Właściwie dzielić czas i energię na życie osobiste i zawodowe

Niewątpliwie bardzo ważnym zagadnieniem w naszym życiu jest podział czasu i energii pomiędzy życiem osobistym a zawodowym. Jest to problem niezmiernie ważny dla lidera. O wiele łatwiejszy jest on do uzgodnienia dla zwykłego pracownika, który ma bardzo wyraźnie określony zakres swoich obowiązków oraz czas pracy. Ustawowo powinien on pracować 40 godzin w tygodniu i pracodawca musi respektować ten czas pracy i nie przedłużać go. Ponadto zwykły pracownik za drzwiami swojej pracy zostawia wszystkie problemy, które z tą pracą są związane, czego nie może powiedzieć o sobie lider. Lider ponadto nie ma limitowanego czasu pracy i w związku z tym może pracować na okrągło, a przynajmniej o pracy myśleć na okrągło, co niestety nierzadko się zdarza.

Podział kiedyś ustalany jako idealny: 8 godzin pracy, 8 godzin na życie osobiste i 8 godzin odpoczynku i snu, a ponadto 2 dni wolne w tygodniu, to dzisiaj dla lidera raczej marzenie. Niemniej taki układ wydaje się rzeczywiście sensowny. Widać w nim właściwe proporcje: godziny przeznaczone na sprawy związane z życiem osobistym (8 godzin w dni robocze i 2 dni wolne) wskazują właściwą wagę życia osobistego, w szczególności rodzinnego, dla życia każdego. Ono jest zasadnicze, bo w nim jesteśmy najbardziej sobą, a praca powinna być dziedziną aktywności „na zewnątrz”. To z tego czasu trzeba przeznaczyć część na głębszą refleksję, modlitwę i inne formy spotkania z Bogiem. W tym czasie także dokonuje się integracja życia z bliskimi: rodziną i przyjaciółmi. Do niej także należy praca dla domu i w nim, dla innych wspólnot, w jakich jesteśmy poza naszym życiem zawodowym. Niestety przy obecnym rozumieniu pracy nie uwzględnia się pracy w domu, jaką np. wykonuje kobieta, która w domu pozostaje. A przecież ta praca jest bardzo konkretna i trzeba ją wykonać.

Takie rozumienie pracy, sprowadzone do samej pracy zawodowej i zarobkowej, czasem w życiu domowym skutkuje fatalnie. Osoba, która zasadniczo utrzymuje rodzinę dzięki swoim zarobkom, uważa się za zwolnioną od wysiłku na rzecz pracy w domu. Jednak taka postawa oznacza, że nie włącza się w pełni w samo życie rodzinne, dla którego prace domowe są jednym z wymiarów życia i wzajemnej służby. Postawa roszczeniowa w odniesieniu do innych członków rodziny powoduje zdystansowanie, a nawet wyizolowanie się z rodziny. To jednocześnie oznacza brak odnalezienia się w roli członka rodziny: męża, żony, ojca czy matki…, a to przekłada się na brak odpowiedniego doświadczenia ubogacającego nasze odnajdywanie się jako osoby, która może się realizować tylko w szczerym, bezinteresownym darze z siebie. Przy czym ponieważ doświadczenie relacji bliskości rodzinnej jest w istocie najważniejsze dla nas, postawa bycia „panem” w domu jest w sposób szczególny niszcząca.

Taka sytuacja zazwyczaj powoduje pogłębiający się kryzys w domu i ucieczkę z tego względu do innych, bardziej „przyjemnych” relacji, czy to z kolegami, czy z inną partnerką, czy w używki lub w pracę, gdzie ma się określoną pozycję i uznanie. Jednak braki w relacjach domowych powodują zaburzenia w najbardziej intymnych sferach naszego życia, powodują brak zdolności nawiązywania autentycznych więzi miłości z pełnym zaangażowaniem i oddaniem się.

Natomiast praca będąca „działalnością na zewnątrz” czy „w świecie” stwarza swego rodzaju weryfikację naszych zdolności, inteligencji, inwencji, wytrwałości, rzetelności itd. Sam dom mógłby nas pogrążyć w subiektywnym przeżywaniu siebie i swoich możliwości. Dlatego potrzebne jest wyjście z tego intymnego kręgu więzi rodzinnych i skonfrontowanie się z „rynkiem pracy”, z obiektywnymi prawami zdobywania pieniędzy na utrzymanie, stanowiska w życiu społecznym i uznania w konkurencji z innymi. Taka weryfikacja jest potrzebna do budowania prawdziwej więzi miłości. Pamiętamy, że miłość to pragnienie rzetelnego dobra dla drugiego. Rzetelnego, czyli zweryfikowanego w życiu społecznym. I w tej dziedzinie praca zawodowa ma dużo do powiedzenia.

I tak np. kiedy mówimy o życiu zakonnym dzisiaj, to nie może ono wyglądać tak, jak to było np. 50 lat temu, a tym bardziej jak w średniowieczu, bo warunki życia zupełnie się zmieniły. I gdyby ktoś starał się realizować życie zakonne na wzór tego sprzed lat, to będzie żył w jakiejś nierzeczywistości. Dzisiaj nie da się utrzymać klasztoru, pracując tak, jak kiedyś, i dlatego trzeba dostosować swoje życie do dzisiejszych wymogów. Inaczej samo życie będzie czymś sztucznym. Jest to o tyle ważne, że posiada swój duchowy wymiar. Boga można spotkać jedynie w prawdzie, i to w wymiarze egzystencjalnym. Kiedy nie trzymamy się obecnej rzeczywistości, popadamy w pozór. Tak dzieje się w sektach, które starają się żyć tylko we własnym kręgu i według przyjętych kiedyś schematów. Odcinają się od reszty świata, bo mogłaby ona „źle wpłynąć” na członków sekty i ich zdeformować. W zamkniętym kręgu można bujać w obłokach subiektywności. Okazuje się, że ludzie tak utrzymywani w zamkniętym kręgu potrafią wierzyć w dowolne bzdury, bo nie potrafią ich zweryfikować z rzeczywistością. I tak się niejednokrotnie dzieje w wielu grupach, nie tylko w sektach o charakterze religijnym.


Włodzimierz Zatorski OSB „Duchowe dylematy lidera”

Inne publikacje Ojca Włodzimierza:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl