mu ojcem, a on będzie Mi synem. Do tego proroctwa nawiązał potem anioł Gabriel, zwiastując Maryi:

Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego okryje Cię cieniem. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym (Łk 1,35)

Istotą duchowego rozwoju jest wsłuchanie się w głos Ducha Świętego. Odnosi się to zarówno do ucznia, jak i oczywiście do ojca duchowego. Obaj muszą się wsłuchać. Ojciec powinien porównywać to, co słyszy od swojego ucznia, ze swoim wewnętrznym nauczycielem, dostrzegając, co jest dobre, a co jest złe. I na tej podstawie próbować sugerować mu, co ma w swoim życiu zrobić. Czasami będzie to korekta jego pomysłów, czasami będzie to wymagało zmiany sposobu myślenia, czasami będzie to większa dyscyplina, czasami po prostu wsparcie odkrytych w sercu dążeń. Bóg zawsze przychodzi do człowieka z rozwiązaniem problemu wtedy, gdy trzeba go rozwiązać. Przy czym najczęściej, gdy przychodzi z czymś ważnym, to zaskakuje. To jest właściwie reguła, którą widzimy w Piśmie Świętym w historii osób przez Boga powołanych do jakiegoś dzieła.

Stąd wynika wielka ostrożność z ocenami „zaawansowania duchowego” czy tym bardziej z budowaniem modeli duchowości. Życie duchowe każdego człowieka jest inne i dla każdego Bóg ma swój jedyny plan i zadanie. Dlatego ojciec duchowny powinien przede wszystkim słuchać zarówno swojego ucznia, jak i swojego mistrza wewnętrznego, którym ostatecznie jest Duch Święty. Nie powinien wyznaczać nikomu drogi według swojej idei, jednego, „słusznego” modelu duchowości. W ten sposób bardzo łatwo można zaprowadzić człowieka na manowce. Umiejętność słuchania jest czymś zasadniczym u ojca duchownego. Tak samo jak u tego, który przychodzi do niego. Jeden i drugi muszą słuchać.

Czasami bywa tak, że ojciec duchowy źle słucha i potem źle doradza. To uczeń musi sam zobaczyć po owocach. Podobnie jak np. gdy ktoś idzie do psychologa, powinien po pewnym czasie zrobić bilans spotkań i ich efektów. Z drugiej jednak strony ojciec duchowy nie jest po to, żeby popierał nasze, skądinąd być może nawet bardzo pobożne, pomysły. On powinien je rozeznać w Duchu.

Bardzo ważna w życiu duchowym jest wspólnota, która stanowi środowisko. Ono jest nośnikiem wartości, kultury, pewnej tradycji, jest przestrzenią, w której się człowiek odnajduje i uzyskuje wsparcie, pomoc, wzmocnienie, potwierdzenie itd. Natomiast sam udział w życiu wspólnoty modlitewnej lub innej religijnej nie może zastąpić ojca duchowego. Wspólnota jest niewątpliwie grupą, w której ludzie mogą konfrontować swoje pomysły, swoje zamiary, pragnienia, ale to jedynie może wspierać dialog z ojcem duchowym. Ojcostwo duchowe ma charakter spotkania indywidualnego i związane jest z charyzmatem osobowym. To musi być konkretna osoba, która słucha i konfrontuje to, co słyszy, z Duchem Świętym. We wspólnocie zazwyczaj zdania bywają podzielone i problem się dyskutuje, racjonalizuje, obiektywizuje. Oczywiście, wspólnota też ma dar rozeznawania charyzmatów u kogoś, więc w pewnym zakresie posiada elementy prowadzenia duchowego, ale ostatecznie ojcem duchowym musi być konkretna osoba.

Niestety duchowe prowadzenie nie jest w Polsce powszechne. Niektórzy uważają, że „duchowe ojcostwo jest przeznaczone dla osób, które poważnie myślą o swoim rozwoju duchowym i chcą szybciej zbliżyć się do Boga”. Tylko wówczas trzeba się spytać tego, kto tak mówi, czy jemu nie zależy na zbliżeniu się do Boga? Jeżeli by tak było, to wówczas należy spytać się o samą wiarę: czy w ogóle wierzy w Boga i w to, że ostatecznie się z Nim spotka. Jeżeli uważa, że Bóg może sobie być na marginesie życia, to jest to po prostu niewiara. Bóg prawdziwy nie może być na marginesie naszego życia. Jeżeli wierzymy, to musi On być w naszym centrum. Na marginesie może być jakiś bożek, a nie Bóg prawdziwy. Z tej racji każdy chrześcijanin powinien pragnąć zbliżyć się do Boga i bliskość Boga powinna być dla niego absolutnie najważniejszą sprawą w życiu. Z tej racji każdy chrześcijanin powinien poważnie myśleć o rozwoju duchowym i w związku z tym szukać pomocy w tej materii u ojca duchowego. Duchowe ojcostwo jest charyzmatem adresowanym do każdego, tyle że większość to ignoruje albo w ogóle o tym nic nie wie. Jest to problem, który częściowo wynika z tego, że u nas w Polsce dominuje nadal model masowego duszpasterstwa, a duszpasterstwo masowe nie zna duchowego ojcostwa. W masowym duszpasterstwie chodzi w istocie o zaspokojenie „religijnych potrzeb” ludzi wierzących. Od strony duchowej właściwie sprowadza się to działanie do nauki moralnej: głoszenie „zasad moralnego postępowania”. Natomiast osobie, której zależy na autentycznym rozwoju duchowym, która już nie ma problemów moralnych w zwykłym życiu, potrzebny jest prawdziwy dialog, w którym będzie się uczyła słuchać Ducha Świętego. Taki dialog musi prowadzić konkretna osoba, która tym samym staje się ojcem duchowym.


Fragment książki Być ojcem


Włodzimierz Zatorski OSB (ur. 1953) benedyktyn, fizyk, teolog, filozof. Ukończył studia z fizyki teoretycznej na Uniwersytecie Jagiellońskim (1980 r.) Od 1980 w Opactwie Benedyktynów w Tyńcu, (śluby wieczyste złożył w 1984 r.). Założycieli wieloletni dyrektor Wydawnictwa Benedyktynów „Tyniec”. Od 2005 do 2009 przeor w Tyńcu, 2010-2013 mistrz nowicjatu. Od 2015 szafarz (ekonom) klasztoru. Od 2002 roku prefekt (opiekun) oblatów świeckich przy Opactwie w Tyńcu. Autor ponad 40 tytułów książkowych w tym 3 tytuły z zakresu duchowości lidera: Podstawy duchowości lidera (2011), Duchowość lidera. Wybrane zagadnienia (2014), Duchowe dylematy lidera (2017).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl