Wyrzeczenie jako jedna z dróg do uporządkowania. Bede Griffiths OSB i jego chrześcijański ideał sannyāsina

Ideał wyrzeczenia można spotkać we wszystkich tradycjach religijnych na świecie. Jest to podstawowa idea, dzięki której rozwija się duchowość danej społeczności, szczególnie ta o nastawieniu ascetycznym. Zarówno tradycja benedyktyńska, jak i hinduska kładą na wyrzeczenie duży nacisk, widząc w nim środek służący zwalczeniu egocentryzmu i wykorzenieniu chęci posiadania.

Nurt wyrzeczenia w Indiach rozwijał się od samego początku ich dziejów; niektórzy twierdzili, że ideał ten sięga nawet poza najstarszą tradycję wedyjską. Postępowanie polegające na odrzuceniu świata i wszystkich rzeczy, które są z nim związane, miało u podstaw filozofię związaną z koncepcją maji – według hindusów wszystko, co nas otacza, jest ułudą, czymś nierzeczywistym. Człowiek musi wyzwolić się z tego stanu, który ogranicza go i nie pozwala złączyć się z Brahmanem. Takie postrzeganie życia wykształciło ideę zupełnego odrzucenia materii, tak dążyć do wyzwolenia z cyklu narodzin. Sannyāsin stał się znakiem doskonałego wyrzeczenia i odrzucenia tego świata oraz wytworów współczesnej cywilizacji. W zupełnym osamotnieniu, podejmując liczne ćwiczenia i umartwienia ascetyczne pragnął realizować doskonałe odejście od maji. Przez ćwiczenia zewnętrzne mógł osiągnąć wewnętrzną przemianę, rezygnując z egoizmu, umiłowania własnego zdania i planów, wyzbywał się samego siebie, aby doświadczać prawdy o rzeczywistości. Jak określał to Bede Griffiths, sannyāsin to człowiek ponad wszystkimi religiami, poglądami, filozofiami i naukami, dążący wytrwale do zbawienia.

Równie ważne było wyrzeczenie w duchowości chrześcijańskiej, a zwłaszcza w zakonie św. Benedykta. Modlitwa indywidualna i wspólnotowa były ważne, jednak w Regule Zakonodawca bardzo krytycznie pisał także o wadzie, którą należy bezwzględnie wykorzenić z klasztoru, a mianowicie chęci posiadania czegoś na własność. Jest tam również napisane, że mnich nie rozporządza nawet własnym ciałem, a co dopiero posiadanymi przez siebie rzeczami. Wyrzeczenie w tej duchowości wiąże się z przemianą życia człowieka, czyli wyjściem ze świata materii ku temu, co duchowe, i dążeniem, we wspólnocie i pod rządami opata, do zbawienia. Taki styl życia jest wzięciem na serio ewangelii i pójściem w ślady Jezusa Chrystusa ubogiego. Placyd Galiński OSB pisał o wyrzeczeniu jako o postawie nie tyle odłączenia się od społeczności ludzkiej, ale zasadniczego i kategorycznego wybrania właściwych wartości w życiu zewnętrznym i wewnętrznym. Wyrzeczenie u mnicha winno objawić się w minimalnym korzystaniu z rzeczy materialnych, tylko w razie konieczności. Taka postawa daje wewnętrzną wolność i pomaga wyzbyć się egoizmu, a także chęci posiadania. Mimo że to Bóg dał nam w otaczającym świecie materialne dobra, niewłaściwe korzystanie z nich może mnicha zaprowadzić do niewoli i zatracenia się w tym, co przemijające.

Nie można nie zauważyć, jak bliskie są te dwie tradycje religijne w postrzeganiu kwestii wyrzeczenia. Bede Griffiths to, czego nauczył się w tradycji benedyktyńskiej, wniósł w życie codziennie w aśramie. Podobnie jak w przypadku planu dnia i tutaj fundament duchowy funkcjonowania jest na wskroś przesiąknięty monastycyzmem.

Chrześcijański sannyāsin w ujęciu Griffithsa to osoba, której centrum stanowi wyrzeczenie będące formą rezygnacji z samego siebie (miłości własnej, własnych ideałów i planów na życie). W innym miejscu możemy przeczytać, że człowiek prawdziwie rezygnujący z siebie tak naprawdę siebie odnajduje. Te dwie wypowiedzi Griffithsa wyraźnie wskazują na to, jak dużą wagę przykładał do tego aspektu życia ascety. Widział to z perspektywy doświadczenia życia benedyktyńskiego i hinduskiego, co skutkowało obiektywnym obrazem całości i prawidłowym funkcjonowaniem w aśramie. Według Bede Griffithsa sannyāsin jest akosmiczny (była to też postawa występująca u Ojców Pustyni), nie podlega żadnym wpływom, bez rodziny, z dala od społeczeństwa i nie angażuje się w politykę, jest totalnie wolny. Wyrzeczenie pozwala na wejście w głąb swojego wnętrza i podążanie dalej.

U Griffithsa jednym z przejawów wyrzeczenia była prostota życia, jakie musiał podjąć, aby lepiej wpasować się w środowisko, w jakim miał przeżyć resztę swojego życia. Hindusi w większości żyją w minimalnym zakresie zaspokajając swoje potrzeby materialne. Jak sam to wspomina, gdy przybył po raz pierwszy do Indii i zamieszkał w jednym z mieszkań, przygotowując się do rozpoczęcia swojej działalności misjonarskiej, zdał sobie sprawę, że żyjąc w takim luksusie, nigdy nie zrozumie tamtejszych ludzi, a jego nauczanie nie będzie autentyczne.

Pragnienie odejścia od luksusów miasta i wygodnej egzystencji skłoniło Bede do podjęcia trudu wyrzeczenia, zarówno zewnętrznego, jak i wewnętrznego, najpierw w Kurisumala, a później w Szantivanam. Prostota wyposażenia domku pustelniczego,  minimum pożywienia (w ciągu dnia obowiązywał jeden pełny wegetariański posiłek), brak umeblowania, a nawet ubóstwo stroju miały wykształcić postawę skromności i świadomości, że chrześcijański sannyāsin jest w pełni zależny od Opatrzności Bożej.

Griffiths wyrzeczenie widzi w trzech postawach: ubóstwie, czystości i posłuszeństwie. W nich zawiera się cała pełnia tego pojęcia. Realizacja tego ideału nie jest prostą drogą. Chrześcijański sannyāsin jest zobowiązany do przejścia tej ścieżki, by zyskać wyzwolenie z tego, co najbardziej mu przeszkadza w realizacji powołania.

Ubóstwo Bede Griffiths postrzega jako realizację ubóstwa ducha z Kazania na Górze. Ukierunkowuje ono myśl chrześcijańskiego sannyāsina na Boga, od którego wszystko pochodzi. Rodzi to postawę braku przywiązania, ponieważ już teraz nic nie należy do nas, nawet nasze ciało. Zyskujemy prawidłowy obraz rzeczywistości jako podarowanej przez Stwórcę i zależnej od Niego. W książce Powrót do środka Griffiths pisze:

Ten rodzaj oderwania od świata bynajmniej nie przeciwstawia się służeniu światu ani zaangażowaniu wobec niego. Jest to wolność od wszelkiego samolubnego przywiązania. I dopiero wtedy, gdy jest się wolnym od siebie, to znaczy wolnym od miłości własnej i samowoli, można prawdziwie służyć światu. Będzie się wtedy potrafiło widzieć rzeczy, jakimi są, i używać ich tak, jak powinny być używane. Poeta czy malarz musi być oderwany od świata, jeśli ma w swej sztuce dawać jego odbicie zgodne z prawdą. Naukowiec musi zachować właściwy dystans do rzeczy badanych, jeżeli ma z nimi naukowo postępować. Święty potrzebuje oderwania bardziej aniżeli tamci. Musi się oderwać od własnej osoby. Nie należy do siebie, lecz do Boga. Obejmuje to nie tylko jaźń świadomą, ale i ja nieświadome. Trzeba zerwać wszystkie więzi, które zakorzenione są w podświadomości, wywodzą się z dziecięctwa, a stały się drugą naturą. Jest to praca na całe życie, a dla większości ludzi nie skończy się nawet w tym życiu. Czyściec jest zrywaniem pęt przywiązania, jakie pozostają w nas w momencie śmierci.

W podobny sposób jest widziany drugi element wyrzeczenia – czystość. Mnich wyraźnie zaznacza, że zarówno świat, jak i ciało nie mogą być z natury złe, ponieważ zostały stworzone przez Boga i są dobre, przeznaczone do zmartwychwstania. Problem tkwi w naszym przywiązaniu do ciała, służeniu zmysłowości i przyjemności z nią związanej, a to już jest złe, ponieważ to, co cielesne, stawiamy w miejsce Boga. Tymczasem naszą seksualność mamy składać Jemu w ofierze. Zupełne oderwanie i ofiarowanie naszych namiętności Stwórcy sakralizuje nasze ciało. Brak przywiązania czyni nas wolnymi i tym samym stajemy się zdolni do podejmowania jasnych i obiektywnych wyborów. Tym bardziej dotyczy to chrześcijańskiego sannyāsina, który ma być człowiekiem czujności i wytrwałości, a przede wszystkim umiejącym prawidłowo współdziałać ze swoim ciałem jako darem od Boga.

Ostatni aspekt wyrzeczenia, dopełniający całości i fundamentalny, to posłuszeństwo. Bede Griffiths, ukazując w swojej koncepcji ubóstwo jako oderwanie od świata, czystość od cielesności, posłuszeństwo interpretuje jako oderwanie od jaźni. Stwierdza, że to ostatnie jest najbardziej radykalne od poprzednich, ze względu na zasięg oddziaływania we wnętrzu osoby. Jaźń w rozumieniu Griffithsa jest „pierwiastkiem rozumu i odpowiedzialności w nas samych, korzeniem wolności, tym, co czyni nas ludźmi”. Jest ona poddana powszechnemu Rozumowi (św. Tomasza z Akwinu określa go mianem „Prawo wszechświata”), w hinduizmie nazywanym dharma. Nie może ona (jaźń) działać niezależnie. Właściwe działanie uwarunkowane jest poddaniem jaźni Rozumowi, w przeciwnym razie zostanie ona we władaniu sił nieświadomości. Paradoksalnie poddanie jaźni Bogu daje jej wolność. Każdy człowiek ma zdolność i wewnętrzne pragnienie pójścia wyżej, transcendowania samego siebie ku Bogu, co realizuje się przez oddawanie samego siebie Jego woli. To jest prawdziwy ideał posłuszeństwa, którego realizacja jest jednocześnie najtrudniejszym zadaniem dla człowieka. Sprzeciw samemu sobie, odrzucenie tego, co zaplanowaliśmy, naszych ambicji i projektów i oddanie tego w ręce kogoś Innego, jest zupełną odwrotnością tego, czego pragniemy. Stąd wielki opór wewnętrzny, aby przepracować to, co w nas nieuświadomione i ukryte. Boimy się i odrzucamy posłuszeństwo, przez co odsuwamy jedyny ratunek dla naszej ciężko poranionej osobowości.

Wyrzeczenie jest punktem stycznym wszystkich rzeczywistości, zarówno materialnych, jak i duchowych, spinającym w jedną całość działalność chrześcijańskiego sannyāsina. Tak naprawdę o efektach działalności misjonarskiej można mówić dopiero wtedy, gdy sannyāsin przejdzie długą drogę osobistej przemiany w duchu wyrzeczenia. Wtedy idąc od wnętrza własnego ja może przejść na zewnątrz, ucząc innych i ukazując im wszechmoc działania Bożego w świecie. Odwrotny kierunek ruchu może wpędzić mistrza duchowego w pychę i samouwielbienie, a tym samym działać destrukcyjnie na wszystkich w jego otoczeniu. Prawidłowe przeżywanie wyrzeczenia wewnętrznego w naturalny sposób będzie się przejawiało w prostocie życia i jednocześnie przygotowywało grunt do ewangelizacji.

Oderwanie od świata i własnego ja nieustannie pociąga ludzi. Święty Benedykt, wzór dla Bede Griffithsa, w podobny sposób realizował swoje powołanie w pustelni w Subiaco, gdzie trwał i ćwiczył samego siebie w walce ze słabościami. Z biegiem lat doszedł do ideału, ale, jak to zazwyczaj bywa, zaczęli gromadzić się wokół niego uczniowie, zafascynowani jego sposobem życia. Podobnie na gruncie indyjskim guru stanowili wzór i przykład wyrzeczenia jako drogi do osiągnięcia pełni człowieczeństwa. Tak też było w aśramie w Szantivanam, gdzie Bede Griffiths starał się zaszczepić ducha chrześcijańskiego w tamtejszej ludności, właśnie rzez wierne przylgnięcie do zwyczajów tam panujących, ale bez zatracania własnej duchowości.

Podsumowaniem tego podrozdziału  niech będą słowa Griffithsa, które w pełni oddają ideał chrześcijańskiego sannyāsina:

Sannyāsin jest kimś, kto niczego nie posiada, nawet odzienia na grzbiecie. Wyrzekł się wszelkiej własności. Oto prawdziwe wyrzeczenie, którego się wymaga: rezygnacja z własnego ja i tego, co moje. Sannyāsin to ten, kto całkiem oderwał się od świata i od siebie samego. Oderwanie jest właśnie hasłem. Jeśli posiadasz jakąkolwiek rzecz materialną, niewiele to znaczy, dopóki nie jesteś do niej przywiązany. Musisz być gotów zrezygnować ze wszystkiego, nie tylko z przywiązania do rzeczy materialnych, lecz także z więzi z ludźmi – z ojcem, matką, żoną, dziećmi, ze wszystkimi, co masz. Jedyne, co musisz wszakże porzucić bezwarunkowo, to twoje ja. Jeśli potrafisz zrezygnować z ego, możesz mieć wszystko, co ci się podoba – żonę, dzieci, domy i ziemię – ale kto potrafi zrezygnować z własnego ja?.

Pytanie postawione na końcu wyraźnie ukazuje, że Bede Griffiths wszystkie starania chrześcijańskiego sannyāsina widzi jako złączone z Bogiem, bo tylko współpraca ze Stwórcą może dać obiecany efekt całkowitej rezygnacji z własnego ja. Koncepcja wyrzeczenia nigdy nie może zostać pomyślana z wyłączeniem działania Boga w życiu człowieka. Tylko dzięki takiemu całościowemu podejściu można mówić o autentycznym oderwaniu się od świata.


Jacek Zelek „Ponad podziałami… Ponad kastami”

komentarz

napisz komentarz
  • Benedyktyni prowadzą dialog międzyreligijny, chociaż Bóg mu się sprzeciwia, bo jest to forma zakażenia bałwochwalstwem: „Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie.” „Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, bo Ja Pan, Bóg twój, jestem Bogiem zazdrosnym, który za nieprawość ojców karze synów do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy Mnie nienawidzą.” Pamiętam, jak zaprosili do Tyńca mnichów buddyjskich, by wspólnie medytować. Zachęcona ich przykładem zainteresowałam się buddyjską medytacją i lekkomyślnie odtworzyłam kilka mantr buddyjskich dostępnych w internecie, nie mając pojęcia o ich treści. Zostałam zaatakowana przez demony i tylko szczera spowiedź uratowała mnie od dręczeń demonicznych. Zastanawiam się, dlaczego nasi „starsi bracia w wierze” – żydzi, nie prowadzą dialogu międzyreligijnego. Bo są wierni Bożemu przykazaniu. Oby benedyktyni się opamiętali i zaprzestali gorszenia maluczkich!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl