Życie pełne kontrastów i zmagań – recenzja książki „Humanista-Eremita”

Książka o. Jeana Leclercqa choć pisana kilkadziesiąt lat temu posiada jednak pewien szczególny walor, który nadaje jej miano pracy klasycznej, niestarzejącej się, a mianowicie oparta jest w całości na tekstach źródłowych. Leclercq pełnymi garściami czerpie z obficie zachowanego korpusu bardzo różnorodnych dzieł Giustinianiego: przede wszystkim listów, ale też jego medytacji, komentarzy, czy traktatów o życiu duchowym. Między innymi dlatego zdecydowaliśmy się na zamieszczenie w dodatku inwentarza pism Giustinianiego (który pominięto w wydaniu włoskim). Nawet bowiem bardzo pobieżne spojrzenie na jego zawartość daje obraz zarówno rozległości horyzontów intelektualnych i duchowych tytułowego bohatera, jego ogromnej wrażliwości, determinacji, a mimo wielu trudnych doświadczeń czy wręcz niepowodzeń, wielkiego optymizmu, wewnętrznej pogody ducha, szacunku dla drugiego człowieka (nawet wroga) i zaufania Bożej Opatrzności. Jak wyraził to w pewnej medytacji: „Widzę, że zgotowano mi większe prześladowania, niż dotąd poznałem… Oto ja, Panie, Twój niewolnik. Nie odrzucam niczego… Proszę tylko o dwie rzeczy: żeby moje nieszczęścia nie szkodziły drugim i żeby nie odłączyły mnie od Ciebie”. Ale równocześnie lektura inwentarza uświadamia ogromną erudycję Leclercqa, który z wielką swobodą porusza się po przecież niełatwej w odczycie, rękopiśmiennej spuściźnie XVI-wiecznego humanisty, tłumaczącego i komentującego z równą pasją dzieła greckich i łacińskich autorów, zarówno pogańskich, jak i chrześcijańskich. Jest to generalna cecha twórczości Leclercqa, znanego już zresztą polskiemu czytelnikowi z wcześniejszych publikacji (w serii Źródła Monastyczne), jak choćby: Miłość nauki i pragnienie Boga czy Chrystus w oczach średniowiecznych mnichów. Autor z głębokim wyczuciem, a jednocześnie zadziwiającą lekkością potrafił analizować teksty źródłowe, układając je następnie w narracyjną sekwencję zapraszającą czytelnika do podjęcia wewnętrznego dialogu z bohaterem i dalszych, już osobistych poszukiwań i przemyśleń.

Tytuł, jakim Leclercq opatrzył książkę – Humanista-eremita – najtrafniej chyba oddaje osobowość Giustinianiego. Na kolejnych kartach odsłania życie pełne kontrastów i zmagań: „Mam w nienawiści i kocham me ciało. Tak mnie z nim związek brzydzi i tak cieszy, Że wyjść chcę z niego i nie chcę w ogóle. Bo wyjść czy zostać – dwa jednakie bóle”. Jednocześnie widzimy dokonujący się stopniowo lecz systematycznie duchowy rozwój Giustinianiego. Od pierwszego zachwytu nad Platonem, Arystotelesem, Cyceronem czy Wergiliuszem, przez odkrywanie Pisma Świętego, aż do wyznania: „To właśnie w psalmach, bardziej niż gdzie indziej w Piśmie, obecne są najwznioślejsze Boskie rzeczywistości”. Ten, który tak głęboko pragnął ciszy i samotności, nieustannie musiał podejmować wiele odciągających go od niej zadań. Jak sam zanotował pewnego razu: „Z dnia na dzień piętrzyły się zajęcia i kłopoty, a także wszelkiego rodzaju bolączki kłócące się z życiem samotniczym”. Być może była to największa ofiara, którą musiał złożyć. Z perspektywy czasu widać jednak, że ofiara ta nie była przypadkowa ani bezowocna. Dzieło, które zapoczątkował okazało się prawdziwie opatrznościowe, przetrwało stulecia, wojny i kasaty, nadal się rozwija.

Niniejsza książka otwiera cykl publikacji poświęconych Giustinianiemu, w tym przekładów kolejnych jego pism. Niemal równolegle z niniejszą książką ukaże się drugie opracowanie o. Jeana Leclercqa w całości poświęcone doktrynie i duchowości Pawła Giustinianiego (Sam na sam z Bogiem. Życie pustelnicze na podstawie doktryny błogosławionego Pawła Giustinianiego). Obie te publikacje będą stanowić znakomite przygotowanie i wprowadzenie do trzech tomów z przekładami dzieł Giustinianiego (ukażą się w serii Źródła Monastyczne).

Nieprzypadkowo edycje te zbiegają się z 50. rocznicą ogłoszenia patriarchy zachodnich mnichów,  św. Benedykta, głównym patronem Europy. Papież Paweł VI w homilii wygłoszonej na Monte Cassino 11 lipca 1964 roku mówił: „Niech święty Benedykt powróci, by nam pomóc odzyskać życie osobiste; to życie osobiste, za którym dzisiaj tęskni­my, bo brak nam tchu, bo rozwój życia współczesnego, wy­wołuje rozpaczliwe pragnienie, byśmy byli sami sobą, dusi życie osobiste, chociaż je rozbudza, zawodzi je, choć spra­wia, że jesteśmy go świadomi. To pragnienie prawdziwego życia osobistego podtrzymu­je aktualność ideału mniszego”. To pragnienie prawdziwego życia, tęsknota za ładem i harmonią cechowały również i Pawła Giustinianiego, jak znakomicie ukazuje to Leclercq na dalszych kartach tej książki.

Giustiniani zakładając kongregację eremicką nie stworzył jednak niczego nowego, chciał jedynie powrócić do ideału, który pięć wieków przed nim odnowił św. Romuald fundując pustelnię w Camaldoli. Jak zresztą napisał to sam Giustiniani: „Nie ma w Italii lepszego miejsca niż pustelnia Camaldoli”. Niemniej jednak również i sam Romuald nie odkrył tej drogi życia mniszego, realizował jedynie wskazania zawarte w Regule św. Benedykta. Ten zaś jako prawdziwe wzory życia wskazał Ewangelię i Ojców Pustyni: Bazylego, Jana Kasjana czy innych. Tak więc docieramy do samych korzeni monastycznej tradycji, do czasów św. Antoniego, którego już u schyłku starożytności określono mianem pierwszego mnicha. Tradycja ta układa się niczym jeden wielki łańcuch, albo lepiej: można wyobrazić ją sobie jako wielkie rozrastające się stale drzewo: od swych korzeni na egipskiej pustyni, przez św. Benedykta, Romualda, Piotra Damianiego, Pawła Giustinianiego, kolejne pokolenia ich uczniów – aż do dziś. Tę ciągłość i nierozerwalność tradycji dostrzegali i współcześni Giustinianiemu. Pewien benedyktyn odwiedziwszy Camaldoli, tak potem do niego napisał: „W Waszych celach prowadzi się życie Antoniego i Makarego. W Waszym praktykowaniu wspólnoty nie dostrzegłem niczego, co nie byłoby ściśle zgodne z nauczaniem naszego Błogosławionego Ojca, św. Benedykta”.

Aktualność ideału monastycznego najtrafniej chyba wyraził cytowany przed chwilą papież Paweł VI: „Teraz nie brak współżycia społecznego popycha do tego samego schronienia, lecz jego wybujałość. Podniecenie, zgiełk, gorączkowość, uzewnętrznienie, tłumy zagrażają du­chowości człowieka; brak mu milczenia z jego naturalną mową duchową, brak mu porządku, modlitwy, pokoju, brak mu samego siebie. Aby na nowo mieć panowanie i ducho­wą radość z siebie samego, odczuwa potrzebę zwrócić się znowu do klasztoru. Człowiek odzyskany w karności mniszej dla siebie samego, jest odzyskany dla Kościoła”. W osobnym zaś przemówieniu, zwracając się już bezpośrednio do rodziny kamedulskiej, Paweł VI uszczegółowił swą myśl wyrażoną w homilii na Monte Cassino, zwracając uwagę, że specjalną misją, jaką Kościół powierza eremitom, jest „utrzymywanie wśród ludzi żywego pragnienie doskonałości eschatologicznej Bożego Królestwa”. Pięćdziesiąt lat po wygłoszeniu tych słów, można stwierdzić, że są one wciąż albo nawet jeszcze bardziej niż kiedyś aktualne.

Mamy nadzieję, że lektura tej oraz kolejnych publikacji o Pawle Giustinianim, będzie dobrą okazją do podjęcia refleksji dla tych wszystkich, którzy odczuwają tęsknotę za „prawdziwym życiem osobistym”.


Jean Leclerq OSB | Humanista-Eremita. Błogosławiony Paweł Giustiniani (1476-1528) – kup w księgarni on-line


Michał Gronowski OSB

komentarz

napisz komentarz
  • Niezmiernie cieszę się z publikacji, jaki i zapowiedzi przyszłych wydań opiewających w duchowość rodziny kamedulskiej. Jak rewelacyjne zauważył Autor recenzji duchowość ta wyrosła przecież od św.Benedykta, swym charyzmatem zbliżyła się jedynie bardziej do początków monastycyzmu… „Giustiniani zakładając kongregację eremicką nie stworzył jednak niczego nowego, chciał jedynie powrócić do ideału” ,

    „W Waszych celach prowadzi się życie Antoniego i Makarego. W Waszym praktykowaniu wspólnoty nie dostrzegłem niczego, co nie byłoby ściśle zgodne z nauczaniem naszego Błogosławionego Ojca, św. Benedykta”.

    Cieszę się, iż Bracia Benedyktyni z Tyńca podjęli się publikacji odzwierciedlających charyzmat bratniego im pobliskiego Klasztoru Kamedułów na Bielanach, wszak sam Benedykt pisze:
    „Drugi [rodzaj mnichów] to anachoreci, tzn. pustelnicy. Oni to nie w pierwszym porywie zachwytu nad życiem mniszym, lecz przechodząc długą próbę w klasztorze, od wielu uczyli się, jak należy walczyć z diabłem, a dobrze przygotowani w szeregach braci do samotnej walki na pustyni i dość już silni, by obejść się bez pomocy bliźniego, są w stanie, z pomocą Bożą, zmagać się w pojedynkę ze złem czającym się w ciele i w myślach.”

    „Aby we wszystkim, Bóg był uwielbiony”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2014. Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC | redakcja@tyniec.com.pl // blog wspierany przez jzelek.pl