Zobacz jakie nowości „szykujemy” w najbliższym czasie…

W ciągu najbliższych dwóch tygodni pojawi się 5 nowych publikacji. Jeżeli jesteś zainteresowany egzemplarzami recenzenckimi, pisz na adres e-mail: jacek@tyniec.com.pl. Poniżej prezentujemy nasze zapowiedzi:

 

nikt-nie-jest-byle-jaki-oprawa-miekka

Nikt nie jest byle jaki (oprawa miękka)

Taka „rodzinna” wydawnicza atmosfera przyświeca zbiorowi moich wywiadów. Nie ukrywam, będzie o naszych projektach, pomysłach, ale moim celem jest przede wszystkim pokazanie, że warto kroczyć drogą pasji, tworzenia czegoś pozytywnego w świecie. Warto próbować, choć czasami wszyscy twierdzą inaczej. W tym wszystkim wspólnym mianownikiem jest twórcza chęć zmieniania rzeczywistości, być może tylko lokalnie, ale jak to jest w mądrym przysłowiu: ziarnko do ziarnka… Nie chodzi o definitywne odpowiedzi na pytania, ale pewne inspiracje, które pociągną dalej w szukaniu tych wartości, które są nam tak potrzebne. Czasami trzeba zostawić pytanie bez odpowiedzi i pozwolić mu nas niepokoić.

Każda z osób, które prezentuje w niniejszej publikacji, robi coś, w czym stara się być najlepsza. Czy to będzie specjalista od Ojców Pustyni i główny redaktor pierwszego, polskiego tłumaczenia Filokalii; profesjonalna pani kaligraf, świetny fotograf i dziennikarz, czy też doskonały mówca, który dzięki słowu potrafi wpływać na tysiące. (Jacek Zelek)

 


 

nikt-nie-jest-byle-jaki

Nikt nie jest byle jaki (oprawa twarda)

Moi rozmówcy, to osoby, którym się chce. Nie poddają się w zmaganiach z rzeczywistością i z walką toczoną wewnątrz samych siebie. Oni też nie mają czasu, rodzina czeka, praca wymaga, wspólnota oczekuje, każdy z nich ma swoje słabości, które raz po raz przeszkadzają. Ale powtórzę to jeszcze raz: PASJA i CHĘĆ tworzenia napędza ich talenty. Paradoksalnie to, co robią, tworzy efekt reakcji łańcuchowej – profesjonalizm i zdrowe podejście – przysparzają im coraz więcej projektów, inicjatyw. Krótko: ludzie ich potrzebują. Wiem jedno: jeżeli robisz coś z pasji, nie jest to w żadnym wypadku coś „ciężkiego”, co przerasta nasze możliwości. W takim układzie jesteś w stanie wziąć na siebie jeszcze więcej, bo zwyczajnie to lubisz. Gdy patrzę na niektórych męczenników systemu, którzy prześlizgują się między kolejnymi godzinami w pracy, strach przejmuje widząc ich kondycję – ciągłe niezadowolenie, apatia, a w najgorszym razie depresja. Ale czy to takie trudne, aby znaleźć sobie jakiś niewielki przyczółek, w którym realizuję samą/samego siebie. Wydaje się, że jest to dobra praktyka – znalezienie sobie takiej twórczej przestrzeni. Może nie będzie to od razu forma zarabiania pieniędzy, ale stanie się to pewną odskocznią od codziennego mechanizmu i kieratu – dom – rodzina – praca. (Jacek Zelek)

 


 

modlitewnik-benedyktynski

Modlitewnik benedyktyński

Zdaniem Aleksandra Brücknera rzeczownik „modlitwa” oznaczał kiedyś po prostu ofiarę bądź prośbę (stąd miało wziąć się określenie „namódlny” – natarczywy, z czasem chyba nasz „namolny”…) „Modlitewnik” zna już Linde – i w takim właśnie znaczeniu, w którym my rozumiemy to słowo dziś – jako zbiór modlitw, a zatem, za Brücknerem, wzorów ofiar i próśb kierowanych do Boga.

Zostawmy jednak na boku etymologię polskiego słowa i spójrzmy jak modlitwę definiuje Ewagriusz z Pontu (IV w.). Dla niego to obcowanie umysłu z Bogiem, czyli wchodzenie w bardzo intymną relację ze Stwórcą, nie tylko „odmawianie” modlitw. W tym kontekście „modlitewnik benedyktyński” brzmi nieco dwuznacznie – mnisi powinni tak chyba określać Psałterz bądź Mszał, nie zbiór modlitw w potocznym sensie tego słowa. Ta książeczka jest pewną propozycją budowania relacji z Bogiem, oby jak najgłębszej. Mnisi próbują robić to przez celebrację liturgiczną, lectio divina i wytrwałą modlitwę osobistą jednocześnie podejmując obowiązki, które wynikają z dnia codziennego. Dlatego zbiorem modlitw mnicha jest dzień codzienny, to jego ofiara i prośba skierowana do Boga. Niech teksty tu zebrane pomogą tak wszystkim spojrzeć na codzienność, aby i ona stała się modlitwą miłą Bogu (Szymon Hiżycki OSB)

 


 

perfectio-conversationis

Perfectio conversationis

Od pierwszego przyjścia Chrystusa w pełni czasu (Ga 4,4) czas osiągnął – jako wymiar ludzkiej egzystencji – z gruntu nowy charakter. Jego bezbrzeżny nurt posiada obecnie, wprawdzie jeszcze ukryty (por. Mt 23,46), lecz z całą pewnością oczekiwany, cel: drugie przyjście (paruzję) Chrystusa w chwale (Mt l6,26). Chrześcijanin, a zwłaszcza mnich, żyje w pełni świadomie zwrócony ku temu upragnionemu celowi.

Faktycznie widzi się mnichów rozproszonych na pustyni, żyjących w oczekiwaniu na Chrystusa, podobnych synom oczekującym ojca lub armii czekającej na swego króla albo szlachetnym sługom, oczekującym swego pana i wybawcy. „Nie ma wśród nich rozterek ani martwienia się o odzież czy pożywienie – jest jedynie oczekiwanie wśród hymnów na paruzję Chrystusa” (Historia monachorum in Aegypto, Prol. 7). Istnieje silny kontrast między tą ewangeliczną beztroską, a bezustannym zamartwianiem się dzieci tego świata (por. Mt 6), gdyż to „jest cechą pogan i niewierzących nieuznających Opatrzności Władcy i odrzucających Stwórcę. Zupełnie inaczej jest u chrześcijan”. Nie wolno nigdy chrześcijaninowi ani tym bardziej mnichowi brać wzoru z tego świata (Rz 12,2). Gdyby tak postąpił, popadłby niechybnie znowu pod władzę bezsilnych i nędznych żywiołów świata (por. Ga 4,9) – od których wyzwolił go przecież Chrystus – a przez to znów pod dyktat niezbawionego czasu „tego eonu”, w którym wszelkie ludzkie dokonania ledwie zaistniałe już się starzeją i zapadają w bezdenną przepaść „przeszłości”. Chrześcijanin winien pozostać wolnym od tyranii boga tego świata (2 Kor 4,4), który już dawno przeminął. A jeśli chrześcijanin – to tym bardziej mnich. „Mnich dlatego zwie się mnichem […] ponieważ dniem i nocą prowadzi dialog z Bogiem, rozmyśla tylko o sprawach Bożych i nie posiada niczego na ziemi” (Makary Wielki).

 


 

most-imienia-ano-ano

Most imienia Ano-Ano

Ćwierć wieku temu na wyspie Fidżi jej czarni autochtoni, będący już w mniejszości, zbuntowali się przeciw rządom hinduskiej napływowej większości. Jedni i drudzy mieli własną mowę, własny świat myśli i tradycji; współistnienie było trudne, zrozumienie niemożliwe. Jak wyjść z takiego kryzysu? Czy istnieją środki prawne, które by to mogły nakazać, narzucić? I z jakim skutkiem? Czy można zbudować jakiś most współpracy między ludźmi, których tyle rzeczy dzieli: język, religia, tradycje, interes? I czy trzeba zrezygnować z własnej tożsamości, żeby móc pogodzić się z istnieniem cudzej?

Bywa, że w rodzinie albo w jakimkolwiek innym środowisku ludzie nie rozumieją się wzajemnie, jakby mówili różnymi językami. Startują każdy z innych oczywistości, nadają tym samym słowom różne znaczenia. Czy można zbudować jakiś most życzliwości między nimi?

Powieściowy kraj Midżi jest siedliskiem takich problemów i poletkiem doświadczalnym takich dążeń.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl